Supplementum

Suplement LVI

Kosmos: Biologia, Tom 22, 1973, s. 175

RECENZJE

G. H. Satchell; Circulation in fishes, Cambridge, at the University Press., 1971, str. X + 131, ryc. 12 (Cambridge Monographs in Experimental Biology 18) dol. 7.

Niewielka ta książka jest źródłem informacji odnośnie anatomii i fizjologii krążenia krwi u ryb i kręgoustych. Data zamieszczona w przedmowie wskazuje, że autor zakończył pracę w sierpniu 1969 r., jednak tekst wymienia sporo prac ogłoszonych w 1969 r., a nawet w 1970 r. Niektóre z nich są opatrzone hasłem „w druku”, lecz przy innych znajduje się paginacja, zapewne wprowadzona w korektach. Obecny rozwój badań krążenia ryb wiąże się ściśle z postępami w budowie aparatury rejestrującej, ze wzrostem jej czułości i ze zmniejszeniem jej rozmiarów. Z kolei wyniki badań czynności skłaniały do powtórnego zwrócenia uwagi na niektóre szczegóły anatomiczne. Tematem książki jest przede wszystkim teren styku fizjologii i anatomii. Nie znajdziemy więc tutaj np. szczegółowych opisów  ułożenia głównych naczyń tułowia, zamieszczono jednak dane o budowie skrzel uzyskane przy pomocy mikroskopu elektronowego, a także dane ilościowe o unaczynieniu skóry zebrane przez M. Jakubowskiego. Autor uwzględnia przede wszystkim rezultaty badań współczesnych, tak że 40% cytowanych w książce prac pochodzi z 1965 r. lub z lat następnych.

Dla przykładu przytaczam niektóre wiadomości zawarte w książce. W podłużnych żyłach ciała ryb brak zastawek, które znajdują się przy ujściach żył segmentalnych do podłużnych naczyń i oddzielają żyły podstawowe od przewodów Cuviera. Rytmiczne skurcze mięśni ogona, które trwają nawet przy zupełnym prawie bezruchu ryby mają istotne znaczenie dla wyciskania krwi z żył segmentalnych. U niektórych ryb kostnoszkieletowych i spodoustych istnieje szczególne ułożenie naczyń tułowia, pozwalające na utrzymywanie temperatury mięśni wyraźnie powyżej temperatury otaczającej wody.

Satchell bardzo dokładnie i przejrzyście przedstawia mechanizm sekrecji tlenu przez gruczoł gazowy pęcherza pławnego, nie wiadomo jednak dlaczego pominął równie ważne mechanizmy wydzielania dwutlenku węgla, a także przyczyny dla których w pęcherzu wzrasta zawartość azotu. Zagadnienia te wykraczają wprawdzie poza zakres wyznaczony tytułem książki, skoro jednak omówiono wydzielanie tlenu, dla jasności obrazu lepiej było poruszyć produkcję także innych gazów zawartych w pęcherzu pławnym. Wobec niewielkich rozmiarów książki autor musiał przeprowadzić surową selekcję wiadomości, pomimo tego polski czytelnik notuje z satysfakcją, że oprócz wymienionych już prac M. Jakubowskiego, Satchell cytuje także dwie prace Z. Grodzińskiego. Wybór zagadnień omawianych jest właściwy, tak że książka jest bardzo dobrym przeglądem aktualnego stanu wiedzy o krążeniu u ryb. Każdy zainteresowany czytelnik przeczyta ją z wielkim pożytkiem.

Henryk Szarski

2013/06/05 | Supplementum

Suplement LV

Nowe książki (7), 1991 s. 77-79
Biblioteka Narodowa (Warszawa)

POPULARYZACJA WIEDZY

Zuzanna Stromenger

W WODZIE — OJCZYŹNIE ŻYCIA

Władysław Ludynia
ZASOBY MÓRZ I OCEANÓW
Warszawa: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne,
1990. — 198 s.; 20 cm.
— (Świat: biblioteczka geograficzna).
— Egz. 15000
551.46:639.22:622 (26):502.5

Anna Stańczykowska
EKOLOGIA NASZYCH WÓD
Wyd. 2. — Warszawa: Wydawnictwa
Szkolne i Pedagogiczne, 1990. — 223 s.,
1 k. tabl. kolor.: mapy, rys., wykr.; 21 cm.
— Egz. 5000
574.5(438:28)

Josef Mihálik, František Reiser
NASZE RYBY
/przeł. z czas. Czesław Grudniewski.
— Warszawa : Państ. Wydaw. Rolnicze
i Leśne, 1990. — 1 42 s.: rys. kolor.; 21 cm.
— Egz. 100000
597(02.025.2)

Grzegorz Soszka, Krzysztof Teisseyre
MOJE HOBBY AKWARIUM
Warszawa: „Watra”, 1990. — 249 s., 12 s.
fot kolor.: rys.; 24 cm
636.98.045

Omne vivum ex aqua — tak można by strawestować maksymę omne vivum e vivo, która była ukoronowaniem badań prowadzących do obalenia teorii samorództwa (ostateczny cios jej, jak wiadomo, Ludwik Pasteur). Wiele poszlak wskazuje wszakże na to, że pierwsze w historii Ziemi żywe struktury, pierwsze uporządkowane zbiory cząsteczek chemicznych replikujące się i metabolizujące — ukształtowały się i rozwijały w wodach praoceanu. Z upływem milionów i miliardów lat różnicowały się one, uzyskując coraz wyższe szczeble organizacji budowy i funkcji, przy czym niektóre przeniknęły do śródlądowych wód słodkich, a niektóre zasiedliły środowiska ziemnowodne i lądowe. Jednakże, bez względu na takie czy inne warunki otoczenia, każde zwierzę, czy to słodkowodne czy lądowe, zawiera w swoim wnętrzu mikrośrodowisko jak gdyby owego praoceanu, odziedziczone po swoich archaicznych przodkach. Tylko bowiem w takim, a nie innym stężeniu roztworu soli i innych związków chemicznych ich procesy życiowe przebiegają prawidłowo.

Nasze genetyczne, a raczej filogenetyczne związki ze słonawym morzem i w ogóle z wodą dobitnie ujawnia też fakt, że nawet u kręgowców lądowych zarodki rozwijają się w środowisku płynnym, zwanym wodami płodowymi. Są one zawarte w pęcherzu utworzonym przez błony płodowe niby w akwarium. Błony te rozwijają się wokół zarodków gadów, ptaków i ssaków, które w zasadzie wszystkie (wyłączywszy walenie i syreny) rozmnażają się na lądzie. Ujmuje się je pod wspólną nazwą owodniowców.

Kolejność czterech książek o wodach i ich mieszkańcach, które teraz przedstawię, wyznaczona została przez historyczne następstwo pojawienia się ich tytułowych tematów, którymi są: wszechocean, wody śródlądowe, ryby słodkowodne i zwierzęta (plus rośliny) akwariowe. Te dwie ostatnie publikacje ujawniają ponadto znamienne następstwo motywacji psychicznych rozwijających się w toku filogenezy: wędkarstwo, któremu w książce Nasze ryby poświęcono sporo uwagi, jest motywowane agresywnymi pobudkami drapieżniczymi, o wiele pierwotniejszymi i prymitywniejszymi od zachowań afiliatywnych, leżących u podstaw opiekuńczości, sympatii i — w konsekwencji — hodowli amatorskiej, a więc nie obliczonej na zysk.

Książka Zasoby mórz i oceanów Władysława Ludyni wykracza swoją treścią poza ramy nakreślone przez tytuł — i bardzo dobrze. Dzięki temu bowiem czytelnik dowiaduje się wiele o czynnikach fizycznych i chemicznych określających środowisko Wszechoceanu i jego poszczególnych fragmentów. Znajduje też liczne informacje o historii odkryć, wojen i piractwie, a także o katastrofach morskich i o jednostkach pływających. Przed omówieniem produkcji i eksploatacji zasobów żywych autor przedstawia interesującą i mało znaną ogółowi dziedzinę górnictwa morskiego, a na koniec obszerny i niestety zatrważający temat zanieczyszczeń i spowodowanych nimi dewastacji, nakładających się na rabunkową gospodarkę.

Książka pisana jest bardzo rzeczowo, bez tzw. kokieterii popularyzatorskich. Jednakże wyraźnym uchybieniem w publikacji przeznaczonej dla niespecjalistów, zwłaszcza młodych, jest stosowanie terminów dla przeciętnego czytelnika niezrozumiałych bez ich wyjaśnienia choćby w słowniczku na końcu tekstu (np. deflacja eoliczna, bitumiczne surowce) i nazw geograficznych bez podania ich lokalizacji (np. zatoka Kara Bogaz s. 44). Nazwiska od dawna spolszczone, takie jak Kolumb i Magellan, powinny być choć raz (w każdym razie w słowniczku) podane wraz z imieniem w wersji oryginalnej. Zamiast „woda słodka” nie należy nigdy pisać „słodka woda” (s. 114), bo to znaczy co innego. W tekście można często napotkać nieprawidłowości znaczeniowe i językowe, np. „poprzez” coś zamiast „przez”, „zamieszkiwać” gdzieś zamiast „mieszkać”, „oddziaływujący” zamiast „oddziałujący” i in.

Sformułowanie „sole magnezowe zawarte w chlorku magnezu” (s. 42) niema sensu: chlorek magnezu jest jedną z soli magnezowych, może je więc tylko „reprezentować”. Na s. 44 zamiast „słonymi” wodami Bałtyku powinno być „słonawymi”. Trudno pojąć, co autor ma na myśli, pisząc o protoplazmie „w postaci nadającej się do bezpośredniego wykorzystania przez rośliny” (s. 134). Cały ten akapit należałoby przeredagować. Zamiast „organizmy biologiczne” lepiej pisać „organizmy żywe”. Kryl to nie są „raczki widlonogie” (s. 152), ale skorupiaki z rzędu eufauzji.

