Supplementum

Suplement LXXI

NAOKOŁO ŚWIATA, 1931, nr 86, s. 137-142 , (2 ilustracje)

Tajemnica oceanu

Cicho i bez rozgłosu odbyła się równo rok temu w czerwcu wyprawa, w przeciwnym kierunku od podróży prof. Piccarda, bo w głąb oceanu. Pan William Beebe, przyrodnik, dyrektor wydziału badań tropikalnych przy Nowojorskiem Towarzystwie Zoologicznem, oddany pracom naukowym, dopiero dziś podzielił się z szerszym ogółem swojemi spostrzeżeniami.

Pan Beebe zawsze marzył o spuszczaniu się na dno morza, wszakże nie w dobrze mu znanej roli nurka, z natury rzeczy nie mogącego się oddać spokojnie badaniu, lecz w roli uważnego widza. Dopiero dwa lata temu marzenia te zaczęły przybierać widome kształty i wreszcie przy pomocy pana Otisa Bartona, który obmyślił i sfinansował wykonanie odpowiedniej stalowej kuli, dwa| przyjaciele dokonali piętnastu wypraw w głąb oceanu. Spuszczania się uskuteczniano na pełnem morzu w okolicach Bermudów, gdzie p. Beebe ma laboratorjum oceanograficzne, ofiarowane mu przez rząd Bermudzki. Kula owa, mająca wewnątrz niecałe 1 ½ m. średnicy, ważyła 2 tonny i zaopatrzona była w zbiorniki tlenu i różne chemikalja dla pochłaniania z powietrza wilgoci i kwasu węglowego. Spuszczono ją na mocnym stalowym kablu, a druty do telefonu i do reflektora elektrycznego, który miał oświetlać ciemności morskie, mieściły się w grubej, gumowej kiszce. Kula spuszczana była z wielkiej barki, wyposażonej w tym celu w potężny żóraw i kołowrót.

William Beebe ze twym towarzyszem na pokładzie barki obok przyrządu w  którym opuszczali się do głębin morskich

Podróżni wsuwali się do kuli przez niewielki otwór, przykrywany następnie grubą stalową pokrywą, ważącą niemal 200 kg. i mocno przyśrubowywaną. W samym środku tej pokrywy był jeszcze mały otwór, aby podczas żmudnego uszczelniania kuli umożliwić jak najdłużej dostęp powietrza. Kiedy zaś i w ten otworek wsunięto i przyśrubowano pokrywę, podróżni mogli porozumiewać się już tylko telefonicznie lub na migi przez okna. Na szyby użyto mocnego i przezroczystego szkła kwarcowego. Podróżni mogli tylko siedzieć i nawet nie mogli nóg rozprostować, więc pozycja ich nie należała do zbyt wygodnych.

Pierwsza wyprawa trwała godzinę i była raczej próbna. Już druga jedna dosięgła 435 metrów pod wodą, a przy bardzo powolnem opuszczeniu można było badać kolejno, jak się przedstawia ilościowo i jakościowo życie organiczne na różnych poziomach, jaka jest barwa wody i t. p.

Pod powierzchnią uwijały się ryby dobrze znane, niektóre mieniące się najpiękniejszemi barwami tęczy, lecz im głębiej się zanurzano, tem częściej spotykał przyrodnik okazy, które poraz pierwszy widział żywe. Np. małe rybki Cylothone signata widziane w ruchu, gdy goniąc gromadę raczków morskich, otwierały bezustannie olbrzymie w stosunku do dwucalowej długości swojej paszcze, niczem nie przypominały wiotkich, zawsze nieżywych rybek, setkami napełniających sieci przy każdym połowie. Ryby zaczęły tracić jaskrawe barwy. Nic dziwnego. Oświetlenie było coraz ciemniej granatowe i ciekawe było obserwować, jak w miarę zagłębienia się widmo ulegało zmianie, poszczególne barwy znikały lub zwężały się, a wreszcie przy 240 m., gdzie już niezmiernie mało światła przenikało do okna, z widma pozostało tylko szare pasemko. Teraz nieoceniony okazał się reflektor, gdyż w smudze jego światła, jakieś płetwy zamigotały na mgnienie oka i zdradziły obecność, przezroczystych jak woda, młodych węgorzy, z mieniącemi się tylko jak klejnoty oczami.

Zanurzywszy się na 180 m., p. Beebe pisze: „od początku ludzkiej historji, kiedy pierwsi Fenicjanie ośmielili się żeglować po otwarłem morzu, miljony istot ludzkich nietylko dosięgły głębokości nad którą teraz zawiśliśmy, lecz nawet mijały ją, aby opasać niżej jeszcze. Były to jednak tylko — trupy, ofiary wojen i burz”.

„My byliśmy pierwszymi żywymi ludźmi, którzy widzieli to dziwne bajkowe oświetlenie. Wyobraźnia nie może go odtworzyć. Ciemny, a jednak jakby świetlisty granat, niepodobny do żadnej barwy na ziemi”… 375 m. pod powierzchnią p. Beebe natrafił na jakąś pustynię wodną bez cienia życia. Dopiero po 15 metrach ukazały się znów żywe istoty, lecz teraz były to przeważnie ryby mające zdolność wydawania światła. Czasem wyglądało to jakby setki robaczków świętojańskich uwijały się na wszystkie strony. Czasami uderzyła o szybę wielka przezroczysta meduza,  z żołądkiem napełnionym masą świecącego jadła.

Poraz pierwszy ludzie widzieli żywe srebrne ostronosy (Argyropelecus hemigymnus). O tym przepięknym widoku Beebe pisze. „W ciemnościach dojrzałem grupy barwnych światełek, poruszających się powoli, lub jakby w przerywanych rzutach. Promienie reflektora ukazały srebrne ryby, błyszczące jak klejnoty, lecz światła na nich zgasły niezwłocznie i dopiero, gdy zgasiłem elektryczność lub gdy ryby usunęły się z jej pola, natychmiast wykonywały na nowo swoje sztuki pirotechniczne”.

Po pewnym czasie ukazało się kilka ryb o długich, jakby szczurzych ogonach. Były zoologowi zupełnie nieznane. Nagle z boków ich błysnęło po kilka iskrzących się, zielonych światełek, tak oślepiających wzrok patrzącego, że ryby zniknęły, jakby się rozpuściły w wodzie i nawet reflektor ich nie odnalazł.

Zawiódł również reflektor, gdy kula przepływała przez niezmierną obfitość drobnych żyjątek. Skorupiaki te i mięczaki były tak maleńkie, że choć widać było ich drgające ruchy, ich samych dojrzeć nie było można.

Kiedy osiągnięto 435 m. i kula zawisła w wodzie, Beebe opowiada: „Przyłożyłem twarz do szyby i spojrzałem w górę. W wąskim widzialnym odcinku zauważyłem słabe pojaśnienie gruntu. Zwróciłem wzrok w dół, a choć zdawało mi się, że to jakaś otchłań piekielna bez dna, jednak był to jeszcze granat…

„Siedziałem skulony z ustami i nosem owiązanym chusteczką, aby przeszkodzić osiadaniu pary, czoło opierałem o zimną szybę — tę przezroczystą cząstkę matki-ziemi, tak dzielnie powstrzymującej napór dziewięciu tonn wody.

W tej chwili poczułem przypływającą falę wzruszenia i prawdziwego zrozumienia sytuacji.

Przyszło mi wówczas na myśl, że w sytuacji tej jest coś nadludzkiego, coś kosmicznego: Podczas gdy nasza barka kołysała się wysoko nad nami w gorących promieniach słońca, my wraz z towarzyszem, zamknięci w niewielkiej kuli metalowej, połączonej siecią kabli z ową barką na powierzchni morza, jesteśmy jednak niby zbłąkaną w eterze planetą.

Pod ciśnieniem, które wyswobodzone z pęt zgniotłoby nasze ciała na miazgę, oddychamy przecież zwykłem ziemskiem powietrzem, mając możność telefonicznego porozumienia się ze światem, możemy czynić spostrzeżenia nad zjawiskami, których nie zdoła objąć słaby ludzki wzrok i usiłujemy objaśnić je umysłem również nieodpowiednim do wielkości zadania”.

W. P.

*   *   *

Nowa książka,   1936, Zeszyt I, s. 5-6

MATEMATYKA, NAUKI PRZYRODNICZE.

Beebe William: 923 metry w głąb oceanu. Z 95 barwnemi i czarnemi rycinami. 308 stron. 8°. Trzaska, Ewert, Michalski. Warszawa. 1935.

Prof. William Beebe jest badaczem niezwykłego pokroju. Od wielu lat dąży do poznania zjawisk przyrody, skrytych i trudno dostępnych dla zwykłego śmiertelnika. Rozpoczął badania od studjów w głębi dżungli środkowo-amerykańskiej. Całemi tygodniami podpatrywał życie ptaków i innych zwierząt, w najbardziej niedostępnych ostępach dziewiczego lasu. Dążąc do dokładnego poznania szczegółów zachowania się ptaków, starał się obserwować je nietylko zdaleka, zapomocą mocnych lunet, lecz pragnął dostać się wprost do ich normalnego środowiska i wspinał się na najwyższe korony drzew lasu tropikalnego, aby tam, wśród gęstwy splątanych lian, móc patrzeć się na życie zwierząt bezpośredniego sąsiedztwa. Ta metoda studjów, polegająca na dojściu wprost do siedziby zwierząt badanych, pozostała jego przewodnią drogą podczas wypraw zupełnie innego rodzaju. Przez całe lata zapuszczał się on jako nurek do głębi oceanu, zwiedził dokładnie rafy koralowe w różnych okolicach świata, obejrzał dna morskie oceanów gorących i chłodnych mórz północnych, stał się niemal stałym gościem przybrzeżnych wód otaczających wyspy Bermudy, znane z bujności swego życia.

Jako nurek, mający tylko ciężki hełm miedziany na głowie i ramionach, a połączony ze światem zewnętrznym tylko zapomocą rury doprowadzającej powietrze do hełmu, polował na ryby w wodach przybrzeżnych, zapomocą długiego pręta wędki, na którego końcu znajdował się mały nabój dynamitowy. Szlachetna ciekawość przyrodnicza, będąca źródłem poznania, popchnęła go do wyszukania nowej metody, dozwalającej na zajrzenie już nietylko na kilkanaście metrów w głąb oceanu, dokąd mógł swobodnie dochodzić jako nurek, lecz także do zapuszczenia się w niezmierzone głębiny mórz, zanurzone w wiecznej ciemności, a leżące na setki metrów pod poziomem wody.

Jego książka, nosząca angielski tytuł „Half mile down”, jest nietylko opisem jego wypraw w skonstruowanym przez siebie oraz przez swego przyjaciela inż. Bartona przyrządzie nurkowym, zwanym „batysferą”, lecz zawiera również wstęp historyczny, mówiący o usiłowaniach człowieka, pragnącego poznać głębie mórz, a także opisy wypraw, jakie urządzał jako nurek celem zbadania życia na rafach koralowych.

Najważniejszą część książki stanowią opisy wypraw do wielkich głębin, podczas których wraz ze swym przyjacielem zamykał się w wielkiej stalowej kuli, opatrzonej oknami z kwarcu, nazwanej batysferą i zapuszczał się na kilkaset metrów pod poziom morza.

Z zapartym oddechem czyta się opisy jego przeżyć i spostrzeżeń. Prof. Beebe jest nietylko przyrodnikiem, ściśle i trzeźwo patrzącym na świat, ale jest też poetą przyrody. Jego opis ciemności podmorskich, tej granatowej czerni, tak gęstej, że niemal dotykalnej, w której oko ludzkie gubi się i staje zupełnie bezsilne, jest przepojony głębokiem uczuciem, z jakiem przyrodnik zapuszczał się w ten świat, do którego nigdy przed nim jeszcze człowiek nie dotarł.

Jest w nim także trochę amerykańskiego dążenia do ustanawiania rekordów. Moment, w którym batysfera zanurza się do takiej głębi, do jakiej jeszcze nikt nie dotarł poprzednio, jest witany radośnie nietylko przez profesora, ale przez cały sztab, który pilnuje jego ekspedycji. W chwili, kiedy batysfera zanurza się na większą głębię, niż podczas poprzednich wypraw, na sygnał dany przez badacza odzywają się syreny statków, witających rekord świata.

Mimo tego momentu sportowego, a raczej mimo dążenia do ustalenia rekordu światowego, prof. Beebe nie traci jasnego sposobu patrzenia się na nowy, nieznany świat głębin morskich. Opisuje poprostu, ale niezmiernie interesująco, wiele nieznanych dotąd gatunków istot żywych, stara się dostrzec szczegóły ich zachowania się, a rezultatem jego badań jest nietylko wykrycie mnóstwa niepoznanych dotąd postaci zwierzęcych, ale także obfity plon spostrzeżeń, mających znaczenie dla całej nauki o życiu.

Książkę jego czyta się jak najpiękniejszą powieść, a nauczyć się z niej można bardzo wiele. Nie jest rzeczą łatwą przyswoić polskiej literaturze dzieło o charakterze zoologicznym. Tłumacz wywiązał się z tego zadania jak umiał najlepiej. Język polski nie ma dotychczas ustalonego słownictwa zoologicznego, wiele zwierząt, znanych uczonym pod łacińskiemi nazwami, nie ma nazw polskich, a nawet niektóre zjawiska jeszcze nie dadzą się dobrze ująć w słowa wyłącznie polskie. Tłumacz starał się objaśnić czytelnika, podając obok nazw łacińskich także krótkie określenia stanowiska opisywanych zwierząt w systematyce zoologicznej. Niestety, tu i ówdzie popełnił drobne wykroczenia przeciwko zasadom tej systematyki. W wielu miejscach, podając objaśnienia, niedobrze rozróżnia pojęcie rodzaju i gatunku. Czasem trafia mu się błąd rzeczowy, zmieniający sens wyrażenia, użytego przez autora („skraplające się ciepło”). Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że naogół tłumaczenie jest dobre, a język mimo drobnych usterek zupełnie poprawny, piękna zaś treść książki wyszła w tłumaczeniu naogół zupełnie niezmieniona. Zewnętrzna szata książki i piękne ilustracje dodają uroku tej książce.

Nietylko młodzież, ale i każdy inteligentny człowiek z prawdziwą przyjemnością i z wielkim pożytkiem może przeczytać to dzieło, którego treścią jest badanie, jakiemu równego dotychczas jeszcze nie było.

Michał Siedlecki

*   *   *

Nowa książka,  1936,  Zeszyt VIII, s. 442-445

MATEMATYKA, NAUKI PRZYRODNICZE

Beebe William: Kraina wód — Nonsuch. Przełożył dr St. Markowski i J. Wiedman. Warszawa. Trzaska, Evert i Michalski. 1936. Biblioteka Wiedzy. Str. 210, ryc. 66 na osobnych tablicach.

Autor pięknej książki pod powyższym tytułem, profesor W. Beebe wsławił się jako ten badacz, który miał odwagę zapuścić się niemal na kilometr pod powierzchnię morza, do wiecznie ciemnych i zimnych głębin (patrz: „923 metry w głąb oceanu”). Przedtem jednak badał on płytsze morza w różnych częściach świata opuszczając  się na dno jako nurek zaopatrzony tylko w hełm, do którego stale pompowano powietrze. Świat istot żyjących w morzu stara się on poznać bezpośrednio zbliżywszy się do niego i żyjąc w nim jak gdyby towarzysz lub życzliwy sąsiad. Pragnie on badając przyrodę nie tylko zauważyć wszystkie cechy dotyczące budowy i barw zwierząt oraz wyśledzić ich właściwości, ale stara się odczuć i zrozumieć troski tych mieszkańców wód, poznać radości i bóle ich życia. Każdy objaw zauważony bystrymi zmysłami tego doskonałego obserwatora to przedmiot rozważań, czasem filozoficznych, często przepojonych poezją, a czasem znów pełnych pogodnego a ciętego humoru. W tym uczonym amerykańskim profesorze jest obok doskonałego przyrodnika także i wybitny literat, a nawet i dziennikarz, dbający o rekordy i o nowość, a na zwierzęta patrzący jak na młodocianych braci.

