Supplementum

Suplement CXVI

CHROŃMY PRZYRODĘ OJCZYSTĄ, ROCZNIK XII, MAJ – CZERWIEC 1956, ZESZYT 3, s. 158—166

JÓZEF KOLOWCA

W obronie ryb łososiowatych na Dunajcu

Minęły, zdaje się, bezpowrotnie czasy wielkiego bogactwa ryb łososiowatych w naszych wodach górskich.

A przecież nie tak dawno jeszcze niektóre rzeki górskie były czymś zupełnie wyjątkowym w Europie, jeśli chodzi o ich zasobność w ryby łososiowate. Niespełna 30 lat temu Dunajec pod Nowym Targiem był w okresie tarła troci, zwanej łososiem dunajcowym, prawdziwą osobliwością przyrodniczą: na odcinku rzeki liczącym nie więcej niż 150 — 200 m, na tzw. „samorodach nowotarskich” zbierały się rokrocznie całe ławice łososi. Przebieg tarła był tam tak burzliwy, że woda w Dunajcu dosłownie kłębiła się i pieniła.

Bodaj liczniejszy jeszcze był w naszych wodach górskich pstrąg potokowy. Nie było wprost potoczka czy strugi w górach, gdzieby pstrąg nie znalazł odpowiednich warunków bytowania, docierając prawie do samych źródeł, wysoko w ostępach leśnych. Lipień zajmował w wodach górskich oddzielną krainę, leżącą poniżej krainy pstrąga. Wprawdzie obie te krainy często się z sobą krzyżowały, a nawet tu i ówdzie pokrywały — w zasadzie jednak kraina lipienia na Dunajcu dosyć wyraźnie oddzielała się od krainy pstrąga.

Tak bogaty stan ryb łososiowatych utrzymywał się w się w potokach i rzekach górskich mniej więcej do końca pierwszej wojny światowej. Dopiero liczne w tym czasie powodzie spowodowane rabunkowym wycinaniem lasów w górach, a zwłaszcza wielka powódź w roku 1934,zapoczątkowały gwałtowny spadek ryb łososiowatych we wszystkich rzekach górskich. Zaskoczone gwałtownym prądem ogromnych mas wody, ryby bywały znoszone daleko w środkowy, a nawet dolny bieg rzeki, skąd powrót na dawne siedliska — zwłaszcza wysoko w górny bieg potoków — był niezwykle utrudniony. Te zaś, które zdołały się utrzymać w pobliżu swych siedlisk, oślepione mułem obficie niesionym przez wodę, ogłuszone i poranione przez toczące się korytem potężne głazy, były wyławiane przy brzegu przez ludność bądź też po opadnięciu wody martwe zalegały przybrzeżne muliska, osadzone przez wezbrane wody. Powodzie nie tylko przetrzebiły i zdziesiątkowały ryby łososiowate w wodach górskich, ale — co jeszcze ważniejsze — spowodowały daleko idące niekorzystne zmiany w środowisku wodnym. Ogromna fala, tocząca przez wiele dni potężne  głazy i rumowisko skalne, pogłębiła znacznie koryto rzeki w górnym biegu, osadzając w środkowym i dolnym jej biegu wielkie płaszczyzny jałowych kamieńców. Wytworzyły się rozległe płycizny pozbawione miejsc głębszych i bystrzyc, szeroko zaś rozlana woda powodziowa poobrywała brzegi wraz z ich zadrzewieniem, daleko od właściwego koryta rzeki czy potoku. W tych nowych, znacznie już gorszych warunkach siedliskowych z trudem odbudowywało się pogłowie ryb.

Zamiast prowadzenia na wodach górskich gospodarki, która by zaleczyła rany zadane przez powódź, człowiek zaczął w tak rabunkowy sposób eksploatować ryby łososiowate, będące ich naturalnym bogactwem, że na wielu rzekach i potokach całkowicie zaginęły one, a na pozostałych stanowią tak mizerne resztki, że zachodzi poważna obawa, czy w ogóle uda się przedstawicieli rodziny łososiowatych utrzymać w naszych wodach górskich.

Zachłanność i chciwość ludzka w masowym tępieniu ryb przybrała takie rozmiary, że niszczyło się je wszystkimi dostępnymi środkami, nie wyłączając ognia i żelaza. Wysoka cena otrzymywana przez kłusownika za swoją zdobycz oraz łatwość i bezkarność, z jaką mógł pozbyć się złowionej ryby sprawiają, że kłusownictwo rybne nad wodami górskimi było i jest niestety nadal niezwykle rozpowszechnione.

Chociaż do wytępienia łososia w Dunajcu przyczynili się przede wszystkim kłusownicy, to jednak i sport wędkarski niezbyt chlubnie zapisał się pod tym względem. Wprawdzie wędkarze byli wtedy nieliczni, ale ich krótkowzroczność i niezrozumiała zupełnie zachłanność nie znajdują dziś żadnego uzasadnienia i usprawiedliwienia. Jak można sobie np. wytłumaczyć fakt odłowu przez jednego wędkarza w ciągu dwu dni na samorodach pod Nowym Targiem kilkunastu łososi, o wadze łącznej ponad 100 kg, który to „wspaniały połów” trzeba było aż na wozie odstawiać mu do domu! To, czego nie zdołał zrobić człowiek przy całej swej zachłanności, dokonało się ostatecznie po wybudowaniu zapory w Rożnowie. Wprawdzie zrobiono w niej nowoczesną przepławkę dla umożliwienia łososiowi wędrówek tarliskowych z Bałtyku w górę Dunajca, ale nie na wiele się to zdało, skoro łosoś — pomimo utrwalonej dziedzicznie wierności dla swej rzeki macierzystej — nie chce pokonywać tej przeszkody. Jeśli nawet zdarzy się, że nieliczne pojedyncze osobniki przejdą przez przepławki w Czchowie i Rożnowie, jest to jednak niewielki tylko odsetek w stosunku do ilości łososi, jakie dążyły tędy w górę Dunajca przed wybudowaniem zapory. Dlatego też od niedawna łosoś dunajcowy w poszukiwaniu nowych miejsc tarliskowych ciągnie na tarło do nie nawiedzanych nigdy przedtem przez niego rzek i potoków poniżej zapór, takich jak rzeka Biała, bądź też wstępuje daleko liczniej niż przedtem na tarło do Rudawy, Raby, Skawy czy Soły. Na tych rzekach jednak z reguły do tarła nie dochodzi, gdyż z powodu zbyt niskiego stanu wody na jesieni łososie bywają tam wyławiane: w roku 1953 na Rabie pod Myślenicami zebrało się pod tamą kilkaset łososi, z czego ponad 150 sztuk padło ofiara kłusowników, którzy sprzedawali je letnikom na miejscu bądź wywozili do Krakowa.

Czy zatem łosoś dunajcowy uległ doszczętnemu wytępieniu w Dunajcu i jego zlewisku powyżej zapory w Rożnowie?

Pomimo wieloletniej akcji zarybiania górnego biegu Dunajca wyhodowanym sztucznie narybkiem, łosoś dunajcowy jest w przededniu całkowitego wyginięcia. Wprawdzie zdarza się jeszcze, że ten czy ów wędkarz odłowi 2 — 4 kg łososia, jednakże takich przypadków jest zaledwie kilka rocznie. Dzisiaj każdy najmniejszy nawet łosoś, jaki pojawi się jeszcze na wodach Dunajca po pokonaniu zapór, jest dopóty tropiony i ścigany przez wędkarzy i kłusowników, dopóki nie dostanie się w ich chciwe ręce.

Podobne były koleje pstrąga. Odławiany masowo na Dunajcu za pomocą sieci i wędzisk, wybierany w czasie niskiego stanu wody rękami spod kamieni oraz tępiony masowo na tarliskach, pstrąg stopniowo zanika w Dunajcu. Równocześnie, na skutek niekorzystnych zmian środowiska wodnego po wielkiej powodzi, zostaje on wypierany ze swoich w siedlisk przez gatunki bardziej do nowych warunków przystosowane, tj. przez klenia i jelca. Te bezwartościowe z widzenia gospodarczego ryby stają się dzisiaj gatunkami przewodnimi w środkowym i górnym biegu Dunajca.

W ostatnim czasie zaobserwowano, że podczas każdego większego przyboru wody niedobitki pstrągów z Dunajca zdążają do potoków, gdzie zastają pomyślniejsze warunki bytowania, tj. zimniejszą i czystszą wodę. Pstrągi te, po opadnięciu wody, nie schodzą z reguły na dawne swe leże. Tak jest na Porońcu, Rogoźniku oraz większych potokach wpadających do Dunajca, co łatwo spostrzec, gdyż pstrągi dunajcowe różnią się barwą i rozmiarami od populacji miejscowych, które są wyraźnie ciemniejsze i drobniejsze. Skoro nie stało pstrąga w Dunajcu, a ściganie resztek było zbyt żmudne i mało owocne, wyruszyli wędkarze i kłusownicy na liczne potoki zlewisk: Dunajca, Raby, Skawy i górnej Wisły. Tam, gdzie do niedawna nigdy jeszcze nie widziano wędkarza, tam obecnie dzień w dzień dociera na samochodach i motocyklach po kilka partii wędkarzy. Gdy zaś opustoszeje po nich woda w jesieni, ruszają kłusownicy, aby dokonać wyniszczenia resztek pstrąga na tarle.

Jedyną z ryb łososiowatych, zamieszkujących nasze wody górskie, która zdołała uchronić się na razie przed pozbawioną wszelkich hamulców chciwością ludzką i przetrwała w niektórych wodach w niezłym stosunkowo stanie, jest lipień. Lipień, jako ryba spokojnego żeru, mająca swe siedliska na głębokich bystrzycach głównego nurtu rzeki, jest daleko trudniejszy do złowienia przez wędkarzy niż pstrąg czy łosoś, a zupełnie prawie niemożliwy do schwytania przez kłusowników. Dlatego też, dopóki w wodach górskich była obfitość bardziej cenionego i poszukiwanego pstrąga czy łososia, pozostawiano lipienia w spokoju.

Jeśli pomimo tego większość rzek górskich od dawna przestała być krainą lipienia, przyczyny tego należy szukać przede wszystkim w ogromnych zmianach środowiska wodnego na tych rzekach. Ogałacanie z lasów zlewisk górnego Sanu, Raby i Wisły, wycinanie zadrzewień nadrzecznych oraz posuwanie się z uprawą roli niemal po sam brzeg rzeki, powodują tak katastrofalne wahania w stanie wody oraz takie spłycenie i nagrzewanie się rzeki w okresie letnich upałów i jesienią, że lipień nie mając w tym czasie możności schronienia się do miejsc głębszych i zacienionych musiał wyginąć. Całkowicie wyginął lipień w Sanie, Wisłoku i górnej Wiśle, w Rabie zaś, Skawie i Sole uchowały się gdzieniegdzie tylko jego resztki. Ze względu na aktualne dziś projekty regulacji górnego biegu wielu rzek i potoków górskich, warto tu podkreślić, iż bezpośrednią przyczyną zaniku lipienia w górnej Wiśle była wzorowa regulacja progowa rzeki.

Jedyną dziś rzeką górską o względnie zadowalającym stanie lipienia, jest Dunajec. Wprawdzie i na Dunajcu środowisko wodne uległo wielkim zmianom, ale zmiany te w stosunku do lipienia nie były aż tak doniosłe, aby go z tej rzeki mogły wyprzeć. Zatem gdy środowisko wodne w środkowym biegu Dunajca stanowiącym od dawna krainę lipienia stawało się dla niego coraz bardziej nieodpowiednie, gatunek ten zaczął podchodzić w górny jego bieg. Ekspansja lipienia i zajmowanie przez ten gatunek dawnej krainy pstrąga jest tak szybkie, że obecnie lipień, po opanowaniu górnego Dunajca i Białki, wdziera się również do niewielkich i dawniej wyłącznie pstrągowych potoków. Obserwacja życia lipienia w przełomie pienińskim oraz między Szczawnicą a Tylmanową nasuwa przypuszczenie, że na skutek zmiany środowiska życiowego lipienia na tym odcinku Dunajca (znaczne spłycenie wody oraz nadmierne nagrzewanie się podczas upałów letnich) ryba ta zwolna przystosowuje się do nowych warunków środowiskowych. Pomiary temperatury wody na Dunajcu w roku 1954 wykazały, ze w czerwcu woda nagrzewała się do 17° — 19°C, a podczas upałów lipcowych i sierpniowych osiągała przy brzegu i warstwach powierzchniowych na prądach temperaturę 22°— 23°C. W tym czasie lipień schodził z miejsc płytszych na głębiny, trzymając się stale dolnych warstw wody — mniej nagrzanych, a przez to i bardziej natlenionych — bądź też podejmował dosyć odległe wędrówki w górę rzeki na wody o niższej temperaturze. Nagromadzanie się lipienia w przełomie Dunajca oraz wyraźny ubytek tej ryby na wodach bardziej nagrzewających się wskazują, że populacja dunajcowa nie znosi zbyt wysokiej temperatury wody. Czy jednak lipień ginie w temperaturze 20°C, a przy 19°C całkowicie przestaje pobierać pokarm, tak jak to podają niektóre prace, wydaje się wątpliwe. Te bowiem lipienie, które pozostały na swoich dawnych miejscach, zniosły bez szkody dla siebie tę rzekomo zabójczą temperaturę wody.

Zaobserwowano dalej, że w okresie nadmiernego nagrzewania się wody lipień zupełnie nie korzysta z a pokarmu powietrznego, poprzestając tylko na pokarmie dennym. Obecny stan lipienia na Dunajcu dowodzi, że aktualne dziś środowisko wodne na tej rzece jest dla jego życia i naturalnego rozrodu znacznie odpowiedniejsze aniżeli dla pstrąga czy łososia. Tam zaś, gdzie środowisko wodne uległo niekorzystnym zmianom, tam lipień najprawdopodobniej przystosowuje się do nowych warunków życiowych. Ostatnio jednak zaszły wypadki, które wskazują, że lipień w niedługim czasie może podzielić los łososia i pstrąga. To bowiem, co „zaaplikowano” lipieniowi w kilku ostatnich latach podczas tarła, spowodowało, że ten najważniejszy biologicznie moment w jego życiu nie odbył się w sposób naturalny.

W mylnie pojętym interesie ochrony lipienia na tarliskach zagradza się lipieniowi drogę w czasie jego wędrówek do naturalnych tarlisk położonych wysoko w górnym biegu potoku. Na potokach: Leśnicy, Grajcarku, Krośnicy i Kowańcu umieszczono w poprzek potoku płotki, które całkowicie zamknęły lipieniowi drogę do jego tarlisk. Płotki te zostały przy tym tak niefortunnie ustawione, że na pozostawionym lipieniowi do tarła odcinku albo do tarła nie dochodziło, albo też umożliwiono kłusownikom wyłowienie tarlaków, zanim zdążyły się one wytrzeć. Na Krośnicy pozostawiono do tarła około 30 m szutrowisk, od mostu drogowego aż do ujścia Krośnicy do Dunajca: płoszone przez ustawiczny ruch pieszy i kołowy, niepokojone przez licznych gapiów, a nawet rozpędzane kamieniami przez wyrostków, lipienie po bezowocnych próbach sforsowania przeszkody, wracały do Dunajca, nie wycierając się na przeznaczonym im przez człowieka miejscu.

Z konieczności zatem lipienie ciągnące na wspaniałe miejsce tarliskowe w górnym biegu Krośnicy, zmuszone zostały do wytarcia się na garbach i szutrowiskach Dunajca. W latach zaś poprzednich lipień masowo wstępował na tarło wysoko w górę Krośnicy: zwykle tarło nie skupiało się na jakimś odcinku potoku, lecz tarlaki wchodziły w całe jego zlewisko, docierając na Czarną Krośnicę pod Lubań, potok Glinkę powyżej Grywałdu czy też nawet w małe potoczki, które mają swoje źródła w Pieninach.