Te i inne usterki merytoryczne i redakcyjne powinny były zostać wyłapane przez recenzenta w książce jeszcze na etapie maszynopisu. Nazwiska recenzenta w książce nie ujawniono. Ponieważ jednak jest to lektura zalecona dla uczniów i nauczycieli, a potrzebna również dla innych kręgów czytelniczych, radzę jak najszybciej ją wznowić ze starannymi korektami, poszerzonym słowniczkiem i spisem treści na wstępie!

W trzykrotnie mniejszym nakładzie, bo zaledwie pięciu tysięcy egzemplarzy, ukazało się drugie wydanie książki Anny Stańczykowskiej Ekologia naszych wód opublikowane przez te same Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Nie wiadomo zaiste, czym decydent się kierował, wstrzymując się od zalecenia tej pracy jako lektury dla uczniów i nauczycieli, jako że zawarte w niej treści są niezbędne do podstawowego wykształcenia krajoznawczego i ekologicznego, na co jakoby kładzie się obecnie spory nacisk. W rzeczonej książce czytelnik znajduje instruktywny, jasny wykład pisany dobrym językiem, ilustrowany licznymi rysunkami, dydaktycznymi wykresami i tabelami, co w sumie nie pozostawia wątpliwości co do wysokich kompetencji autorki. Na tym tle, trzeba przyznać, zaskakująco brzmi takie zdanie, jak: „Ze stawami związane są również znaczne ilości żab, m.in. ropucha…” (s. 152). Ropuchy nie są żabami i występują nie w ilościach, ale liczbie.

Tradycyjne porównywanie stawów do litoralu jezior nie jest słuszne: w obrębie różnych typów stawów formują się zupełnie swoiste zespoły organizmów i ich sukcesje. Skoro w tytule książki widnieje Ekologia, dobrze byłoby na samym wstępie, nawet na okładce, uświadomić czytelnikowi, co to jest i jakie zawiera działy. Na okładce też powinna się znaleźć notka, kim jest autorka.

To bardzo dobrze, że na końcu książki znalazły się skorowidze nazw polskich i łacińskich, jednakże powinny one być ze sobą powiązane (p. następne omówienie). Dla pełnego „udydaktycznienia” publikacji należałoby też dopisać słowniczek terminów fachowych.

Wbrew obyczajowi, uwagę najbardziej ogólną zostawiam na koniec: tytuł książki sugeruje, że będzie w niej mowa również o Bałtyku. W następnym wydaniu należałoby dodać, że chodzi o wody śródlądowe, choć tytuł czterowyrazowy brzmi ciężkawo. Z kolei, jeśliby zrezygnować z wyrazu „naszych”, trzeba byłoby choć trochę dopisać o wodach śródlądowych reszty świata…

Odwrotnie sprawa wygląda z tytułem Nasze ryby Josefa Mihalika i Frantiśka Reisera: to atlas ryb występujących w Czechosłowacji, wskutek czego znajdujemy w nim gatunki u nas nie występujące, a nie znajdujemy na przykład naszych ryb morskich.

Już na pierwszy rzut oka ta (drukowana w Pradze) praca zwraca uwagę swą bardzo ładną formą edytorską. Zarówno wszystkie teksty, jak i ilustracje, łącznie z tym, co na okładce, ustawione są w poziomie wzdłuż grzbietu książki odpowiednio do podługowatej postaci tych zwierząt. Każda „rozkładówka” dotyczy odrębnego gatunku i na górnej stronicy zawiera encyklopedyczną o nim informację, a na dolnej wizerunek. Kolejność przedstawionych gatunków zgodna jest z systematyką. Przekład z czeskiego na ogół nie budzi zastrzeżeń, choć nie zawsze: na s. 112 czytamy, że sum pożera „ryby i różne wodne zwierzęta” — tak jakby ryby były czym innym niż wodnymi zwierzętami (brakuje więc ważnego słówka „inne”); „Polabi” to po polsku Połabie podobnie jak Powiśle czy Powołże. To dobrze, że na końcu każdej noty dodano informację, czy gatunek występuje w Polsce, czy jest chroniony itp. Dobrze też, że załączono skorowidz, byłby on jednak bardziej instruktywny, gdyby zamiast powtarzania numerów stronic, przy nazwach łacińskich były odsyłacze do polskich i tu wymienione wszystkie numery, np. Abramis brama p. leszcz; leszcz, Abramis brama… (stronice).

Wysoce pozytywną ocenę tej książki przygaszą jednak fakt, że głównymi jej adresatami mają być wędkarze. W związku z tym wskazówki w niej zawarte, podobnie jak i porady w czasopismach wędkarskich, pozwalają zaliczyć te publikacje do typu tzw. magazynu sadystów. Szczególnym bestialstwem jest też stosowanie żywych przynęt, w niektórych krajach Zachodu już zabronione. Niemniej jednak miliony ludzi są przekonane, że skoro ryby, owady czy dżdżownice nie krzyczą, to znaczy, że nie czują bólu.

O niezwykłej natomiast wrażliwości ryb przekonać się może każdy, kto umie je obserwować, na przykład w akwarium. Pomoże mu w tym wydana przez „Watrę” książka Grzegorza Soszki i Krzysztofa Teisseyre’a pt. Moje hobby akwarium, wprowadzająca w sztukę hodowania wodnych roślin, bezkręgowców i ryb słodkowodnych, a nawet morskich. Choć tekst pisany jest z rzeczowością zawodowych zoologów, nie brak w nim akcentów osobistego zafascynowania tematem, a nawet poetyczności. Szczególnie sympatyczna jest końcowa prośba autorów, aby czytelnicy zgłaszali redakcji swoje uwagi i  spostrzeżenia, które będą mogły być wykorzystane przy następnym wydaniu. Zgłaszam więc dezyderaty: więcej rysunków w tekście; prawidłowe ustawienie (właśnie nogami do góry, a nie w dół) podobizny dziwogłówki (s. 31); sprostowanie potocznego określenia „żyworodności” ryb (w rzeczywistości jest to jajożyworodność). Z punktu widzenia początkującego i bardziej doświadczonego praktyka celowy jest podział przedstawianych gatunków na łatwiejsze i trudniejsze do utrzymywania i rozmnażania w akwarium.

Na uznanie zasługuje też opracowanie redakcyjne i opatrzenie książki w spis literatury i w skorowidze, bez których żaden poradnik obejść się nie może; propozycje dotyczące sposobu ich opracowania mam te same, co w odniesieniu do poprzednio omawianej książki. Poważnym mankamentem edytorskim jest umieszczenie spisu treści na końcu książki zamiast na początku; jest to bezsensowne w książce każdego typu, ale w poradniku bezsens ten ulega zwielokrotnieniu.

Użytkownikom książki należy się też informacja, kim są jej autorzy, zwłaszcza że ostatnio ukazuje się wiele opracowań niekompetentnych. Dobrym miejscem na takie dwie notki jest nie wykorzystana wyklejka drugiej strony okładki. W pierwotnym projekcie teksty takie wraz z fotografiami autorów były przewidziane, książka była wszak zaplanowana do serii „Zwierzęta w Twoim domu”.

 *  *  *

Nowe książki.   Wyd. 633-644 (1976)  s. 66-67

ZUZANNA STROMENGER

Odpowiednie zachowanie się to szansa przetrwania

AUBREY MANNING WSTĘP DO ETOLOGII ZWIERZĄT
Tłum z ang. J. Pilarska-Obojska,
E. Styczyńska-Jurewicz, T. Prus W-wa 1976 PWN, 8°, s. 404, ilustr.,
egz. 2.750, zł 70,00
591.5

Książka nie należy do tych, które rzucają hipotezy, wstrząsające tradycyjnymi poglądami na podłoże i ukryte motory zachowania się człowieka. Jest natomiast rzeczowym skrótem podstawowych wiadomości i uogólnień z zakresu etologii zwierząt — jednak oczywiście włącznie z rzędem naczelnych, wśród których zresztą nasz gatunek wspominany bywa tylko pobieżnie.

Na blisko 370 stronach niezbyt bogato ilustrowanego tekstu Aubrey Manning podaje w dziesięciu rozdziałach, kolejno, różnice między odruchami a zachowaniem się złożonym, między zachowaniem instynktownym a wyuczonym (wskazując na interakcję tych zachowań w życiu osobniczym) i między oddziaływaniem bodźców zewnętrznych (w tym także bodźców kluczowych) a wewnętrznymi motywacjami. Po tym następuje opis różnego rodzaju behawioru w sytuacjach konfliktowych, dalej wpływu hormonów na zachowanie się, opis ewolucji zachowania i rytualizacji, rodzajów i mechanizmów uczenia się, a wreszcie opis struktur społecznych, w jakich żyją przedstawiciele różnych grup zwierzęcych. Na zakończenie zamieszczono bogate piśmiennictwo i ubogi indeks.

Autor unika encyklopedycznej formy wstępnego definiowania pojęć, o których mowa w danym odcinku tekstu. Do ich charakterystyki dochodzi raczej przez omówienie. Stąd też książka mało przypomina podręcznik, choć spośród różnych publikacji, jakie na tematy etologiczne wydano dotąd w Polsce, stanowi pierwszą, która może spełniać jego rolę. Nadaje się  jednak również dobrze do porządkowania i uzupełniania zasobu informacji zainteresowanych osób, nie mających gruntowniejszego przygotowania biologicznego.

Co do poglądów autora na niektóre ważne problemy, to odznaczają się rozsądnym umiarkowaniem i rzeczowością. Tak na przykład podkreśla on konieczność dążenia do oparcia wszelkich rozważań psychologicznych na faktach z zakresu neurofizjologii (dla jasności wykładu przedstawia podstawowe informacje o budowie i działaniu układu nerwowego). Wprawdzie zgodnie z tendencją behawiorystów Manning zastrzega się, że nic snuje rozważań nad subiektywnymi przeżyciami zwierząt i że nie ma sposobu dowiedzenia ich tożsamości z doznaniami ludzi, to jednak stwierdza od razu, że owe przeżycia prawdopodobnie istnieją, skoro procesy fizjologiczne towarzyszące odbieraniu bodźców i reakcjom na nie są w obu wypadkach podobne. Ludzką agresję uważa wprawdzie — jak chyba większość biologów — za właściwość wrodzona, ale nie mającą charakteru popędu i uwarunkowaną w co najmniej równym stopniu okolicznościami środowiskowymi.