Książka opisująca przyrodę wyspy Nonsuch, jednej z Archipelagu Bermudów, oddaje bardzo wyraźnie podwójne usposobienie autora, literackie i przyrodnicze. Rozpoczyna się rozdziałem dotyczącym geologicznej przeszłości Bermudów, tych wysp o przyrodzie niemal podzwrotnikowej. Autor wyobraża sobie siebie samego jako świadka stworzenia ziemi, odczuwa jej bóle podczas rozdziału lądów od wód i podczas wulkanicznych porodów wysokich skał podmorskich. W jego opisie całość ziemi staje się żywa a historię jej rozwoju  autor umie wyczytać nie tylko ze skał i gór, ale także i z wielkich, prostej budowy wodorostów, żyjących na przybrzeżnej ławicy. Takie samo pole do rozważań daje mu badanie roślinności żyjącej na wyspie a zwłaszcza starych, odwiecznych, znużonych walką z wichrem jałowców.

Cudowny jest rozdział opisujący mały płaskowyż podmorski, zanurzony zaledwie na kilka metrów pod poziomem morza, obrosły koralami, zaludniony bogatym światem ryb, krabów i robaków. Autor spędza długie godziny na tej „prawiewyspie”, jako nurek; zapoznaje się z całym jej światem istot żywych, doznaje przygód, poluje strzałami stalowymi lub nabojami dynamitowymi, umieszczanymi na długiej żerdzi — słowem, staje się jednym ze stałych jej mieszkańców. Odnosi się wrażenie, że jest on też władcą i poetą tej krainy, która wnet zapewne stanie się wyspą, dzięki nieustannej pracy żyjątek koralowych.

W dalszych rozdziałach autor wprowadza nas w tajniki życia i rozwoju ryb latających, fląder spłaszczonych, zwierząt zaludniających ławice i skały przybrzeżne, a wreszcie szeroko zastanawia się nad życiem morskiego konika, którego samiec obejmuje troskę o losy potomstwa, rozwijającego się w torbie lęgowej, umieszczonej na jego brzuchu. Tajemnice wędrówek ryb, ptaków i innych zwierząt przejmują autora zachwytem, z którego jednak widać, jak bardzo tęskni on do logicznego objaśnienia tych, dotychczas zagadkowych, zjawisk.

Kilka rozdziałów poświęca autor opisom życia ptaków, gnieżdżących się na wyspie Nonsuch. Profesor Beebe był ornitologiem, zanim zaczął się zajmować życiem wśród oceanów. Toteż jego spostrzeżenia, dotyczące sposobu życia, rozwoju i gnieżdżenia się ptaków, są doskonałe. Uwagi ogólne zawsze daleko odbiegają od tematu,  ale zachęcają do rozważań a otwierają oczy czytelnika na piękno i na logikę zjawisk przyrodniczych. Książka o wyspie Nonsuch może być doskonałą lekturą nie tylko dla przyrodników, ale dla każdego, kto przyrodę kocha lub choćby tylko nieobojętny jest na jej objawy, a zwłaszcza dla młodzieży dojrzalszej.

Tłumaczenie jest dobre; ponieważ zaś jednym z tłumaczów jest zoolog, więc też pomyłek przyrodniczych niemal zupełnie uniknięto. Słusznie też uczynili tłumacze, że pozostawili w oryginalnym brzmieniu nazwy naukowe zwierząt, zamiast wprowadzania nowych, mniej lub więcej szczęśliwie ukutych wyrażeń, zwykle niemniej niezrozumiałych dla laików niż oryginalne, łacińskie. Ryciny i druk, jak zwykle w wydawnictwach z serii „Biblioteki Wiedzy” — dobre, a cała książka wydana starannie. Powinna ona znaleźć się w bibliotekach szkolnych i wśród księgozbiorów inteligentnych domów.

 M. Siedlecki

*   *   *

Brehm : Życie zwierząt. Przekład polski w opracowaniu dra Gustawa Dehnela, Janusza Domaniewskiego, mgra Andrzeja Dunajewskiego, mgra Jerzego Gallery, dra Tadeusza Jaczewskiego, dra Stanisława Markowskiego, Wład. Rydzewskiego, dra Tadeusza Wolskiego. Z 1090 ilustracjami w tekście oraz wieloma tablicami barwnymi. Nakł. Księgarni Trzaski, Everta i Michalskiego. Warszawa (bez daty — 1936).  T. I: Bezkręgowce i niższe kręgowce. 504 ilustr. w tekście i tablice barwne. Str. XXVII (spis rzeczy) i 442.  T. II: Ptaki i ssaki. 586 ilustr. w tekście i tablice barwne. Str. XVI (spis rzeczy) i 531 (w tym skorowidz str. 515 — 531).

Rozwodzić się szeroko nad znaczeniem i wartością takich dzieł, jak „Życie zwierząt” Brehma, byłoby rzeczą zupełnie zbyteczną.

Książka traktująca o życiu zwierząt a napisana tak zajmująco i z takim umiłowaniem świata zwierzęcego będzie zawsze wzbudzać ciekawość i zawsze znajdzie chętnych czytelników, zwłaszcza wśród młodzieży.

Jako dowód tego zainteresowania mogą służyć liczne niemieckie wydania Brehma, czy to tak zwany „Wielki Brehm” (w 10 dużych tomach), czy skrócony, jak „Jubilaums Ausgabe” z r. 1928 w 8 mniejszych tomach, czy wreszcie różne jeszcze mniejsze szkolne.

My nie możemy się pochwalić obfitym plonem przekładów Brehma, ukazało się ich bowiem tylko dwa, oba przeznaczone wyłącznie dla młodzieży. Pierwszy wyszedł w r. 1873, bardzo silnie skrócony w jednym tomie; drugi, obszerniejszy, ale również jednotomowy z r. 1893 przekład książki Lakowitza: „Królestwo zwierząt”, opracowanej podług Brehma. W ten sposób od dawna już nie mieliśmy właściwie żadnych przekładów Brehma, bo te dwa jedyne były od szeregu lat wyczerpane a przy tym bardzo przestarzałe. Wprawdzie można by powiedzieć, że Brehm się nie starzeje, że opisy jego są zawsze zajmujące i zawsze zawierają dużo wiadomości prawdziwych. Jednakże skądinąd stare jego wydania wymagają koniecznie zmian, przeróbek i uzupełnień. Nauka poszła naprzód, zrobiono szereg odkryć i nowych spostrzeżeń, sprostowano i uzupełniono różne wątpliwości i niedokładności, zmieniły się zapatrywania na zwierzęta a zwłaszcza na ich życie psychiczne. Nowe niemieckie wydania Brehma były stale uzupełniane i przerabiane przez współczesnych badaczów
zgodnie z najnowszymi poglądami i zdobyczami nauki.

My zaś przez lat przeszło 40 musieliśmy się zadowalać starą przeróbką Lakowitza. Toteż z wielką radością należy powitać obecne dwutomowe „Życie zwierząt” Brehma, wydane w bardzo pięknej szacie. Zapełnia ono poważną lukę w naszej popularnej literaturze przyrodniczej i stanowi wielce pocieszający objaw nawrotu do obszernych i ozdobnych wydawnictw przyrodniczych, których od dłuższego czasu nie mieliśmy zupełnie i które dopiero w ostatnich latach zaczynają się ukazywać na nowo.

Wydanie to stoi w zupełności na nowoczesnym poziomie i zgodne jest z nowoczesnymi poglądami naukowymi, zawiera wiadomości i spostrzeżenia z ostatnich czasów. Przewodnia idea Brehma — wzbudzanie dobrych uczuć i miłości do zwierząt — została tutaj w całości, ale nie ma już tego silnego antropomorfizowania, które było w dawnych wydaniach. Życie psychiczne zwierząt ujęte jest w sposób zgodny z dzisiejszymi poglądami w nauce.

Niesposób w krótkim sprawozdaniu omówić szczegółowo treść „Życia zwierząt”. Ograniczę się zatem do podania układu książki i zaznaczenia ważniejszych i ciekawszych poruszanych w niej tematów a także opisów.

Zgodnie z przeznaczeniem książki dla szerszego koła czytelników poświęcono w niej znacznie mniej miejsca zwierzętom bezkręgowym, bo mniej niż połowę I tomu (str.  1 — 208), resztę zaś I i cały II — strunowcom, przy czym t. II obejmuje wyłącznie ptaki i ssaki.

Układ książki jest ściśle systematyczny, kolejnymi typami, poczynając od najniższych. Przy opisie każdej grupy (typu, gromady, rzędu itd.) podane są najpierw jej cechy morfologiczne, pokrewieństwo z innymi grupami żyjącymi oraz kopalnymi, a także pochodzenie, wreszcie omówienie w ogólnych zarysach życia zwierząt danej grupy. Przegląd grup doprowadzony jest do rodzin (miejscami do podrodzin), po czym następuje opis poszczególnych gatunków w danej rodzinie, ujęty już prawie wyłącznie pod kątem ich życia.

W ten sposób książka daje pojęcie o bogactwie i różnorodności form państwa zwierzęcego i wzajemnym ich pokrewieństwie, najobszerniej jednak zajmuje się przedstawieniem życia zwierząt i zachodzących między nimi stosunków, a więc: rozmieszczenia, miejsca pobytu, zdobywania pokarmu i rozmnażania się.

Przed oczami czytelnika przewijają się kolejno przykłady rozmaitych przystosowań do miejsca pobytu: zwierzęta osiadłe, nadrzewne, latające, pustynne, wodne, głębinowe i inne; zwierzęta żyjące samotnie i tworzące kolonie (bez podziału i z pracy), współżyjące z innymi (oprócz powszechnie znanego biernatka pustelnika dużo innych), łączące się w gromady luźnie związane albo zorganizowane w społeczeństwa; prowadzące życie pasożytnicze i mające wskutek tego uwstecznioną budowę; opisane są sposoby polowań na zdobycz drapieżców i sposoby zabezpieczania się oraz obrony przed nimi ich ofiar; gromadne wędrówki w związku ze zdobywaniem pokarmu albo z rozmnażaniem się; opieka nad młodymi, budowa gniazd itd.

Książka nie pomija stosunku zwierząt do człowieka. Mamy więc omówione różne pasożyty i organizmy chorobotwórcze (roznosiciele nagany, śpiączki, choroby słoniowej, trychinozy, malarii, dżumy itd.; wędrówki pasożytów); zwierzęta  szkodliwe „z naszego punktu widzenia”, szkody zrządzane przez nie, sposoby walki z nimi (aż do tępienia ich gazami trującymi) i nasi sprzymierzeńcy w tej walce (ptaki owadożerne, owady drapieżne i pasożytne, rola drapieżców z naszego punktu widzenia i w ogólnej gospodarce przyrody — utrzymywanie równowagi), bezpośredni wrogowie człowieka (węże jadowite, większe drapieżcę); zwierzęta pożyteczne (dostarczyciele pokarmu, odzieży, pomocnicy w pracy).

Stosunek człowieka do zwierząt jest również uwzględniony: łowieckie nastawienie, zwłaszcza przy ptakach i ssakach, spotykamy na każdym kroku (polowanie na głuszca i cietrzewia, na ssaki łowne; zwierzęta układane do polowań); opisane są także i połowy innych zwierząt (krewetek, śledzi, dorszy, łososi i in. z zaznaczeniem ich znaczenia gospodarczego a czasami nawet szkodliwych, gdy występują liczniej); sposoby opieki nad zwierzętami i ich ochrony (żubry w Białowieży, stado bawołów w Kaplandzie, historia rozpowszechnienia się domków dla szpaków itp.). Przy zwierzętach domowych omówione jest ich pochodzenie i historia udomowienia. Oprócz zwierząt domowych znajdzie tam czytelnik opisy hodowli zwierząt dzikich dla specjalnych gospodarczych celów (strusi, ssaków futerkowych) a także w ogrodach zoologicznych.

Przy rybach książka podaje dużo gatunków nadających się do hodowli w akwariach. Słowem, czytelnik tej książki ma w niej przegląd całego państwa zwierząt, zaznajamiając z ich życiem i stosunkiem do człowieka.

Tłumacze uzupełnili niemiecki oryginał Brehma wiadomościami dotyczącymi naszej fauny, czy to w formie krótkich wzmianek, czy obszerniejszych cytat z polskich autorów, zwłaszcza w dziale ptaków (Taczanowskiego,  Sztolcmana — oprócz naszych ptaków także ciekawy opis egzotycznych kolibrów i ogrodnika — oraz Domaniewskiego), i jednym opisem ssaków (żubry białowieskie i kaukaskie Sztolcmana).

Strona ilustracyjna i w ogóle zewnętrzna przedstawia się bardzo pięknie. Przeważną część ilustracyj stanowią oryginalne fotografie nie tylko zwierząt wypchanych albo z ogrodów zoologicznych, ale zdejmowane na łonie natury (prześliczne zdjęcia Benta Berga, Bergera i in. kolonij oraz gniazd ptasich, wędrujących ryb, zwierząt pustynnych, owadów itd.). Bardzo ciekawe i pouczające są fotografie, które przedstawiają kolejne stany rozwoju ostrygi od zupełnie młodej do 66-miesięcznej; pracy zwijacza nad zrobieniem kolebki z liści na złożenie jajek; zakopywanie martwej sikory przez grabarzy. Również interesujące są zdjęcia rekonstruowanych gatunków kopalnych lub wymarłych w czasach historycznych.

Barwne tablice pędzla Kuhnerta, znanego malarza zwierząt i ilustratora Brehma, są także niemałą ozdobą książki. Wielką zaletę ilustracyj stanowi to, że przedstawiają one nie tylko zwierzęta pojedynczo, ale w dużej mierze zbiorowe sceny z ich życia.

Toteż już samo przejrzenie rycin będzie bardzo interesujące i dostarczy niejednej ciekawej wiadomości, a co jeszcze ważniejsze — zachęci do zaznajomienia się z tekstem, który okaże się niemniej pociągającym od ilustracyj.

Korekta staranna. Zaznaczę tu tylko kilka przeoczonych omyłek druku: organy zmysłowe (zam. organa) t. I, s. 2, ptaki źle znoszą wysokie ciśnienie (zam. niskie) II, 12, przepiórkami (zam. przepiórami) II, 99, lejki (zam. lelki) II, 184, pełnorogie — Bovidae (zam. pustorogie) II, 479. „Życie zwierząt” Brehma w polskim przekładzie jest bardzo cennym nabytkiem naszej literatury przyrodniczej i powinno być gorąco przyjęte przez miłośników przyrody starszych i młodszych, a także powinno się znaleźć w każdej bibliotece szkolnej, jako książka niezbędna zwłaszcza przy kierunku dzisiejszych programów przyrody, nastawionych biologicznie i gospodarczo.

Będzie ona niejednokrotnie pomocna nauczycielom, a uczniowie również chętnie będą z niej korzystać.

Bohdan Dyakowski

*   *   *

Przegląd zoologiczny,  VIII, 3, 1964, s. 305-306

Krytyki i oceny.

Alfred Brehm: Życie zwierząt. Ssaki. Pod redakcją dra Jana Żabińskiego. Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1963, str. 520, ilustr. 324, tabl. barwn. 32. Cena 130 zł

Polish translation of A. Brehm’s Tierleben. Mammals. PWN, Warszawa 1963

Ukazanie się drugiego z kolei tomu „Brehma” to niewątpliwie poważny sukces wydawnictwa, które w ten sposób z wolna zapełnia poważną lukę w dziedzinie popularnej literatury zoologicznej. Błyskawiczne rozprzedanie pierwszego tomu świadczy o olbrzymim wprost zainteresowaniu i zapotrzebowaniu naszego społeczeństwa na tego typu dzieło.

Praca popularyzatora jest szczególnie trudna i odpowiedzialna, bo przecież przeciętny czytelnik w każde słowo tego rodzaju książki wierzy bez zastrzeżeń, z niej się uczy, tu właśnie szuka odpowiedzi na interesujące go kwestie. Zastanówmy się więc pokrótce nad tym, w jakim stopniu zespół osób odpowiedzialnych za uprzystępnienie dzieła Brehma polskiemu czytelnikowi wykonał swe zadanie w sposób właściwy.