Przy obserwowaniu zachowania się lipienia w czasie tarła rzucało się w oczy, że jest on niewiele mniej płochliwy niż w zwykłym okresie swego życia, kiedy to błyskawicznie reaguje na bodźce zewnętrzne. Jedynie podczas właściwego tarła lipień, podobnie jak inne ryby, zatraca zwykłą płochliwość i stosunkowo łatwo daje się podejść. Nigdy jednak, nawet w stanie ogromnego podniecenia, podczas ocierania się par o siebie, lipień nie daje się podejść ani też schwytać do ręki, tak jak pstrąg. Dlatego też sporo jest przesady w opisach masowego tępienia lipienia na tarliskach przez ludność, która drągami i łańcuchami ogłusza trące się ryby.

Znacznie większych klęsk doznaje lipień na tarle, gdy zajdą podobne okoliczności jak w roku 1954 na potoku Grajcarku w Szczawnicy Niżniej. Aby nie dopuścić do tarła w górnym i środkowym biegu potoku, zagrodzono Grajcarek drucianą siatką. Wstawiono ją jednak w zupełnie nieodpowiednim miejscu, gdyż lipień nie mogąc tędy przedostać się w górę potoku wstępował masowo w dwie wpadające nieco poniżej młynówki, skąd został przez miejscowych kłusowników doszczętnie wybrany sakiem. Poza tym siatka została ustawiona zbyt późno, wobec czego wiele tarlaków przedostało się wcześniej w górę potoku. Tarlaki te wracając gromadnie stały przy siatce, która odcinała im powrót do Dunajca: te również padły ofiarą kłusowników.

Poszukując w maju i czerwcu na tych potokach wylęgniętego narybku lipienia — który łatwy jest do rozpoznania, gdyż jest bardzo drobny i trzyma się stadami w postaci charakterystycznych chmurek — stwierdzono jedynie na Grajcarku kilka takich miejsc, na przestrzeni 500 — 600 m, jaką pozostawiono lipieniowi na odbycie tarła. Wynika z tego, że tarło lipienia w tym rejonie odbyło się prawie w całości na Dunajcu. Czy będzie to jednak z korzyścią dla lipienia rocznika 1954, wydaje się wątpliwe.

Chociaż wędrówki tarliskowe lipienia z Dunajca do potoków są bez porównania krótsze niż tysiąckilometrowa wędrówka łososia Wisłą w górę Dunajca, zachodzi pytanie, czy ten właśnie moment ma decydujące znaczenie dla rozwoju potomstwa.

Wszystkie ryby wybierają miejsce na tarło w ten sposób, aby zapewnić jak najlepsze warunki swemu potomstwu. U łososiowatych miejsce tarła wyznaczają następujące warunki ekologiczne: temperatura i natlenienie wody oraz ochrona ikry i narybku przed wrogami. Fakt zatem kierowania się lipienia na tarło w górę potoków ma swe biologiczne uzasadnienie. Właśnie tam wysoko w górze na niewielkich potoczkach jego ikra i wylęgnięty z niej narybek mają najlepsze możliwości rozwoju: temperatura wody jej natlenienie zapewniają optymalne warunki rozwoju zapłodnionej ikry ikrze, niski zaś stan wody chroni ją dostatecznie przed takimi wrogami, jak pstrąg i kleń, które ciągną na tarliska lipienia, w zamiarze pożarcia jego ikry. Natomiast na otwartych wodach Dunajca możliwości rozwoju potomstwa są bez porównania mniejsze. Ustawiczne wahania stanu wody w tym czasie i częste znaczne zmętnienie wody mogą być powodem masowego wyniszczenia ikry bądź przez wynurzenie  się jej z wody (lipień składa ikrę płytko na szutrowiskach i garbach, przylepiając ją do kamieni), bądź przez zamulenie. Całe zaś pogłowie ryb na Dunajcu, nie mające  w tym czasie pokarmu i wygłodniałe po zimie, może spowodować prawdziwe spustoszenie.

Z obserwacji biologii lipienia wynika, że największe możliwości pomyślnego rozwoju (największa płodność gatunkowa) ma potomstwo lipienia wtedy gdy tarło tych ryb odbywa się w tych miejscach i w taki sposób, jak to w aktualnym momencie instynkt każe czynić tarlakom. Natomiast zmuszanie lipienia do postępowania  wbrew swym naturalnym, dziedzicznie utrwalonym instynktom z reguły kończy się niepowodzeniem.

Dalszym faktem, który świadczy o zupełnym ignorowaniu podstawowych zasad gospodarowania na wodach górskich, jest odłów na Dunajcu tzw. „białej ryby” w kwietniu w czasie największego nasilenia tarła lipienia. Obserwując kiedyś przebieg tarła  — w tym rejonie trwało ono od 25.III. do 30.IV. — zauważyłem, że w dół rzeki zjeżdżało kilka łodzi, które zarzucały sieci. Jedną z sieci zarzucano przy ujściu Krośnicy do Dunajca, drugą — nieco niżej, naprzeciw bindugi Centrali Drzewnej, tam gdzie Dunajec osadza szerokie szutrowiska. Sieci zapuszczono tam właśnie, gdzie odbywało się tarło lipienia po odcięciu mu drogi na Krośnicę. Jeśli więc odłowy gospodarcze na Dunajcu są konieczne, niechajże nie odbywają się one przynajmniej podczas tarła lipienia: rozpędzanie  ryb z najdogodniejszych do tego celu miejsc oraz niepokojenie ich wpływa bowiem wyraźnie ujemnie na przebieg, a tym samym i na wynik tarła.

Prowadzona od kilku lat akcja wzmocnienia pogłowia lipienia na Rabie i jej dopływach jest ze wszech miar słuszna i uzasadniona ze względu na zupełny prawie zanik tej cennej ryby. Czy jednakże metody, jakie przy wykonywaniu tego zadania stosuje okręg krakowski Polskiego Związku Wędkarskiego, są słuszne, wydaje się wątpliwe. Z uwagi na niewielką płodność osobniczą lipienia — samica o wadze 500 g składa zaledwie około 2500 jaj — dla produkcji sztucznego narybku trzeba odławiać co roku w Dunajcu po kilkaset tarlaków. Otóż tarlaki takie odławia się za pomocą elektrycznego agregatu. Obserwując tego rodzaju odłowy, łatwo jest dojść do przekonania, że posługiwanie się przy tym elektrycznością jest najzupełniej niepotrzebne. Odłowy tarlaków można bowiem przeprowadzić znacznie szybciej i bez porównania taniej tymi metodami, jakie stosują kłusownicy: wystarczy zrobić na potoku, którym ciągną lipienie na tarło, kilka prowizorycznych zastawek, aby skierować je na boczne odnogi czy młynówki, gdzie już odłowienie ich sakiem nie nastręcza żadnych trudności. Jeśli w ciągu dnia potrafi kilku kłusowników odłowić w ten sposób worek lipieni, to nie wiadomo dlaczego P.Z.W. musi się aż uciekać do prądu elektrycznego. Tym bardziej, że nigdy nie można mieć pewności, czy wtórne skutki porażenia prądem o tak wysokim napięciu nie działają na lipienie albo nawet na całą biocenozę wodną! Ostatnie badania czeskie i niemieckie wykazały, że prąd elektryczny nie wpływa szkodliwie na rozrodczość ryb, na rozwój ikry i narybku oraz na drobne zwierzęta wodne, wszelako pod warunkiem, że użyty agregat działa należycie, a jego obsługa jest fachowa i wykwalifikowana. W przeciwnym razie wpływ prądu elektrycznego na biocenozę wodną może być katastrofalny. Toteż nic dziwnego, że w roku ubiegłym znajdowano u nas na brzegu potoków, nazajutrz po przejściu agregatu, martwy narybek pstrąga i lipienia. Ponieważ spostrzeżenia te zostały dokonane na kilku różnych potokach, może to dowodzić, że sposób w jaki posługiwano się prądem elektrycznym do odłowu ryb, nie jest jeszcze bez zarzutu. Może jednak najbardziej zagraża lipieniowi zagłada ze strony wędkarzy, którzy niestety w ogromnej większości grzeszą brakiem elementarnych zasad etyki sportowej i łowieckiej. W jesieni ubiegłego roku wypadki odłowu przez wędkarzy 15 — 17 cm młodzi lipieniowej były tak powszechne i masowe, że po zakończeniu sezonu łowieckiego można było zauważyć wyraźny jego ubytek. Wobec tego, że straż rybacką zniesiono, grasują dziś bezkarnie na wszystkich wodach górskich, a zwłaszcza na Dunajcu, zaopatrzeni w legitymacje P.Z.W. rozzuchwaleni kłusownicy, którzy za pomocą wszystkich dostępnych sobie środków wyławiają każdą, najmniejszą nawet rybkę!

Z uwagi na obecny stosunkowo niezły stan ilościowy lipienia w Dunajcu należy osądzić, że ten najbardziej żywotny i ekspansywny gatunek spośród łososiowatych da się w tej rzece jedynie wtedy utrzymać i na stałe zabezpieczyć, jeśli człowiek będzie respektował te jego te jego naturalne potrzeby (odbywanie nieskrępowanych wędrówek tarliskowych, należytą ochronę miejsc w czasie tarła, stopniową poprawę środowiska wodnego, niedopuszczanie do nadmiernych odłowów naruszających równowagę biologiczną), dzięki którym mógł przetrwać ten bardzo krytyczny  dla niego czas, w ciągu ostatnich lat.

Niezbędne jest znalezienie jakiegoś rozsądnego, popartego szerokimi badaniami naukowymi wyjścia z tej krytycznej sytuacji, jaka w naszych wodach górskich nęka od dawna łososia dunajcowego i pstrąga, a ostatnio również lipienia. Trzeba koniecznie Uchronić od grożącej ze strony człowieka zagłady wspaniałego lipienia dunajcowego — jedyną bodaj rasę na świecie, jeśli chodzi o takie jego cechy odróżniające go korzystnie od ras innych, jak: barwa, wielkość i żywotność.

PIŚMIENNICTWO

Ring K. (1953). Lipień — mało znana i zanikająca ryba wód karpackich. Chrońmy przyrodę ojczystą nr 4.

Siedlecki M. (1932). Ochrona ryb. Warszawa 1932.

Starmach K. (1950). Życie ryb słodkowodnych. PWRiL.

Szmidt P. (1950). Wędrowki ryb. Książka i Wiedza. Warszawa.

2014/01/18 | Supplementum

Suplement CXV

Żarnecki S., Rychlicki Z., Płaza T. 1961, Wstępne obserwacje nad zachowaniem się karpi w czasie tarła [Preliminary observations of carps behaviour during the spawning]. 77-B-3 : 941-948; rys., bibliogr., streszcz. ros., ang.

S. Żarnecki, T. Rychlicki i T. Płaza

WSTĘPNE OBSERWACJE NAD ZACHOWANIEM

SIĘ KARPI

W CZASIE TARŁA

 Вступительные наблюдения карпов в период нереста
 
Preliminary Observations of Carps Behaviour During the Spawning

Instytut Zootechniki w Zatorze

(Wpłynęło do Redakcji dn. 20. IV. 1960 r.)

Dotychczasowe obserwacje tarła karpia dokonywane były z reguły z brzegu stawu, a czasami ze stanowisk specjalnie skonstruowanych w obrębie tarliska. Ostatnio obserwacje w tej dziedzinie przeprowadził J. Starmach (1957).

Największą przeszkodą w dotychczas podejmowanych obserwacjach tarła karpia była niemożność rozpoznania jego przebiegu we wszystkich szczegółach, ponieważ przy patrzeniu z góry w skotłowanej oraz zmąconej wodzie następowało ograniczenie widoczności. W tych warunkach wymykała się spod obserwacji część ruchów względnie postawy ryb, cechująca ich zachowanie przy składaniu ikry i wydalaniu plemników, zachowanie się osobników obu płci wobec siebie, zachowanie się samców wobec siebie, udział w tarle drugiego samca i wiele innych.

Z ostatnią okolicznością wiąże się istotna dla praktyki hodowlanej sprawa stosunku liczbowego, w jakim obie płci mogą być dopuszczone do tarła. Ciągle aktualne jest pytanie, czy obecna praktyka operująca zazwyczaj tzw. kompletami trójkowymi, składającymi się z 1 samicy i 2 samców¹ rzeczywiście zapewnia najlepsze wyniki hodowlane i jak dalece dostosowana jest do biologii rozrodu tej ryby.

Szwedzcy badacze E. Fabricius i K. J. Gustafson stwierdzili, że w zapłodnieniu jednej samicy okonia może brać udział równocześnie  7 — 8 samców, które w chwili wydalania przez nią ikry ustawiają się momentalnie wokół niej w pozycji nazwanej przez autorów „gwiaździstą”. Nie wiadomo, ile samców przypada w tarle naturalnym karpia dzikiego na jedną samicę i jakie jest zachowanie tarlaków względem siebie.

¹ Poniżej podany przegląd historyczny pozwala stwierdzić, że wśród hodowców karpia na terenie Europy od kilkuset lat nurtowały wątpliwości, jaki powinien być właściwy stosunek liczbowy tarlaków obu płci. W największym w Europie kompleksie gospodarstw stawowych w Trzeboni (Wittingau) w Czechosłowacji zachowały się w miejscowym archiwum zapiski dotyczące gospodarki stawowej za okres pięciu wieków. Opracował je i opublikował z końcem XIX wieku Šusta (1898). Z jego pracy wynika, że w XV wieku wyodrębniano duże stawy z wyłącznym przeznaczeniem na tarliska i wychów wycieru i wpuszczano do nich na tarło znaczną ilość samych tarlaków bez dodatku ryb młodych. Stosunków obu płci ówczesne zapiski nie podają. W pierwszych dziesiątkach XVI wieku we wszystkich stawach tarliskowych spotyka się już dodatek znacznej ilości młodych ryb, wśród których zapewne były też selekty wpuszczane, jak Šusta przypuszcza, z myślą o pobudzaniu aktywności dużych tarlaków (Anhetzer). W ostatnich dziesięcioleciach XVI wieku przekonano się, że duża ilość młodszych roczników nie daje dobrych wyników i coraz bardziej ograniczano się do obsady złożonej z samych tarlaków, wśród których przeważały samice w stosunku dwie samice na jednego samca. Już wtedy wyłaniało się pytanie czy stosunek ten jest wystarczający do zaplemienia całej ilości ikry. Toteż z początkiem XVII wieku spotyka się równą ilość osobników obu płci (1 : 1) obsadzaną na tarło, przy czym wrócono do dawnej praktyki dodawania młodych mleczaków, tylko że nie w tak wielkich ilościach jak z początkiem XVI wieku. Od XIX wieku po wprowadzeniu przez Dubisza małych stawków tarliskowych, wpuszcza się z reguły 2 samce na 1 samicę. Ta praktyka jest — jak wiadomo — stosowana dzisiaj powszechnie.

Dla przeprowadzenia obserwacji koniecznych dla badań w tej dziedzinie zbudowano w Instytucie  Zootechniki w Zatorze na terenie Zakładu Bugaj tarlisko obserwacyjne w postaci specjalnego zbiornika betonowego o jednej ścianie zaopatrzonej z boku w oszklone okienka oraz pomieszczenie dla obserwatora wg projektu opracowanego przez mgr. Zbigniewa Rychlickiego (rys. 1) a zbudowanego z dużym nakładem pracy przez inż. T. Płazę (rys. 2 i 3).  Zastosowano tu w zasadzie rozwiązanie zbliżone do tego, którymi dla obserwacji innych gatunków ryb posłużyli się autorzy szwedcy: Lindroth (1954), Fabricius i Gustafson (1954, 1955) w Hölle na rzece Indals w płn. Szwecji.