Przy całej przystępności ujęcia w tekście zdarzają się fragmenty niezbyt jasne. Jednym z przykładów mogą być zdania na str. 15, gdzie autor przytacza sformułowanie Konrada Lorenza, które zamiast coś wyjaśniać, tylko zaciemnia wywód. Zresztą w wielu innych takich niedomówieniach przychodzą czytelnikowi z pomocą odsyłaczowe wyjaśnienia redaktora naukowego polskiego tekstu, doc. Jerzego Chmurzyńskiego.

Niekiedy zdarza się też zdanie nieprzemyślane, wprost bezsensowne. W podrozdziale o bodźcach kluczowych (tzn. wywołujących od razu jakąś typową sekwencję zachowań), str. 65, na zakończenie rozważań nad prostotą modeli, wyzwalających agresywność samca ciernika, autor pisze: „W celu wyzwolenia stanu agresji u samca najważniejsze jest czerwone ubarwienie brzuszne: strony ciała rywala, natomiast do wyzwolenia zalotównabrzmiały, pełen dojrzałych jaj brzuch samicy”. O ile mi wiadomo, samiec-ciernik nie sprawdza, czego pełen jest brzuch samicy i czy to coś jest dojrzałe; na jego zachowanie się wpływa jedynie pewien określony kształt ewentualnie barwa, bez względu na to, czy jest to cecha samicy czy rywala. To właśnie wykazał w swych doświadczeniach Tinbergen i to chciał Manning tak nazbyt skrótowo zrelacjonować. A tłumacz ze swej strony dorzucił jeszcze i nieporządną budowę zdania.

W podrozdziale o izolacji seksualnej zadziwia kategoryczność dezaprobaty, z jaką Manning odnosi się do mieszańców w ogóle, pomijając milczeniem fakt, że przecież biologiczny sens płciowości i korzyści, jakie ona zapewnia gatunkowi, polega właśnie na tworzeniu swego rodzaju wewnątrzgatunkowych mieszańców, reprezentujących nowe rekombinacje cech. To z kolei daje nowe możliwości przystosowawcze w zmieniających się warunkach środowiska.

Jakość przekładu, jak wynika już z poprzedniej uwagi, nie zawsze budzi zadowolenie. Gdzieniegdzie zdarza się niedokładność w nazwie zwierzęcia — na przykład głowonóg przedstawiony na str. 43 nie jest mątwą, ale kalmarem, co wszak widać na rysunku (to nic, że według słownika squid znaczy tylko mątwa!). (Pomijam przeoczenia korektorskie, takie jak na str. 65 „muchówka” zamiast „muchołówka”!) Na str. 129 chybione jest sformułowanie …pasma nerwowe łączą się ze sobą w liczne „jąderka” lub skupienia ciał komórek nerwowych. Zamiast „jąderka” powinno być „jądra”, a zamiast „lub” — „czyli”. A oto inne zdanie, na str. 365, o męskich grupach „których członkowie od czasu do czasu (!) wyzywają samce z haremami (chodzi o małpy). Chodzi tu o wyzywanie do walki i to trzeba było powiedzieć, bo ktoś mógłby zrozumieć, że wyzywają je i to z haremami,  od ostatnich — a tekst przecież nie jest do śmiechu.

A wreszcie sprawa  „behawioru”. W pierwszych czterech rozdziałach książki rzeczownik ten powtarza się niewątpliwie zbyt często. Nie uważani, aby był on w polszczyźnie w ogóle niedopuszczalny, jednak nie brzmi pięknie i należałoby go traktować tylko jako wygodny synonim „zachowania się” stosując go jednak z rzadka. Bywają wszakże sytuacje, gdy polska nazwa zbyt gęsto się powtarza, bądź gdy staje się trudna w użyciu ze względu na swą zwrotną formę, wieloznaczność czy wreszcie niepodatność na tworzenie formy przymiotnikowej.

Zastrzeżenia  wzbudza również umieszczenie przymiotnikowego określenia przed rzeczownikiem (np. owym behawiorem) w wypadku, gdy produktem  tego skojarzenia ma być jakiś termin. Powinno być „behawior złożony” i „behawior spontaniczny”, a nie „złożony (spontaniczny) behawior”. Czym innym jest np. słodka woda, a czym innym — woda słodka.

Wykaz piśmiennictwa obejmuje 294 pozycje cytowane nieomal dosłownie według angielskiego oryginału książki. W nielicznych tylko wypadkach — ale niestety nie we wszystkich — publikacje, które ukazały się w polskim przekładzie podano w tym brzmieniu. Znalazły się tu jednak i cytaty mało sensowne: na przykład znana szeroko również polskim czytelnikom książka Konrada Lorenza Tak zwane zło figuruje nawet nie pod swym oryginalnym niemieckim tytułem, ale w przekładzie angielskim On Aggression, a tegoż autora Opowiadania o zwierzętach — również z tytułem angielskim King Salomon’s Ring. Nie kwestionując celowości podawania w tego typu książce oryginalnych opracowań, na które powołuje się autor, sądzę, że można było je staranniej zmodyfikować i uzupełnić wartościowszymi (niż to uczyniono) publikacjami, które ukazały się w Polsce. Najlepiej byłoby podać je w osobnym zestawie.

W sumie jednak, mimo dość licznych zastrzeżeń, książka Aubreya Manninga Wstęp do etologii zwierząt jest pozycją cenną i ogólnie biorąc zasługującą na przeczytanie.

*  *  *

Tadeusz Barowicz
WĘDKARSTWO PODLODOWE:
poradnik majsterkowicza. — Warszawa: NOT-SIGMA, 1990.
— 123 s.: rys.; 21 cm. — (Hobby). — Egz. 39350
779.1:689

Książeczka bardzo kompetentna i wyczerpująca temat, napisana z dbałością o najmniejsze drobiazgi (np. ostrzeżenie przed rozpowszechnionym zwyczajem rozcierania odmrożeń śniegiem!). Ładny druk na dobrym poziomie papierze, wiele — przeważnie bardzo czytelnych — rysunków. Język w zasadzie jasny i treściwy; kilka drobnych potknięć — np. świder lodowy nazywany podlodowym?!), tworzywa syntetyczne — „tworzywami” (a drewno to nie tworzywo?). Opis budowy namiotu na nartach (s. 108) wyjątkowo „zamotany” , ale pojętny majsterkowicz z pewnością poradzi sobie z nim. Przykrość sprawił mi fakt włączenia do tego sympatycznego hobby „nowoczesności” (elektroniczna marmyszka — s. 71-72). Uważam to za paskudzenie kontaktu i przyrodą — coś jak polowanie na jelenia za pomocą rakiet sterowanych termonamiernikiem. A fe!

*  *  *

Lech Wilczek: Uroda ryb. Album. Komentarz: Z. Stromenger. – W-wa 1973
NK, 8°, l. 32, tabl. 44, egz. 20.277, tekt. zł 90,00

 639.9(084)

Piękny, choć nie tani, album zawierający osiemdziesiąt kolorowych fotografii ryb akwariowych. Książką otwierają uwagi autora poświęcone akwariom i rozmaitym interesującym opowiastkom związanym z hobby polegającym na hodowli ryb w domowym akwarium. Potem następuje biologiczny, fachowy komentarz pióra dr Zuzanny Stromenger, poświęcony podobnym zagadnieniom. Oboje (autor i autorka komentarza biologicznego), bardzo przekonywająco zachwalają uroki hodowli rybek w akwariach, ale tak naprawdę przekonywające są dopiero zdjęcia… Trudno po prostu uwierzyć w pierwszej chwili, że wszystkie te bajecznie kolorowe cuda i dziwy mogą stać się własnością każdego hodowcy amatora. Ryby okazały się niezwykle fotogeniczne, na barwnych, starannie reprodukowanych  zdjęciach podziwiamy ich zaskakujące piękno, fantastyczne kształty i niepowtarzalny wdzięk. Szczególnie frapująco wypadły wielkie zbliżenia, na których główki małych kolorowych rybek nabierają nagle ekspresji i stają się wizerunkami baśniowych smoków czy potworów… Album „Uroda ryb” jest nie tylko świetną propagandą hodowli rybek w akwariach, nie tylko ucztą dla oka i ducha każdego hodowcy-hobbysty, ale zafascynować także może swoim pięknem i przeciętnego śmiertelnika, który z rybami styka się na co dzień wyłącznie za pośrednictwem talerza… Może sprawiły to umiejętności fotograficzne autora albumu, ale z pewnością jest w tym także wiele zasługi kolorowych, ruchliwych mieszkanek domowych akwariów.

*  *  *

 

Henryk Lisiecki: Hodowla rybek. Ilustr. M. Pokora. Wyd. 3 – W-wa 1976 Horyzonty,
16°, s. 80, egz. 30.251, zł 5,00 (Mój Konik)

 639.9

Od czego zacząć należy tworzenie prostopadłościanu żywej natury w mieszkaniu? Od kupna akwarium, napełnienia go wodą, posadzenia roślin i po trzech-pięciu dniach wpuszczenia rybek – tych, które wymagają najmniejszych starań, a więc gupików pawie oczko i mieczyków. Razem z doświadczeniem nabywać można do hodowli gatunki: kardynałka chińskiego, żałobniczkę, różankę, danio pręgowanego i bojownika wspaniałego. Wiadomości o wodzie i roślinkach wodnych, karmie dla ryb i rozmnażaniu po szczególnych gatunków, najczęstszych chorobach oraz hodowli pająka wodnego i larwy chruścika, przeplata autor, jak to się dzieje również innych książeczkach tej serii, ogólnymi wiadomościami o poruszanym zagadnieniu, z których dowiedzieć się można m. in., iż są ryby latające – strwolotki, ryby pionowo pływające, a nawet ryby na drzewo się drapiące w pogoni za owadami, tzw. poskoczki.