Nie chciałbym tu wracać do zagadnień poruszanych już w recenzjach z poprzedniego tomu, a dotyczących wyboru tego właśnie wydania. Na to już oczywiście za późno. Uważam jednak, że następne tomy mogą i powinny być lepsze. Dlatego też podaję niniejsze uwagi, przy czym ilustruję je jedynie pojedynczymi przykładami. Podobnych można znaleźć w tekście bez porównania więcej.

Na pewno negatywnym zjawiskiem jest fakt, że niektóre części, jakże celnej, recenzji K. Łukaszewicza (Przegl. Zool. VII, 3, 1963) z tomu „Ptaki” (wydanego w 1962 r.) można by niemal dosłownie powtórzyć omawiając wydane rok później „Ssaki”. Myślę mianowicie o skąpych, najczęściej czysto formalnie potraktowanych, często przestarzałych informacjach o występowaniu lub aklimatyzacji czy biologii poszczególnych gatunków ssaków w Polsce (np. zębiełek białawy, bielak, smużka, świstak, bóbr kanadyjski, jeleń sika, łoś i wiele innych).

Wierność przekładu została w wielu miejscach doprowadzona do przesady, co znów, już w przypadku poprzedniego tomu, budziło poważne sprzeciwy. Dzięki temu tekst obfituje w różnego rodzaju germanizmy, a czyta się nie tak gładko jak tom I. Niezmiernie pożądane byłoby unowocześnienie niektórych przynajmniej opisów (np. przebieg linienia u ssaków). W poszczególnych przypadkach nie obawiałbym się nawet podkreślenia dorobku polskich uczonych. Tylko przez zbędną wierność wobec niemieckiego oryginału wprowadzono do polskiego nazewnictwa termin „łasica wielka” — czyli gronostaj. Otogona lub ogotona, to naprawdę nie polskie nazwy Ochotona daurica i spokojnie można je było pominąć. Podobnych przykładów wprowadzenia nowych, nie używanych w polskim języku nazw można by przytoczyć sporo, np. kałan, ondatra, kretojeże itp.

W całej książce razi używanie pewnych nazw i terminów, dla których istnieją inne, ogólnie używane polskie określenia. Tak np. sen zimowy, letni, a nawet dzienny nazywany jest śpiączką, podgatunek — to najczęściej forma lub odmiana, poroże wszystkich jeleniowatych to parostki itp.

Okazuje się wreszcie, że nawet niektóre błędy wydania niemieckiego zostały żywcem powtórzone w przekładzie. Myślę mianowicie o błędnej formule uzębienia rodzaju Sorex.

Jedyna, nieśmiała próba unowocześnienia książki przy pomocy odsyłacza informującego o wydzieleniu rodziny Leporidae w rząd Lagomorpha jest, przykro to stwierdzić, nieudana. Nie chodzi tu przecież o tę jedną rodzinę, ale o cały podrząd parzystosiekaczowców, obejmujący również rodzinę Ochotonidae.

Zupełnie nie do przyjęcia, również ze strony myśliwych, którzy będą przecież stanowili pokaźną grupę czytelników i użytkowników „Brehma”, jest nazwanie zająca szaraka „zającem polnym” (czyżby znów dla dosłownego tłumaczenia „Feldhase”?). Dalej, dzikiego królika przedstawiono jako zwierzę nie posiadające czasu ochronnego  takie, które każdy może zabijać i którego wytępienie byłoby ze wszech miar pożądane, choć wyjątkowo trudne. Zresztą, w ogóle nie zawsze można się zorientować czy mowa jest o zwierzęciu chronionym, czy też takim, które jako łowne posiada jedynie prawo do czasu ochronnego. Szkoda, że nic nie wspomniano o żubrach żyjących obecnie na wolności jedynie w Białowieży.

Warto wspomnieć również o uwagach dotyczących warunków chwytania i hodowli jeży, co jest sprzeczne z obowiązującą u nas ustawą o ochronie gatunkowej zwierząt. Dalej, o ile mi wiadomo, w Polsce żołędnica nigdy nie wyrządzała dostrzegalnych szkód i nigdy nie trzeba jej było tępić. Przeciwnie, nawet tam gdzie stwierdzono jej występowanie jest gatunkiem niezmiernie rzadkim.

Jedną z zasadniczych rzeczy pominięto. Nazwisko autora tej właśnie wersji dzieła Brehma, profesora uniwersytetu w Lipsku, dra Waltera Rammnera zupełnie zniknęło z karty tytułowej polskiego przekładu. To już chyba proste niedopatrzenie, powtarzające się jednak w drugim z kolei tomie.

Szata graficzna książki jest naprawdę udana, lepsza niż oryginału. Odrzucono z niego najgorsze tablice i fotografie, czego nie uczyniono w poprzednim tomie. W zamian podano naprawdę wartościowe prace 6 polskich fotografików. Szkoda jednak, że tekst jest tak słabo związany z ilustracjami. W oryginale specjalnie oznaczono zwierzęta, których podobizny są zamieszczone w książce, w przekładzie umieszczenia najwyżej kilkuset gwiazdek zaniechano. Myślę że niepotrzebnie niektóre zwierzęta przedstawiono na kilku ilustracjach. Tym samym kosztem można było pokazać większą ilość gatunków.

Skoro już mówimy o fotografiach, to trzeba sprostować, że na str. 83 ilustracja przedstawia nie nocka dużego, tylko nocka Bechsteina, a na s. 34 przedstawiono nie latającą wiewiórkę tylko wiewiórkę cukrową, czyli lotopałankę, bo przecież wiewiórkami latającymi nazwano rodzinę Pteromyidae.

Wszystkie wymienione tu usterki nie zmieniają jednak faktu, że ukazała się książka cenna i wartościowa, taka, która w ciągu paru tygodni zniknie z półek księgarskich i chyba wreszcie nie będzie dla wydawnictwa deficytowa. Może więc nie poprzestaniemy na tym jednym, efemerycznym wydaniu,  tylko za parę lat PWN wznowi je jako wydanie drugie, poprawione i uzupełnione. Wydaje mi się, że jako całość zdecydowanie na to zasługuje.

Zygmunt Czarnecki

*   *   *

Nowe książki, 1967,   s. 817-818

Przyroda

Do uczenia się czy do czytania?   

Jadwiga Wernerowa

Alfred Brehm: Życie zwierząt. Ryby, płazy i gady. (Strunowce zmiennocieplne). Tłum. z niem. J. Arnold, Z. Stromenger. — W-wa 1967 PWN, 8°, s. 422, 2 nlb., tabl. 24, ilustr., pl. zł 125,00 597/598

Widok opasłych, po kilkaset stronic liczących tomów Życia zwierząt Brehma sugeruje, że jest to solidny, ale zapewne ciężkostrawny podręcznik zoologii. Szczególnie tytuł ostatnio wydanej części Ryby, płazy i gady (Strunowce zmiennocieplne) nasunąć może wątpliwości czy to aby, jak się mówi, książka do czytania, czy wyłącznie do uczenia się. Spróbujmy więc przerzucić jej kartki, by przekonać się jakie wiadomości, a przede wszystkim w jakiej formie podaje czytelnikowi.

Niezliczone historie o porywaniu ludzi wręcz spopularyzowały rekiny. Z góry żywi się przekonanie o strasznym niebezpieczeństwie ze strony tych ryb i chętnie wierzy wszystkim opowiadaniom o ich potwornościach. Oczywiście zdarza się, że człowiek bywa napadnięty i pożarty przez rekina, ale te nieszczęśliwe wypadki nie trafiają się tak często, jak to się powszechnie mniema. (…) W każdym razie widok rekina na pełnej wodzie jest zawsze przeżyciem emocjonującym. »Kiedy 27 sierpnia powoli zarzuciliśmy w głębinę pionową sieć — pisze znany niemiecki zoolog Chun w sprawozdaniu  z ekspedycji Valdivia — rozległ się okrzyk kapitana, że wielki rekin krąży dookoła statku, co wywołało powszechne podniecenie (…) Wnet spostrzegliśmy rekina o szarobrunatnym grzbiecie z wielkimi płetwami piersiowymi i grzbietowymi oraz szeroką głową, który pływał powoli wokół stalowej liny naszej sieci. (…) Uwagę przykuwały szczególnie ryby piloty (Naucrates duktor) ubarwione pasiasto, które były również wyraźnie widoczne i stale towarzyszyły rekinowi. Uczestniczyły one niezmordowanie we wszystkich obrotach i eleganckich łukach zataczanych przez olbrzymiego towarzysza, płynęły ponad nim z przodu, to znów kryły się pod jego płetwami piersiowymi. Z napiętą uwagą śledziliśmy wszystkie te ruchy, aż w końcu hak został pochwycony w ten sposób, że rekin położył się na boku i starał się połknąć tłusty kąsek swym spodoustnym pyskiem. (…) Krzyk, że rekin wisi na harpunie przedostał się do maszynowni, do kuchni i do kajut. Ze wszystkich stron nadbiegają ludzie i wszyscy ciągną linę, podczas gdy rekin wyrwany ze swego żywiołu dziko wypręża się na niej i tłucze ogonem o ścianę burty tak, że huki rozchodzą się daleko. Wkrótce nad barierą ukazuje się jego krwawa paszcza z trójkątnymi spiczastymi zębami; jeszcze jedno szarpnięcie i bestia leży na pokładzie miotając się na wszystkie strony i wściekle tłukąc ogonem”«.

Dalej jest mowa o innych jeszcze rekinach: grenlandzkim, rybie młocie, płaszczkach poruszających się niby na skrzydłach, o drętwie  elektrycznej i wielu jeszcze innych. Autor nie poprzestaje na suchych informacjach, lecz ucieka się chętnie do dygresji natury historycznej, literackiej, a nawet przygodowej. Opisując drętwę elektryczną wtrąca taką np. uwagę:

W piśmiennictwie starożytności drętwy nieraz wspominano, a ich wizerunki były równie często umieszczane na naczyniach, można mieć pewność, że Grecy i Rzymianie znali tryb życia drętwy prawie tak dokładnie jak my i doceniali znaczenie narządu elektrycznego, aczkolwiek nie mieli możności jego działania właściwie objaśnić”.

W książce tej nie tylko omawia się poszczególne gatunki czy rodzaje ryb, wiele miejsca przeznaczono na scharakteryzowanie licznych ciekawych zjawisk biologicznych, jak migracje sezonowe i rozrodcze, osobliwe sposoby wychowu młodych, np. u konika morskiego oraz smuklenia, u których rozwój zarodkowy zachodzi w jamie lęgowej samca, lub u tryskacza składającego ikrę poza wodą, „latanie” ryb i inne sprawy. Nie pominięto też znaczenia gospodarczego rozmaitych gatunków,” hodowli stawowej, zarybiania wód, znalazły się nawet informacje o rybach akwariowych. Prócz przedstawicieli ichtiofauny egzotycznej omówiono również pospolite europejskie gatunki, jak śledź, pstrąg, szczupak, sieja, sielawa, dorsz, węgorz, karp i in.

W rozdziale poświęconym płazom już we wstępie, prócz informacji o budowie i systematyce tych wodno-lądowych zwierząt, znalazło się sporo wiadomości o ich życiu, mogących zaciekawić każdego, kto choć trochę interesuje się przyrodą. W części szczegółowej, jak w całym dziele Brehma, omawia się poszczególne gatunki. Zdawałoby się, że nic ciekawego nie da się powiedzieć o płazach, np. o salamandrze, a jednak okazuje się, że autor i to potrafi:

Hodowane w terrarium nie są bynajmniej nudnym obiektem. Jeśli w tym samym pomieszczeniu trzyma się ich kilka, to bardzo szybko można skonstatować, że każda z nich jako odrębna »osobowość« zachowuje się inaczej wobec człowieka i przedmiotów swego otoczenia”. Dalej opisano zachowanie się każdego z dwóch osobników złowionych tego samego dnia, w tym samym miejscu, o tej samej porze, a następnie trzymanych w tym samym terrarium i jednakowo traktowanych, wreszcie są wnioski o ich inteligencji, osobistych zdolnościach i nawykach. Na zakończenie obserwator podkreśla pewną umiejętność tych zwierząt, mianowicie wyczuwania zbliżającego się deszczu. Otóż jedna z salamander trzymanych w terrarium „ożywiała się właściwie tylko wówczas, kiedy na dworze padał rzęsisty deszcz. Inne osobniki w terrarium »szalały« wtedy jeszcze bardziej, często nawet zanim deszcz zaczął kropić. Z tego faktu można niewątpliwie wywnioskować, że posiadają one pewnego rodzaju wyczucie pogody, jeśli nawet w niewoli, gdzie przecież nigdy nie ma naturalnego deszczu, wywabia je on z kryjówek i skłania do podejmowania prób ucieczki”.

W tym rozdziale, najkrótszym z całego tomu, również znajdujemy sporo rozsianych ogólnobiologicznych wiadomości o płazach.

Znacznie więcej miejsca poświęcono gadom traktując temat podobnie jak w obu poprzednich częściach, a właściwie jak w całym dziele.

Żadnym zwierzętom nie przypisywali ludzie tylu niezwykłych a groźnych cech co gadom: przerażająca drapieżność, niezwykła siła, wrogość do człowieka, jadowitość, podstępność, hypnotyczna siła wzroku, niepojęta żarłoczność. Po dziś dzień nazwy: bazyliszek, smok, moloch, wąż morski, wąż dusiciel nasuwają niepokojące myśli o straszliwych potworach. Warto więc poszperać w ostatnim rozdziale omawianego tomu, żeby sprawdzić czy istnieją rzeczywiści takie gady i czy naprawdę są niebezpieczne.

Bazyliszki zamieszkują tropikalną Amerykę, ale nie są to groźne dla nas potwory, lecz smukłe, dość duże jaszczurki, których samce zdobi skórzasty hełm i wysoki grzebień.

Moloch, australijska 20-centymetrowa jaszczurka, może być postrachem tylko dla mrówek stanowiących jej podstawowe pożywienie, choć przyznać trzeba, że ma dziwaczny wygląd dzięki pokrywającym jej tułów rogowym tarczom z kolcami.

Są także smoki na świecie: „U przedstawicieli rodzaju smoków, czyli drako, 5 lub 6 rzekomych żeber przekształciło się z każdej stron ciała coś w rodzaju prętów parasola, który w stanie spoczynku bywa sfałdowany i przylega do ciała. Przypomina on błonę lotną latających wiewiórek i torbaczy, służąc tym gadom do tegoż celu, nie jest jednak jak u tamtych połączony z kończynami. Worek u krtani, zwisający ze środka podgardla i dający się nadymać, u samców bywa bardziej wydłużony niż u samic. Skierowany jest do tyłu i sięga aż do piersi, a na obu stronach podgardla widnieje dodatkowo po jeszcze jednej mniejszej fałdzie. (…) Ubarwienie tych jaszczurek bywa różne (…) piękno ich nie daje się opisać. Głowa samców jest na przodzie koloru morskiej zieleni (u samic bywa metalicznie brązowa lub szara) i ozdobiona czarną plamą między oczyma. Barwa grzbietu i wewnętrznej połowy spadochronu stanowi mieszaninę metalicznie połyskującego ciemnego brązu i różanej czerwieni (…) Zewnętrzna połowa spadochronu u samców jest pomarańczowoczerwona, u samic czysto żółta (…) łatwiej dostrzegalne stają się dzięki ruchliwości, np. w momencie gdy samiec, spoczywający wysoko na konarze, kiwając głową rozpościera i składa długi worek na podgardlu, błyskając wskutek tego żółtym kolorem, a znów z kolei, gdy przelatuje nad obserwatorem, sprawia wrażenie niebiesko lśniącego klejnotu. (…) Żywego smoka latającego tylko rzadko udawało się przywieźć do Europy, ponieważ są nadzwyczaj delikatne”.

Również i legendarny wąż morski okazuje się co prawda jadowitym, ale stosunkowo niewielkim i niegroźnym dla człowieka gadem.