Rys. 1. Tarlisko obserwacyjne

a — okna 80 X 60 cm    W — właz do kabiny obserwacyjnej
b — doprowadzenie wody    A — kabina obserwacyjna 6,00 X 0,90 X 1,70
c — odprowadzenie wody    B — tarlisko 3 X 6 m lub 0,60 X 6,00 m
d — ścianka zmniejszająca tarlisko z pow. 18 m² na 3,6 m²

Fot. 1. Postawa często przybierana przez samicę (której z tyłu towarzyszą dwa samce) przy często wielogodzinnym opływaniu terytorium, na którym ma być złożona ikra

Obserwacyjne tarlisko w Zatorze Bugaju ma kształt prostokąta o bokach 6 X 3 X 1,2 m i maksymalnej głębokości zalewu 0,6 m (p. ryc). Z jednego krótszego boku w górnej części ścianki umieszczono dopływ w postaci dwóch rur o Ø 20 cm. Odpływ usytuowano na przeciwległym krótszym boku również w dolnej części ścianki. Woda odpływa górą przez mnich. W ten sposób woda przechodzi przez tarlisko wzdłuż jego dłuższych boków. Ilość wody przepływającej była zmienna i wynosiła od 46 do 192 l/min. Cały kompleks stawów na Bugaju zaopatrywany jest w stosunkowo zimną wodę z Wieprzówki, dużego potoku o podgórskim charakterze, będącego lewobrzeżnym dopływem Skawy. Woda do tarliska pobierana była bezpośrednio z donośnika bez przejścia przez podgrzewacz, osadnik, względnie filter. Woda z tego samego donośnika zaopatruje szereg wyżej położonych stawów w związku z czym poziom jej w donośniku oraz tarlisku podlegał częstym wahaniom.

  Fot. 2. Dwa samce zgodnie płynące za samicą (opływanie tarliska może rozciągać się na kilka godzin).

Fot. 3. Tarlisko obserwacyjne zalane wodą

W przeciwstawieniu do gatunków ryb wycierających się w klarownej wodzie a obserwowanych przez wspomnianych autorów szwedzkich, tarło karpi odbywa się z reguły w zbiornikach o dnie mulistym, w których w czasie tarła następuje zmącenie wody, uniemożliwiające obserwacje. Była to trudność o istotnym znaczeniu. Dla jej przezwyciężenia zastosowano w zatorskim „obserwatorium” dno wyłożone przemytym gruboziarnistym piaskiem, a zamiast roślinności, cechującej dobre tarlisko karpiowe ułożono na piaszczystym dnie gałęzie jałowca, który niejednokrotnie w dawnej praktyce chowu karpia był do tego celu używany. Mimo tych środków okazało się po wpuszczeniu tarlaków na pierwsze tarło, że przezroczystość wody wpływającej z donośnika jest tak mała, iż tylko ta część zbiornika, która przylegała do okienek obserwacyjnych na odległość 30 — 40 cm (kontury ryb do 90 — 100 cm) mogła być widoczna. Wskutek tego przy obserwacji drugiego tarła zwężono pole obserwacyjne przez przegrodzenie wnętrza tarliska podłużną ścianką z żerdzi (o odstępach 5 cm) stwarzając basen o wymiarach 0,6 X 6 m.

Fot. 4. Tarlisko obserwacyjne z opuszczoną wodą

Przebieg obserwacji

W ciągu dwóch tygodni poprzedzających okres tarła tarlaki żywiono skiełkowanym jęczmieniem, przenosząc tutaj zabieg dający korzystne rezultaty w chowie niektórych zwierząt ssących i ptaków. Na marginesie należy podać, że spostrzeżenia poczynione w praktyce Zatorskiej wskazują, że tego rodzaju żywienie tarlaków skiełkowaną pszenicą i jęczmieniem korzystnie wpływa na udanie się tarła. Dalsze próby w tym kierunku byłyby pożądane. Poza wspomnianym żywieniem tarlaki tuż przed ich wpuszczeniem do tarliska poddano hypofizacji, używając do tego celu świeżej przysadki mózgowej karpia.

Obserwacje pierwszego tarła w r. 1958

Do tego tarła użyto trójkowego kompletu tarlaków lustrzeni o następujących ciężarach ciała:

samica — 7,0 kg
samiec większy — 5,5 kg
samiec mniejszy — 4,0 kg

Hypofizację tych tarlaków przeprowadzono 31. V. 1958 r. o godz. 20.15, po czym wpuszczono je do tarliska dnia 1 czerwca 1958 r. o godz. 6.15. Temperatura wody w donośniku i tarlisku wynosiła równo 15° C. Woda przepływała cały czas przez tarlisko. W okresie obserwacyjnym stwierdzono wahania jej  poziomu w granicach 7,5 cm. Obserwacje trwały bez żadnej przerwy tegoż dnia do godz. 19.15, tj. do czasu, gdy natężenie światła dziennego pozwalało jeszcze na wystarczającą widoczność. Obserwacje kolejno prowadzili mgr W. Karbowski, mgr Z. Rychlicki i J. Rychlicka oraz inż. T. Płaza. Dotychczasowe spostrzeżenia jakkolwiek nieliczne i fragmentaryczne, pozwalają na podanie niektórych szczegółów, cechujących zachowanie się karpia w okresie tarła

1. Właściwy akt tarła poprzedza zawsze wielogodzinne krążenie samicy w różnych partiach zbiornika. Robi ono wrażenie badania przez rybę przestrzeni przydatnej dla złożenia ikry. Jest to potwierdzenie faktów znanych doświadczonym w tym względzie hodowcom.

2. Samce płyną zasadniczo stale tuż za samicą obok siebie względnie jeden za drugim.

3. Nie zauważono jakichkolwiek prób odpędzania jednego samca przez drugiego. Wręcz przeciwnie między obu samcami panują stosunki „zgodne”.

4. Samiec mniejszy brał cały czas aktywny udział w „zabiegach” o samicę, jakkolwiek chwilami odnosiło się wrażenie, iż pozostaje on na drugim planie wobec samca większego.

5. Jak dotychczas zaobserwowano do pobudzania samicy służą dwa rodzaje ruchów samca:
a) zupełnie wyraźne obejmowanie lub dotykanie przez samca pyszczkiem płetw piersiowych, wzgl. okolicy płetw piersiowych samicy,
b) lekkie uderzanie przez samca pyszczkiem otworu płciowego wzgl. płetwy odbytowej lub okolicy płetwy odbytowej samicy.

6. Przed zapadnięciem zmierzchu zaobserwowano gwałtowne ruchy samców i w pewnym momencie przyciśnięcie przez oba samce samicy do jednego z okienek obserwacyjnych. Bezpośrednio potem zauważono właśnie pierwszą ikrę w wodzie. Następnego ranka stwierdzono, że w ciągu nocy nastąpiło zupełne wytarcie się ryb, przy czym największe ożywienie panowało w tarlisku o godz. 2.30 nad ranem.

7. Tarło odbyło się w temperaturze 15° C — przy przepływie wody przez przez tarlisko.

Obserwacje drugiego tarła w r. 1958

Na drugie tarło wpuszczono w dniu 2 czerwca 1958 r. o godz. 6.00 komplet tarlaków tak samo przygotowanych (uprzednie dwutygodniowe karmienie skiełkowanym jęczmieniem i hypofizacja). Ciężary tarlaków przedstawiały się następująco:

samica —  5,0 kg
samiec większy — 6,5 kg
samiec mniejszy —  3,5 kg

Istotnym zagadnieniem było stwierdzenie, czy tarło w ogóle może dojść do skutku w tarlisku, które — jak już wspomniano na wstępie — zostało przegrodzone tak, iż ryby mogły się poruszać w obrębie przestrzeni wynoszącej tylko 6 X 0,6 m. Obserwacje były wyrywkowe a nie ciągłe, jak przy pierwszym tarle. Do czasu zapadnięcia zmroku we wodzie nie zaobserwowano złożenia ikry. Nie zauważono też żadnych nieprzyjaznych ruchów między samcami, mimo celowo dobranej jeszcze większej różnicy ich wielkości.

Ponadto wspomniane obserwacje potwierdziły zachowanie się tarlaków podane już w opisie pierwszego tarła w punktach 1 do 5. Wytarcie ryb nastąpiło w nocy, przy czym największe ożywienie podobnie jak w poprzedniej serii obserwacji stwierdzono przed godz. 3 nad ranem. Na podkreślenie zasługuje fakt, że ikra została złożona tylko w części zbiornika przylegającej do dopływu wody. Nawet rura doprowadzająca wodę była oblepiona ikrą, natomiast nie stwierdzono ikry przy odpływie. Wreszcie udanie się tarła karpi w zbiorniku tak małym o 60 cm szerokości, rokuje nadzieję na należytą widoczność w dalszych  obserwacjach, a nawet na możliwości sfilmowania jego przebiegu.

Ograniczona widoczność, brak sztucznego oświetlenia w nocy, niemożność stwierdzenia momentów wydalania ikry i mlecza itd., wymagają dalszych obserwacji. Pozwolą one też osądzić, które z stwierdzonych przejawów w zachowaniu się ryb są typowe i stale się powtarzają.

Obserwacje w roku 1959

Wskutek zakażenia Ichtiophtiriusem tarlaków w innych kompleksach zespołu Zatorskiego, pragnąc uniknąć rozwleczenia pasożyta nie wprowadzano do tarliska w obrębie Zakładu bugajskiego tarlaków z zewnątrz, a miejscowy komplet nie wytarł się,  mimo że z początkowego jego zachowania można było sądzić, iż tarło dojdzie do skutku.

Poprzestano zatem na wypróbowaniu sposobów sztucznego oświetlania tarliska, które by pozwoliło na fotografowanie ryb w czasie przyszłych obserwacji. W toku tych prób wykonujący je mgr Szczepański zrobił zdjęcia tarlaków, charakteryzujące ich postawę przed tarłem. Dwa z nich reprodukuje się powyżej. Zdjęcie nr 2 przedstawia dwa, samce płynące obok siebie w ślad za wyprzedzającą je samicą. Zdjęcie nr 1 przedstawia samicę w postawie, którą często przybiera w okresie gdy towarzyszące samce płyną za nią.

Wstępne wnioski

Najważniejszym momentem w dotychczasowych obserwacjach jest stwierdzenie, że dwa samce zabiegające o jedną samicę nie przeszkadzają sobie wzajemnie. Stąd też wydaje się, że obsadzanie tarlisk w stosunku: dwa samce na jedną samicę nie jest sprzeczne z biologią karpia. Nasuwa się przypuszczenie, wymagające zbadania w dalszych obserwacjach, czy jeszcze szerszy stosunek samców do samic nie będzie zapewniał lepszych wyników tarła.

LITERATURA

1. Fabricius E. and Gustafson K. J. — Further aquarium observations of the spawning behaviour of the char, Salmo alpinus L. — Report Institute of Freshwater Research Drottningholm — Lund 1954. No 35.

2. Fabricius K and Gustafson K. J. — Observations on the spawning behaviour of the grayling, Thymallus thymallus L. — Report Institute of Freshwater Research Drottningholm — Lung 1955. No 36.

3. Lindroth A. —  A stream tank of the Hölle laboratory — Report Institute of Freshwater Research Drottningholm — Lund 1954. No 35.

4. Starmach J. — Obserwacje nad tarłem i rozwojem ikry karpia — Biuletyn Zakładu Biologii Stawów PAN nr 5, Kraków 1957.

5. Šusta J. — Fünf Jahrhunderte d. Teichwirtschaft zu Wittingen. Ein Beitrag zur Geschichte d. Fischzucht — Stettin 1898.

*

*                                                        *

Żarnecki, S., Rychlicki, Z. 1961. Badania nad zachowaniem się karpia (Cyprinus carpio L.) w czasie tarła w roku 1960, Ekologia Polska, Seria B, Zeszyt 3, s. 227-231.

STANISŁAW ŻARNECKI I ZBIGNIEW RYCHLICKI

Zakłady Doświadczalne w Zatorze
Instytut Zootechniki

Badania nad zachowaniem się karpia (Cyprinus carpio L.)
w czasie tarła w roku 1960

W roku 1960 kontynuowano obserwacje nad przebiegiem tarła karpia, rozpoczęte w latach 1958 i 1959 i opisane w pracy Żarneckiego, Rychlickiego i Płazy (1961). W tejże pracy podano opis i konstrukcję tarliska obserwacyjnego, zbudowanego w Zatorze na terenie Zakładu Doświadczalnego Bugaj. Tarlisko to zaopatrzono jeszcze w roku 1960 dodatkowo w filtr koksowy, dla zapewnienia możliwie maksymalnej przezroczystości wody, koniecznej dla podejmowanych obserwacji. Wewnątrz tarliska obserwacyjnego o powierzchni 3X6 m wydzielono 2 komory, co uwidocznione jest na schematycznym rysunku (fig. 1). Jedna komora (a), o powierzchni 2 X 0,6 m, powstała przez przedzielenie basenu listwami, wyłożonymi od wewnątrz płótnem, które pokrywało również dno, z wyjątkiem ściany czołowej, która umożliwiała swobodne krążenie wody.

Fig. 1. Schemat tarliska obserwacyjnego A — tarlisko obserwacyjne; B — pomieszczenie dla obserwatora; a, b — komory obserwacyjne
Diagram of spawning tank A — spawning tank adapted for observation; B — place for observer; a, b — cabins for spawners

Druga komora (b), o powierzchni 2 X 0,6 m, zbudowana została wewnątrz tego samego basenu z desek heblowanych, polakierowanych na biało, ułożonych dachówkowato, bez pokrycia płótnem i zapewniających swobodny przepływ wody przez tylną ścianę komory.

Na dnie obu komór przymocowano do listew względnie desek uschnięte gałązki jałowca. W odległości 10 cm od zwierciadła wody zawieszono w obu komorach sieć rybacką, aby zapobiec wyskakiwaniu tarlaków. Nad tą siecią, w odległości w odległości 20 cm, położono szyby szklane, nad którymi zawieszone były żarówki.

Przebieg obserwacji

Dnia 24.VI.1960 r. o 10 godz. obsadzono w komorze a komplet trójkowy tarlaków, składający się z jednej samicy o ciężarze około 4 kg i dwóch samców, o ciężarze około 2 kg każdy. W komorze b umieszczono dwójkowy komplet tarlaków, składający się z samicy, o ciężarze około 3,5 kg i samca o ciężarze około 1,5 kg. Samce miały 4 lata, samice 5 lat. Obie samice były tuż przed obsadą hypofizowane, przy czym każdej sztuce zastrzyknięto jedną przysadkę mózgową.

W komorze a samica pomimo tej hypofizacji zachowywała się obojętnie aż do zakończenia obserwacji, samce natomiast wykazywały duże ożywienie i aktywność. W komorze tej do tarła w ogóle nie doszło.

W komorze b sytuacja była odwrotna. Samica wykazywała od początku obserwacji, tj. od godziny 10, znaczną aktywność, podczas gdy samiec zaczął się nią interesować dopiero po około dwunastu godzinach, a więc około 22 godz.

Od tego momentu rozpoczęła się faza, którą przez analogię z opisami tarła, podawanymi przez Fabriciusa i Gustafsona (1954a i 1954b) nazwać można „fazą zalotów”. Zaloty przejawiały się w następujący sposób: samiec, który do tego momentu nie wykazywał ruchliwości, rozpoczął okrążanie samicy, przepływając obok niej z różnych stron i często się o nią ocierając, przy czym — co było bardzo charakterystyczne i rzucające się w oczy — dotykał pyszczkiem płetw piersiowych bądź okolicy płetw piersiowych, następnie okolicy odbytu. Co pewien czas, ale raczej rzadko, samiec naciskał samicę głową, przypierając ją do ściany zbiornika.