*  *  *

Stanislav Frank: Jak żyją ryby. Tłum. z czes. H. Szelęgiewicz.
Rys. autor. — W-wa 1977 PWRiL, 8°, s. 191, ilustr., egz. 20.000,
 pł. zł 190,00
639.3

Jak na razie brakuje nam dzieł tak pokaźnych, jak na przykład „Wielki słownik akwarystyki” wydany w NRD, a nie przełożony w Polsce, może zaspokoić podstawowe potrzeby ichtiologa oraz zracjonalizować żywot zwykłym hodowcom rybek akwaryjnych. Książka doktora Franka jest raczej piękna niż wyczerpująca. Na pytanie „jak żyją ryby” autor udziela odpowiedzi w rozdziałach o historii ichtiologii, środowisku ryb, ich współżyciu i konkurencji, sposobach odżywiania się, trasach wędrówek, wieku, rozmiarach, szybkości wzrostu, dziwactwach (a to: o rybach latających, skaczących, elektrycznych, o głosach ryb), o rybach jaskiniowych i czterookich, jadowitych i strzelających  (np. strzelczyki, Toxotes jaculatrix, potrafią ustrzelić każdego owada znajdującego się nie dalej niż 2 m nad powierzchnią, a czynią to za pomocą kropel wody wyrzucanych z ust, innymi słowy — plują na owady), o rozrodzie ryb i opiece, jaką roztaczają nad potomstwem (taka np. samica tilapii mozambijskiej przez pewien czas przechowuje narybek w jamie ustnej), wreszcie o rozmnażaniu i hodowli ryb w akwarium. Na 190 stronach nie można naturalnie zawrzeć całej wiedzy o rybach, tym bardziej że drukowana teoria jest bardzo często przerywana ilustracjami, wśród których sporo jest zdjęć kolorowych o bardzo wysokiej jakości. Nic w tym zresztą dziwnego. PWRiL od pewnego czasu wypuszcza w świat książki-albumy jakościowo niczym nie ustępujące wydawnictwom artystycznym, a wręcz… Chciałoby się często widzieć reprodukcje malarstwa tak dobre jak zdjęcie Cichlasoma nigrofasciatum z typowym czerwonym brzuchem i czarnymi oczami.

_________________________________________________________________________________

Samica tilapii mozambijskiej przez pewien czas przechowuje narybek w jamie ustnej

 

*  *  *

Jiří Vostradovsky — RYBY i PRZYNĘTY. Barwne ilustracje — Jiří Maly. Przekład z języka czeskiego — Wojciech Brudziński.

Książka ta powinna uzbroić w wiedzę każdego wędkarza i umożliwić osiągnięcie przez niego wszystkich celów wiążących się z tym pięknym sportem. Przyda się też z powodzeniem wędkarzowi potencjalnemu. A oto rozdziały części pierwszej ogólnej: Środowisko Wodne; Co powinien wiedzieć Wędkarz o budowie ciała ryby; Łuski a Wzrost i wiek ryb; Ryba i jej środowisko  wodne; Pokarm i Żerowanie ryb. Druga, podstawowa część książki  zawiera barwne tablice i opisy poszczególnych gatunków ryb.

Przy końcu tej części omówiono organizmy zwierzęce służące rybom za pokarm. Ponadto omówiono: sztuczne muszki, przynęty fantazyjne oraz imitacje, błystki, woblery, kołowrotki. Książkę zamykają skorowidze nazw ryb po polsku oraz łacinie.

*  *  *

 Jiří Vostradovsky: Ryby i przynęty. Atlas. Tłum z czes. W. Brudziński.
Ilustr. J. Maly. — W-wa 1976 PWRiL, 16°, s. 255, egz. 50.000, tekt, zł 100,00

639:597 (084)

O tym, że wędkarstwo pozostaje sportem niezmiernie popularnym, nie trzeba nikogo przekonywać mimo zmniejszających się nieustannie obszarów wód, w których możliwe jest wędkowanie, a co za tym idzie rosnących kłopotów ze znalezieniem miejsca nadającego się i do „moczenia kija”, liczba zwolenników wędkarskiego odpoczynku nad wodą utrzymuje się na ciągle wysokim poziomie, o nawet wzrasta. Nie bez znaczenia jest tu chyba przygniatające tempo życia we współczesnych miastach o zatrutej spalinami atmosferze, nerwowość i stresy będące codziennym udziałem człowieka dwudziestego wieku. Zrozumiałe w takich warunkach pragnienie relaksu doskonale realizuje się właśnie w czasie wędkarskiej przygody, kiedy to dziesiątki i setki metrów sześciennych czystego  powietrza stanowią pewny — choć nie zawsze uświadamiany — łup wyprawy nad wodę. W wędkarstwie liczą się jednak przede wszystkim wymierne (na ramieniu) rezultaty i aby je osiągnąć, trzeba posiąść i określone  minimum fachowej wiedzy: dziś, tj. w dobie znacznego przerzedzenia „pogłowia” ryb, nie wystarczą recepty na cudowne „miejsca” i przynęty — konieczna jest także znajomość elementów hydrobiologii oraz anatomii i obyczajów poszczególnych gatunków ryb. Nic też dziwnego, że powstają teoretyczno-praktyczne opracowania stawiające sobie za cel sformułowanie możliwe wszechstronnej informacji uświadamiającej wędkarzom złożoność ich dyscypliny — ostatnie lata przyniosły np. doskonale „Wędkarstwo jeziorowe” Andrzejczyka (dwa wydania), obecnie zaś PWRiL proponuje początkującym wędkarzom „Ryby i przynęty” — piękny od strony edytorskiej i wyczerpujący merytorycznie efekt współpracy z czechosłowackim przemysłem wydawniczym (Artia, Praha). Autorzy książki: Jiří Vostradovsky — tekst, Jiří Mały — ilustracje, podzielili są pracę na dwie zasadnicze części: i tak w części pierwszej, ogólnej, omawiają kolejno środowisko wodne, wybrane elementy anatomii ryby, związki łusek z wzrostem i wiekiem ryby, rybę i jej środowisko wodne oraz pokarm i żerowanie ryb; część druga natomiast zawiera tablice barwne i opisy gatunków ryb. Jest tych gatunków niemal sześćdziesiąt, ale — jako że książka traktuje o najpopularniejszych rybach europejskich — nie wszystkie występują w naszych wodach (np. sterlet, jesiotr, głowacz); wszystkie jednak ryby „polskie” znalazły w omawianej pozycji miejsce. Każdy opis zawiera dokładną charakterystykę gatunku i zgodnie z brzmieniem  tytułu książki — rodzaje przynęt oraz sprzętu wędkarskiego gwarantującego sukces. Dodatkowo w ostatnich podrozdziałach dokonują autorzy klasyfikacji najpopularniejszych rodzajów przynęt — od naturalnych przynęt zwierzęcych poprzez sztuczne muszki, przynęty fantazyjne i imitacyjne do błystek i preferowanych ostatnio woblerów. Całość uzupełnia skorowidz nazw polskich i łacińskich. W sumie rzecz godna polecenia nie tylko nowicjuszom w wędkarskim klanie, lecz także starym wyjadaczom, którzy zechcą być może odświeżyć i usystematyzować swe wiadomości — piękna szata graficzna kwalifikuje zaś edycję PWRiL na ozdobę fachowej biblioteczki.

*  *  *

Samica amura białego

 

Antalfi Antal, Tölg István: Ryby roślinożerne. Tłum. z węg. E. Ławnik.- W-wa 1975 PWRiL,
 16°, s. 272. tabl. 13. egz. 2.230. zł 45.00       639:597

W odróżnieniu od mórz wody śródlądowe dostarczają ryb świeżych, często żywych, o hodowla ich prowadzona w celu zaspokajania wzrastających potrzeb żywnościowych znajduje coraz szersze zastosowanie w wielu krajach. W dziedzinie biologii ryb jednym z największych  przedsięwzięć jest aklimatyzacja użytkowych ryb całkowicie lub częściowo roślinożernych, takich jak amur, tołpyga biała i pstra, występujących w Chinach w warunkach naturalnych.  Ryby te zasiedlają ogromne systemy wodne rzek Amur, Huongho i Jangcy.

Hodowla tych ryb w wodach położonych na Wielkiej Nizinie Chińskiej trwa już i przeszło 2200 lat. Opracowanie metody rozmnażania ryb  roślinożernych w warunkach sztucznych w roku 1961 przez Związek Radziecki i Japonię oraz stałe jej doskonalenie umożliwiło szerokie  rozpowszechnienie gatunków tych ryb jednym z krajów, w którym hodowla ryb roślinożernych prowadzona jest na szeroką skalę, są Węgry.  W roku 1970 produkcja ośrodków hodowlanych wyniosła tam ponad 17 mln sztuk ryb. Na podstawie 10-letnich doświadczeń w zakresie hodowli ryb roślinożernych powstało opracowanie napisane przez dwóch autorów węgierskich, którego drugie wydanie prezentowane jest polskiemu czytelnikowi. Pierwsza część książki poświęcona jest zagadnieniom teoretycznym. Podano w niej ogólne uwagi o aklimatyzacji ryb, wpływ tych ryb na hydrobiologię i gospodarkę stawową w Chinach. Część druga pracy dotyczy zagadnień praktycznych związanych z rozmnażaniem ryb roślinożernych w warunkach sztucznych, wychowem wylęgu, dalszym chowem, odłowami, przewożeniem, zimowaniem, bytowaniem w wodach naturalnych, chorobami i wykorzystaniem tych gatunków w handlu i gastronomii. Książka ma no celu zaprezentowanie nowych gatunków ryb wszystkim interesującym się życiem w wodach; może stanowić pomoc dla pracowników gospodarstw rybackich oraz hydrobiologów zajmujących się zagadnieniami oczyszczania wód ze zbędnych roślin. Bibliografia oraz liczne rysunki i zdjęcia uzupełniają całość opracowania.