No cóż, Brehm rozwiewa przesadne i błędne wyobrażenia o wielu gadach, daje za to inny, często też fascynujący, prawdziwy obraz tych zwierząt.

Omawiana książka jest najstarszą zoologią, która widocznie ma jakieś nieprzemijające wartości, skoro od dziesiątków lat ukazują się i znikają z półek księgarskich coraz nowe jej wydania pod tym samym tytułem i z tym samym nazwiskiem autora. Nie słabnące  powodzenie zawdzięcza ujęciu tematu, dzięki któremu zwierzę ukazane zostaje jak żywe, we właściwym dlań środowisku, a nie jedynie jako obiekt anatomiczny czy pionek ustawiony na odpowiednim szczeblu systematyki. Najlepiej jednak napisana zoologia musiałaby się zestarzeć w ciągu długich lat dzielących ją od pierwszego wydania, ale w danym przypadku tylko tytuł i nazwisko autora pozostały nie zmienione, treść zaś gruntownie przerobiona i unowocześniona w kolejnych nowych wydaniach, zachowując zawsze atrakcyjny sposób ujęcia tematu. Świadczyć może o tym fakt, że i u nas pierwsze dwa tomy przekładu Życia zwierząt Brehma szybko zostały rozprzedane, a i omawianemu tu trzeciemu też można wróżyć takie same powodzenie.

Tyle można powiedzieć o samym dziele, ale my mamy przed sobą nie oryginał, ale polski przekład, o jego wartości więc też trzeba powiadomić odbiorców. Otóż Brehm w oryginale jest książką łatwą i nie wymagającą od czytelnika specjalnego przygotowania zoologicznego, toteż wystarczy powiedzieć, że ani tłumaczka, ani redaktor nie uronili nic z wartości dzieła. Styl jest prosty i potoczysty tak, że każdy kto weźmie tę książkę do czytania, łatwo wzbogaci swe wiadomości o na ogół mało znanej grupie strunowców zmiennocieplnych.

Linki:

http://bibliotekacyfrowa.eu/dlibra/docmetadata?id=36009&from=&dirids=1&ver_id=&lp=11&QI=

https://archive.org/stream/nonsuchlandofwat00beeb#page/n7/mode/2up

http://archive.org/stream/halfmiledown00beeb#page/n1/mode/2up

http://mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=72163&dirids=1

http://mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=72401&dirids=1

2013/07/11 | Supplementum

Suplement LXX

Sprawozdania z posiedzeń Komisji PAN oddział w Krakowie, 1963, s. 497-499

WYDZIAŁ II

Komisja Biologiczna

Czł. Z. Grodziński i prof. K. Starmach przedstawili pracę J. Orskiej pt. Nienormalności w kręgosłupach u szczupaka Esox lucius L.

Wśród 37 szkieletów dorosłych okazów Esox lucius L., zebranych w latach 1957-62, u 4 (11%) natrafiono na anomalie w kręgosłupach. Dwa z tych okazów opisano dokładnie i sfotografowano. Jeden z nich (♀ A) posiada w odcinku tułowiowym 3 kręgi złożone, asymetryczne, a mianowicie: kręg 9 o typie 1:2 (z lewej normalny, z prawej zrośnięty z dwu zawiązków trzonów zaopatrzony w 2 łuki rdzeniowe i 2 wyrostki poprzeczne), oraz kręgi 11 i 20 o typie 2:3 (z lewej zrośnięte z 2, z prawej z 3 pierwotnych trzonów i posiadające odpowiednią ilość łuków); w odcinku ogonowym okaz ten posiada 4 kręgi złożone symetryczne (4 i 5, oraz 12 i 13), każdy zrośnięty z 2 elementów i posiadający po dwie pary łuków. Drugi okaz (♀ A) posiada w ogonie 1 kręg (dziewiąty) złożony z dwu pierwotnych zawiązków. Zbadano potomstwo 3 par tarlaków, w tym dwu wyżej opisanych samic, pochodzące z hodowli doświadczalnych, prowadzonych w różnych temperaturach.

Anomalie w kręgosłupach wystąpiły u 253 na 497 osobników. Wyraźnie zaznaczyła się zależność w częstości występowania anomalii od czynników dziedzicznych oraz od temperatury hodowli. Opisano formę oraz wyróżniono 2 typy zniekształceń: anomalie typu asymetrycznego, które wystąpiły masowo, oraz stosunkowo rzadkie nienormalności nie powodujące zaburzeń w dwubocznej symetrii kręgosłupa.

Anomalie typu asymetrycznego polegają: a) na występowaniu u narybku trzonów, przedzielonych z boku szczeliną sięgającą do połowy trzonu i dzielącą go na 2 półtrzony, zaopatrzone w przynależne normalne łuki i wyrostki (taki kręg widziany z jednej strony posiada wygląd normalny, z drugiej przedstawia 2 kompletne półkręgi); b) na występowaniu półtrzonów w formie półpierścieni obejmujących z boku strunę, noszących odpowiednie łuki i wyrostki — reprezentujących kompletną połowę kręgu, pozbawioną jednak drugiej połowy; c) na występowaniu niekiedy trzonów w postaci taśm spiralnych tworzących od 1,5 do 6 skrętów obejmujących strunę. Zniekształcenia te powodują zakłócenia dwubocznej symetrii kręgosłupa i często prowadzą do różnic w ilości kręgów liczonych z lewej i z prawej strony u badanego narybku.

Anomalie typu symetrycznego polegające na rozdwojeniu trzonów od góry lub dołu, lub też na występowaniu półtrzonów od góry lub dołu, trafiały się rzadko i tylko w odcinku ogonowym.

Prześledzono u narybku proces tworzenia się trzonów złożonych, które występują u dorosłych osobników. W kręgach rozszczepionych (typ a) szczeliny dzielące z boku trzony w miarę rozrostu kręgów zarastają; powstaje kręg z podwójnymi z jednej strony łukami i wyrostkami i z widocznym na trzonie z tej samej strony szwem: kręg złożony typu 1:2 (kręg 9 u samicy A). Półtrzony (typ b) narastają kostnie na obu końcach i zrastają się z obydwoma sąsiednimi trzonami, dając kręg złożony typu 2:3, mający z jednej strony po 2, z drugiej po 3 łuki i wyrostki (kręgi 11 i 20 u samicy A).

U osobników, gdzie anomalie obejmowały większą partię kręgów, kręgi te zrastają się w różny sposób dając leżące obok siebie „complex vertebrae” różnych typów. Kręgi o trzonach spiralnych dają po zakończeniu rozwoju kręg złożony, ilości elementów, równej ilości pierwotnych skrętów. Występowanie kręgów złożonych połączone jest ze skróceniem kręgosłupa i ze zmianami w kształcie ciała dotkniętych nimi osobników. Spośród potomstwa 3 par, największy odsetek osobników z anomaliami (56%) i największa rozległość zniekształceń wystąpiły w grupie A, u potomstwa samicy, która sama była nimi w silnym stopniu dotknięta. Anomalie te, w olbrzymiej większości typu asymetrycznego skupiały się przeważnie w odcinku tułowiowym. Najmniej anomalii (10% osobników) wystąpiło u potomstwa B. Grupa C, potomstwo rodziców o normalnych kręgosłupach, dała stosunkowo duży odsetek osobników z anomaliami, oraz bardzo silny wzrost ilości ich wraz z wzrostem temperatury hodowli. Autorka zwraca uwagę, że w czasie przeprowadzania tej hodowli (wiosna 1962, o 3 lata później niż hodowle grup A i B) woda wodociągowa użyta do hodowli była silnie zanieczyszczona i mocno chlorowana, co bardzo osłabiło żywotność ikry i wprowadziło dodatkowy czynnik, prawdopodobnie wzmagający tendencję do wytwarzania zaburzeń. Anomalie w tej grupie zachodziły i w odcinku tułowiowym, i ogonowym, z niewielką przewagą tych ostatnich.

Porównanie różnych próbek grup A i C z tych samych temperatur potwierdziło wyraźne „dziedziczne obciążenie” grupy A. W obu grupach, a szczególnie silnie w grupie C wystąpił wybitny wzrost odsetka nienormalnych kręgosłupów wraz z wzrostem temperatury hodowli. Natomiast grupa B, pochodząca z hodowli w 10°C (w której w obu innych grupach anomalie objęły ponad 50% osobników), dała jedynie 10% osobników z anomaliami. Szereg próbek grupy A przenoszono z zasadniczej hodowli w 10°C na krótko w różnych stadiach do 18°C i w ten sposób ustalono, że najsilniej uczulone są stadia wczesnej gastrulacji: próbka A2 „grzana” w tych stadiach dała prawie 100% osobników z anomaliami.

Obserwacje poczynione nad formą, rozwojem, częstością opisanych anomalii dowodzą, że źródłem ich są zaburzenia w zakładaniu się (…).

2013/07/09 | Supplementum

Suplement LXIX

„Ochrona Przyrody” 1958,  T. 25, s. 96-110

Józef Kaj

SIEĆ TARLISK OCHRONNYCH W DORZECZU WARTY
A NETWORK OF PROTECTED SPAWNING GROUNDS IN THE WARTA RIVER
BASIN

 

I. UWAGI DOTYCZĄCE PRZYCZYN ZMNIEJSZAJĄCYCH RYBNOŚĆ WÓD ŚRÓDLĄDOWYCH

Obserwowane od szeregu lat zmniejszanie się zasobności rybnej w naturalnych zbiornikach słodkowodnych a więc w jeziorach i wodach płynących jest niewątpliwie wynikiem działania bardzo złożonych czynników natury gospodarczej, jak również, i to przede wszystkim, przyrodniczej.

Ujemny wpływ określonej działalności gospodarczej zaznacza się głównie w braku równowagi między ilością poławianych ryb a zdolnością odtwórczą pogłowia. Jeśli jako cechę właściwej gospodarki uznamy stałość efektu gospodarczego a nawet jego zwiększenie, to wynikiem błędów eksploatacyjnych, określanych potocznie mianem «rabunkowej gospodarki», będzie spadek ilościowy i najczęściej także jakościowy produkcji rybnej zbiornika. Ujemny wynik tego rodzaju gospodarowania, wyrażającego się chęcią uzyskiwania wysokich odłowów, bez troski o następstwa przyrodnicze poczynań eksploatacyjnych, ma swe biologiczne wytłumaczenie w zmianie warunków produkcji rybnej w zbiorniku, lecz najczęściej zmianie układu między- gatunkowego a w odniesieniu do poszczególnych gatunków w osłabieniu dynamiki populacji przez zmniejszenie macierzystego stada poniżej dopuszczalnych granic.

Jakkolwiek zresztą tłumaczylibyśmy biologiczny aspekt nie przemyślanych i błędnych poczynań eksploatacyjnych, wydaje się jednak, że mamy tu do czynienia z procesami odwracalnymi (przynajmniej do pewnego stopnia). Zmiana polityki gospodarczej i właściwe zabiegi hodowlane mogą przy nie zmienionych warunkach środowiskowych w poszczególnych przypadkach doprowadzić do ponownego zwiększenia
pogłowia i podniesienia produkcji.

Daleko groźniejszymi już nie tylko dla rybostanu ale i dla biocenoz poszczególnych zbiorników są czynniki zmieniające niekorzystnie środowisko. Charakter tych zmian może być bardzo różny, jak różnymi są ich przyczyny. Z punktu widzenia przyrodniczego najważniejsze wydaje się obserwowane zmniejszanie się powierzchni wodnych. Przyczyna tego zjawiska tkwi zarówno w procesie starzenia się zbiorników, ulegających wypłyceniu i zalądowieniu (dotyczy to głównie zbiorników stagnujących a więc jezior i starorzeczy), jak i w opadaniu lustra wody. To ostatnie ma swój związek przyczynowy z działalnością człowieka na wodach płynących (kanalizowanie, regulacja, pogłębianie koryta, sypanie wałów przeciwpowodziowych itp.). Zwiększenie szybkości nurtu wód rzecznych, a w następstwie tego zbyt szybkie odprowadzenie do morza mas wodnych powoduje — poza dużymi zmianami w biotopach rzecznych — dodatkowo deficyty wodne znacznych obszarów kraju, co w dorzeczu Warty występuje ze szczególną ostrością.

Jedną z głównych przyczyn pogorszenia się warunków życiowych dla ichtiofauny, szczególnie w wodach płynących, jest postępujące ich zanieczyszczenie ściekami zakładów przemysłowych i ścieków z osiedli ludzkich. O ile chodzi o zagadnienia ichtiologiczne, to ujemny wpływ tych ścieków wyraża się bądź bezpośrednim działaniem trującym na ryby, bądź też pośrednim — przez eliminację lub znaczne zmniejszenie wartości poszczególnych czynników wpływających na życie ryb. Najbardziej rzucającym się w oczy wynikiem zanieczyszczenia wód płynących jest likwidacja dużych nieraz przestrzeni żerowiskowych ryb stanowiskowych, tworzenie barier biologicznych na drodze wędrówek ryb dwuśrodowiskowych a także odbywających wędrówki żerowiskowe, — przede wszystkim jednakże zanik tarlisk naturalnych względnie zmniejszenie się ich obszaru lub pogorszenie ich jakości, co powoduje w konsekwencji ubytek ilości gatunków na tarliskach masowych. Nie należy zapominać również o niebezpieczeństwie zamulenia tarlisk substancjami ściekowymi i zniszczenia złożonej na tarliskach ikry.

Przedstawione w skrócie przyczyny zmniejszania się liczebności pogłowia rybiego i zmian w układzie gatunkowym nie wyczerpują zagadnienia i z konieczności potraktowane zostały pobieżnie, nie są one bowiem głównym tematem opracowania, choć pozostają w nim w ścisłej zależności.

O ważności problemu zanieczyszczenia dorzecza Warty świadczyć może dobitnie fakt, że główny ciek tego dorzecza, Warta, na odcinku żeglownym pozostaje pod wpływem 125 ścieków o różnym stopniu szkodliwości.

II. ŚRODKI WZMOŻENIA POGŁOWIA RYB SŁODKOWODNYCH

Różny charakter czynników powodujących zubożenie ilościowe i jakościowe ichtiofauny sprawia, że i różne co do charakteru są zabiegi człowieka zmierzające do zniwelowania ujemnego wpływu błędów gospodarczych, czy zmian niekorzystnych w biocenozie wodnej. Wydaje się, że pokładane dotąd nadzieje w akcjach zarybieniowych i traktowanie zarybień jako bodaj jedynego środka zapobiegającego zanikowi ryb — okazały się zawodne.

Nie przecząc słuszności samego zabiegu w poszczególnych przypadkach i uznając go za szczególnie celowy np. w akcjach aklimatyzacyjnych albo dla wprowadzenia gatunków rodzimych do zbiorników, w których wsiedlany gatunek dotąd nie występuje a istnieją warunki środowiskowe rokujące pozytywny wynik wsiedlania, nie znajdujemy podstaw do twierdzenia, że masowo stosowane zarybianie wpłynęło w sposób istotny na zahamowanie zmniejszania się rybności naszych wód. Zastrzeżenia budzić musi często zarówno sposób przeprowadzania zarybienia dotyczący wyboru miejsca wpuszczenia i jakości materiału zarybieniowego, jak przede wszystkim fakt usuwania ze zbiorników w tzw. kampaniach sztucznego tarła dużych ilości tarlaków przed dokonaniem naturalnego rozrodu. Ilości ikry pozyskanej dla sztucznego wylęgu i wychowu narybku nie pokrywają w żadnym przypadku strat spowodowanych bezpowrotnym uszczerbkiem w stadzie macierzystym, zważywszy że nie wszystkie złowione okazy są do tarła dojrzałe, a wraz z tymi, od których pozyskuje się produkty płciowe, nie wracają już do zbiornika.