Zaloty te trwały, z pewnymi przerwami, do 2 godz. w nocy. O tej godzinie samica wypuściła z odbytu brodawkę, wielkością, kształtem i barwą przypominającą owoc dużej maliny, nakrapiany białymi kropkami. Z chwilą wypuszczenia tej brodawki samiec wykazał dużą nerwowość i zwiększenie zainteresowania samicą.

Punktualnie o 2.05 godz. samica zeszła na dno tarliska wraz z towarzyszącym jej samcem i jak gdyby badała podłoże przed złożeniem ikry, po czym ustawiła się ukośnie do dna, dotykając go pyszczkiem i jednocześnie mając ogon uniesiony do góry. Samiec podówczas intensywnie ją opływał, zwiększając znacznie ruchliwość w opisanych poprzednio zalotach.

Następnie samica przeszła z „postawy ukośnej” do „postawy poziomej”, układając się tuż przy dnie. Samiec błyskawicznie przybrał wtedy pozycję równoległą do samicy, po jej prawym boku, również poziomo przy dnie. Pyszczki obu osobników, leżących przy dnie w postawie poziomej, znajdowały się na tej samej linii.

Natychmiast po przyjęciu przez obie ryby postawy poziomej rozpoczęły się zarówno u samca, jak i samicy kurczowe drgania, przebiegające sinusoidalnie wzdłuż całego ciała. W ciągu tych gwałtownych, skurczowych ruchów następowało nagle wyrzucenie dużej ilości ikry, z taką siłą, że ikra ta, odbijając się od dna, wznosiła się w górę w postaci jasnego obłoku sięgającego prawie pod powierzchnię wody, po czym dopiero opadała na dno i przedmioty zanurzone w wodzie (np. gałązki jałowca). Chmura wytworzona w wodzie przez ten „wytrysk” ikry przypominała zjawisko, jakie obserwować można w czasie zamieci śnieżnej. Zaznaczyć należy, że ikrę widać było bardzo dobrze, podczas gdy wydalenia mleczka można się było raczej domyślać.

Po tym pierwszym akcie składania ikry, w sekundowych odstępach czasu następowało dalsze „wybuchowe” wyrzucanie ikry, przy czym ilość aktów była niejednolita i wynosiła od jednego do czterech.

Przy każdym wyrzuceniu ikry oba osobniki, w opisanych poprzednio drgających ruchach posuwały się nieco do przodu, wzdłuż ścian. Po zakończeniu każdej serii, złożonej z jednego do czterech aktów składania ikry, samica zawsze wypływała w górę pod samą powierzchnię wody, a samiec podążał za nią, kontynuując ze wzmożoną intensywnością swoje zaloty. Zaloty te nie ograniczały się zresztą do dotykania samicy. Samiec obejmował na przykład w pewnych momentach pyszczkiem fałdy skórne wieczka skrzelowego, jak również wystające ruchome części pyszczka samicy. Przesuwając się samiec ujmował kolejno wspomniane partie ciała samicy. Wracając do opisu jak gdyby wypoczynku samicy tuż pod powierzchnią wody, przy trwających w dalszym ciągu intensywnych zalotach samca, to okres ten kończył się dość szybko, w ciągu 1 — 5 minut w sposób nagły, przez raptowne spłynięcie samicy na dno, gdzie znowu za każdym razem samica przyjmowała  „postawę ukośną” i cały akt składania ikry powtarzał się wiernie w ten sam sposób jak uprzednio.

Przez okres pierwszych 2 godzin każdorazowe składanie ikry było — na oko rzecz oceniając — równie obfite. Dopiero dalsze, po 2 godzinach następujące akty składania ikry wykazywały zmniejszenie jej ilości. W czasie tarła uderzające stało się ubarwienie karpi, które nabrało świeżych i żywych kolorów.

Opisywane tarło zakończyło się o godzinie 6.15, a więc trwało 4 godziny i 10 minut. Przez cały ten okres zachowanie się ryb składało się niezmiennie z tych samych faz: a) zaloty samca, okrążającego spokojnie pływającą samicę; b) spływanie samicy na dno; c) przyjmowanie postawy ukośnej; d) opływanie samicy przez zalecającego się samca: e) przyjmowanie przez samicę postawy poziomej; f) błyskawiczne ustawienie się samca z boku samicy, równolegle do niej, w postawie również poziomej, przy czym pyszczki obu ryb znajdowały się na tej samej linii; g) „wybuchowe” wydalanie produktów płciowych, przy kurczowych drganiach ciała obu ryb, powtarzających się w odstępach sekundowych 1 — 4 razy; h) wypływanie samicy pod powierzchnię zbiornika w postawie jak gdyby wypoczywającej, przy zwiększeniu intensywności zalotów samca, trwające od 1 — 5 minut: i) gwałtowne spłynięcie na dół i powtarzanie od początku, niezmiennie w ten sam sposób, tej samej serii aktów.

Pod koniec tarła wspomniana uprzednio brodawka, o budowie pęcherzykowatej, uległa jak gdyby rozerwaniu, a w miejscu pęcherzyków widoczne były białe strzępki. Cały ten brodawkowaty utwór nie został wciągnięty z powrotem do odbytu nawet po 48 godzinach dalszej obserwacji, co przemawia za tym, że zjawisko to nie jest typowe dla tarła i, być może, miało charakter patologiczny.

Po zakończeniu tarła, co nastąpiło, jak wspomniano, o godzinie 6.15, samiec i samica, z wyraźnie już zapadniętymi bokami ciała świadczącymi o wydaleniu produktów płciowych, spłynęły na dno, przyjmując postawę nieruchomą, wypoczynkową.

O godzinie 7.30 tarlaki odłowiono, przy czym po położeniu samicy na białym płótnie wypłynęła z niej jeszcze samorzutnie niewielka ilość rozsypanej w pojedynczych ziarenkach ikry.

Dalsze obserwacje, przewidziane w następnych latach, pozwolą osądzić, czy zachowanie się opisanej pary jest typowe dla Cyprinus carpio, bądź też, czy i jakie odchylenia będą spotykane.

PIŚMIENNICTWO

1. Fabricius, E., Gustafson, K. J. 1954a — Further aquarium observations of the spawning behaviour of the char, Salmo alpinus L. — Inst. Freshwater Research, Drottningholm — Lund Rep. 35.

2. Fabricius, E., Gustafson, K. J. 1954b — Observations on the spawning behaviour of the grayling, Thymallus thymallus L. — Inst. Freshwater Research, Drottningholm — Lund 35.

3. Żarnecki, S., Rychlicki, Z., Płaza, J. 1961 — Wstępne obserwacje nad zachowaniem się karpi w czasie tarła — Roczn. Nauk. Roln. B, 77.

 STUDIES ON THE BEHAVIOUR OF CARP (CYPRINUS CARPIO L.)
 DURING SPAWNING IN 1960

 Summary

These studies formed a continuation of the observations madę in 1958 and 1959 (Żarnecki, Rychlicki and Płaza 1961). A thank 2 m. long X 0.6 m. wide and 0.6 m. deep, was separated off by means of  planed boards arranged like roofing tiles from the rest of an artificial spawning concrete pond which had a side with glas windows. A female of carp weighing 3.5 kg., 5-year old, and a male weighing about 1.5 kg., 4-year old, were placed in this observation tank, and the w spawning act was observed from start to finish (after sunset by artificial light).

During spawning activities following behaviour of carp was stated:

Observations were begun, at 10 a.m. The female displayed distinct activity from the beginning, while the male did not begin to take an interest in her until about 12 hours later, i.e. about 10 p.m. The phase known as „courtship”, during which the małe swims round the female, rubs against her, catches the ventral and pectorail fins, and also the skin folds of the gillcover and the mobile part of the mouth of the female with its own mouth, lasted from 10 p.m. to 2.05 a.m., and consisted of the following phases:

a) the female swims to the bottom;
b) the female takes up a diagonal position, i.e. head at the bottom, tail raised;
c) the male, intensively courting the female, continually swims round her;
d) the female takes up a horizontal position closely on the bottom;
e) in a flash, the male places itself on the bottom parallel to the female’s side (mouths of both fish in one line);
f) „explosive” discharge of sex products, forming a sort of cloud in the water and reaching to the surface of the water, while spasmodic quivers pass along the bodies of both fish; this discharge was repeated from once to four times at intervals of about a second. Each time the fish discharged roe and milt, both spawners move slightly forward;
g) the female swims up to just below the surface of the water and takes up a motionless, resting position, lasting from 1 — 6 minutes, while the activity of the male, as it continues its courtship, is increased;
h) the female suddenly swims to the bottom and the same series of acts is repeated, in the same manner until 6.15 a.m.

Spawning lasted 4 hours and 10 minutes (from 2.05 a.m. to 6.15 a.m.). For the first two hours the amount of roe deposited was equally abundant each time, while later deposits during the next 2 hours consisted of smaller amounts of roe.

During the actual process of spawning, the colouring of the carp became strikingly fresh and vivid.

The above observations were followed up by a check on the hatching and normal development of larvae and later on, of fry.

 

Suplement CXIV

PRZEGLĄD ZOOLOGICZNY VII, 2, 1963, s. 162-170

AKWARIUM i TERRARIUM — AQUARIUM and TERRARIUM

Kirysek spiżowy, Corydoras aeneus (Gill) 1858*

Remarks on Corydoras aeneus (Gill) 1858

ZYGMUNT LOREC

* Synonimy: Haplosoma aeneum Gill; Callichthys aeneus Günther; Corydoras microps Eigenmann et Kennedy

Sumik pancerny z rodziny Callichthyidae (podrząd Siluroidei) ma szerokie rozmieszczenie geograficzne obejmujące słodkie wody Południowej Ameryki: na północy we wschodniej Wenezueli i na Trinidadzie, ku południowi do Sao Paulo, ku zachodowi do Boliwii.

Po raz pierwszy został sprowadzony do Europy (Niemiec) w 1933 r. przez firmę  „Aquarium Hamburg” i później po 1945 r. był również przywożony (podczas wojny wyginął). Do USA został także importowany z Południowej Ameryki w 1933 r., a do Polski w nielicznych okazach około 1937 r.  (w czasie wojny 1939-1945 całkowicie wyginął). Dopiero w 1956 r. został znów sprowadzony dwukrotnie z NRD przez Spółdzielnię „Akwarium” w Warszawie. W 1961 roku Ogrody Zoologiczne we Wrocławiu, Łodzi i w Warszawie również sprowadziły niewielką ich ilość.

Kirysek spiżowy dorasta do 6-7.5 cm długości, ale już okazy 5 cm są zdolne do rozmnażania. Corydoras aeneus ma ciało krępe, ku tyłowi z boków nieco ścieśnione, na bokach opancerzone dwoma szeregami tarczek kostnych (21-23 tarczek w górnym i 19-21 tarczek w dolnym podłużnym rzędzie). Przed płetewką tłuszczową znajduje się 3-5 środkowych małych płytek skórnokostnego pancerza. Tępo zakończona głowa jest również opancerzona. Strona brzuszna jest pokryta pewnego rodzaju grubą, mocną skórą. Płetwa grzbietowa (D) duża z mocnym kolcem (cierniem) 1/7-8 promieni: płetwa odbytowa (A) 1/6-7 promieni; płetwy piersiowe (P) po 1/8 promieni; płetwy brzuszne (V) po 1/5 promieni; płetwa ogonowa (C) 12 promieni; płetewka tłuszczowa wsparta na mocnym ruchomym cierniu. Pierwszy promień płetw piersiowych jest mocno rozszerzony i z przodu zaostrzony. W razie niebezpieczeństwa sumiki te ustawiają płetwy piersiowe poziomo odsunięte od ciała, jest to odruch obronny, jaki znamy u ciernika (kolce grzbietowe i brzuszne). Usta ma dolne, wysuwalne ku przodowi, z dwoma parami dłuższych wąsów w górnej wardze i jedną parą krótkich w dolnej wardze. Oczy są stosunkowo małe i ruchome.

Ryc 1. Kirysek spiżowy, Corydoras aeneus (Gill); u góry samica z wysuniętym ryjkiem, u dołu samiec

W związku z szerokim rozmieszczeniem geograficznym formy lokalne tego gatunku są często różnie ubarwione. Ogólne ubarwienie kiryska spiżowego może być oliwkowozielone, zielonawobrunatne, delikatnie czerwonawobrunatine lub żółtawobrunatne, ciemniejsze od góry, jaśniejsze na bokach, przechodzące na stronie brzusznej w żółtawe do prawie białawego. Na bokach tułowia i głowy ubarwienie to posiada mocny metaliczny połysk i zależnie od kąta, pod jakim padają promienie światła na rybę, połysk ten ma odcień od zielonego do miedzianoczerwonawego lub mosiężnożółtego. Od karku do miejsca poniżej płetewki tłuszczowej biegnie krzywa złocista smuga. Pod nią na bokach ciała znajduje się ciemna, zaczynająca się pod płetwą grzbietową, zwężająca się ku tyłowi strefa barwy od ciemnobrunatnej do czarniawej. Strefa ta zależnie od samopoczucia ryby jest ciemna lub prawie zanika. Płetwy bez rysunku, jedynie płetwa grzbietowa jest u nasady ciemniejsza. Często oferowany Corydoras auratus, wg prof. dr G. Sterby, nie jest oddzielnym gatunkiem, lecz prawdopodobnie szczególnie piękną odmianą barwną Corydoras aeneus.

Jeżeli chodzi o różnice między samcem i samicą, to ubarwienie nie daje żadnej wskazówki. Wielu autorów, gdy mowa o rozróżnianiu płci u tego gatunku, podaje, że samiec ma wierzchołek płetwy grzbietowej zaostrzony, a samica zaokrąglony, tak rzeczywiście jest u wielu gatunków rodzaju Corydoras, ale u C. aeneus cecha ta całkowicie zawodzi. Z posiadanych przeze mnie kilkudziesięciu sztuk zarówno samce, jak i samice miały płetwę grzbietową zaokrągloną. Axelrod i Vorderwinkler podają, że mieli możność oglądania samic z nieznacznie zaostrzoną, a także wielu samców z tępą płetwą grzbietową. Jedynie wyższe i pełniejsze ciało zwykle większej samicy oraz smuklejsze ciało i mniejszy wzrost samca mogą pozwolić odróżnić płeć u tych ryb (ryc. 1 i 2).

Ryc. 2. Samiec i samica kiryska spiżowego, Corydoras aeneus (Gill) widziane od strony grzbietowej

Tak jak i pozostałe gatunki kirysków kirysek spiżowy obok oddychania skrzelami może oddychać również za pomocą jelita. W tym celu podpływa od czasu do czasu do powierzchni wody i pobiera powietrze atmosferyczne, wtłacza je do jelita, gdzie w końcowej jego części, obficie unaczynionej, zostaje wchłonięta część zawartego w nim tlenu, po czym zużyte powietrze zostaje wydalone przez otwór odbytowy. Dzięki temu dodatkowemu sposobowi oddychania kiryski mogą przebywać w wodach o mniejszej zawartości rozpuszczonego w nich tlenu. Ta właściwość również pozwala im przebywać, przy wilgotnym powietrzu, stosunkowo spore odległości na lądzie, gdzie do poruszania się służą im także mocne kolce płetw piersiowych, które mogą być użyte na podobieństwo szczudeł. Nadają się do trzymania w ogólnych akwariach, gdyż w stosunku do innych ryb, nawet bardzo małych, są pokojowo usposobione, a spożywając leżące na dnie, nie zjedzone przez inne ryby pożywienie, spełniają rolę policji sanitarnej. Najlepiej jednak trzymać je w oddzielnych akwariach, dla nich tylko przeznaczonych, szczególnie, gdy są w większej gromadce, ze względu na ciekawy sposób ich życia i rozmnażania.