 *  *  *

Czy niezbyt wiele na ten sam temat

Jadwiga Wernerowa

 

A. Taborski, J. Landowski, K. Gabryś: Akwarium. PWRiL, W-wa 1957, s. 239, z ilustr. Pł. zł 32,00

Książka zawiera wyczerpujące informacje na temat hodowli ryb w akwarium.

Przez szereg lat liczne rzesze miłośników-akwariarzy pozbawione były jakichkolwiek książek z tej dziedziny w języku polskim. Od półtora roku (natomiast coraz ukazują się dziełka poruszające te tematy. W tej chwili  znów mamy do zanotowania pojawienie się obszernej pozycji pt. Akwarium, spółka autorskiej. A. Taborskiego, J. Landowskiego i K. Gabrysia. W pracy tej poruszono sprawy od historii akwarystyki, poprzez urządzanie i pielęgnowanie akwarium, hodowlę roślin, ślimaków, małżów, ryb, po choroby ryb i ich leczenie.

To nagromadzenie tematów, prowadzące siłą rzeczy do podawania wiadomości w dużym skrócie, nie wyszło pracy na dobre, gdyż powierzchowność i spłycenie zagadnień przekreśla w znacznej mierze ich wartość dla odbiorcy. Przy takim encyklopedycznym ujmowaniu zagadnień, jak widzimy w omawianej pracy, szczególnie pieczołowicie dbać należało o poprawność tekstu i precyzję sformułowań podawanych informacji. Niestety stwierdzamy stan wręcz przeciwny. Rozdziały poświęcone zagadnieniom ogólnym, które miały rozszerzać horyzonty przyrodnicze amatorów akwariarzy i dać im podbudowę wiadomości biologicznych opracowane zostały bardzo słabo, zawierają bądź błędy, bądź sformułowania tego typu, że prowadzą czytelnika do wyprowadzania błędnych wniosków. A więc ląd to nie aerosfera, jak twierdzi autor: Ryby są to zwierzęta, choć z tekstu wynika że autor ich za zwierzęta nie uważa. Ze stwierdzenia,  że ryby denne używają swych płetw piersiowych do poruszania się po dnie zbiornika można wywnioskować, że chodzi o ruch po podłożu stałym, w rzeczywistości wyjątkowe gatunki rozporządzają taką umiejętnością.  Co chciał autor wyrazić w zdaniu, Narząd tego zmysłu mieści się w jamie nosowej, która u ryb nie ma — jakby się zdawało — nic wspólnego z oddychaniem i dlatego w momencie otwierania paszczy zamyka się. Czyżby autor chciał sugerować, że jama nosowa ryb służy jednak do celów oddechowych? O jakie zamykanie chodzi? Przecież jamy nosowe u ryb są w ogóle zamknięte od strony paszczy, o czym autor zdaje się nie wiedzieć.

Rozdziały te roją się ponadto od komunałów lub pozbawionych istotnej treści, a czasem wręcz bezsensownych frazesów, jak te, że akwarium jest skrawkiem tajemnicy wyrwanej wodnym głębinom, o rozwijaniu przez ryby w okresie godowym wszystkich tajników swego istnienia, o gęstwinie trzcin w akwarium, że woda jest związkiem chemicznym, że wodę destylowaną otrzymuje w laboratorium, że morza posiadają swoistą florę i faunę (tak jakby inne biocenozy miały nieswoistą), że z kształtu, budowy i wyglądu ryby można odgadnąć, jakie jest miejsce jej stałego przebywania i wiele innych równie głębokich i ważkich wiadomości.

Wartość dla amatorów akwariarzy mają rozdziały dotyczące specjalistycznych zagadnień, a więc o urządzaniu akwariów, hodowli roślin i zwierząt. Niestety terminologia potraktowana została niedbale, spotyka się takie dziwolągi jak np. rodzina „obrączkowate” i „trądownikowate” zamiast „obrazkowate”  i „trędownikowate”. Barwne tablice, aczkolwiek dość słabe, przydać się mogą wielu laikom do ogólnego zidentyfikowania posiadanych w akwariach rybek.

Linki:                                                                                         

http://www.bialykruk.com.pl/sklep/index.php?p10126,nasze-ryby-josef-mih-lik-franti-ek-reiser

http://www.wedkuje.pl/wedkarstwo,ryby-i-przynety,60114

2013/06/01 | Supplementum

Suplement LIV

UNIVERSITATIS MARIAE CURIE-SKŁODOWSKA
LUBLIN — POLONIA
VOL. XVIII, 10 SECTIO C 1963

Z Katedry Zoologii Ogólnej Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UMCS
Kierownik: doc. dr Mirosław Chicewicz

 Jerzy BEGDON

Studia morfometryczne nad certą Vimba vimba (L.) środkowej Wisły
 I Część ogólna

 Морфометрические исследования над Vimba vimba (L.) средней Вислы
Частъ I. Общие сведения

 Morphometrische Studien über die Zährte Vimba vimba (L.) der mittleren Weichsel
I Allgemeiner Teil

SYSTEMATYKA

Rodzaj Vimba Fitzinger (rodzina Cyprinidae, podrodzina Leuciscinae)  charakteryzuje się posiadaniem pięciu par zębów gardłowych ustawionych obustronnie w jednym szeregu, długą płetwą ogonową i dolnym otworem ustnym.  Dolna krawędź ciała za płetwami brzusznymi nie jest pokryta łuskami. Do tego rodzaju należy tylko gatunek certa — Vimba vimba (L.), żyjący w zlewisku Morza Czarnego, Kaspijskiego, Bałtyckiego oraz wschodniej części Morza Północnego.

Gatunek ten odznacza się dużą zmiennością i podług Berga (5) dzieli się na kilka podgatunków, różniących się od siebie nie tylko cechami morfologicznymi, ale także swymi zasięgami geograficznymi. Podgatunek Vimba vimba persa (Pall.), żyjący w zlewisku Morza Kaspijskiego, wyróżnia się małą liczbą łusek w linii bocznej (49 — 52). Vimba vimba tenella (Nordmann), która podług Berga (5) jest formą drobną o maksymalnym wymiarze długości całkowitej ciała 188 mm, zamieszkującą zlewisko Morza Czarnego,  posiada przeciętnie 54 — 55 łusek w linii bocznej. Opisany z Górnej Austrii i południowej Bawarii podgatunek Vimba vimba elongata Val. (1844) odznacza się posiadaniem krótkiego pyska. Jako dalszy podgatunek  Berg wyróżnia Vimba vimba vimba (L.), u którego liczba łusek w linii bocznej wynosi przeciętnie 59 — 60. Forma wysokogrzbietowa („płaska”) tego podgatunku otrzymała nazwę Vimba vimba vimba natio carinata (Pall.), forma nisko grzbietowa nazwę Vimba vimba vimba natio bergi Vel. Ostatnią formę znaleziono w rzece Bug, uchodzącej do Morza Czarnego (5).

OBECNY STAN BADAŃ NAD CERTĄ W POLSCE

Pomimo dużego znaczenia gospodarczego certy, nasze wiadomości o tej rybie są niedostateczne. Szczególnie dotyczy to właściwości morfologicznej budowy populacji certy środkowego i zachodniego Bałtyku i jego dopływów. Dokładniej natomiast zbadano właściwości z zakresu biologii i rozmieszczenia certy. Pierwsze obszerniejsze dane o rozmieszczeniu certy na obszarze Polski ogłaszają w XIX wieku Leśniewski (24), Nowicki (27) i Wałecki (50). Dalsze wiadomości o występowaniu certy na Mazurach i Pomorzu podaje w początkach XX wieku Seligo (40). W późniejszych latach, aż do okresu międzywojennego włącznie, ukazują się tylko nieliczne notatki, zawierające dane o połowach certy w Wiśle i na Bałtyku (Błażejewski 7, Wyszesławcew 52, 53, 54, Sprawozdanie Morskiego Urzędu Rybackiego 57).

W okresie powojennym ogłoszono szereg prac poświęconych biologii certy. Pliszka publikuje wyniki swych badań nad rozrodem i rozwojem tego gatunku (32, 34), Iwaszkiewicz zaś swoje obserwacje nad rozwojem postembrionalnym i sztucznym tarłem tej ryby (16). Kaj (21) prześledził szczegółowo przebieg tarła certy na tle warunków hydrologicznych i klimatycznych na rzece Wełnie (dopływ Warty). Obserwowane tarło tego gatunku odbywało się w kilku rzutach w okresie od czerwca do początku lipca 1955 r.

Dalsze badania okresu powojennego dotyczą zagadnień związanych z odżywianiem się certy. Przeprowadzona przez Pliszkę i jego współpracowników analiza zawartości przewodu pokarmowego świadczy o tym, że w naszych rzekach żywi się ona pokarmem zwierzęcego i roślinnego pochodzenia. Przewód pokarmowy cert złowionych w październiku w Zatoce Gdańskiej zawierał przeważnie resztki mięczaków (35). W przeciwieństwie do innych ryb karpiowatych certa żeruje intensywnie także w miesiącach zimowych (Dziekońska 12).

Problemy wędrówek certy były przedmiotem badań Pliszki w latach 1948 — 1950. Metodą znakowania stwierdzono, że nie wszystkie dojrzałe osobniki lub stada tego gatunku odbywają na jesieni wędrówkę w górę rzeki, duża ich część zimuje w Zatoce Gdańskiej. To odrębne zachowanie się niektórych stad nasuwa problem, czy w ogóle wszystkie certy zlewiska Bałtyku stanowią „jedność biologiczną” (31).