Wyniki sztucznego wylęgu i podchowu nie dają pewności, że kampanie sztucznego zapłodnienia i towarzyszące im akcje stwarzają korzystniejsze warunki przeżycia dla ryb, biorąc pod uwagę stwierdzone fakty wysokiego efektu naturalnego tarła ryb, zarówno co do procentu zapłodnionej ikry, jak i wylęgu. Odłowy tarlakowe dla sztucznego zapłodnienia, dokonywane z reguły w okresie tarliskowym i w miejscach grupowania się ryb dla odbycia naturalnego rozrodu, zakłócają niewątpliwie proces tarła, niszcząc dodatkowo niejednokrotnie przyrodzone warunki tarlisk a nawet złożoną już ikrę. Analiza ekonomiczna akcji sztucznego zapłodnienia, wylęgu i podchowu form młodocianych w oparciu o sieć kosztownych wylęgarń i ośrodków zarybieniowych przy słabym na ogół wpływie zarybień na podniesienie produkcji rybnej — wskazuje, że ogólnie biorąc są to poczynania raczej nieopłacalne.

Wydaje się, że słuszniejszą drogą do wzmożenia pogłowia rybnego w wodach śródlądowych byłoby zastosowanie zabiegów ochronnych wyrażających się a) w ochronie naturalnego rozrodu ryb, b) w przeciwdziałaniu pogarszania się warunków środowiskowych.

Realizacja ochrony naturalnego rozrodu nastąpić powinna poprzez: ochronę tarlisk naturalnych, ochronę gatunkową, czasy ochronne i wielkościową ochronę osobniczą.

Przedstawiony wyżej postulat ochrony rozrodu naturalnego przy konsekwentnej jego realizacji wywrzeć może wpływ istotny na liczebność ichtiofauny, pod warunkiem wyeliminowania tarlisk z eksploatacji i utrzymania na nich nie zmienionych warunków środowiskowych. Jednocześnie zabezpieczone być musi swobodne dojście do tarlisk dla ryb. Ryby te w wyniku właściwej ochrony wielkościowej cechować się powinny optymalną płodnością.

Ochrona gatunkowa ryb rzadkich pozostaje poza dyskusją. Planową akcję ochrony tarlisk poprzedzić powinno możliwie dokładne poznanie ich lokalizacji jak również przeprowadzenie obserwacji dotyczących ilości gatunków, które korzystają z danego tarliska, jak i liczebności trących się ryb. Jedynie dokładne ujęcie kartograficzne tarlisk i określenie ich ważności, to znaczy wpływu jaki mogą mieć w określonym rejonie na odnawianie się pogłowia rybnego, stanowić może podstawę do wydania przez odpowiednie władze zarządzeń o utworzeniu obrębów ochronnych czy nawet rezerwatów.

Przedstawiony niżej projekt wprowadzenia tarlisk ochronnych w dorzeczu Warty oparty jest na obserwacji terenowej z lat powojennych ze szczególnym uwzględnieniem przebiegu tarła ryb w latach 1955 — 1956. Dotyczy on jedynie wód płynących tego dorzecza, przy czym na plan pierwszy wysunięto Wartę, w której problem ochrony tarlisk jest zagadnieniem najbardziej palącym. W wyniku porównania własnych obserwacji ze spostrzeżeniami rybaków oraz wędkarzy stwierdzono dużą zmienność w wyborze miejsc tarliskowych przez ryby. Projekt końcowy uwzględnia jedynie tarliska stałe, ważne z uwagi na odbywające się tam tarło : a) ryb wędrownych, b) gospodarczo ważnych, c) zagrożonych wyginięciem.

W przypadku rozsiania miejsc tarliskowych poszczególnych gatunków na większej przestrzeni — projektem tarlisk ochronnych objęto tylko te miejsca naturalnego rozrodu, na których pojaw tarliskowy ma charakter masowy.

III. LOKALIZACJA TARLISK STAŁYCH W DORZECZU WARTY

Górny bieg Warty aż po rejon Widawy, ulegający silnemu wpływowi zanieczyszczeń ściekami zgrupowania przemysłowego Częstochowy, nie odgrywa obecnie większej roli pod względem rybackim.

Zlokalizowanie tarlisk o charakterze stałym natrafia tu na duże trudności. Znaczne przestrzenie tego odcinka, o niewątpliwym charakterze krainy brzany Barbus barbus, są pozbawione zarówno tego gatunku jak i zespołów towarzyszących brzanie.

Rozsiane tarliska drobnych dopływów, jak Liczwarta, Oleśnica i kilka innych, mają jedynie znaczenie lokalne.

Zdefiniowanego charakteru krainy brzany z charakterystyczną dla niej ichtiofauną nabiera Warta dopiero po wchłonięciu wód Widawki i zachowuje cechy tej krainy do okolic miasta Koła, gdzie zaznacza się już wpływ zanieczyszczonych silnie wód Neru, prowadzącego ścieki łódzkiego przemysłu. Na odcinku tym notujemy następujące stałe tarliska:

1. Łacha warciańska w miejscowości «Brodnia» pod Ostrowem Wartskim w powiecie tureckim. Miejsce tarła: certy Vimba vimba, bolenia Aspius aspius, świnki Chondrostoma nasus, klenia Leuciscus cephalus i brzany.

2. Łacha warciańska w Miłkowicach w powiecie tureckim. Tarło odbywają tu: certa, boleń, kleń, świnka, brzana.

3. Łacha prawobrzeżna przy tak zwanym młynie «Zawadki» (gromada Czołów w powiecie kolskim). W łasze tej prócz certy i świnki odbywa tarło jaź Leuciscus idus.

4. Ujście do Warty lewobrzeżnego jej dopływu, rzeczki Kiełbaski — na odcinku 500-metrowym jej dolnego biegu. Trą się tu certa i świnka.

Leżący poniżej odcinek Warty ma charakter rzeki nizinnej, o cechach krainy leszcza Abramis brama ze sporadycznym udziałem w ichtiofaunie brzany. Liczne dopływy odbiegają charakterem od głównego cieku. Zlokalizowano tu następujące tarliska stałe:

5. Ujściowa partia rzeczki Czarnej Strugi na długości około 500 m. Rozległe to tarlisko nawiedzane jest regularnie przez leszcza, jazia, szczupaka Esox lucius, okonia Perca fluviatilis, lina Tinca tinca.

6. Lewobrzeżna łacha warciańska pod Dębnem w rejonie Żerkowa w powiecie jarocińskim. Miejsce tarła leszcza i lina.

7. Łacha prawobrzeżna w gromadzie Kępie pod Zaniemyślem w powiecie śremskim. Trą się tu leszcz i krąp Blicca björkna.

8. Łacha Zaborowska w gromadzie: Zaborowo. Tarlisko leszcza i krąpia.

9. Łacha lewobrzeżna zwana «Figiel» w gromadzie Bystrzyku w powiecie śremskim. Tarlisko leszcza i krąpia.

10. Starorzecze prawobrzeżne pod Rogalinem w rejonie Kórnika. Regularnie odbywa tu tarło leszcz.

11. Rzeczka Głuszynka, dopływ prawobrzeżny Warty — na odcinku dolnym do jazu młyna w Czapurach. Tarło odbywają tu: certa, świnka, kleń; sporadycznie zachodzi tu w wędrówce tarliskowej ciosa Pelecus cultratus.

12. Lewobrzeżna łacha w gromadzie Kątnikach w powiecie poznańskim. Miejsce tarła: szczupaka, leszcza, krąpia, lina, karasia Carassius carassius i płoci Rutilus rutilus.

13. Prawy brzeg rzeki Warty na terenie tzw. Wielkiego Poznania na odcinku od przewozu fabryki «Stomil» do mostu w Starołęce. Odbywają tu tarło: płoć, leszcz, krąp, lin, karaś i szczupak.

14. Prawy brzeg rzeki wraz z zatoką, zwaną Ciepłym Rowkiem przy elektrowni w Poznaniu. Cała zatoka ma charakter tarliska, a jednocześnie w pewnych partiach cechy zimowiska ryb. Trą się tu: szczupak, lin, karaś, leszcz, krąp i płoć.

15. Głowienka, prawobrzeżny dopływ Warty w rejonie Poznania. Tarlisko świnki, klenia, certy i płoci w ujściowej partii do spiętrzenia przy młynie Poznań — Główna.

16. Tak zwana łacha «Rakowiec» na lewym brzegu Warty na północ od Poznania. Odbywają tu tarło: świnka, kleń, certa i płoć.

17. Prawobrzeżny dopływ — rzeka Wełna, od ujścia do jazu w Słonawach. Jedno z najważniejszych tarlisk w dorzeczu Warty. W tarle masowy udział certy, brzany, klenia, uklei Alburnus alburnus, jazia, w mniejszym stopniu jelca Leuciscus leuciscus i szczupaka.

18. Stare rzeczysko prawobrzeżne w Obornikach. Tarlisko leszcza.

19. Ujściowa partia rzeczki «Kończak», zwanej Stobnicą, do urządzeń piętrzących młyna w Stobnicy koło Obornik. Na tarło wstępują: kleń, świnka, płoć i sporadycznie troć Salmo trutta.

20. Prawobrzeżny dopływ Warty, rzeczka Smolnica, od ujścia w górę do jazu młyna w Smolnicy pod Wronkami. Tarlisko łososia Salmo salar i troci.

21. Lewy brzeg rzeki Warty w gromadzie Wartosławiu pod Wronkami. Tarlisko zlokalizowane na przestrzeni trzech ostróg, znanych pod nazwą: Haki. Tarło na główkach ostróg odbywa tu certa.

22. Lewy brzeg rzeki Warty poniżej ujścia strugi «Mokszta». Tarlisko leszcza.

23. Grupa łach lewobrzeżnych w miejscu zbliżenia do rzeki szosy Sieraków — Międzychód. Tarliska szczupaka, leszcza, jazia i płoci.

24. Obszar czterech ostróg na prawym brzegu Warty w gromadzie Kobyłami pod Sierakowem. Na tarło wchodzą: leszcz, krąp i karp Cyprinns carpio.

25. Prawy brzeg rzeki Warty pod Nowym Zatomiem miedzy czterema ostrogami w kilometrze 136,4 rzeki pod Sierakowem. Tarliska szczupaka, sandacza Lucioperca lucioperca, leszcza i krąpia.

26. Tak zwane «Dobre Ostrogi» na prawym brzegu Warty w kilometrze 130,8 na terenie gminy Międzychodu. Na tarle pojawiają się tu kleń i leszcz.

27. Zespół drobnych łach lewobrzeżnych na obszarze miasta Międzychodu, tzw. «Doły Konarskiego» w kilometrze 128,2 Warty. Tarliska wielu gatunków, szczególnie sandacza, leszcza, krąpia, klenia i lina.

28. Obszerna łacha pod Muchocinem w kilometrze 122,7 Warty, na zachód od Międzychodu. Na tarło wchodzą do łachy: sandacz, szczupak, leszcz, płoć, lin i krąp.

Niewątpliwie i w końcowym odcinku Warty znajdują się rozproszone tarliska szeregu gatunków, nie udało się jednakże ustalić dokładniej ich lokalizacji a wywiady dały małe wyniki. Nie pozbawiona tarlisk wymagających wyodrębnienia i ochrony jest dolna Noteć, choć tarliska te ważnością ustępują miejscom rozrodu ryb na jej prawobocznych dopływach, szczególnie na Drawie i Głdzie.

I tak obrębami ochronnymi na Noteci, rzece nizinnej, odwadniającej część Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej, powinny być tarliska następujące:

29. Łacha w gminie «Rosko» (km 149).

30. Łacha w gminie «Wrzeszczyna» (km 158).

31. Łacha pod Wieleniem (km 162). 32. Łacha w rejonie Krzyża (km 178). Tarliska te są miejscem rozrodu leszcza, jazia, płoci, krąpia i okonia. Na szczególną uwagę zasługują znane tarliska łososi owo-trociowe na dopływach prawobrzeżnych Noteci.

33. Rzeka Drawa. Bezwzględnej ochronie podlegać powinno zgrupowanie tarlisk pod jazem w miejscowości Kamiennej i na przestrzeni około 5 km w dół od zapory. Są to znane miejsca rozrodu łososia właściwego, niewątpliwie najważniejsze dla całego obszaru Polski zachodniej. W mniejszym stopniu z tarlisk tych korzysta również troć.

34. Również dopływ Drawy — rzeka Płociczna posiada bezpośrednio poniżej jazu w niewielkiej odległości od wypływu z Jeziora Ostrowieckiego tarlisko łososiowe.

Tarliska wykazane dla dorzecza Drawy nie wyczerpują bogatej listy miejsc rozrodu innych ryb, jak pstrąga, lipienia, brzany, certy i szeregu dalszych. Tarliska te w opracowaniu niniejszym są pominięte, gdyż ich znaczenie gospodarcze jest dużo mniejsze. Warto tu z ogólnoprzyrodniczych względów zwrócić jednakże uwagę na walory tarliska pstrągowego w górnej Drawie w rejonie Karwic, po opuszczeniu przez rzekę Jeziora Lubieszewskiego, gdzie obszar tarliska zbiega się ze stanowiskiem krasnorostu Hildebrandia rivularis.

35. Rzeka Głda. Podobnie jak w Drawie, tak i w tej rzece znajduje się poważne tarlisko łososiowo-trociowe. W chwili obecnej, wobec przegrodzenia rzeki jazem bez przepławki pod Koszycami powyżej miasta Piły, jedyne tarlisko troci (bo ten gatunek dominuje tu na tarle nad łososiem) znajduje się poniżej spiętrzenia. Spiętrzeniem tym odcięto dostęp wędrownych ryb łososiowatych do właściwych tarlisk znajdujących się wyżej, w rejonie Dobrzycy i Ptuszy. Znaczna ilość tarlisk pstrąga i szeregu prądolubnych gatunków, istniejąca w obfitującym w bystre wody dorzeczu Głdy, ma jedynie lokalne znaczenie.

 

Ryc. 1. Mapa dorzecza Warty.
Map of the Warta river basin.

Projektowane tarliska ochronne (Protected spawning grounds in project):

 

1. Barbus barbusLeuciscus cephalus, Chondrostoma nasusVimba vimbaAspius aspius;
2. Barbus barbus, Leuciscus cephalus, Chondrostoma nasusVimba vimba, Aspius aspius;
3. Vimba vimba, Chondrostoma nasus, Leuciscus idus;
4. Vimba vimba, Chondrostoma nasus;
5. Leuciscus idus, Abramis brama, Tinca tinca, Perca fluviatilis, Esox lucius;
6. Abramis brama, Tinca tinca;
7. Abramis brama, Rutilus rutilus, Blicca björkna;
8. Abramis brama, Blicca björkna;
9. Abramis brama, Blicca björkna;
10. Abramis brama;
11. Vimba vimba, Chondrostoma nasus, Leuciscus cephalus;
12. Esox lucius, Abramis brama, Blicca björkna, Rutilus rutilus, Tinca tinca;
13. Esox lucius, Abramis branm, Blicca björkna, Tinca tinca, Carassius carassius, Rutilus rutilus;
14. Esox lucius, Tinca tinca, Carassius carassius, Abramis brama, Blicca bjórkna, Rutilus rutilus;
15. Chondrostoma nasus, Leuciscus cephalus, Vimba vimba. Rutilus rutilus;
16. Chondrostoma nasus, Leuciscus cephalus, Vimha vimba, Rutilus rutilus;
17. Salmo salar, Vimha vimba, Barbus barbus, Leuciscus cephalus, Leuciscus idus, Esox lucius;
18. Abramis brama;
19. Leuciscus cephalus, Chondrostoma nasus, Rutilus rutilus, Salmo trutta;
20. Salmo salar, Leuciscus idus;
21. Vimba vimba;
22. Abramis brama;
23. Esox lucius, Abramis brama, Leuciscus idus, Rutilus rutilus;
24. Abramis brama, Blicca björkna, Cyprinus carpio;
25. Lucioperca lucioperca, Esox lucius, Abramis brama, Blicca björkna;
26. Abramis brama, Leuciscus cephalus;
27. Lucioperca lucioperca, Leuciscus cephalus, Abramis brama, Blicca björkna, Tinca tinca;
28. Lucioperca lucioperca, Esox lucius, Abramis brama, Rutilus rutilus, Tinca tinca, Blicca björkna;
29. Leuciscus idus, Rutilus rutilus, Blicca björkna, Perca fluviatilis;
30. Abramis brama, Blicca björkna, Rutilius rutilus;
31. Rutilus rutilus, Blicca Blicca björkna;
32. Abramis brama, Blicca björkna, Leuciscus idus, Rutilus rutilus;
33. Salmo salar, Salmo trutta;
34. Salmo salar, Salmo trutta;
35. Salmo trutta, Salmo salar.