Akwarium przeznaczone dla nich powinno być raczej większe niż za małe, niezbyt wysokie, gdyż w macierzystych wodach przebywają w bardziej płytkich miejscach o powolnym przepływie, zespolone w małe gromadki, gdzie na mulistych lub piaskowych mieliznach szukają pożywienia. Akwarium dla nich należy napełnić do wysokości 20-30 cm świeżą, nieco przestałą wodą wodociągową o temperaturze 21-26°C, choć i niższa, np. 18°C, nie działa ujemnie. Natomiast należy unikać zbyt kwaśnej wody, która im szkodzi. Dno akwarium trzeba pokryć dość grubą warstwą czysto przemytego, niezbyt jasnego piasku, z kamieniami tak ułożonymi, by tworzyły pewnego rodzaju kryjówki. Rośliny wodne lepiej zasadzać w odosobnionych grupach, by mieć lepszą możność obserwowania kirysków. Powierzchnię wody należy miejscami pokryć paprocią wodną Ceratopteris thalictroides forma cornuta (o pełnych liściach nieco powcinanych, jest to forma pływająca), by trochę zacienić akwarium, gdyż kiryski spiżowe, tak jak i inne, unikają miejsc zbyt jasno oświetlonych.  Zasadzone rośliny powinny być w dobrym stanie. W związku z dodatkowym sposobem oddychania nasycanie wody powietrzem jest całkowicie zbyteczne. Trzymane w gromadce do kilkunastu i więcej sztuk są bardziej ruchliwe niż trzymane pojedynczo lub w 1 parze. Wąsy kiryska są wrażliwe na dotyk, jest to najlepiej rozwinięty zmysł, pozwalający tej rybie na znalezienie pożywienia nawet w kompletnej ciemności.

Kirysek spiżowy jest trochę bojaźliwy i chętnie przebywa na drugim planie na dnie akwarium między gęściej rosnącymi roślinami lub w kryjówkach utworzonych z kamieni. W 1956 r. zakupiłem 5 sztuk młodych C. aeneus, 25 mm długości, ze sprowadzonych z NRD w ilości około 30 sztuk przez spółdzielnię „Akwarium” w Warszawie. Ten świeży nabytek umieściłem w akwarium 50X30X30 cm, dość obficie zasadzonym roślinami wodnymi (Vallisneria spiralis, Sagittaria subulata natans, Elodea densa, Cryptocoryne haerteliana), na powierzchni wody umieściłem paproć wodną Ceratrpteris thalictroides forma cornuta, a na piasku dna leżało kilka otoczaków. Akwarium stało przy oknie, do którego zaglądało na krótko słońce, ale przed akwarium stały donice z roślinami, zacieniając je znakomicie. Temperatura wody wynosiła 22-26°C. Młode te sumiki były dobrze karmione urozmaiconym żywym pokarmem, toteż po roku osiągnęły wzrost: samce 5 cm, a samice 6 cm długości. Akwarium z tymi sumikami stało na korytarzu w pobliżu windy i każde trzaśnięcie drzwiami windy wzbudzało wśród nich wielki popłoch, podobnie jak i najlżejszy wstrząs akwarium. Szybkie podejście do akwarium, gdy przebywały w pobliżu jego przedniej ścianki, wywoływało natychmiastową ucieczkę w głąb akwarium. Należy wiec unikać hałasu i zbyt energicznych ruchów, by kirysków zbytnio nie płoszyć.

Corydoras aeneus, tak jak i inne gatunki tego rodzaju, są wszystkożerne, toteż obok żywego pokarmu wszelkiego rodzaju, złożonego szczególnie z organizmów dennych, spożywane są także martwe resztki zwierzęcego pochodzenia oraz butwiejące części roślin wodnych. Wobec tego w akwariach żywić się je powinno: ze skąposzczetów — rurecznikami (Tubifex), doniczkowcami (Enchytraeus) — z larw owadów wodnych — larwami ochotki (Tendipes); ze skorupiaków — rozwielitkami (Daphnia) i innymi wioślarkami oraz widłonogami (Cyclops i Diaptomus). Spożywają również martwe rozwielitki (w tym wypadku trzeba postępować ostrożnie, by nie zakazić wody). Podczas chwilowego braku żywego pokarmu można dawać również delikatnie skrobane surowe mięso wołowe (bez tłuszczu).

Akwarium przeznaczone do rozmnażania kirysków spiżowych powinno być raczej większe i stosunkowo niskie, np. 80X30X30 cm (chodzi o dużą powierzchnię dna), gdyż wtedy, przy odpowiednim karmieniu, narybek ma lepsze warunki rozwoju. Autorzy amerykańscy Axelrod, Vorderwinkler i Schultz twierdzą, że w akwarium zawierającym mniej niż 15 gallonów (= 68 litrów) wody kiryski nie wykazują chęci rozmnażania się. Po raz pierwszy rozmnożyłem je w akwarium 50X30X30 cm i wynikiem było wychowanie 40 sztuk młodych, a więc osobnikom rozpłodowym nie przeszkadzały mniejsze wymiary akwarium, natomiast odbiło się to na ilości wychowanych młodych Corydoras aeneus.

Akwarium tarliskowe przed jego urządzeniem powinno być bardzo starannie wymyte. Na dnie jego należy ułożyć 5-6 cm warstwę bardzo czysto przemytego, dość miałkiego piasku (1-1,5 mm średnicy). Z roślin wodnych najlepiej nadają się:  nurzaniec śrubowy, Vallisneria spiralis, gatunki kryptokoryn: Cryptocoryne griffithi, C. ciliata, C. cordata i inne o szerokich liściach; podwodne formy strzałek wodnych, jak: szerokolistna strzałka wodna, Sagittaria platyphylla, meksykańska strzałka wodna, S. macrophylla; podwodne formy żabienic: żabienica wąskolistna, Echinodorus brevipedicellatus, żabienica duża, E. paniculatus, żabienica długooponkowa, E. lonaistylus, żabienica sercowata, E. rostratus. Na powierzchni wody w tym akwarium powinna się znaleźć zarówno wgłębka wodna, Riccia fluitans, jak i kilka pływających paproci wodnych Ceratopteris thalictroides forma cornuta, by nieco akwarium zacienić, co wzmaga poczucie bezpieczeństwa przed wrogiem atakującym z góry. Poza tym rośliny należy starannie obejrzeć i opłukać, by nie zawlec z nimi jakichś młodych ślimaków wodnych oraz wirków zarówno większych (Planaria, Dugesia itp.), jak i mniejszych (Microstomum, Stenostomum itp.). Te drobne wirki wraz ze ślimakami i oczlikami (Cyclops) zniszczyły mi w 1961 r. całkowicie złożoną ikrę w akwarium, w którym odbyło się tarło Corydoras aeneus.

Twardość wody nie odgrywa specjalnej roli. Jedni autorzy polecają jedynie dodatek około XII części świeżej wody, inni natomiast napełnienie akwarium tarliskowego świeżą wodą. U mnie sumiki te odbyły tarło w tym samym akwarium, w którym zostały umieszczone po nabyciu, jedynie wymieniona została połowa wody na świeżą. Również wartość pH nie odgrywa zbyt wielkiej roli, lepiej jednak utrzymywać ją w pobliżu punktu neutralnego. Temperaturę wody należy zachować w granicach 22-26°C. Natomiast periodyczne wahania temperatur w granicach 18-25°C mają dodatni wpływ na wywołanie tarła, gdy mimo zmiany części wody na świeżą kiryski spiżowe ociągają się z tarłem. Do tarła trzeba wybrać samicę posiadającą wyraźny zapas dojrzałej ikry, a więc z ciałem bardziej zaokrąglonym (pełnym), poza tym im samica jest większa, tym więcej złoży ikry. Z jedną samicą, oczywiście, o ile się ma więcej niż jednego samca, umieszcza się 2 lub 3 samce, gdyż wtedy ma się gwarancję zapłodnienia prawie całkowitej ilości złożonej ikry. Wobec tego, że może upłynąć dużo czasu, zanim odbędzie się tarło kirysków spiżowych, trzeba je normalnie karmić również w akwarium tarliskowym. Najlepiej karmić je wtedy doniczkowcami (Enchytraeus) lub czysto przemytymi rurecznikami (Tubifex), gdyż przy karmieniu wioślarkami (Daphnia i inne) łatwo zawlec oczliki (Cyclops), które mogą zniszczyć część złożonej ikry, jak o tym już poprzednio była mowa. Przebieg tarła dotychczas rozmnażanych w akwariach takich gatunków kirysków. jak: Corydoras paleatus (Jenyns), C. hastatus R. S. Eigenmann et C. H. Eigenmann, C. aeneus (Gill), C. schultzei Holly, C. reticulatus Fraser-Brunner, C. nattereri Steindachner nie różni się zupełnie. Najpierw o przebiegu tarła u C. paleatus, od kilkudziesięciu lat trzymanego i rozmnażanego w akwariach, podawane były wprost fantastyczne opisy. Autorzy tych opisów twierdzili, że samica przysysa się do otworu płciowego samca, wsysa wydzielane przez niego plemniki. Następnie wtłacza je do przewodu pokarmowego, a plemniki przedostawszy się przez jelito i odbyt zapładniają jaja znajdujące się w „kieszonce” utworzonej ze złożonych płetw brzusznych. Opis drogi, jaką miałyby przebyć plemniki do żołądka, był zupełnie nierealny, gdyż musiałyby one zginąć. W 1925 r. obserwując przebieg tarła kirysków pstrokatych C. paleatus, u Romana Mathii w Warszawie doszedłem do wniosku, że również wysysanie plemników z otworu płciowego samca jest błędną informacją. Sądziłem wówczas że samica nie „przysysa się” do otworu płciowego samca, lecz raczej do boku ciała ponad płetwą brzuszną leżącego przed nią łukowato wygiętego samca, drgającego całym ciałem.

Ryc. 3. Objaśnienie w tekście: według Knaacka, rysunek nieco zmieniony

Ryc. 4. płetwą piersiową do swego boku w czasie parzenia się. A. widok z boku – samica zaznaczona czarno; B. widok z góry. Według fot. Hafnera

Ryc. 5. Samica kiryska spiżowego, Corydoras aeneus wego spoczywająca na dnie w czasie tarła, gdy w „kie- (Gill) z ikrą w „kieszonce” utworzonej z płetw szonce” utworzonej z płetw brzusznych znajdują się brzusznych jaja. Według fot. Nieuwenhuizena

Wydzielane przez samca plemniki poruszając się żywo w wodzie dostają się do „kieszonki” utworzonej z płetw brzusznych samicy, zawierającej kilka jaj, które zostają wtedy zapłodnione. Później gdy rozmnażałem C. paleatus w 1939 r., miałem możność obserwowania kilkadziesiąt razy przebiegu ich parzenia się i zauważyłem, że samica przyciskała się („przysysała” się) w różnych miejscach, raz wyżej, raz niżej, do boku samca […]. Bardzo wielu, nawet skądinąd dobrych obserwatorów było przekonanych o przysysaniu się samicy do boku samca, więc i ja z Mathią nie byliśmy wyjątkami. Przekonanie to zdawało się potwierdzać bardzo aktywne zbliżanie się samicy do samca i trwanie z mocno przyciśniętym do niego pyskiem. Według rozpowszechnionego do niedawna mniemania jednych autorów, samica miała przysysać się do otworu płciowego samca i wysysać plemniki, które potem wraz z prądem wody przy oddychaniu wydostawały się na zewnątrz przez szpary skrzelowe. Następnie najkrótszą drogą, wzdłuż boków ciała samicy, dostawały się do jaj w „kieszonce” utworzonej z płetw brzusznych. Według innych autorów samica miała przysysać się do boku samca między płetwami piersiowymi i brzusznymi. Przyssanie się samicy miało działać pobudzająco na wydzielanie plemników. Ruchy samca płetwą ogonową oraz przyspieszone ruchy pokryw skrzelowych obydwu ryb sprzyjały rozmieszczeniu plemników w wodzie otaczającej samicę i w ten sposób dostawaniu się ich do jaj w „kieszonce” powstałej z płetw brzusznych. Obydwa te mniemania zostały obalone dopiero w 1955 r. przez J. Knaacka po przeprowadzeniu doświadczeń popartych zdjęciami fotograficznymi,  które wykazały, że w rzeczywistości samiec przy zbliżeniu się do niego samicy przychwytuje jej wąsy płetwą piersiową i mocno przyciska je do swego boku. Potwierdził to M. Hafner w 1958 r. opisując rozmnażanie Corydoras schultzei Holly — załączając zdjęcie fotograficzne. Knaack również dowiódł za pomocą użycia barwnika wpuszczanego pipetą tuż przed otworem ustnym samicy, że prąd wody wypływający ze szpar skrzelowych nie kieruje się ku tyłowi wzdłuż boków ciała (ryc. 3 — u góry). Stwierdził on także, że plemniki kirysków, przeciwnie niż u większości innych ryb, zachowują swą żywotność do 15 minut, i stosując ten sam barwnik dowiódł, że woda wokół trących się ryb zawiera dostateczną ilość plemników do zapłodnienia ikry (ryc. 3 — u dołu).

Zazwyczaj przed tarłem kiryski spiżowe (Corydoras aeneus), jak zresztą i inne gatunki należące do rodzaju Corydoras, są bardzo ożywione. Samce skupiają się w pobliżu samicy i pływają wokół niej lub uganiają się za nią. Jak tylko samica spocznie na dnie, samce kierują się ku niej. Wkrótce zaczynają ją dotykać wąsami i płetwami piersiowymi. To jakby głaskanie zaczyna się zazwyczaj przy płetwie ogonowej, a kończy się u głowy. Wreszcie jeden z samców ustawia się, najczęściej na dnie, bokiem przed samicą lub samica podpływa do niego z boku. Często także inne samce starają się zająć jego miejsce. Samica zbliżywszy się do samca dotyka pyskiem jego boku za głową i samiec przyciska mocno jej wąsy płetwą piersiową, zaopatrzoną w mocny kolec, do dolnej części swego boku. Wówczas samiec jest łukowato wygięty, nieco przechylony na przeciwny bok (ryc. 4 i 5). Samica w dojściu do skutku tej dość skomplikowanej pozycji przy parzeniu się bierze również czynny udział, jak świadczą o tym jej usiłowania odnalezienia samca, które można zaobserwować, gdy z jakichś powodów nie dojdzie do parzenia się. […] Pogląd ten uzasadnia jeszcze to, że kiryski często odbywają także tarło w warunkach świetlnych, a nawet przy całkowitej ciemności, a zatem nie mogą wtedy posługiwać się wzrokiem. Samiec przy parzeniu się szybko porusza płetwą ogonową, a obydwie ryby mocno drżą (samiec bardziej) i wykonują przyspieszone ruchy oddechowe. W tym czasie (około 10 sekund*) samiec wydziela plemniki, samica zaś składa pewną ilość jaj (5-7, niekiedy mniej) do „kieszonki” utworzonej ze złożonych płetw brzusznych (ryc. 6), gdzie zostają zapłodnione. Po pewnym czasie samiec zwalnia przytrzymywaną za wąsy samicę i odpływa na krótki czas lub zostaje w pobliżu. Samica pozostaje jeszcze na dnie, często kładąc się na bok, jak gdyby w stanie odrętwienia. Po upływie krótkiego czasu** stan ten mija i samica również odpływa z miejsca parzenia się. Następnie pływa 5-20 sekund, a niekiedy nawet kilka minut poszukując odpowiedniego miejsca na szerszym liściu rośliny wodnej (np. kryptokoryny). Czasem jest to wierzchnia, niekiedy spodnia strona liścia lub szklana ścianka akwarium. Gdy samica mając w „kieszonce” jaja spocznie na dnie, nie czyni tego tak, jak zazwyczaj, tj. nie przylega stroną brzuszną do podłoża (ryc. 7 A), lecz opiera się na naprężonych płetwach jak na szczudłach, z uniesioną nad podłożem partią brzuszną (ryc. 7 B).  Wybrane miejsce oczyszcza ustami i przylega do niego brzuszną stroną ciała, rozchyla płetwy brzuszne, a zawarte w „kieszonce” jaja przy przesuwaniu się samicy po podłożu, dzięki ich łatwemu przylepianiu się, pozostają na tym miejscu [ryc. 8 (1 i 2) i ryc. 9 (1 i 2)]. Na tym wybranym miejscu samica składa ikrę przeważnie z 5-8 kopulacji. Taki przebieg tarła powtarza się wielokrotnie aż do wyczerpania zapasu dojrzałej ikry.