W latach 1947 — 1948 Zawisza (56) prowadził badania nad tworzeniem się przyrostowych pierścieni na łuskach certy i szybkością jej wzrostu. Autor stwierdził duże różnice we wzroście między poszczególnymi osobnikami populacji wiślanej tego gatunku.

Spostrzeżenia nad certą środkowej Wisły i Dunajca zawierają także prace Backiela i Zawiszy (3) oraz Juszczyka (17, 19), a przegląd współczesnych danych o tej rybie na terenie Polski daje książka F. Staffa o rybach słodkowodnych Polski (44).

CEL I METODA BADAŃ

Celem niniejszej pracy jest uzupełnienie wiadomości z zakresu morfologii certy morfometrycznymi badaniami nad populacją wiosenną i jesienną środkowej Wisły. Materiał do badań został zebrany w okresie jednego  roku kalendarzowego z określonego odcinka Wisły (patrz niżej). Autor postawił sobie następujące zadania:

a) przeprowadzenie szczegółowych pomiarów zebranego materiału,
b) określenie wieku i płci złowionych cert,
c) posegregowanie ryb według płci, wieku, wymiarów i ciężaru,
d) analiza porównawcza uzyskanych danych liczbowych,
e) ustalenie różnic morfologicznych między samcami i samicami,
f) zanalizowanie wyników badań i opracowanie wniosków ogólnych.

Badania przeprowadzono na świeżym materiale. Płeć i stadium dojrzałości płciowej określono sekcyjnie. Ogółem wykonano przeszło 20 000 pomiarów morfologicznych.

Wiek ryb określano na podstawie odczytów łuskowych. Łuski do określenia wieku pobierano ze środkowej części ciała pomiędzy płetwą grzbietową a linią boczną oraz tuż nad nią po kilkanaście sztuk, które poddawano maceracji i mechanicznemu oczyszczeniu, a następnie kąpieli w 24% amoniaku. Aby uniknąć pomyłek przy określaniu wieku ryb metodą odczytów łuskowych, posługiwano się także dla celów kontrolnych metodą określania wieku na podstawie pierścieni przyrostowych kości (operculum, praeoperculum, vertebrae) i metodą E. Lea. Ponadto sfotografowano najbardziej typowe łuski poszczególnych osobników.

Kości wieczka, które miały służyć do określenia wieku ryby, preparowano w następujący sposób: kości poddawano kilkudniowej maceracji, a następnie po mechanicznym oczyszczeniu odtłuszczano je przy pomocy eteru i prześwietlano w 95% spirytusie, a później w 24% amoniaku. Po lekkim zabarwieniu mucyną kości suszono przez 12 godz. pod silną żarówką.

 MATERIAŁ

Certy, będące przedmiotem moich badań, pochodzą z okolicy Puław, z odcinka Wisły, położonego miedzy Kazimierzem n. Wisłą a Dęblinem, i zostały złowione drygawicami pławnymi w czasie od kwietnia do listopada 1961 r. Szacunkowo  stanowią one około 70 — 80% wszystkich cert, jakie zostały w tym okresie dostarczone przez rybaków wiślanych z wymienionego odcinka rzeki do Spółdzielni Pracy „Sandacz” w Puławach, będącej użytkownikiem tej części Wisły. Połowy w okresie ochrony wiosennej ryb przeprowadzono za zezwoleniem Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Liczba cert, którą zebrał autor z wymienionego odcinka Wisły w r. 1961 wynosi ogółem 482 sztuki.

Ryc. 1. Certa Vimba vimba (L.) z deformacją głowy; Wisła, Puławy 1961
Zährte Vimba vimba (L.) mit Kopfmissbildung; Weichsel, Puławy 1961

 

Kondycja badanych ryb była dobra, o czym świadczyły także znaczne złogi tkanki tłuszczowej oplatające jelita i gonady. Ciężar złogów tłuszczowych wynosił u poszczególnych osobników od 5 do 30 g, przeważnie jednak powyżej 15 g. Stwierdziłem niewielkie ilości tłuszczu w jamie brzusznej u osobników, które posiadały silnie wykształcone gonady, oraz także  u jednej certy zarażonej ścięgorzem (Ligula intestinalis L.).

W materiale badawczym znajdowały się 2 certy (0,4% zbadanych ryb), które wyróżniły się znacznymi wadami cielesnymi. Jedna z nich odznaczała się bardzo krótką, zdeformowaną głową z tzw. garbem czołowym (ryc. 1 i 2), druga natomiast brakiem płetwy grzbietowej (ryc. 3). Dwie inne ryby posiadały linie boczne o nietypowym przebiegu (ryc. 4). U dwu ryb stwierdziłem sekcyjnie obecność tasiemca Ligula intestinalis L. W jamie ciała jednej z nich znajdowały się 2 okazy tego pasożyta, długość ich wynosiła 10 i 41 cm. Żywiciel ich posiadał bardzo małą wątrobę. W jamie ciała drugiej certy, ważącej 614 g, znalazłem tylko 1 okaz liguli o długości przeszło 60 cm, obrośnięty tkanką tłuszczową żywiciela; gonady żywiciela były silnie uwstecznione. U jednej certy spotkałem nadto przyczepioną do boku ciała pijawkę z rodzaju Piscicola. Ryb znakowanych dla celów badawczych nie było w materiale.

Ryc. 2. Powiększenie części głowowej osobnika z ryc. 1
Kopfteil der auf Abb. 1 abgebildeten Zährte, vergrössert.

Ryc. 3. Certa bez płetwy grzbietowej. W miejscu wyrastania płetwy grzbietowej
nie ma oznak uszkodzenia grzbietu przez drapieżniki ani przebarwienia skóry;
Wisła, Puławy 1961
Zährte ohne Rückenflosse. An der Ansatzstelle der Rückenflosse ist weder eine
abgeänderte Pigmentierung noch die Spur einer Beschädigung durch andere Tiere
ersichtlich; Weichsel, Puławy 1961

Ryc. 4. Nieprawidłowy przebieg linii bocznej, widoczny na odcinku lewego boku
certy; Wisła, Puławy 1961
Unregelmassiger Verlauf der Seitenlinie einer Zährte ersichtlich auf dem mittleren
Abschnitt der linken Korperseite; Weichsel, Puławy 1961

Badania morfometryczne przeprowadzono na 476 okazach certy. Pozostałe sztuki, chore lub silnie uszkodzone, nie zostały uwzględnione w pracy.

Większość zbadanego materiału, tj. 325 cert (w tym 190 samców i 135 samic) pochodzi z połowów jesiennych, reszta, tj. 151 cert (w tym 60 samców i 91 samic), natomiast z połowów wiosennych. Z wyżej podanych liczb wynika, że w materiale zebranym w miesiącach wiosennych przeważały ilościowo samice, odwrotnie zaś w materiale pochodzącym z połowów jesiennych — samce. W sumie przypada na 476 osobników 250 samców i 226 samic. W stosunku rocznym zatem ilość samców przewyższyła liczbę samic o przeszło 10% (tab. 1, 2, 3).

Długość całkowita (longitudo totalis) samców wynosiła od 263 do 413 mm, a samic od 278 do 415 mm.

Ryc. 5. Odcinek brzucha certy z płetwami brzusznymi o odmiennej pigmentacji.
Końcowa część prawej płetwy brzusznej posiada czarną pigmentację, na
lewej płetwie brzusznej nie ma czarnego pigmentu; Wisła, Puławy 1961
Abschnitt der Unterseite einer Zährte mit ungleich pigmentierten Bauchflossen.
Der äussere  Teil der rechten Bauchflosse ist schwarz pigmentiert, die
linke Bauchflosse entbehrt des schwarzen Pigmentes; Weichsel, Puławy 1961

Tab. 1. Długość całkowita maksymalna i minimalna oraz ciężar maksymalny
i minimalny cert wislanych zebranych w r. 1961 w okolicy Puław
Maximale und minimale Totallänge (longitudo totalis) und Gewicht der im Jahre
1961 in der Weichsel bei Pulawy gefischten Zährten

.                      Liczba
Płeć             osobników  Longitudo   Longitudo  Ciężar    Ciężar
Geschlecht     Zahl der  tot. max.   tot. min.  Gewicht   Gewicht
.                 Fische       mm     mm    max. g    min. g

♂♂                      250 413 263 720 160
♀♀                       226 415 278 852 247
♂♂ i  ♀♀               476 415 263 852 160

 

Uwaga: Zestawienie nie obejmuje osobników chorych i bardzo uszkodzonych.
Anmerkung: Die Tabellen berücksichtigen nicht pathologische und stark beschädigte Fische.

Tab. 2. Długość całkowita maksymalna i minimalna oraz ciężar maksymalny
i minimalny cert zebranych w miesiącach wiosennych 1961 r. w okolicy Puław
Maximale und minimale Totallänge (longitudo totalis) und Gewicht der im
Frühjahr 1961 in der Weichsel bei Puławy gefischten Zahrten

.                       Liczba
Płeć            osobników  Longitudo   Longitudo     Ciężar    Ciężar
Geschlecht     Zahl der  tot. max.   tot. min.       Gewicht   Gewicht
.                        Fische      mm         mm        max. g     min. g

♂♂             60 400 312 704 300
♀♀             91 415 302 686 265
♂♂ i ♀♀   151 415 302 704 265

Tab. 3. Długość całkowita maksymalna i minimalna oraz ciężar maksymalny
i minimalny cert zebranych w miesiącach jesiennych 1961 r. w okolicy Puław
Maximale und minimale Totallänge (longitudo totalis) und Gewicht der
im Herbst 1961 in der Weichsel bei Puławy gefischten Zahrten

.                   Liczba
Płeć           osobników     Longitudo   Longitudo   Ciężar    Ciężar
Geschlecht     Zahl der  tot. max.      tot. min.      Gewicht   Gewicht
.                       Fische        mm            mm        max. g     min. g

♂♂                 190  413 263 720 160
♀♀               135 407 278 852 247
♂♂ i ♀♀    325 413 263  852 160

Duże są różnice między certami w zakresie ich ciężaru i to zarówno u samców, jak i samic. Ciężar zbadanych samców wahał się w granicach od 160 do 720 g, ciężar samic zaś w granicach od 247 do 852 g (tab. 1, 2, 3).