(Main centres of contamination are marked by an arrow on the map).

 

IV. OCENA WAŻNOŚCI TERENÓW TARLISKOWYCH W DORZECZU WARTY

Przegląd podanych wyżej tarlisk naturalnych i analiza gatunkowa rozradzających się na nich ryb wykazują w sposób jednoznaczny odmienność charakteru ichtiofauny poszczególnych odcinków Warty. Przyczyną tego zjawiska są bądź czynniki wpływające na jakość biotopów, co prowadzi do mniej lub więcej wyraźnego zróżnicowania rzeki na krainę brzany, w górnym jej biegu aż po rejon Koła, i krainę leszcza w środkowym i dolnym biegu, bądź wtórne działanie zanieczyszczeń, tworzących w miejscu ich zmasowania większe lub mniejsze bariery biologiczne, eliminujące pewne gatunki ryb. Na odcinkach rzeki, pozostających pod wybitnie niekorzystnym wpływem zanieczyszczeń, byt ichtiofauny, a w szczególności gatunków o wyższych wymaganiach środowiskowych, ratuje istnienie dopływów o wodzie na ogół nie zanieczyszczonej. Poza działaniem masy wodnej tych dopływów jako czynnika zmniejszającego koncentrację zanieczyszczeń w Warcie — rola główna dopływów polega na tarliskowych wartościach ich dolnych, ujściowych odcinków. Taką rolę spełniają dla katastrofalnie obciążonego ściekami odcinka Warty od Poznania po rejon Wronek dopływy : Wirynka, Głuszynka, Cybina, Głowienka (Główna), Wełna, Stobnica i Smolnica.

Jak wspomniano wyżej, o wartości tarlisk decyduje tak nasilenie ilościowe ryb odbywających na nich rozród, jak i hierarchia gospodarczej ważności poszczególnych gatunków. Dalszym czynnikiem decydującym o znaczeniu poszczególnych jest fakt, że tworzą one podstawę odnowy gatunków zagrożonych zanikiem w rzece. Wartość wreszcie innych, z reguły nielicznych tarlisk, polega na pojawie tarliskowym ryb łososiowatych wędrownych — łososia i troci.

Do gatunków szczególnie ważnych z gospodarczego punktu widzenia, decydujących o wartości i wysokości odłowów, należą w dorzeczu Warty: certa, sandacz, leszcz, szczupak, płoć. Należy zaznaczyć, że dwa gatunki drapieżne spośród wyżej wymienionych, to jest szczupak i sandacz decydują również o wędkarskiej atrakcyjności rzeki.

Liczebność pogłowia obu gatunków zmniejsza się w sposób widoczny. Wyginięcie grozi dwom dalszym gatunkom a mianowicie: brzanie i jaziowi. Ochrona tarlisk łososiowo-trociowych, nawet takich, na których pojawiają się tylko niewielkie ilości tych ryb lub pojawiają się nie co roku, ma zasadniczo znaczenie dla restytucji obu gatunków na zachodzie Polski, co jest szczególnie ważne wobec narastających obaw o tarliska łososiowo-trociowe w dorzeczu górnej Wisły.

Ochrona tarlisk klenia, świnki, bolenia, krąpia, lina, karasia i okonia jest w pełni zrozumiała wobec konieczności zachowania wszystkich składników naturalnej ichtiofauny dorzecza. Gatunki te, a przynajmniej niektóre z nich, posiadają charakter potencjalnych kompensatorów w przypadku lokalnej czy wielkoobszarowej zmiany warunków życiowych dla gatunków o zasadniczej wartości gospodarczej dla Warty. Gatunki typowe dla dla stagnujących wód — lin, karaś, krąp — decydują, poza leszczem, o właściwym wykorzystaniu łach i starorzeczy.

Z przywarciańskich tarlisk gatunki takie, jak kleń z towarzyszącym mu jelcem oraz świnka i oczywiście brzana, nasycają czyste, wartkie dopływy Warty i Noteci (rejony Widawy, Poznania, Obornik, Krzyża i Piły).

Zgrupowania tarlisk certy w kilku odległych od siebie rejonach, oddzielonych odcinkami rzeki znacznie zanieczyszczonymi, zdają się wskazywać na istnienie odrębnych, prawdopodobnie izolowanych od siebie stad macierzystych. I tak wydaje się, iż odrębne stado tworzy certa, dominująca obok klenia na tarliskach pod Brodnią, Miłkowicami i młynem «Zawadki» w górnej Warcie, przy czym już na ostatnim z wymienionych tarlisk liczebność jej w porównaniu z wyżej położonymi spada, by wreszcie poniżej miasta Koła znaleźć miejsce tarła już nie w Warcie samej czy jej starorzeczach, lecz w ujściu stosunkowo czystej rzeczki Kiełbaski. Drugie stado, zasiedlające odcinek środkowy Warty, posiada szczytowy punkt tarliskowy w rzece powyżej Rogalina, przed przyjęciem przez Wartę zanieczyszczonych wód Kanału Mosińskiego. Reszta tarlisk certy tego odcinka rzeki usytuowana jest nie w głównym cieku, lecz w ujściowych partiach dopływów takich, jak Głuszynka i Główna, względnie na zasilanych strugami polnymi łachach, jak to obserwujemy na przykładzie łachy «Rakowiec» na północ od Poznania. Zasadniczy trzon pogłowia certy środkowego odcinka Warty korzysta z tarliska w dolnej Wełnie pod Obornikami. Na tarlisku tym pojawia się certa w ilościach nie notowanych na innych miejscach rozrodu w stadach o kilku tysiącach osobników. Wymaga wyjaśnienia pytanie, czy i w jakim stopniu jedyne znaczniejsze miejsce rozrodu certy poniżej bariery biologicznej w dół od Wronek, spowodowanej ściekami przemysłu ziemniaczanego, należy do zgrupowania tarlisk tej ryby w środkowej Warcie.

Sprawa przemieszczania się w górę i w dół rzeki tej półwędrownej ryby wymaga zresztą badań ścisłych, opartych na masowym jej znakowaniu.
Znakowania te, które musiałyby objąć również certę Zalewu Szczecińskiego, rozwiązałyby zapewne problem zasięgu wędrówek certy z zalewu w górę Odry i Warty i ustaliły, w jakim stopniu teza o swoistej odrębności poszczególnych stad jest uzasadniona. Wydaje się, że rozbicie pierwotnej ciągłości zasięgu certy na zlokalizowane człony stanowiskowe jest niedawne i wiąże się z wpływem człowieka na jakość środowiska.

Zważywszy, że certa pojawia się na wyszczególnionych powyżej tarliskach (poza dolną Wełną) w zespołach z reguły nie przekraczających kilkuset sztuk — ochrona wymienionych tarlisk stałych jest postulatem zasadniczym dla utrzymania odłowów tej ryby na dotychczasowym poziomie. Połowy certy zajmują w masie pozyskanej ryby pozycję trzecią do piątej.

Analiza rozmieszczenia tarlisk sandacza wskazuje, że zlokalizowane są one w leszczowym odcinku Warty między Sierakowem a Międzychodem. Pojaw tarliskowy sandacza na trzech tarliskach w tym rejonie jest niewątpliwie szczytowym w wędrówce tej ryby z głównych terenów odrostu, jakim poza Zalewem Szczecińskim i Odrą jest dolna Warta. Decydują one o produkcji sandacza w Warcie, którego odłowy zajmują zwykle ósme miejsce w ogólnej ilości pozyskanych ryb. Stąd następuje migracja młodych jego osobników również ku wyżej położonym obszarom dorzecza. Tarlisko sandacza pod Rogalinem (Radzewice) ma jedynie lokalne znaczenie przy nieznacznej ilości obserwowanych tu tarlaków, nie przekraczających z reguły kilku setek okazów. Na stan ilościowy sandacza w dorzeczu Warty wywierają poza tym w stopniu mniejszym wpływ wędrówki zstępne tej ryby z szeregu jezior powiązanych z Wartą siecią dopływów. Połowy sandacza w ostatnim pięcioleciu wykazują nieznaczne wahania, utrzymując się w granicach 2 — 2,5 tysięcy kilogramów. Wielkie rozmiary akcji zarybieniowych — w postaci zarybień ikrą i wylęgiem sandacza — pozostają bez widocznego wpływu na zwiększenie pogłowia tego gatunku. W tych warunkach ochrona nielicznych tarlisk posiada zasadnicze znaczenie, tym bardziej, że są one jednocześnie tarliskami szeregu innych gatunków, głównie leszcza, płoci a także szczupaka.

Fakt, że na odcinku Warty o długości 539 km — od Sieradza do połączenia się jej z Notecią pod Santokiem — stwierdzono zaledwie siedem stałych tarlisk szczupaka, jest wysoce niepokojący i w znacznym stopniu tłumaczy stały spadek połowów tej ryby. Jest rzeczą oczywistą, że tarło szczupaka odbywa się również w wielu innych punktach dorzecza, szczególnie wszędzie tam, gdzie niskie partie przybrzeżnych terenów zalewane są wiosennymi wodami. Stwierdzić tu jednak trzeba, że wysokie wody w Warcie są od lat zjawiskiem bardzo rzadkim, a przynajmniej krótkotrwałym. Nawet więc odbycie tarła przez szczupaka na zalanym przybrzeżu nie gwarantuje właściwego efektu rozrodu wobec możności przedwczesnego opadnięcia wód i odsłonięcia złożonej ikry lub zniszczenia wylęgu.

Na zmniejszenie liczebności pogłowia szczupaka wpływa również szereg innych przyczyn, jak zbyt mały osobniczy wymiar ochronny, odłowy późno- zimowe i wiosenne do początku ustawowej ochrony od dnia 15 kwietnia, a więc w okresie, kiedy niejednokrotnie, w zależności od klimatu, tarło szczupaka jest w pełni, dalej odłowy wędkowe, zanieczyszczenia rzeki  itp. W tych warunkach ochrona tarlisk stałych szczupaka, zlokalizowanych głównie w łachach a więc rozlewiskach trwale z rzeką powiązanych, jest dla przyszłości gatunku zadaniem zasadniczym. Wzmożenie pogłowia szczupaka, przy istniejącym niekorzystnym stosunku gospodarczym zespołu ryb drapieżnych do niedrapieżnych jest rybacko w pełni uzasadnione. Zespół drapieżników, na który prócz szczupaka składają się również: sandacz, węgorz, okoń, sum i ewentualnie zstępująca młodzież łososia i troci, obejmuje w przybliżeniu według liczb odłowowych 11 — 12% w ichtiofaunie Warty.

Udział szczupaka według zestawień z ostatnich lat sięga 6% ogółu odławianych ryb. Jest to udział zbyt mały, zważywszy jego możliwości żerowiskowe i brak presji na niego innych gatunków drapieżnych. Szczególnie ważną wydaje się pełna ochrona szczupaka w zagrożonej wpływem przemysłowych ścieków środkowej partii rzeki, poczynając od Konina, a na rejonie Wronek kończąc. Istnieniu szczupaka w górnej części tego odcinka zagraża aktualnie wpływ ścieków przemysłu łódzkiego poprzez Ner i potencjalne niebezpieczeństwo ścieków rozbudowującego się kopalnictwa węgla brunatnego w rejonie Konina i soli potasowych w rejonie Kłodawy. Na tarlisku więc w ujściu Czarnej Strugi spoczywać będzie w stopniu coraz większym zadanie odnowy pogłowia szczupaka na około stukilometrowym odcinku dzielącym Konin od następnego znaczniejszego tarliska pod miastem Śremem.

Zgrupowanie tarlisk szczupaka w rejonie Poznania (Kątniki, Starołęka, łacha Ciepły Rowek) odznacza się małą liczebnością osobników na tarle,
decyduje jednakże w ogóle o bycie szczupaka w przymiejskim odcinku rzeki, tym bardziej że tarło szczupaka pod Obornikami jako związane z wysoką wodą i podniesieniem lustra wody w dolnej Wełnie ma charakter sporadyczny.

Miejsca rozrodu szczupaka w okolicach Sierakowa i Międzychodu, zbiegające się z miejscami rozrodu sandacza, leszcza, lina, płoci, wykazują z reguły na tarle obecność dużej ilości tarlaków, których liczba ulega małym wahaniom z roku na rok.

Ochrona tarlisk szczupaka w Noteci wydaje się zbędna, zważywszy rozległe możliwości tarła w czasie stosunkowo długiego okresu zalewu niskich łąk zalegających pradolinę.

Stosunkowo liczne tarliska leszcza, szczególnie w środkowym i dolnym biegu Warty oraz w dolnej Noteci odzwierciedlają charakter tych odcinków rzek. Ilość tarlisk wydaje się nawet zbyt mała, zważywszy że w zasadzie domena leszcza rozciąga się w Warcie na długości około 350 — 400 km. Naturalne skupiska tarlisk leszczowych zbiegają się z terenami przyrzecznymi nasilonymi starorzeczami, a więc z okolicami Zaniemyśla, Śremu i Rogalina powyżej Poznania i Sierakowa oraz Międzychodu na zachodzie województwa poznańskiego.

Brak tarlisk tej ryby poniżej Poznania aż po okolice Wronek, a więc na odcinku o znikomej ilości łach rzecznych, jest zjawiskiem ujemnym zważywszy że na tym obciążonym ściekami odcinku jest on rybą pożądaną jako gatunek kompensujący zanikające ryby o dużych wymaganiach środowiskowych. Pełna ochrona tarlisk leszczowych jest zasadniczym warunkiem utrzymania liczebności pogłowia tego gatunku, obejmującego z małymi wahaniami rocznymi około 30% ogółu odławianych ryb warciańskich.

Ochrona tarlisk leszczowych zbiega się z ochroną tarlisk płoci. Z wyjątkiem tarlisk w górnej Warcie i tarlisk w ujściowych partiach wartkich strumieni na środkowym odcinku rzeki — typowych dla reofilnych gatunków — jest płoć na wyszczególnionych pozostałych tarliskach stałym składnikiem zespołu tarliskowego, często składnikiem dominującym. Stanowiąc wraz z krąpiem główny kontyngent tzw. ryb białych, jest ważnym elementem ichtiofauny tak z uwagi na wysoki udział w połowach (40 — 50%), jak i jako pokarm drapieżców.

Niewątpliwie większa potencja wzrostowa i wartość gospodarcza jazia w porównaniu z płocią czy wzdręgą lub krąpiem wysuwa konieczność ochrony tarlisk tego gatunku w dorzeczu Warty. Liczebność jazia wykazuje tu tendencje zniżkowe w związku z postępującą likwidacją jego tarlisk jako następstwa zanieczyszczeń rzeki. Tarliska jego pod młynem «Zawadki» w brzanowym odcinku Warty, oraz w ujściu Czarnej Strugi i w Wełnie wskazują, że znajduje on jeszcze właściwe mu warunki rozrodu tam, gdzie do odpowiednich warunków dna dołącza się wpływ czystej wody dopływów.

Czwarte jego znaczniejsze miejsce tarła, znajdujące się w Noteci pod Krzyżem, pozostaje pod wpływem wlewających się w tej okolicy do Noteci czystych wód Drawy. Udział jazia w połowach warciańskich i noteckich wynosi około 1%.

Ginący gatunek dorzecza Warty, jakim jest brzana, dysponuje tu jedynie trzema znaczniejszymi tarliskami, a mianowicie dwoma w górnym biegu rzeki pod Brodnią i Miłkowicami oraz jednym w ujściu Wełny. Na miejscach rozrodu pojawia się małymi stadami. Dwuletnie obserwacje np. na tarlisku Wełny wykazały jednorazową maksymalną obecność na tarlisku około 200 brzan biorących udział w rozrodzie. Średni udział tej ryby w połowach rocznych w ostatnim pięcioleciu wynosi zaledwie 0,5 — 0,6% ogółu złowionych ryb.