* Akt parzenia się np. u C. schultzei trwa każdorazowo 10-15 sekund.
** U C. schultzei stan ten trwa około 15-20 sekund lub nawet znacznie dłużej.

Po skończonym tarle całkowita ilość złożonej przez jedną samicę ikry wynosi 125-300 jaj, zależnie od wielkości samicy. Jaja są najpierw jasne, białawe do żółtawych (kolor jaj jest, jak u wielu innych ryb, zależny od pożywienia). Po upływie dwóch dni można wyraźnie odróżnić ciemniejsze jądro. Złożona ikra o średnicy około 2 mm jest doskonale widoczna przez szklane ścianki akwarium.

Ryc. 7. A. Samica kiryska spiżowego Corydoras aeneus (Gill) a utworzoną z płetw brzusznych „kieszonką” zawierajacą kilka jaj – widok od strony brzusznej. B. Ta sama samica po rozchyleniu „kieszonki” umocowuje na ściance akwarium lepką ikrę, przyciskając się do szkła

Po skończonym tarle najlepiej usunąć parę ewentualnie liczniejszych osobników rozpłodowych. Ikra z biegiem czasu nie ciemnieje, jak to się dzieje u C. paleatus. W akwarium tarliskowym należy unikać obecności ślimaków (nawet maleńkich przytulików Acroloxus lacustris L. lub innych zawleczonych z roślinami wodnymi), widłonogów (Cyclops i inne) oraz wirków (Planaria i innych, nawet najdrobniejszych gatunków), gdyż niszczą ikrę. Przy temperaturze 24-25°C rozwój ikry jest krótki i trwa 4 doby. Piątego dnia świeżo wylęgnięty narybek jest bezbarwny, lekko mętny, lecz wkrótce zaczyna ciemnieć (ryc. 9, u góry). Z jaja najpierw rozerwanego wystaje ogonek, a później kulista reszta ciała, wyczerpany po wylęgu narybek przylega do ikry (ryc. 8, 3). Następnego dnia po wylęgnięciu się narybek zaopatrzony w duży pęcherzyk żółtkowy zaczyna poruszać się na dnie akwarium tarliskowego. Puste błony jaj po wylęgniętym narybku pozostają jeszcze przez kilka dni na miejscu przylepienia ikry. Wylęgnięty narybek wisi na roślinach wodnych, na ściance akwarium lub leży na dnie 1 dzień. Wychowanie go przy odpowiednim karmieniu nie sprawia trudności.

 

Ryc. 8. 1. Ikra kiryska spiżowego, Corydoras aeneus (Gill) na liściu kryptokoryny. 2. Ikra C. aeneus (Gill) na szklanej ściance akwarium. 3. 6 jaj C. aeneus (Gill) z jednego pozostała po wylęgnięciu narybku pusta błona jajowa. Pośrodku 1 sztuka wylęgniętego narybku. Według Nieuwenhuizena
 

 Ryc. 9. Świeżo wylęgnięty narybek kiryska spiżowego, Corydoras aeneus (Gill), pow. ok. 20X (widok z góry). U dołu narybek ok. 3-tygodniowy, pow. 2X.

Gdy narybek zaczął tracić pęcherzyk żółtkowy, umieściłem w akwarium rozproszkowaną tabletkę „Infusylu”*, rozmieszczając ów proszek równomiernie po całym dnie. Gdy narybek zaczął swobodnie  pływać (po pięciu dniach), co dzień dawałem „Mikro” (zebrane pędzelkiem ze ścianek weków hodowane nicienie Anguillula silusiae de Man). Codziennie też dodawałem niewielkie ilości posiekanych i roztartych na miazgę doniczkowców (Enchytraeus albidus). Miazgę tę rozbełtaną z wodą rozlewałem po całej powierzchni wody w akwarium, by opadając na dno pożywienie było mniej więcej równomiernie rozmieszczone na powierzchni dna. Nicieniami i miazgą z doniczkowców trzeba karmić często, ale jednak nie zanieczyszczając wody. W ten sposób karmiłem młode kiryski tak długo, aż były zdolne spożywać oczliki (Cyclops), drobne gatunki wioślarek (Bosmina, Chydorus i Daphnia) oraz drobniutko siekane doniczkowce. Później w miarę wzrostu młodych kirysków przechodziłem na karmienie pożywieniem dorosłych. Narybek rośnie (ryc. 10, u dołu), raczej powoli i dopiero po upływie roku staje się dorosły. Różni autorzy z krajów zachodnich polecają w pierwszym tygodniu karmienie narybku „Mikro”  i naupliusami solowca (Artemia salina), którego jaja wraz z przepisem, jak należy z nimi postępować są do nabycia w sklepach, w których sprzedawane są ryby egzotyczne w krajach zachodniej Europy; w drugim tygodniu polecają karmienie drobniutkimi suchymi pokarmami i „robakami Grindal” — Enchytraeus buchholzi (Veidovsky), których zaczątkowe hodowle można nabyć w tych samych sklepach, o których poprzednio już wypomniałem.

* „Infusyl” — tabletki zawierające encystowane różne orzęski (wymoczki) oraz drobne gatunki wrotków.

Summary

The author describes the habits and breeding of Corydoras aeneus Gill.

Literatura

Ahnert, A., 1958: Der Goldsteifen-Panzerwels Corydoras schultzei Holly 1940. Aquarien und Terrarien. Leipzig-Jena 186-188.

Arnold, JP, 1936: Fremdlandischen Süsswasserfische. Braunschweig, 262-263.

Arnold, JP.: Alphabetisches Verzeichnis bisher eingeführten fremdlandischen Süsswasserfische. Braunschweig, 32.

Axerold, H.R., Schultz, L.P., 1955: Handbook of Tropical Aquarium Fishes. New York, Toronto, London, 353-354.

Axelrod, H. R., Vorderwinkler, W., 1958: Encyklopedia of Tropical Fisches. Second Ed., New York, 151-153.

Bogenschütz, H., 1961: Corydoras schultzei Holly, Goldstreifen-Panzerwels (Ein Beitrag zur Frage des Fortpflanzungsverhaltens der Panzerwelse (Corydorinae-Callichthyidae). Die Aquarien- und Terrarien Zeitschr., Stuttgart, 68-69.

Brymer, J. H. P., 1954: Guide to Tropical Fishkeeping. London, 174-175.

Franke, H. J.: Corydoras aeneus (Gill). Die tropischen Zierfische. Jena, Merkbl. 136.

Frey, H., 1957: Das Aquarium von A bis Z. Radebeul, 159-160.

Hafner, M., 1958: Meine Corydoras schultzei Holly leichen. Die Aquarien- und Terrarien Zeitschrift, Stuttgart, 77-78.

Hervey, G. F., Hems, E. J., 1953: Freshwater Tropical Aquarium Fishes. London, 221.

Holly, M.: Corydoras aeneus (Gill). Die Aquarienfische in Wort und Bild, Stuttgart, Bl. 570.

Innes, W. T., 1956: Exotic Aquarium Fishes. 19 Ed., Philadelphia, 275.

Knaack, J., 1955: Corydoras paleatus (Jenyns). Aquarien und Terrarien. Leipzig-Jena, 161-167.

Knaack, J., 1956: Corydoras hastatus Eigenmann und Eigenmann. Aquarien und Terrarien, Leipzig-Jena, 97-102.

Kramer, K., Weise, H., 1952: Aquarienkunde. Zweite Aufl., Braunschweig, 195

Langel-Kretchmar, L., 1956: Aquariums d’eau douce et d’eau de mer. Paris-Neuchâtel, 139.

Lorec, Z., 1954: Srokaty pancerny sumik, Corydoras paleatus (Jenyns). Gospodarka Rybna, rubryka „Aquarium”, Warszawa, 5, 26-27.

Mathia, R., 1925: Pstrokaty pancerny sumik, Corydoras paleatus Steindachner (Callichthys fasciatus Cuv., C. punctatus D’Orb.). Akwarium i Terrarium, Warszawa, 2, 5-8.

Mclnerny, D., Gerard, G., 1958: All About Tropical Fish. London, 329.

Nieuwenhuizen, van den, A., 1955: Corydoras paleatus en Corydoras aeneus. Het Aquarium, Haag, 32-37.

Nigg, A., Stettler, P. H., 1955: Erst-Zucht von Corydoras reticulatus Gill. 1858. Die Aquarien- und Terrarien Zeitschr., Stuttgart, 115-119.

Pinter, H., 1955: Zuchtbeobachtungen bei Corydoras aeneus Gill 1858. Die Aquarien- und Terrarien Zeitschr., Stuttgart, 63-64.

Schneider, E., Whitney, L. F., 1957: Complete Guide to Tropical Fishes. New York, Edinburgh, Toronto, 376-379.

Sterba, G., 1959. Süsswasserfische aus aller Welt. Leipzig-Jena, 316-321.

Vogt, D., 1956: Taschenbuch der tropischen Zierfische. Bd. I. Leipzig-Jena, 88.

Vogt, D., 1958: Panzerwelse. Die Aquarien- und Terrarien Zeitschr., Stuttgart, 225-226.

„Water Life”. London, 1953, 8; 1, 23. Scavengers for the Aquarium.

Instytut Zoologiczny PAN
Warszawa

Linki:

http://akwariat.pl/czasopisma/akwarjum-i-terrarjum/akwarjum-i-terrarjum-21925/

http://www.akwa-mania.mud.pl/archiwum/a29/a29,2.html

 

2014/01/09 | Supplementum

Suplement CXIII

Skóra S., 1972: Płoć (Rutilus rutilus L.) zbiornika zaporowego w Przeczycach. [The roach (Rutilus rutilus L.) from the dam reservoir in Przeczyce]. Acta Hydrobiol., 14, 4 : 399-418.

STRESZCZENIE

Praca została wykonana w ramach zespołowych badań nad metodyką zagospodarowania przeczyckiego zbiornika zaporowego, prowadzonych przez Zakład Biologii Wód PAN w Krakowie.

Płoć jest jednym z najpospolitszych gatunków ryb zasiedlających zbiornik przeczycki, dzięki czemu stanowi istotny składnik zespołu ichtiofauny zbiornika. Badania oparto na 205 okazach płoci złowionej w zbiorniku przeczyckim za pomocą sieci biernego połowu (tabela I). Pozyskano okazy w wieku od 4 do 15 lat o długości ciała 12,6 do 29,5 cm. Opracowano wiek, wzrost, cechy morfologiczne, merystyczne, płodność i zawartość przewodów pokarmowych płoci w zbiorniku.

W analizowanej populacji płoci zdecydowaną przewagę miały samice, a ich udział wynosił aż 71,2%. Stosunek ten niewiele się zmienia w zależności od okresu połowu, zmienia się jednak w obrębie poszczególnych grup wiekowych. Stwierdzono również nierówny wzrost samic i samców płoci, a różnica ta w długości ciała wahała się od 1,8 do 7,3% na korzyść samic.

Wzrost płoci w zbiorniku przeczyckim w porównaniu do wzrostu płoci w innych akwenach leżących na terenie całej Europy jest bardzo dobry (ryc. 1, 2), co wskazuje na korzystne dla tej ryby warunki środowiskowe w omawianym zbiorniku.

Wartości współczynnika odżywienia (ryc. 3) kształtowały się niejednakowo w poszczególnych latach, ogólnie jednak jego wartości obliczone dla poszczególnych grup wiekowych płoci były dość wysokie w porównaniu do wartości tego współczynnika u płoci pochodzącej z innych zbiorników wodnych.

Z tabeli II wynika, że nie tylko długość ciała, ale i rozwój większości innych mierzonych cech ciała samic płoci postępuje szybciej niż samców. Prawie wszystkie cechy morfologiczne zmniejszały swoją zmienność z wiekiem ryb, co świadczyłoby o wzroście stabilności kształtu ciała płoci z wiekiem (tabela III). Na podstawie tabeli IV można wykazać, że niektóre cechy plastyczne tak tułowia, jak i głowy zmniejszają się z wiekiem, natomiast inne z wiekiem wyraźnie wzrastają. Są też proporcje ciała badanej płoci, które w okresie całego życia zachowują się stabilnie, oczywiście chodzi tu o stabilność względną.

Zęby gardłowe u płoci ze zbiornika przeczyckiego ułożone jednoszeregowo występowały w ośmiu układach (tabela V). Liczba łusek na linii bocznej płoci wykazywała dość duży zakres wahań od 41 do 46 łusek, przy 7 — 9 rzędach nad linią boczną i 3 — 5 rzędach łusek poniżej linii bocznej (tabela VI). W płetwach występowała następująca liczba promieni twardych i miękkich: w grzbietowej III/9 — 12, w piersiowych 13 — 47, w brzusznych 8 — 10, w odbytowej III/10 — 13 i ogonowej 17 — 20. Liczba wyrostków filtracyjnych na zewnętrznej krawędzi pierwszego łuku skrzelowego wahała się od 10 do 14 wyrostków. W kręgosłupie płoci z Przeczyc najczęściej spotykało się 40 i 41 kręgów przy rozpiętości wahań od 37 do 43 kręgów.

Wahania osobnicze płodności samic płoci w zbiorniku przeczyckim były bardzo wysokie od 12 480 do 334 464 ziarn ikry od jednej samicy. Na podstawie obliczonych wartości średnich stwierdzono zależność pomiędzy długością i ciężarem ciała ryby a jej płodnością (tabela VII). Współczynnik dojrzałości płciowej (procentowy stosunek ciężaru gonad do ciężaru ciała) najwyższą wartość osiągnął w kwietniu i maju w IV i V stadium dojrzałości płciowej (tabela VIII).

Płoć w zbiorniku przeczyckim od kwietnia do lipca włącznie przedkładała pokarm zwierzęcy nad pokarm pochodzenia roślinnego, natomiast od sierpnia do października zawartość pokarmu roślinnego w przewodach wyraźnie się zwiększyła (ryc. 4). Zawartość przewodów pokarmowych płoci była bardzo różnorodna, co świadczy o bardzo dobrym przystosowaniu się tej ryby do warunków biotopu. Pobieranie pokarmu przez ryby w okresie całego roku zależne było w dużej mierze od aktualnej podaży i zachowania się organizmów pokarmowych oraz warunków chemiczno-fizycznych i hydrochemicznych środowiska.

*                                  *
*

Niederholzer R., Hofer R. 1980 – The feeding of roach (Rutilus rutilus L.) and rudd (Scardinius erythrophthalmus L.). I. Studies on natural populations. Ekol. pol, 28: 45-59.

 5. SUMMARY

The gut content of three roach and two rudd populations (Table I) in four Tyrolean lakes (Table II) was analysed at monthly intervals.

Both species are characterized by a heterogeneous diet of plants, animals and detritus (Figs. 2—6) in addition to which allochthonous components consisting of animal surface food (Figs. 2—6), conifer pollen and birch seeds (Figs. 2, 5) are consumed.