Wstępne badania wykazały istnienie znacznych różnic morfologicznych między poszczególnymi osobnikami. Różnice te dotyczyły m. in. ogólnego pokroju ciała, wysokości płetwy grzbietowej, długości podstawy płetwy podogonowej, ilości promieni miękkich płetwy podogonowej i piersiowej, ilości łusek w linii bocznej, a także ubarwienia płetw brzusznych i podogonowej (ryc. 5).

PIŚMIENNIСTWO

1. Brzęk G.: Historia zoologii w Polsce do r. 1918. Cz. I i II. Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sectio C, Suppl. II, Lublin 1947.

2. Brzęk G.: Historia zoologii w Polsce do r. 1918. Cz. III. Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sectio C, Suppl. VII, Lublin 1953.

3. Backiel T., Zawisza J.: Zarys stosunków rybackich w srednim biegu Wisły. Przegl. Rybacki, R. XVI, Warszawa 1949.

4. Benecke B.: Fische, Fischerei und Fischzucht in Ost- und Westpreussen. Königsberg 1881.

5. Berg L. S.: Ryby priesnych wod SSSR i sopredielnych stran. II. Leningrad 1349.

6. Berg L. S.: i in.: Promysłowyje ryby SSSR. Piszczepromizdat 1949.

7. Błażejewski J.: Rybołówstwo na Wisle Pomorskiej. Przegl. R. VII, Warszawa 1934.

8. Demel K.: Biologia ryb Bałtyku. Gdynia 1947.

9. Domraczew P. F., Prawdin I. F.: Ryby Ilmenia i Wołchowa i ich choziajstwennoje znaczenie. Mat. po issl. r. Wołchowa i jego basseina,
wyp. X, 1926.

10. Dуbowski B.: Versuch einer Monographie der Cypriniden Livlands. Dorpat 1862.

11. Dyk V.: Naše ryby. Olomouc 1946.

12. Dziekońska J.: Zapoznajmy się z certą. Przegl. Rybacki, R. XV, Warszawa 1948.

13. Dziekońska J.: Z badań nad pokarmem certy. Przegl. Rybacki, R. XVI, Warszawa 1949.

14. Gąsowska M.: Świnka Chondrostoma nasus (L.) z Wisły i jej niektórych dopływów. Fragm. Faunistica, VIII, 29, Warszawa 1960.

15. Huculak F.: Ligula intestinalis L. u ryb w stawach gospodarstw karpiowych Landek, Gołysz, Ochaby. Acta Hydrob., 2, Krakow 1960.

16. Iwaszkiewicz M.: Sztuczne tarło i rozwój postembrionalny certy. Roczn. Wyższej Szkoły Roln. w Poznaniu, V, Poznań 1959.

17. Juszczyk W.: Wędrowki ryb przez przepławkę zapory w Rożnowie. Przegl. Rybacki, XVI, Warszawa 1949.

18. Juszczyk W.: The Migration of Fish through the Rożnów Dam Fish ladder (Dunajec-River). Bull. Acad. Sc. Cracovie, B, Kraków 1950.

19. Juszczyk W.: Przepływ ryb przez turbiny Zapory Rożnowskiej. Roczn. Nauk Roln., 57, Warszawa 1951.

20. Kaj J.: Zarys fizjografii rybackiej Pomorza Zachodniego. Przegl. Rybacki, R. XV, Warszawa 1948.

21. Kaj J.: Przebieg tarła ryb w dolnym odcinku rzeki Wełny. Pol. Arch. Hydrob., IV (XVII), 1958.

22. Kocyłowski B. i Miączyñski T.: Choroby ryb i raków. Warszawa 1960.

23. Kowalski J.: Klucz do oznaczania zwierząt kręgowych Ziem Polskich. Kraków 1910, rozdz. Ryby.

24. Leśniewski E. P.: Rybactwo krajowe czyli historya naturalna ryb krajowych i kalendarz rybacki. Warszawa 1837.

25. Meisner W.: Ichtiologia stosowana. Gdynia 1948.

26. Nikolskij G. W.: Czastnaja ichtiołogia. Moskwa 1950.

27. Nowicki M.: Ryby i wody Galicyi pod względem rybactwa krajowego. Kraków 1880.

28. Pliszka F.: Wędrówki certy w Wiśle. Przegl. Rybacki, R. XVI, Warszawa 1949.

29. Pliszka F.: Dalsze wyniki badań nad wędrówkami ryb w Wiśle. Przegl. Rybacki, R. XVI, Warszawa 1949.

30. Pliszka F.: Wyniki badań nad wędrówkami ryb w Wiśle. RNR, t. 57. Warszawa 1951.

31. Pliszka F.: Wędrówki certy (Vimba vimba L.) w Wiśle i w jej dorzeczu. RNR, t. 37, Warszawa 1951.

32. Pliszka F.: Obserwacje nad biologią rozrodu certy (Vimba vimba L.) nа tle zmian w jej jadrze w okresie rocznym. RNR, t. 57, Warszawa 1951.

33. Pliszka F.: Obserwacje nad wpływem iniekcji przysadki mózgowej certy (Vimba vimba L.) na jej jądro. RNR, t. 58, Warszawa 1952.

34. Pliszka F.: Rozród i rozwój certy (Vimba vimba L.). Pol. Arch. Hydrob., I (XIV), Warszawa 1953.

35. Pliszka F. i współprac.: Badania nad odżywianiem się ryb w Wiśle. RNR, t. 57, Warszawa 1951.

36. Prawdin I. F.: Rukowodstwo po izuczeniju ryb. Leningrad 1939.

37. Rühmer K.: Die Süsswasserfische und Krebse. Ebenhausen 1952.

38. Sakowicz S.: Zarys akcji zarybieniowej na wodach otwartych. Warszawa 1935.

39. Schäperclaus W.: Fischkrankheiten. Braunschweig 1941.

40. Seligo A.: Die Fischgewässer der Provinz Westpreussen. Danzig 1902.

41. Siebold C.: Die Süsswasserfische von Mitteleuropa. Leipzig 1863.

42. Siedlecki M.: Ryby morskie częściej poławiane na Bałtyku i północnym Atlantyku, Gdynia 1938.

43. Smetаński J.: Zarys polskiej bibliografii rybackiej. Lwów 1936.

44. Staff F.: Ryby słodkowodne Polski i krajów ościennych. Warszawa 1950.

45. Stangenberg M.: Zmienność cech ilościowych płoci (Rutilus rutilus L.). Zoologica Pol., 4, Wrocław 1948.

46. Starmaсh K.: Wiek i wzrost brzan (Barbus barbus L.) poławianych we Wiśle w okolicach Krakowa. Spr. z czynn. pos. PAU, XLVI, Kraków 1948.

47. Suworow E. K.: Osnowy ichtiołogii. Sow. Nauka 1948.

48. Urbański J.: Materiały do bibliografii zoologicznej Ziemi Lubuskiej i Pomorza Zachodniego oraz pogranicznych terenów zachodnich. Cz. I. Bad. Fizjogr. nad Polska Zach., IV, Poznań 1958.

49. Walter E.: Einführung in die Fischkunde. Leipzig 1913.

50. Wałecki A.: Materyały do fauny ichtjologicznej Polski. Warszawa 1863.

51. Wolski T.: Pisces — Ryby [w:]. Podręcznik do zbierania i konserwowania zwierząt, z. 7, Warszawa 1921 — 1929.

52. Wyszesławcew A.: Zarys danych o połowach na Wiśle Pomorskiej. Przegl. Rybacki, IX, Warszawa 1936.

53. Wyszesławcew A.: Połów ryb na Wiśle Pomorskiej w 1936 roku. Przegl. Rybacki, R. X, Warszawa 1937.

54. Wyszesławcew A.: Połowy ryb na Wiśle Pomorskiej w 1937 roku. Przegl. Rybacki, XI, Warszawa 1938.

55. Włodek J. M.: Ilość samców i samic w populacjach karpi. Acta Hydrobiologica, Vol. 1, Kraków 1959.

56. Zawisza J.: Szybkość wzrostu leszcza, certy, brzany i krąpia w środkowym biegu Wisły w okolicach Warszawy. RNR, t. 57, Warszawa 1951.

57. Polskie Rybołówstwo Morskie, VI, Wyd. Morskiego Urzędu Rybackiego, Gdynia 1936.

РЕЗЮМЕ

В первой части работы рассматриваются общие данные о материале Vimba vimba (L.) собранном около г. Пулавы на реке Висле. В общем было собрано 476 особей этого вида, из чего 151 штука весной и 325 осенью.

В весеннем материале преобладали самки (91 штука), в то время как самцов было только 60 штук. В осеннем материале преобладали самцы (190 штук), самки же находились в меньшинстве (135 штук). В годовом итоге число собранных самцов превышало численность самок на свыше 10%. Общая длина (longitudo totalis) самой большой рыбы из собранной коллекции составляла 415 мм, самой маленькой — 263 мм. Обнаружены различия между выловленными особями относительного веса, который колебался в пределах 160 — 852 г (табл. 1 — 3).

У двух собранных особей (0,4% собранного материала) обнаружены лентецы из вида Ligula intestinalis L. В полости тела одной из
этих рыб был найден лишь один лен- тец, которого длина составляла свыше 60 см. Вторая из этих рыб была заражена тремя меньшими лентцами длиною 10 — 41 см. Две рыбы обладали заметными аномалиями в строении тела.