O ile los brzany w istniejących warunkach środowiskowych w samej Warcie wydaje się przesądzony, a ochrona wymienionych tarlisk jest ratunkiem przed całkowitym jej zanikiem — to lepiej dla brzany kształtują się stosunki życiowe w noteckich dopływach, Drawie i Głdzie, szczególnie w tych partiach dorzeczy tych rzek, które z natury posiadają charakter pod- krainy lipienia.

Zagadnieniem swoistym jest ochrona tarlisk łososiowo-trociowych. W chwili obecnej trzy tarliska środkowej Warty a mianowicie ujścia dopływów prawobrzeżnych — Wełny, Kończaka (Stobnicy) i Smolnicy — są szczytowymi punktami zasięgu wędrówek tych ryb. Pojaw tarliskowy troci na dwóch pierwszych punktach jest zjawiskiem sporadycznym i ogranicza się do obecności na tarle kilku lub kilkunastu sztuk.

Tarlisko w ujściowym odcinku Smolnicy jest miejscem regularnego połowu troci dla pozyskania ikry do sztucznego zapłodnienia. Ilość globalna wyłowionych tu podczas tarła troci waha się w granicach od 40 do 100 kg. Zachodzi tu również łosoś, łowiony w 1949 i 1950 r. w kilku okazach. Wymienione tarliska poza wartością wskaźnika historycznego, dotyczącego procesu ubożenia Warty w cenne gatunki wędrowne, posiadają potencjalne wartości dla odrodzenia się nasilenia ciągu tarliskowego obu gatunków z momentem znaczniejszej poprawy warunków środowiskowych na drodze wędrówki, głównie przez likwidację barier biologicznych w postaci fali zanieczyszczeniowej takich ośrodków przemysłu, jak Poznań, Wronki i Gorzów.

Osobne miejsce w hierarchii ochronnej należy się tarliskom łososiowo-trociowym na Drawie i Głdzie. Ciąg tarliskowy na Drawie ograniczony jest jazem elektrowni w Kamiennej, pod którym, na mniej więcej 5-kilometrowym odcinku rozsiane są wspaniałe łososiowe miejsca tarła. Tarlisko to znane jest jako najpoważniejsze miejsce rozrodu łososia właściwego na wodach zachodniej Polski. Na tarło wchodzi tu również troć, w ilości jednakże dużo mniejszej niż łosoś, obejmujący około 90% osobników obu gatunków biorących udział w tarle. O wartości tych tarlisk świadczy fakt, że ilość wagowa wyławianych tu rokrocznie tarlaków łososia w tzw. kampaniach sztucznego tarła waha się w granicach 500 — 1000 kg.

Również dopływ Drawy — rzeka Płociczna posiada uczęszczane przez łososia tarlisko pod jazem w odległości około 10 km od ujścia tej rzeki do Drawy. W rzece Głdzie łosoś i troć posiadają w chwili obecnej tarliska poniżej spiętrzenia w Koszycach na północ od miasta Piły. Do dalszych tarlisk pod Dobrzycą i Ptuszą nie dopływa. W przeciwieństwie do Drawy — na Głdę wstępuje znacznie więcej troci niż łososia właściwego. Ciąg tarliskowy jest tu na ogół znaczniejszy niż na Drawie. Liczebność ryb łososiowatych w Głdzie podczas tarła przeliczona na jednostki wagowe waha się w granicach od 500 do 4000 kg. Odbudowa przemysłu w mieście Pile, a szczególnie zanieczyszczanie dolnej Głdy ściekami roszarniczymi i przemysłu ziemniaczanego pogarszają znacznie warunki środowiskowe na drodze wędrówki wstępnej troci i łososia, podczas gdy tarlisko samo od wpływu ścieków jest wolne.

V. REALIZACJA OCHRONY TARŁA I TARLISK

Obowiązujące ustawodawstwo rybackie stwarza dostateczne możliwości przeprowadzenia właściwej ochrony zarówno miejsc rozrodu jak i zabezpieczenia przebiegu samego tarła. Dyskutowaną może być jedynie forma ochrony. Tarlisko może być bowiem ustawowo chronione bądź czasowo, to znaczy przez pewien okres w ciągu roku, bądź też może tworzyć tzw. obręb ochronny o trwałej ochronie jednorocznej czy wieloletniej. W przypadku pierwszym eksploatacja rybacka tarlisk poza okresem ustawowej ochrony jest dozwolona, w drugim zaś — poza całkowitym zakazem połowów — niedozwolone są wszelkiego rodzaju czynności mogące zmienić przyrodnicze warunki chronionego terenu.

W uzasadnionych wreszcie, z reguły rzadkich przypadkach obręb ochronny przerodzić się może w obiekt rezerwatowy, szczególnie wtedy, gdy do walorów ichtiologicznych o podstawowym znaczeniu gospodarczym dołączają się wartości niewymierne, jak wzgląd na formy czy rzadkie zespoły zasiedlające chroniony teren, cechy pierwotnego piękna, wartości dydaktyczne itp. Ewentualna ochrona rezerwatowa wymagałaby jednakże okresowej rewizji celowości jej utrzymywania w związku z możliwymi ujemnymi skutkami braku ingerencji rybackiej na określonym wycinku dorzecza. Wymaga to stałej opieki czynnika naukowego nad tego rodzaju obiektami. Z tych samych względów również i obręby ochronne zachowują swą wartość tylko przez dłuższy lub krótszy okres czasu i wymagają zabiegów rybackich kontrolnych, mających na celu zbadanie zdrowotności pogłowia, tempa wzrostu osobników poszczególnych gatunków, układów międzygatunkowych itp., jak i zmian zachodzących w środowisku. W następstwie przeprowadzanej kontroli naukowej mogą nastąpić na chronionych obszarach odłowy regulujące,
dyktowane założeniami gospodarczymi w dorzeczu.

Istotą ochrony obszarów tarliskowych jest przeciwstawianie się zmianom w ich warunkach przyrodniczych. Stwierdzić tu trzeba, że jak dotąd jedno tylko tarlisko w dorzeczu Warty, a mianowicie ujściowa partia Wełny do młyna w Słonawach tworzy obręb ochronny. Pozostałe, wyszczególnione w opracowaniu tarliska tylko w nieznacznym stopniu objęte zostały ochroną czasową.

Wydaje się, że jedynie radykalne i konsekwentnie realizowane posunięcia mogą powstrzymać proces postępującego dorzecza Warty. Doceniając w pełni znaczenie zaostrzanych ostatnio rygorów w stosunku do winnych wprowadzenia nie oczyszczonych ścieków do Warty i jej dopływów, nie należy jednakże oczekiwać już w najbliższym czasie zasadniczej poprawy warunków środowiskowych na długich odcinkach rzeki. Pozostaje pod znakiem zapytania efekt kosztownych akcji zarybieniowych opartych o produkcję tzw. materiału zarybieniowego drogą sztucznego tarła i dokonywania tych akcji przy jednoczesnym przejściu na długotrwałą ochronę tarlisk przez ustanowienie na nich obrębów ochronnych. Tą formą ochrony objęte być powinny bezwzględnie wszystkie z omawianych tarlisk masowych. Zapobiegnie to z jednej strony dewastacji tarlisk przy połowach poza okresem tarła, pozwoli na nie zakłócone odbycie rozrodu i spokojny rozwój młodzieży do czasu jej spłynięcia na inne żerowiska. Zapobiegnie to również połowom tarlaków na obrębach ochronnych dla kampanii sztucznego tarła, co połączone jest najczęściej z rozbiciem stada wstępującego na rozród.

Zadaniem administracji będzie ustalenie takiego obszaru obrębu ochronnego, który by poza właściwym miejscem tarła obejmował strefę bezpieczeństwa dla ryb wstępujących na rozród i zstępujących z tarliska przed łatwym odłowem. Poza ścisłym oznaczeniem w terenie zasięgu chronionego obszaru, musi być on poddany kontroli straży jak również użytkowników rybackich. Z natury rzeczy nie mogą być przeprowadzane na obrębach ochronnych również połowy wędkarskie. W przypadkach szczególnie ważnych, jak np. w odniesieniu do tarlisk łososia w Drawie, obręb ochronny na czas przejściowy objąć powinien cały odcinek rzeki od zapory w Kamiennej poczynając, do jej ujścia do Noteci.

Postulat pełnej ochrony tarlisk w postaci obrębów ochronnych w wymienionych 35 punktach dorzecza jest tym łatwiejszy do zrealizowania, że natrafia na pełne zrozumienie rybaków warciańskich. Akcja uświadamiania rybaków jak i szerokich rzesz wędkarzy o celach i wartości akcji ochronnych powinna jednakże być wzmożona i ciągła. Dotyczy to również współdziałania w zwalczaniu zanieczyszczeń rzeki szkodliwymi ściekami.

Jakkolwiek przedstawiona sieć ochronnych tarlisk stanowi tylko jeden z zespołów czynników mogących poprawić stosunki ichtiologiczne w dorzeczu Warty, wydaje się jednak, że w chwili obecnej posiada znaczenie zasadnicze. Traktowana nawet jako eksperyment przedstawia ona wartość poznawczą w dziedzinie przyrodniczych podstaw gospodarki rybackiej na wodach otwartych.

PIŚMIENNICTWO

Grotrian (1899 a). Das Prosnagebiet und seine fischereiliche Verhaltnisse. Fischerei-Zeitung.

Grotrian (1899b). Das Obragebiet und seine fischereiliche Verhaltnisse. Fischerei-Zeitung.

Grotrian (1901). Der Lachs im Warthegebiet. Fischerei-Zeitung Bd 4.

Grotrian (1904). Fischereikarte der Provinz Posen.

Kaj J. (1953). Restytucja łososia (Salmo salar) w rzekach polskich w oparciu o jego naturalne tarliska w rzece Drawie i Głdzie. Roczniki Nauk Rolniczych T. 67, B — 1.

Kaj J. (1954). Występowanie i zasięg wędrówek łososi i troci w rzekach Pomorza zachodniego. Roczniki Nauk Rolniczych T. 68, B — 4.

Kaj J. (1954). Projekt rezerwatu dla ryb w dolnym odcinku rzeki Wełny. Chrońmy przyrodę ojczystą Z. 1.

Kulmatycki W. (1926). Próba szkicu fizjografii rybackiej Polski. Roczniki Nauk Rolniczych i Leśnych T. 15.

Kulmatycki W. (1932). W sprawie zachowania jesiotra w rzekach polskich. Ochrona Przyrody R. 12.

Rzóska J. (1936). Stan badań hydrobiologicznych w Wielkopolsce w chwili obecnej i najważniejsze zagadnienia na przyszłość. Wydawn. Okr. Komitetu Ochr. Przyr. na Wielkopolskę i Pomorze w Poznaniu Z. 6.

Schulz C. (1912). Studien über die Posener Wirbeltierfauna.

Wodziczko A., Krawiec F., Urbański J. (1938). Pomniki i zabytki przyrody Wielkopolski. Wydawn. Okręg. Komitetu. Ochr. Przyr. na Wielkopolskę i Pomorze w Poznaniu Z. 8.

SUMMARY

Ichthyological studies and investigations on the catch in the Warta river basin have shown that the stock of fish in this river and its tributaries is decreasing with a simultaneous deterioration in the specific composition of the ichthyofauna. A number of the more valuable species, including the migratory Salmonidae, are threatened with extinction.

This is due to undesirable changes in the aquatic habitat and unsuitable exploitation. The change in the habitat is an outcome of the contamination of the water by human and industrial sewage effluents, of the regulation and building up of streams, and finally of the lowering of the water level. Temporary and permanent biological barriers check the migrations of fish requiring a double environment, as e. g. salmon and salmon trout; they also render it impossible for other valuable species, such as Vimba vimba and Lucioperca lucioperca, to migrate to their spawning and hunting grounds.

In order to prevent the further depletion of fish in this river basin, there has been extensive re-stocking. This, however, gives no evident economic effect and cannot therefore constitute the only means of increasing the fish stock. Only a better preservation of the habitat accompanied by protection of the natural breeding of the fish seems to assure positive results. For this por- pose an intensified protection of spawning grounds is required.

The author’s project includes 35 permanent protected areas, important as the spawning grounds of:

a) fish of special economic importance giving the most abundant catches (Vimba vimba, Abramis brama, Rutilus rutilus, Esox lucius and
and Lucioperca lucioperca),
b) fish threatened with extinction (Barbus barbus, Leuciscus idus, Leuciscus cephalus),
c) migratory fish (Salmo salar and Salmo trutta).

The protected spawning grounds should be subject to a permanent scientific control, which would decide on the length of the periods of protection and the possible intervention catches, as well as on changes in the localization and size of the spawning grounds.

TREŚĆ

I. Uwagi dotyczące przyczyn zmniejszających rybność wód śródlądowych.. 96
II. Środki wzmożenia pogłowia ryb słodkowodnych………………………………97
III. Lokalizacja tarlisk stałych w dorzeczu Warty…………………………………99
IV. Ocena ważności terenów tarliskowych w dorzeczu Warty………………..103
V. Realizacja ochrony tarła i tarlisk………………………………………………108
Piśmiennictwo……………………………………………………………………….109
Summary…………………………………………………………………………….110

 

2013/07/08 | Supplementum

Suplement LXVIII

Sbornik: Scientific papers. Technology of water. Oddil technologie vody, Volume 7, Part 1, Page 573.

Вalоn, E. K.: Die Entwicklung der Fische bei ungünstigen Nahrungsbedingungen. Streszczenie: Rozwój ryb w niekorzystnych warunkach pokarmowych. Acta hydrobiologica (Kraków) 2 (2): 125 — 132, 4 text-figs.

During the critical period  the larvae of fish need sufficient amount of convenient food. The author made experiments and he showed, that the starving larvae cannot survive this critical period and perish. The older specimens after passing this critical period are able to strave for a time and to recover after getting sufficient food.

STRESZCZENIE

U ryb morskich występuje — jak to stwierdził Soleim (1940, 1942) i Marr (1956) — w pierwszych po wylęgu dniach życia tzw. „okres krytyczny” (Critical Period). Kostomarova (1959) stwierdziła, że małe szczupaki ginęły w pierwszych 3 dniach po zresorbowaniu pęcherzyka żółtkowego, jeśli już od początku nie miały do dyspozycji odpowiedniego pokarmu w wodzie.

Vasnecov (1948, 1953) przypominając doświadczenia Karzinkina (1935) twierdzi, że brak pewnych zewnętrznych warunków środowiskowych, w szczególności właściwego pokarmu, powoduje zatrzymanie rozwoju ryb na pewnym etapie, strata ciężaru i wreszcie śmierć.

W celu rozszerzenia znajomości tego zagadnienia przeprowadził autor w 1956 r. pierwsze doświadczenia akwaryjne na młodocianych larwach sazana (Cyprinus carpio carpio L.) z Dunaju. Świeżo wylęgłe larwy o dł. całkowitej 5,9 mm przetrzymywano w warunkach głodowych w szklanym akwarium 4 litrowym, w którym miały do dyspozycji tylko wymoczki rozwijające się na gnijących resztkach mchu wodnego Fontinalis sp.

W ciągu 22 dni larwy osiągnęły dł. całkowitą 10,7 mm i zaledwie piąty etap rozwoju, (ryc. 1a). Larwy kontrolne w warunkach normalnych osiągnęły w tym czasie dł. całkowitą 24 mm i dziewiąty etap rozwoju (ryc. 1b). Larwa głodująca odpowiadała larwie normalnej o wieku 8 dni 12 godzin od wylęgu. Cupulae (wyrostki linii bocznej) były u larwy głodującej dwa razy dłuższe, co autor tłumaczy przystosowaniem „anten” do odbioru ruchów organizmów pokarmowych w wodzie.

W r. 1957 podobne wyniki uzyskał autor w doświadczeniach akwaryjnych nad czopem z Dunaju (Abramis ballerus subsp.). W warunkach głodowych wzgl. przy braku odpowiednio drobniutkiego pokarmu wzrost liniowy oraz rozwój larw był opóźniony o kilka etapów w porównaniu z larwami kontrolnymi. I tak np. larwy 32-dniowe o dł. całkowitej 11 mm (ryc. 2c) osiągnęły wielkość normalnych larw 17-dniowych (ryc. 2d), które doszły do 6 etapu rozwoju, lecz w porównaniu z głodującymi wykazywały mniejszy stopień skostnienia szkieletu.