The roach prefers animal food in winter and plant matter in spring (Fig. 7). Moreover, this species exhibits temperature-specific preferences (Fig. 13), i. e., for animal matter below 5 and above 20°C, for detritus between 5 and 15°C and for plants between 15 and 20°C. In rudd, however, no influence of season or temperature on feeding habits could be observed (Fig. 8).

In roach the relative gut content increases with rising water temperature (Fig. 12) and with plant consumption, and to a lesser extent with detritus consumption, and is at a minimum on a purely animal diet (Fig. 9).

6. POLISH SUMMARY

Badano zawartość przewodów pokarmowych trzech populacji płoci i dwóch populacji wzdręgi (tab. I) w czterech jeziorach tyrolskich (tab. II). Próby pobierano w odstępach miesięcznych.

W skład różnorodnego pokarmu obu gatunków ryb wchodzą rośliny, zwierzęta i detrytus (rys. 2—6). W dodatku konsumowane są składniki pokarmowe pochodzenia allochtonicznego: zwierzęta znajdujące się na powierzchni wody (rys. 2—6), pyłek drzew iglastych i nasiona brzozy (rys. 2, 5).

Płoć preferuje pokarm zwierzęcy w zimie a roślinny w porze wiosennej (rys. 7). Gatunek ten wykazuje przy tym specyficzne preferencje pokarmowe w różnych temperaturach (rys. 13): poniżej 5 i powyżej 20°C dominuje pokarm zwierzęcy, w zakresie temperatur między 5 i 15°C — detrytus, a w zakresie między 15 i 20°C — pokarm roślinny. U wzdręgi nie  zaobserwowano jednak wpływu pory roku lub temperatury na odżywianie się (rys. 8).

U płoci wzrasta względna zawartość przewodu pokarmowego ze wzrostem temperatury (rys. 12) i w przypadku konsumpcji pokarmu roślinnego, a w mniejszym stopniu w przypadku konsumpcji detrytusu. Wartość ta jest najniższa, gdy w diecie znajdują się wyłącznie zwierzęta (rys. 9).

*                                  *
*

Hofer, R. & Niederholzer, R. (1980): The feeding of roach (Rutilus rutilus L.) and rudd (Scardinius erythrophthalmus, L.), II. Feeding experiments in the laboratory. — Ekologia Polska 28: 61-70.

5. SUMMARY

The daily relative consumption and the relative gut content were studied in roach and rudd kept under laboratory conditions at four temperatures (12, 16, 20, 24°C) and on four diets (Chara sp., Zannichellia palustris, filamentous algae and Tenebrio molitor larvae).

Except for meal worm-fed roach a strong temperature dependence of the amount of food consumed was found (Fig. 1, 2).

The daily relative consumption of filamentous algae and meal worms was below 8% whereas maximum values up to 40% were obtained when the food consisted of Chara or Zannichellia. On a diet of filamentous algae the decrease in body weight observed was only slightly less than that of fish without food (Fig. 3).

On a plant diet a relationship could be established between relative consumption and relative gut content which appears to hold true for both species at acclimation temperatures of 16, 20 and 24°C (Fig. 4). These results can be used to calculate the duration of intestinal passage, which is found to decrease with increasing consumption from about 9 hours to a minimum of 2—3 hours (Fig. 5).

A daily relative consumption of above 12% of the body weight can only be achieved by distension of the intestine.

Knowing the duration of intestinal passage it is also posible to calculate the real activity of digestive enzymes (amylase, protease) (Fig. 6) in the gut contents from the time of food uptake to its output in the faeces.

6. POLISH SUMMARY

Badano względną dobową konsumpcję i względną zawartość przewodów pokarmowych u płoci i wzdręgi w warunkach laboratoryjnych: cztery warianty temperatury (12, 16, 20 i 24°C) i cztery rodzaje pokarmu (Chara sp., Zannichellia palustris, nitkowate glony i  larwy Tenebrio molitor).

Stwierdzono silną zależność między ilością konsumowanego przez ryby pokarmu a temperaturą, z wyjątkiem płoci karmionych larwami T. molitor (rys. 1,2).

Względna dobowa konsumpcja nitkowatych glonów i larw T. molitor wynosiła poniżej 8%, podczas gdy maksymalne wartości dochodzące do 40% wystąpiły w przypadkach, gdy pokarm stanowiły Chara lub Zannichellia. Spadek ciężaru ciała u ryb karmionych nitkowatymi glonami był tylko nieco niższy niż u ryb głodzonych (rys. 3).

W przypadku pokarmu roślinnego można ustalić zależność między względną konsumpcją i względną zawartością przewodów pokarmowych u obu gatunków ryb w temperaturach aklimatyzacyjnych między 16, 20 i 24°C (rys. 4). Wyniki te mogą być zastosowane do obliczania czasu pasażu pokarmu w jelitach, który obniża się wraz z wzrastającą konsumpcją od około 9 godz. do minimum 2-3 godz. (rys. 5).

Względna dobowa konsumpcja wynosząca ponad 12% ciężaru ciała może być osiągnięta tylko poprzez rozszerzanie się jelita.

Znając czas pasażu pokarmu można także obliczyć rzeczywistą aktywność enzymów trawiennych (amylaza, proteaza) (rys. 6) w stosunku do zawartości jelita od czasu pobrania pokarmu do jego wydalenia z kałem.

 Linki:

http://www.aiep.pl/main/results.php?q=rutilus
http://www.kpbc.ukw.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=79466&from=publication

http://rcin.org.pl/Content/15899/WA488_3316_P509-T3_z1-2-AHR.pdf

http://yadda.icm.edu.pl/baztech/element/bwmeta1.element.baztech-article-BPG8-0038-0015

2013/12/30 | Supplementum

Suplement CXII

Kosmos: Biologia,
Polskie Towarzystwo Przyrodników im. Kopernika
Państwowe Wydawn. Naukowe, T. 18, 1969 s. 191-196

PRACE ZAKŁADÓW I INSTYTUTÓW
NUKOWYCH

INSTITUTO NACIONAL DE LIMNOLOGIA W ARGENTYNIE*
I JEGO DZIAŁALNOŚĆ NAUKOWA

*INALI, Santo Tomé (Santa Fe).

Jednym z potężnych motorów sterowania życiem naukowym Argentyny jest Państwowa Rada Badań Naukowych i Technicznych (Consejo Nacional de Investigaciones Scientificas y Tecnicas — CNIST) z siedzibą w Buenos Aires. Organizuje ona i popiera badania biologiczne i techniczne w najszerszym znaczeniu tych słów, od teoretycznych badań przyrodniczych do medycyny stosowanej i od matematyki i fizyki teoretycznej aż do budowy reaktorów atomowych włącznie.

Jedną z poważnych trosk Argentyny jest zaopatrzenie w wodę. Ten kraj kontrastów cierpi ogromnie na brak dobrej wody, zarówno do picia, jak dla celów rolniczych i przemysłowych, mimo że przepływa przezeń tak potężna rzeka jak Parana, która ma około 4020 km długości (także częściowo na terenie Brazylii), największą szerokość pod Buenos Aires 105 km i średni roczny odpływ 20 247 km³. Te olbrzymie masy wody odpływają jednak prawie bezużytecznie albo nawet szkodliwie dla kraju, powodując jego kolosalną erozję lub niszcząc go olbrzymimi powodziami. Ogromne połacie kraju, pozbawione wody, przybierają charakter pustynny. Jak wielkie znaczenie miałaby woda dla tych terenów świadczy wielki eksperyment gospodarczy z rozprowadzeniem wody rzeki Rio Negro, który doprowadził do rozkwitu miasta Neuquen i jego okolic tak, że z pustyni miasto to stało się jednym ze spichrzów owocowych Argentyny.

Problem wody w Argentynie polega nie tylko na jej braku w wielu rejonach kraju, ale także na tym, że nawet tam gdzie ona się znajduje jest ona często nieprzydatna do użytku ze względu na swą jakość — duże zasolenie albo ogromną mętność powodującą, że woda w ogromnej większości rzek i ich zalewów jest koloru czekoladowego. W wyniku tego wiele miejscowości czerpie wodę nie z ujęć powierzchniowych, lecz korzysta jedynie z wód głębinowych, których ujmowanie i eksploatacja jest, jak wiadomo, bardzo kosztowne. W ten sposób np. miasteczko Santo Tomé, w którym położone jest INALI, 6 km od Santa Fe, mimo że leży nad rzeką Salado (rzeka Słona) nie korzysta z tej wody, lecz czerpie ją przy pomocy około 2500 indywidualnych studni głębinowych (każdy dom ma własną studnię z motorem elektrycznym). Jeden z browarów w Santa Fe dowozi cysternami wodę do wyrobu piwa z odległości około 40 km, a samo miasto rozporządza zaledwie jednym skromnym kąpieliskiem nad brzegiem zbudowanego przez siebie sztucznego jeziora (Lago del Sur) oraz zalewem odnogi Parany — Laguna Setuval, często wysychającym, o głębokości średniej około 50 cm, wodzie czekoladowej i w pełni lata niedostępnym dla kąpieli ze względu na masowy pojaw piranii (ryby odgryzające ciało kąpiących się), co zmusza zarząd miasta do odgradzania części tego zalewu stalowymi siatkami, uniemożliwiającymi dostęp. Wewnątrz odgrodzonego zalewu, przy pomocy wskazań pracowników INALI wyniszczono wszystkie ryby (także raję, której ukłucie końcem ogona powoduje ból nie do zniesienia) używając wyciągów z Rothenonu, co jednak jest zabiegiem kosztownym i wystarcza tylko na krótko.

Te powszechne i różnorodne kłopoty z brakiem wody w kraju spowodowały, że CNIST postanowiła zająć się tym problemem i w 1964 r. utworzyła INALI z zadaniem prowadzenia badań wód powierzchniowych  w zakresie najszerszym, przede wszystkim z teoretycznego punktu widzenia. Instytut położony jest we wspomnianym wyżej Santo Tomé, przedmieściu Santa Fe, tuż nad brzegiem rzeki Salado, około 300 m od głównej szosy południe-północ (Rosario — Resistencia).

Nowo wzniesiony budyneczek, żelbetonowej konstrukcji, składa się z 10 małych pokoi na parterze i 4 na I piętrze i już dzisiaj jest o wiele za ciasne dla potrzeb instytutu. W związku z tym już w 1967 r. były gotowe plany budowy dwu nowych budynków, w zasadzie parterowych¹.

INALI posiada następujące pomieszczenia laboratoryjne: 1) pracownię biologiczną do badania gąbek, 2) dwa pokoje do badań fito- i zooplanktonu, 3) dwa pokoje do badań ichtiologicznych, 4) wiwarium, 5) pracownie. do pomiarów produkcji pierwotnej, 6) dwa laboratoria chemiczne, 7) pracownię mikrobiologiczną. Całość uzupełnia pokój dyrektora instytutu, dwa pokoje administracyjne, biblioteka i mały pokój socjalny (gotowanie kawy, herbaty i herbamate oraz przyrządzanie mniejszych posiłków okolicznościowych). Poza tym instytut rozporządza halą na sieci, łodzie itp., budyneczkiem dla dozorcy (dwa pokoje, kuchnia i łazienka) oraz warsztatem stolarskim, ślusarskim i szklarskim. W ogrodzie znajduje się stacja meteorologiczna I kategorii, a w małej przystani nad rzeką Salado dwie motorówki i dwie łodzie wiosłowe.

Zatrudnionych było w ciągu 1967 r. łącznie z dyrektorem, 16 pracowników naukowych, 3 sekretarzy i bibliotekarka, 2 laborantów oraz 4 rzemieślników (stolarz, ślusarz, szklarz — szofer i murarz), łącznie 26 osób.

Personel naukowy INALI składał się z zoologa pracującego łącznie z dyrektorem nad gąbkami i mięczakami, zoologa-ekologa (Urugwajczyk), fitosocjologa (wyższe rośliny wodne), specjalisty od fitoplanktonu, specjalisty od zooplanktonu, 3 asystentów pracowni ichtiologicznej, 3 inżynierów chemików pracujących nad pomiarami produkcji pierwotnej wód Parany oraz mikrobiologa. Piszący niniejszy artykuł był zatrudniony jako samodzielny pracownik naukowy w zakresie chemii i mikrobiologii wody.

Wyposażenie aparaturowe INALI jest bardzo nowoczesne, jakkolwiek niekompletne. Szczególnie biolodzy rozporządzali najnowocześniejszymi mikroskopami zachodnioniemieckimi, amerykańskimi i japońskimi, doskonałymi lupami stereoskopowymi oraz świetną aparaturą optyczną do czytania łusek ryb. Można by nawet mówić o nadmiarze optyki w stosunku do innej aparatury, być może pod wpływem osobistych zainteresowań dyrektora-systematyka, który lubuje się w gromadzeniu mikroskopów, nie tylko najlepiej wyposażając pod tym względem instytut, lecz także gromadząc prywatnie stare mikroskopy o wartości muzealnej jako swoje hobby. Pracownia chemiczna jest wyposażona w spektrofotometr Hilgera, aparat do chromatografii gazowej, dwa fotometry i szereg mniej ważnych aparatów pomocniczych. Wyposażenie pracowni mikrobiologicznej było prymitywne i zamówiono nowe wyposażenie. Również pracownia izotopowa do badań produkcji pierwotnej metodą C14 opierała się na bardzo prymitywnych przelicznikach, które jednak w najbliższym czasie miały być zastąpione nowoczesną aparaturą pomiarową. W zasadzie instytut nie posiadał żadnych trudności aparaturowych, korzystając zarówno z kredytów rządowych CNIST, jak też i z licznych subsydiów amerykańskich (Rockefeller Foundation itp.). Niekiedy kupowano aparaturę japońską i zachodnioniemiecką, która była stosunkowo najtańsza i przy wysokiej jakości nie sprawiała dodatkowych kłopotów, gdyż była dostarczana w stanie nie wymagającym reklamacji. Aparatura nabywana w USA często przychodziła źle skompletowana i uszkodzona na skutek wadliwego opakowania. Przy kupnie aparatury obowiązywał wybór najtańszej oferty, со prowadziło do ogromnej wstępnej pracy administracyjnej (wybór z przeróżnych katalogów i pisanie licznych zamówień wstępnych), analizy cen i jakości oferowanej aparatury, a w rezultacie nie zawsze kończyło się wyborem za najniższą cenę aparatu najlepszego i najlepiej nadającego się do zamierzonego celu. W ogóle rozmiary administracji argentyńskiej, także w INALI, przekraczały wszystko do czego na tym odcinku jesteśmy przyzwyczajeni. Prawie każda czynność urzędowa wymagała tam szerokiego pisemnego udokumentowania.

Biblioteka instytutu jest skromna i stanowi jego słabą stronę zarówno na odcinku czasopism, jak i odbitek z wymiany. Te braki wyrównywano z dużym powodzeniem przy pomocy mikrofilmów potrzebnych publikacji, sprawnie nadsyłanych przez biuro dokumentacji naukowej CNIST oraz przy pomocy dość bogatego działu podręczników.

Prace instytutowe są publikowane prawie bez wyjątku w czasopiśmie naukowym „Physis”, wydawanym wyłącznie w języku hiszpańskim ze streszczeniami angielskimi przez CNIST w Buenos Aires. Czas wydania od przyjęcia do druku do ukazania się pracy wynosił 4 do 6 miesięcy, papier był bardzo dobry, druk staranny. W tej chwili ukazało się drukiem około 40 publikacji INALI, w wiekszości z zakresu systematyki zwierząt okolicznych drobnych zbiorników wodnych.

Głównym terenem badań INALI są wody okolic Santa Fe, najmniej rzeki Parany, przepływającej w odległości około 20 km od  instytutu, zaś głównie jej trzech odgałęzień (Colastiné, Ubajay i Leyes), powstałej z ich połączenia rzek Santa Fe i Coronda oraz uchodzącej do Corondy rzeki Salado. Poza ostatnio wymienioną rzeką Salado, która wypływa u stóp Kordylierów, wszystkie wymienione tu pozostałe rzeki drenują rozległe bagna Parany, ciągnące się wzdłuż jej brzegów pasem 20 — 30 km szerokości, i typem właściwie reprezentują jej wodę. Wśród tych bagien znajdują się drobne zbiorniki wód stojących okresowo łączące się z wymienionymi rzekami, zwane tutaj lagunami. Ze zbiorników tych INALI wybrał dwa (Laguna Los Espechos i Madrejorn Don Felipe) jako obiekty intensywnych badań limnologicznych w cyklu rocznym, chemicznych, biologicznych i ichtiologicznych.

Poziom wód Parany nie zależy bezpośrednio od wielkości opadów w rejonie Santa Fe, lecz od tego со się dzieje znacznie wyżej (1000 — 2000 km) a zwłaszcza w rejonie Kordylierów. Ponieważ klimat tych dwu części Argentyny jest całkowicie odmienny, zdarza się, że niekiedy przy pięknej i suchej pogodzie w Santa Fe pojawiają się nagle gwałtowne przybory niektórych z wód rzecznych otaczających je pierścieniem i to wielokrotnie w ciągu roku, a co kilka lat dochodzi do wielkich powodzi, w czasie których wody Parany płyną cała swą pradoliną, niekiedy 100 km szeroką, zamieniając opisane wyżej tereny bagienne w bezkresne morze.

Prawie wszystkie wody rejonu Santa Fe są niezwykle mętne tak, że przez cały rok posiadają mniej lub więcej intensywną barwę czekolady. Mętność ta pochodzi od drobnych cząstek gliny wymywanej z rejonów górskich i podgórskich, a szczególnie obficie przynoszonych przez rzeki Bermejo i Pilcomayo, uchodzące do rzeki Paraguaj tuż przed jej połączeniem się z płynącą z Brazylii Paraną, około 800 km powyżej Santa Fe. Cząstki te są bardzo różnej wielkości, a wiele jest tak drobnych, że się praktycznie w ogóle nie sedymentują. Rezultatem tej mętności są zamulone nieraz na około 1 m głębokości brzegi rzeki i lagun, stosunkowo nikłe przenikanie światła w głąb wody mimo bardzo intensywnej insolacji oraz mechaniczne uszkadzanie organizmów rzecznych, zwłaszcza planktonowych, na skutek bombardowania ich miliardami koloidalnych cząstek gliny. Najdrobniejsze cząstki frakcji koloidalnej przechodzą przez analityczne filtry laboratoryjne, a zatykając szybko filtry membranowe powodują, że wykonywanie niektórych oznaczeń chemicznych w tych wodach jest prawie niemożliwe normalnymi metodami laboratoryjnymi lub też obarczone tak dużymi błędami, zmuszają do wypracowywania specjalnej metodyki badawczej, np. opartej na zasadach rozdzielania chromatograficznego (ekstrakcje). Także wirowanie do 6000 obrotów na minutę nie uwalnia wody od tych koloidów, a w niektórych wodach nie czyni tego nawet 15 000 obrotów na minutę.

Mimo wysokiej suchej pozostałości wód rzecznych okolic Santa Fe, wywołanej ogromną ilością wyżej opisanych zawiesin gliny, wody te są w zasadzie miękkie, typu węglanowo-krzemianowego i wapniowo-magnezowego. W składzie tym szczególną uwagę zwraca stosunkowo duży udział krzemionki zarówno w postaci rozpuszczonych krzemianów, jak i w postaci koloidalnej, których obecności przypisuje INALI niezwykle obfity rozwój gąbek (kilkanaście gatunków) porastających masowo wszelkie zanurzone przedmioty, a niekiedy wyścielających dno zbiorników i tworzących podwodne skały. Gąbki te przesycone są krzemianowymi skamielinami.

Przy stosunkowo nikłej zawartości elektrolitów w wodach systemu Parany także w małych ilościach występują węglany wapnia, spełniające — jak wiadomo — w wodach rolę związków buforowych. W tych warunkach koncentracja jonów wodorowych (pH) tych wód ulega gwałtownym zmianom. Ponieważ przy tym z rozkładu roślin, zalegających zlewnię i brzegi zbiorników w ogromnych ilościach, do wód tych dostają się duże ilości dwutlenku węgla i kwasów organicznych, wspomniany odczyn wody waha się głównie w zakresie kwaśnym około pH 6,0 — 6,5, rzadko kiedy tylko osiągając 8,4, gdy na skutek fotosyntezy wolny dwutlenek węgla jest z wody wyczerpany.

Z badań INALI okazało się dalej, że mimo wysokiej w ciągu roku średniej temperatury wody, znacznej ilości soli pokarmowych (N, P i K) i mimo ogromnej insolacji rozmiary fotosyntezy są stosunkowo nikłe, gdyż dno rzeki jest słabo porośnięte roślinnością wodną (szybki prąd i zamulenie), woda jest uboga w fitoplankton, a fotosynteza odbywa się w rozmiarach ograniczonych na skutek złych stosunków świetlnych spowodowanych wysoką mętnością wody. Do powyższego dołącza się drugi paradoks, mianowicie że wody te są stosunkowo bardzo ubogie w rozpuszczone związki organiczne (utlenialność w zakresie 5 — 8 mg/l O2 a 5 dniowe biochemiczne zapotrzebowanie tlenu 2 — 5 mg/l O2), mimo że zlewnia i brzegi rzek i lagun są zawalone ogromnymi masami roślin, które obumierając dostają się do wody. Tłumaczyć to można jedynie bardzo energicznym rozkładem tych związków przez drobnoustroje, niejako spalaniem ich w ten sposób na mokro do wyżej wspomnianego wolnego dwutlenku węgla i kwasów organicznych. Wolny dwutlenek węgla w wodach tych występuje często w postaci agresywnej, niekiedy w tak dużych ilościach, że wapń z osadów dennych ulega przezeń całkowitemu wymyciu.

Bilans tlenowy wód okolic Santa Fe, zarówno rzek, jak i lagun, przedstawia się według dotychczasowych badań INALI stosunkowo pomyślnie (60 — 80% nasycenia tlenem) mimo wyżej wspomnianego zasypywania ich obumierającymi roślinami i pobierania na ich rozkład ogromnych ilości tlenu z wody, a to dlatego, że wody te są stosunkowo płytkie (50 — 150 cm) i dobrze wymieszane (silne wiatry prawie przez cały rok). Tylko niekiedy w ciągu roku dochodziło do małych przetlenień w lagunach do 113%. Także wody zanieczyszczane ściekami miejskimi lub przemysłu rolniczego, obficie w Santa Fe rozbudowanego, ulegały niezwykle szybko, bo w ciągu kilkunastu godzin, samooczyszczaniu, mimo że według analogicznych stosunków europejskich powinno to trwać około 3 dni. Oczywiście samooczyszczaniu się tych zbiorników sprzyja także okres zimowy, w czasie którego temperatury wód rzadko kiedy opadają poniżej 10°C, gdy w lecie nie przekraczają 28,6°C.

Z dalszych badań INALI wynika, że zooplankton wód zalewów Parany jest stosunkowo ubogi i nawet w jej lagunach w ciągu poszczególnych miesięcy roku nie przekraczał 1220 osob./l, niekiedy malejąc aż do 17 osob./l. W planktonie tym dominowały wrotki, głównie z rodzajów Brachionus, Filinia i Keratella. Copepoda (głównie rodzaj Cyclops) były nieliczne podobnie jak i Cladocera z rodzajami Diaphanosoma (najliczniej), Bosmina i Daphnia. Chydoridae były reprezentowane tylko przez kilka gatunków i to pojedynczo. To powszechne ubóstwo planktonu zwierzęcego nawet w drobnych zbiornikach, zresztą podobnie jak i planktonu roślinnego, należy do dalszych zagadek, których rozwiązanie stanowi przedmiot obecnych badań INALI.

Zbiornikom wodnym bagien Parany swoiste piętno nadają ogromne masy roślinności wodnej z gatunkami Eichhornia azurea, E. crassipes, Salvinia herzogii, Scirpus cubensis paraguayensis i Victoria cruciana. Szczególne znaczenie posiada Eichhornia, której masowy rozwój przyczynia się do zarastania i wypłycania zbiorników, a która obumierając i ulegając rozkładowi staje się głównym źródłem wolnego CO2 i kwasów organicznych zakwaszając te zbiorniki.

W tych miękkich a bogatych w roślinność wodach zastanawia wielkie bogactwo mięczaków, reprezentowanych przez 12 rodzajów. Ogromny ślimak Ampularia jest jednym z najczęściej spotykanych i zalegających masowo płytkie brzegi rzek i lagun zwłaszcza po opadnięciu wód.

Ryby, których roczny odłów z niektórych lagun (np. Madrejorn Don Felipe) oceniany jest na 800 kg/ha, są reprezentowane co najmniej przez 55 gatunków, wśród których dominują Prochilodus platensis, Pineiodus clarias, Schizodon fasciatus i Leparinus obtusidens.

Z rybackiego punktu widzenia rybami tymi mało kto się interesuje, mimo że jest ich dużo. Dorastają one wielkich rozmiarów na skutek braku eksploatacji rybackiej, gdyż odławianie setek drobnych lagun i rzeczek pradoliny Parany nie opłaca się w tym kraju, gdzie dwie krowy przypadają na głowę mieszkańca, a żywić ich często nawet nie trzeba, gdyż żerują w bagnach Parany lub na bezkresnych pastwiskach przybrzeżnych. Poza tym dowożenie złowionych ryb do miejsc zbytu zabiera dużo czasu i jest ryzykowne, gdyż przy upalnym klimacie za nim tam dotrą już ulegną rozkładowi. W tej sytuacji stosowany jest prawie jedynie połów na różnorodne wędki i sznury, głównie w pobliżu miasta, do którego złowione ryby dowozi się już oczyszczone i wypatroszone. Amatorzy wędkarstwa mają łowiska znakomite, dające wiele wrażeń, gdyż łowią się przeważnie ryby duże o ciężarze 1/4 — 2 kg.

W tych dość „dziwacznych”, jak na stosunki europejskie, wodach, główne zainteresowanie pracowników INALI budzi pytanie, poza wyżej opisanymi szerokimi badaniami inwentaryzacyjnymi, jakimi drogami przebiega produkcja masy organicznej poszczególnych zespołów organizmów wodnych. Przy złych, jak wyżej wspomniano, warunkach świetlnych panujących w tamtejszych wciąż mętnych wodach fotosynteza musi być ograniczona i przebiegać według odmiennych parametrów. Badania nad tym prowadzone są w skali laboratoryjnej w fotostatach, gdzie intensywność światła może być regulowana przy pomocy odpowiednich filtrów.

Ubóstwo fitoplanktonu i zooplanktonu wskazuje, że główna produkcja ryb nie może się odbywać na drodze klasycznego łańcucha produkcyjnego: sole pokarmowe plus światło — fitoplankton — zooplankton — ryba, lecz że o wiele większe znaczenie musi mieć łańcuch heterotroficzno-allochtoniczny: sole dna i zlewni plus energia świetlna — rośliny lądowe i wodne — detritus — fauna denna — ryby lub też ten sam łańcuch z pominięciem fauny dennej, czego wybornym przykładem jest ryba Prochilodus platensis, tzw. „Savalo”, stanowiąca centralny obiekt badań INALI, która żywi się wyłącznie mułem dennym, a stanowi około 60% pogłowia ryb niektórych lagun. Treść pokarmowa wypreparowana z żołądka tych ryb wygląda  jak kawałek sprasowanej plasteliny, a po rozłupaniu wykazuje prawie zupełny brak organizmów zwierzęcych, a tylko glinkę oraz niewielką ilość detritusu. Ryba ta rośnie dość szybko, więc przy tak skromnym białkowo i energetycznie pokarmie budzi zainteresowanie jaka jest sprawność trawienia u tego gatunku ryb, co właściwie ulega trawieniu skoro w przewodzie glina zdaje się stanowić główną treść pokarmową? Badania nad rozrodem, wzrostem, żywieniem się i składem chemicznym mięsa tej ryby są w pełnym toku.

INALI, dzięki swemu potencjałowi naukowemu, przyjął rolę wiodącą w limnologicznym życiu nie tylko Argentyny, ale całej Ameryki Południowej. W ciągu roku 1967/1968 zostały przez INALI zorganizowane dwa duże (2 i 5 dniowe) sympozja z udziałem przedstawicieli niektórych krajów Ameryki Południowej, poświęcone zagospodarowaniu wód Parany. Na sympozjach tych piszący niniejszy artykuł wygłosił po hiszpańsku następujące referaty: 1) Mikrobiologia wód powierzchniowych, jej stan obecny i perspektywy rozwoju, 2) Stan zanieczyszczenia wód okolic Santa Fe, 3) Skład chemiczny wód rzeki Parany i ich ocena przydatności dla celów rolniczych i przemysłowych. W marcu 1968 r. INALI zorganizował w ramach Międzynarodowego Programu Biologicznego Międzynarodowy Zjazd Limnologów Ameryki Południowej (5 dni) w Santa Fe, na którym przedstawiono problemy obecnego stanu i perspektywicznego rozwoju limnologii w tych krajach oraz utworzono Międzynarodowe Towarzystwo Limnologiczne Ameryki Południowej, powołując na przewodniczącego tego Towarzystwa dyrektora INALI, dr Argentino Bonetto.

Prawie co miesiąc ktoś z INALI jedzie (500 km) do Buenos Aires, aby na posiedzeniu Argentyńskiego Towarzystwa Przyrodników na Uniwersytecie w Buenos-Aires referować do druku w „Physis” prace INALI. Tuż przed wyjazdem w maju 1968 r. autor niniejszego zreferował tam dwie (z wykonanych sześciu) prace własne: 1) Postaci i rozmieszczanie żelaza w wodach systemu Parany oraz 2) Biochemiczne zapotrzebowanie tlenu wód rzecznych okolicy Santa Fe.

INALI poszerza zakres swej działalności i obecnie zaczyna badać odcinki Parany i jej dopływy położone o 500 km na północ od Santa Fe w rejonie Corrientes, a także odbył już pierwszy rekonesans jezior Patagonii w rejonie Bariloche, reprezentującym wspaniałe górskie jeziora oligotroficzne w klimacie umiarkowanym i podbiegunowym. Gdy w roku przyszłym INALI otrzyma zapowiedziane dwa nowe budynki, a jeszcze w obecnym już zamówione uzupełnienia aparatury laboratoryjnej i terenowej, łącznie z drugim samochodem, to jego młody a zdolny i zapalony do pracy badawczej, chociaż stosunkowo mało doświadczony personel (ani jednego doktoratu poza dyrektorem!) będzie mógł wkrótce powiedzieć z uzasadnioną dumą, że pracuje w jednym z najlepszych instytutów limnologicznych świata, a już teraz w najlepszym instytucie tego typu w Ameryce Południowej.

________________________
¹ Ze względów klimatycznych w małych miastach, gdzie ziemia jest tania, buduje się budynki parterowe, aby możliwie duża powierzchnia zimnych podłóg kamiennych działała chłodząco na jednostkę pojemności budynku. Także okna buduje się możliwie małe, aby zabezpieczyć wnętrza przed dopływem promieni słonecznych. Pokoje bez okien wcale nie należą do rzadkości i nikt się im nie dziwi. Urządzenia klimatyzacyjne, które w Argentynie nie są zbyt powszechne, INALI posiadał jedynie w pokoju dyrektora i w pokoju z precyzyjną aparaturą pomiarową.

Marian Stangenberg

2013/12/24 | Supplementum