Doprowadzenie do akwarium odpowiedniego pokarmu nawet jeszcze w ostatnim dniu stadium agonalnego (w 74 dniu od wylęgu) ratowało rybkę od śmierci, pozwalając jej w wieku 111 dni osiągnąć dł. całkowitą 44,6 mm (ryc. 5a), tj. równą a nawet większą niż u materiału kontrolnego (ryc. 5b).

W r. 1959 eksperymenty zostały powtórzone z podobnym wynikiem na płoci z Dunaju (Rutilus rutilus carpathorossicus).

Z doświadczeń swych wyciąga autor następujące wnioski:

1) W czasie utraty resztek pęcherzyka żółtkowego i przejścia na eksogeniczny typ odżywiania larwy potrzebują odpowiednio drobnego pokarmu. W tym tzw. „krytycznym okresie” larwy głodować nie mogą.

2) W późniejszych okresach życia larwalnego w warunkach głodowych wzrost jest zahamowany i opóźniony o kilka etapów w porównaniu z larwami z warunków normalnych.

3) Przy równych długościach ciała a różnym wieku, larwa starsza jest dalej posunięta w rozwoju (większa ossyfikacja itp.).

4) Przywrócenie normalnych warunków pokarmowych pozwala larwom oraz młodym rybkom nadrobić czas stracony i „dogonić” a nawet przepędzić osobniki z warunków normalnych. Przeczy to wprawdzie teorii Vasnecova, lecz potwierdza hipotezy Křiženecký’ego (1953) i Kuznecova (1957) mówiąc o większej żywotności takich osobników i o możliwościach nadrabiania przez nie okresowych zahamowań wzrostu.

Problem ten jako bardzo interesujący wymaga jeszcze dalszych badań.

2013/06/30 | Supplementum

Suplement LXVII

Kosmos: Biologia, 1980, T. 29, s. 411-416

 

IRENA MILCZAREK, ANTONI MURKOWSKI

PRZYCZYNY WYSTĘPOWANIA CHOROBY GAZOWEJ U RYB
HODOWANYCH W ZBIORNIKACH WODY PODGRZEWANEJ

W Polsce, podobnie jak w innych przemysłowych krajach, szybko rośnie produkcja energii elektrycznej podwajając się co 8 lat. Warunki naturalne oraz zasoby surowcowe sprawiają, że ok. 98% energii elektrycznej wytwarza się w elektrowniach cieplnych opalanych głównie węglem kamiennym i brunatnym. W przyszłych latach wzrastać będzie udział elektrowni jądrowych, które w 2000 r. mają wytworzyć ok. 25 — 30% zaplanowanej energii elektrycznej. Względy ekonomiczne preferują budowę bloków energetycznych bardzo dużych, o mocach 200 — 700 megawatów oraz łączenie ich w kilkugigawatowe jednostki. W projektowanych elektrowniach nuklearnych przewidziane są bloki 500 — 1000 MW, bowiem przy tak wielkich mocach koszt wytworzonej energii elektrycznej staje się konkurencyjny z kosztem energii wytwarzanej przez elektrownie konwencjonalne. Wszystkie elektrownie cieplne, zarówno konwencjonalne, jak i nuklearne wymagają dużych ilości wody jako czynnika chłodzącego. W energetyce stosuje się system chłodzenia w obiegu zamkniętym, zbiornikowym, otwartym oraz mieszanym.

Najtańszy i zapewniający najwyższą sprawność przetwarzania energii cieplnej na elektryczną jest system otwarty, w którym chłodzenia wykorzystuje się jednorazowo wodę pobieraną z rzeki. Elektrownie z takim układem chłodzenia są budowane głównie nad Wisłą i Odrą, np. Żerań, Skawina, Kozienice, Dolna Odra i inne. Niewiele mniejszą efektywnością charakteryzują się układy zbiornikowe, w których do chłodzenia wykorzystuje się wodę z dużych jezior. Przykładem mogą tu służyć wielkie elektrownie Konin i Pątnów chłodzone wodą z jezior konińskich oraz w budowie pierwsza polska elektrownia jądrowa, którą chłodzić będą wody Jeziora Żarnowieckiego.

Zrzuty dużej ilości ciepłej wody do jeziora lub rzeki mogą mieć pozytywne skutki dla żeglugi i gospodarki wodnej, bowiem ograniczone zostaje albo nawet całkowicie zlikwidowane zimowe zlodzenie. Podwyższenie średniej temperatury wody w zbiornikach naturalnych oraz na długich odcinkach rzek budzi także zrozumiałe zainteresowanie biologów, ekologów i rybaków.

Badania jezior konińskich dowiodły istotnego wpływu wód zrzutowych na okresowe zwiększenie produkcji pierwotnej [11]. Nastąpiła także zmiana składu fauny dennej i zooplanktonu [6]. Podwyższenie średniej temperatury jezior od 2 — 7°C miało pośrednio wpływ na zwiększenie w nich zawartości soli biogennych stymulujących rozwój fitoplanktonu [5]. W wyniku wieloletnich badań naturalnych i sztucznych zbiorników wody podgrzanej stwierdzono, że maksymalne temperatury 22 — 23°C nie wpływają ujemnie na hodowane w nich ryby [4].

Temperatury wód jezior konińskich osiągają w miesiącach letnich wartość 24 — 30°C, co powoduje niekorzystne zmiany chemizmu wód, ich własności fizycznych, a także obserwuje się naruszenie równowagi pomiędzy produkcją pierwotną i wtórną. Jak z powyższych badań wynika niepokojący problem „skażenia cieplnego” będzie szybko narastał w miarę przybywania nowych wielkich elektrowni cieplnych.

WPŁYW TEMPERATURY NA ROZPUSZCZALNOŚĆ GAZÓW W WODZIE

W wodzie, podobnie jak i w innych cieczach, znajduje się w równowadze dynamicznej, wielofazowej pewna ilość cząsteczek gazów. Rozpuszczalność (absorpcja) gazów w cieczach maleje z wzrostem temperatury, a w temperaturze ustalonej zależy od ciśnienia — prawo Henry’ego — Daltona [9]

c = k – p

c — ilość gazu rozpuszczonego w 1 dm³ cieczy,
p — ciśnienie cząstkowe gazu nad roztworem,
k — współczynnik proporcjonalności wyrażający rozpuszczalność gazu pod ciśnieniem cząstkowym 98,1 kPa.

Ilość rozpuszczonego tlenu, jak również azotu w mg/dm³ nie określa stopnia nasycenia wody tymi gazami przy danych warunkach. W związku z tym zawartość tlenu i azotu w wodzie podaje się jako nasycenie względne. Względne nasycenie (jest to stosunek zawartości gazu rozpuszczonego w badanej wodzie do maksymalnej zawartości tegoż gazu w wodzie destylowanej w danej temperaturze przy ciśnieniu 101,3 kPa) jest jednym z podstawowych parametrów wód powierzchniowych.

W płytkich stojących wodach powierzchniowych przy silnym nasłonecznieniu zachodzi nieraz zjawisko przesycenia wody tlenem na skutek intensywnej fotosyntezy roślin wodnych (wodorostów i fitoplanktonu). Procesy biogenne przebiegają tym intensywniej, im bardziej jest nasłoneczniona woda i im mniej energii promienistej absorbuje warstwa zanieczyszczeń [8]. W związku z tym obserwuje się w zbiornikach wodnych sezonowe lub dobowe wahania zawartości tlenu rozpuszczonego w wodzie.

Stosunek procentu nasycenia azotu do tlenu może wzrastać w wyniku zużywania tlenu w procesach (biochemicznych (utlenianie związków organicznych oraz oddychanie organizmów wodnych) i wzrostu temperatury. Biochemiczne zapotrzebowanie tlenu jest tym większe im większy jest stopień zanieczyszczenia wody substancjami organicznymi.

POMIARY WZGLĘDNEGO NASYCENIA WODY GAZAMI

Naruszenie równowagi rozpuszczonych w wodzie gazów (a szczególnie przesycenie azotem) i ma istotne znaczenie w zbiornikach i basenach, w których prowadzona jest hodowla ryb.

Przesycenie wody azotem może nastąpić wówczas, kiedy hodowla prowadzona jest w ciepłych wodach elektrowni, źródłach geotermicznych i w wodzie podgrzewanej (w pomieszczeniach inkubacyjnych).

Ciągła kontrola stopnia nasycenia wody tlenem i azotem oraz likwidowanie zanikającej równowagi rozpuszczonych w wodzie gazów zapobiega występowaniu gazowej embolii u ryb.

Do określenia całkowitego procentu nasycenia wody gazami może służyć gazowy saturometr Weissa, rejestrujący różnicę między sumarycznym ciśnieniem cząstkowym (Σp1) gazów rozpuszczonych w wodzie i lokalnym ciśnieniem atmosferycznym (∆p = Σp1 – patm).

Sumaryczne względne nasycenie:

.                ∆p + patm
ΣWo = ———————  • 100%
.                     patm

Alby wyznaczyć % nasycenia N2 + Ar należy oznaczyć rozpuszczony w wodzie tlen (np. metodą Winklera) oraz temperaturę wody z dokładnością dokładnością do 0,1° C.

OBJAWY I OKOLICZNOŚCI WYSTĘPOWANIA CHOROBY GAZOWEJ
U RYB HODOWANYCH W ZBIORNIKACH WODY PODGRZEWANEJ

Ogromne ilości ciepłej wody wypływającej z urządzeń chłodniczych wielkich elektrowni cieplnych inspirowały  hodowców do zakładania ferm rybnych w kanałach zrzutowych i podgrzewanych zbiornikach wodnych. Taka lokalizacja pozwala na całoroczną, intensywną hodowlę ryb oraz produkcję narybku. Niestety, w niektórych gospodarstwach rybnych korzystających z ciepłych wód zrzutowych obserwuje się niejednokrotnie wypadki masowego śniecią ryb spowodowanego chorobą gazową. Zjawisko to pojawia się najczęściej w miesiącach zimowych, gdy temperatura doprowadzanej wody chłodzącej jest ok. 0°C.

Choroba gazowa ryb, zwana także pęcherzykową, polega na zaczopowaniu naczyń krwionośnych ryb pęcherzykami gazu (gazowa  embolia). Zasadniczą przyczyną powstawania choroby gazowej jest przesycenie wody azotem [3]. Badania wykazały, że choroby gazowej nie wywołuje CO2, którego w wodzie jest mało, a przy tym charakteryzuje się bardzo dobrą rozpuszczalnością [2]. Także i tlen rzadko staje się przyczyną choroby gazowej, ponieważ jest efektywnie przyswajany przez organizm ryby, a krytyczna jego zawartość w wodzie (250 — 300%) zdarza się bardzo rzadko [1, 3]. Przesycenie azotem następuje podczas szybkiego podgrzania nasyconej powietrzem wody. Wzrost temperatury o 10 — 15°C zwiększa przesycenie wody o 30 — 40% [3].

Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym przesyceniu może stać się zasysanie powietrza do rur ssących wodę chłodniczą. Zjawisko przesycenia występuje także w wodach źródlanych oraz w zbiornikach pod wodospadami [3]. Krytyczna zawartość azotu powodująca chorobę zależy od gatunku ryb, ich wieku, stadium rozwoju oraz od czasu przebywania w przesyconej wodzie. Najwrażliwsze są młode pstrągi tęczowe, które giną przy zawartości większej niż 111% azotu [3]. Również wrażliwe są młode łososie, które giną przy zawartości 118 — 128% azotu w wodzie [7]. Chorobę gazową obserwowano u młodych węgorzy, młodych i kilkuletnich pstrągów, łososi oraz karpi. Zazwyczaj większość ryb ginęła. Objawy choroby są różne u poszczególnych gatunków i zależą od wieku. U młodych węgorzy, łososi, karpi i pstrągów charakterystyczny jest wzrost objętości pęcherza pławnego i obecność pęcherzyków gazu w woreczku żółciowym, jelitach oraz pod skórą. Młode ryby nie mogą prawidłowo pływać, odżywiać się, a w końcowej fazie choroby unoszą się na powierzchni brzuchami do góry. U ryb starszych, jedno- i dwurocznych, obserwuje się powstawanie podskórnych pęcherzy oraz licznych pęcherzyków na skrzelach, w jamie gębowej, ściankach jamy brzusznej, w mięśniach oraz na narządach wewnętrznych. Charakterystycznym objawem są pęcherze w samej gałce i za gałką oczną powodujące wypływanie oczu, a w lżejszych przypadkach utratę wzroku częściową lub całkowitą. Chromatograficzna analiza gazu z pęcherzyków wykazała zawartość 90% azotu oraz 10% tlenu [3].

Hodowla ryby towarowej w podgrzanych zrzutowych wodach elektrowni cieplnych ma istotne znaczenie ekonomiczne ze względu na wciąż rosnącą ilość wód zrzutowych i związaną z tym możliwość prowadzenia intensywnej hodowli ryb w ciągu całego roku. By zakładane fermy rybne uchronić przed możliwością wystąpienia choroby gazowej należy poczynić pewne dodatkowe inwestycje zapewniające szybką likwidację gazowego przesycenia w podgrzanych wodach. W tym celu można stosować przepływ wody poprzez kaskadę  stopni lub rozpylanie jej na powierzchni zbiornika. W przypadku gdy gospodarstwa rybne są zakładane przy kanałach zrzutowych należy w miarę możliwości lokalizować je w takiej odległości od elektrowni gdzie przesycenie podgrzanej wody obniża się do wartości niższej niż 105%, nawet przy najbardziej niekorzystnych warunkach klimatycznych.

LITERATURA

[1] Beyer, D. L, D’Aoust B. G., Smith L. S. — Decompression — induced bubble formation in salmonids, comparison to gas bubble disease. Undersea Biomed. Res., 4, 321—338, 1976.

[2] Deufel, J., 1976, Über die Wirkung freier Kohlensäure auf Fische und die Ursache der Gasblasenkrankheit. Fisch und Umwelt (The effect of free carbondioxide on fish and the cause of gas bubble disease) 2: 145 — 151.

[3] Gołowin P. P. — Gazopuzyrkowaja bolezń ryb w chazjajstwach industrialnogo typa. Rybnoje chazjajstwo, 5, 33 — 36, 1977.

[4] Grygierek E. — Ocena przydatności środowiska stawów z wodą podgrzaną do wychowu ryb. Rocz. Nauk Rol., ser. H, 1, 97 — 119, 1978.

[5] Korycka A., Zdanowski B. — Wpływ zrzutu wód podgrzanych na chemizm wody jezior konińskich. Rocz. Nauk Rol., ser. H, 3, 89 — 107, 1976.

[6] Leszczyński L. — Wpływ zrzutu wód podgrzanych na faunę denną jezior okolic Konina. I. Rocz. Nauk Rol., ser. H, 3, 7 — 27, 1976.

[7] Rucker R. R, Kangas P. M. — Effect of nitrogen super saturated water on Coho and Chinook salmon. Progr. Fish-Cult., 3, 152 — 156, 1974.

[8] Simonow A. I. — Chimiczeskoje procesy w moriach i okieanach. Moskwa, 1960.

[9] Strebeyko P. — Wymiana gazowa u roślin. PWRiL, Warszawa, 1970.

[10] Weiss R. F. — The solubility of nitrogen, oxygen and argon in water and seawater. Deep Sea Research, 17, 721—735, 1970.

[11] Zdanowski B. — Wieloletnie zmiany w produkcji pierwotnej pelagialu jezior podgrzanych. Rocz. Nauk Rol., ser. H, 3, 123 — 139, 1976.

Linki:

http://www.staff.amu.edu.pl/~ZTUW/ftp/D3%20Badanie%20wplywu%20temperatury%20na%20rozpuszczalnosc%20tlenu%20w%20wodzie.pdf

2013/06/28 | Supplementum