Одна из них отличалась значительно укороченной головой и „лобным горбомi” (рис. 1, 2), вторая — отсутствием спинной плавки. Дальнейшие Две особи отличались нерегулярной боковой линией (рис. 4). На основании анализа собранного материала из Вислы автор обнаружил существование значительных различий между отдельными особями в строении тела, в отношении некоторых меристических признаков, а также в окраске плавок. Заслуживает также внимания то обстоятельство, что иногда констатируются различия в пигментации левого и правого брюшного плавка. На рис. 5 показан фрагмент рыбы, у которой правый брюшной плавок отличается интенсивной темной окраской, в то время как левый полностью лишен темного пигмента.

В работе рассмотрены также данные об актуальном состоянии исследований над Vimba vimba в Польше, о систематике рода Vimba Fitzinger и методике работы.

Результаты обстоятельных морфометрических исследований над Vimba vimba будут опубликованы в виде дальших частей работы.

ZUSAMMENFASSUNG

Der erste Teil der Arbeit über die Zährte der mittleren Weichsel enthält allgemeine Angaben über das vom Verfasser im Jahre 1961 bei Puławy eingesammelte Zährtenmaterial.

Es wurden insgesamt 476 dieser Fische untersucht, von denen 151 Stück in den Frühjahrsmonaten, 325 Stück in den Herbstmonaten gefischt waren.

Das im Frühjahr eingebrachte Material bestand vorwiegend aus Rogenern (91 St.), zum geringeren Teile aus Milchnern (60 St.), das Herbstmaterial dagegen vorwiegend aus Milchnern (190 St.), zum geringeren Teile aus Rogenern (135 St.). Im Jahresverhältnis überwiegten mit über 10% die Milchner.  Die Gesamtlänge (longitudo totalis) des grössten Fisches der Kollektion betrug 415 mm, diejenige des kleinsten Fisches der Kollektion 263 mm. — Beträchtlicher waren die Gewichtsunterschiede zwischen den Fischen; sie schwankten zwischen 160 — 852 g (Tab. 1 — 3).

Im Fischmateriale befanden sich zwei (0,4%) mit Riemenwürmer infizierte Zährten. In der Leibeshöhle einer derselben wurde nur l Riemenwurm aufgefunden. Dieser Plattwurm hatte die immense Länge von über 60 cm und war zum grössten Teil vom Fettgewebe des Wirtes umwachsen. In der zweiten Zährte befanden sich 2 kleinere Riemenwürmer (Ligula intestinalis L.) von einer Länge von 10 — 41 cm.

Zwei weitere Fische wiesen beträchtliche Missbildungen auf. Einer derselben hatte einen stark deformierten mopsähnlichen Kopf (Abb. 1 u. 2), der zweite Fisch hatte keine Rückenflosse (Abb. 3). Bei zwei anderen Zährten konnten Unregelmässigkeiten im Verlauf der Seitenlinie festgestellt werden (Abb. 4).

Der Verfasser beobachtete beträchtliche Unterschiede im Habitus und gewissen meristischen Merkmalen, sowie der Färbung der Flossen der Weichsel-Zährten. Interessant ist, dass nicht immer die schwarze Pigmentierung beider Bauchflossen gleich stark entwickelt ist. Auf Abb. Nr. 5 ist ersichtlich, dass hier die rechte Bauchflosse stark dunkel pigmentiert ist, während die linke Bauchflosse einer solchen Färbung entbehrt.

Besondere Abschnitte der Arbeit enthalten Angaben über den aktuellen Stand der polnischen Untersuchungen über die Zährte, weiter die Systematik der Gattung Vimba Fitzinger, sowie die in der Arbeit angewandten Untersuchungsmethoden. Die Ergebnisse der morphometrischen Untersuchungen des Verfassers werden in den nachfolgenden Teilen der Arbeit ausführlich besprochen.

Papier druk. sat. III kl. 80 g. Annales UMCS Lublin 1963. 1100 + 125 egz. R-4
Format 70 X 100 Lub. Druk. Pras. Lublin, Unicka 4.  Manuskrypt otrzymano 24. VIII. 63
Druku str. 13.  Zam. nr 3012. 24.VIII.63. Data ukończenia 30. IV. 64

 

*   *   *

Przegląd zoologiczny IX, 4, 1965, s. 204

Krytyki i oceny

J. Begdon: Studia morfometryczne nad certą, Vimba vimba (L.), środkowej Wisły. I Część ogólna. Annales UMCS Sect. C, t. XVIII, 10, 1963.

J. Begdon: Morfometric studies in Vimba vimba (L.). I General Part. Annales UMCS, Lublin, Sect. C, XVIII, 10, 1963

Praca poświęcona tak cennemu pod względem gospodarczym gatunkowi ryb, jakim jest certa, niewątpliwie stanowi istotny wkład w poznanie naszej ichtiofauny. Zamierzeniem autora było zbadanie 482 okazów certy w celu uzupełnienia wiadomości dotyczących morfologii wiosennej i jesiennej populacji. Do wniosków i uogólnień mają autora doprowadzić szeroko zakrojone obserwacje wieku, wymiarów, ciężaru ryb, szczegółowa analiza morfometryczna oraz badania poświęcone ewentualnemu dymorfizmowi płciowemu.

Co jednak zawiera część ogólna studiów morfometrycznych, czy też jak trudno się domyśleć z rozmaitych wersji autora, badań morfologicznych nad certą? W omawianym opracowaniu znajdujemy przede wszystkim wykaz podgatunków certy przytoczony za Bergiem, co w przypadku danej pracy nie jest konieczne, gdyż autor nie rozpatruje zagadnień taksonomicznych w obrębie gatunku Vimba vimba (L.). Dalej dowiadujemy się o historii badań nad certą w Polsce, i to obok metod pracy stanowi zasadniczą część publikacji (łącznie 2,5 strony).

W rozdziale zatytułowanym „Materiał” na niecałych 3 stronach (włącznie z 3 tabelkami) autor podaje czas i miejsce połowu, liczbę złowionych okazów obu płci, maksymalne i minimalne wymiary oraz maksymalny i minimalny ciężar. Uderza tu dysproporcja między istotnymi zagadnieniami, jakimi we wprowadzającej części pracy powinna być ogólna, niemniej jednak pełna charakterystyka materiału, a sprawami marginesowymi, pozostającymi w luźnym związku z głównym problemem pracy. Graniczne wartości długości ciała i ciężaru badanych ryb zamieszczone w tekście i w tabelkach zupełnie nie charakteryzują populacji. Niewspółmiernie dużo miejsca poświęca natomiast autor omówieniu kilku przypadków anomalii w budowie ciała, jakkolwiek są to czasem drobne różnice w ubarwieniu płetw czy też niewielkie odchylenia od normalnego przebiegu linii bocznej, jak widać z zamieszczonych fotografii.

Podobnie nieproporcjonalnie potraktowano sprawę pasożytów; nie wiadomo przy tym, czy autor przypadkowo natrafił na zakażone osobniki, czy badał pod tym kątem cały materiał. Interesującym szczegółem jest natomiast zaobserwowane przez autora dominowanie w połowach wiosennych samic, zaś w jesiennych — samców.

W końcu publikacji autor stwierdza, … poszczególnymi osobnikami”, a w obcojęzycznych streszczeniach wyraźnie pisze o występowaniu różnic w budowie ciała i w cechach merystycznych — chociaż ich nie opisuje i nie przytacza żadnych liczb dotyczących cech przeliczalnych. Takie stwierdzenia są więc chyba zapowiedzią wyników dalszych części pracy, lecz nie wynikają z treści części aktualnie opublikowanej. Na tej podstawie sądzę, że pierwsza, ogólna część pracy jest tak integralnie związana z ewentualną całością, iż oddzielanie jej jest sztuczne, a wydrukowanie zbędne. W obecnej postaci sygnalizuje ona tylko podjęcie określonego tematu.

Nadto w pracy J. Begdona znalazły się również pewne drobne uchybienia, np. wyliczanie zębów gardłowych ryb karpiowatych na pary (rodzaj Vimba Fitzinger — „…5 par zębów gardłowych ustawionych obustronnie w jednym szeregu”) jest nowością nie spotykaną w literaturze ichtiologicznej. Najprostszym i ogólnie przyjętym sposobem jest podawanie formuły cyfrowej. Podobnie w nowszym piśmiennictwie ichtiologicznym zaniechano już nazwy „płetwa podogonowa” na korzyść określenia „płetwa odbytowa”. Określenie „wady cielesne”, użyte przez autora dla anomalii w budowie ciała ryb, wydaje się raczej niezręczne. Tekst streszczenia w języku rosyjskim robi wrażenie surowego przekładu z języka polskiego, a dużym niedopatrzeniem jest używanie terminu „pławka” zamiast „pławnik” (płetwa), który przecież nie ma w języku rosyjskim innego synonimicznego odpowiednika.

Niezrozumiała jest również, jak o tym wspomniano wyżej, niezgodność między tytułem zamieszczonym przed tekstem pracy a tytułem w żywej paginie: w pierwszym jest mowa o studiach morfometrycznych, a w drugim o studiach morfologicznych.

W wykazie piśmiennictwa autor zamieścił aż 57 pozycji, z których pewne dobrane są dość przypadkowo, jednak w tekście cytuje z nich tylko 22. Obok klucza Kowalskiego z 1910 r. powinien się w piśmiennictwie znaleźć nowy i dobry klucz do oznaczania kręgoustych i ryb pod redakcją M. Gąsowskiej. Brak również pracy W. Kulmatyckiego z 1926 r. „Próba szkicu fizjografii rybackiej polskiej”.

Krystyna Urbanowicz

*   *   *

Przegląd zoologiczny, XIX, 1, 1975, s. 7-11

Jerzy Begdon (1905-1973)

 Wspomnienia pośmiertne

 Obituary

GABRIEL BRZĘK

Dnia 4 listopada 1973 r. zmarł w Lublinie wieloletni adiunkt Katedry Zoologii Uniw. MCS, kierownik samodzielnej pracowni faunistyki i ekologii zwierząt tejże katedry, a ostatnio starszy wykładowca Instytutu Biologii Uniw. MCS, dr nauk przyrodn. i lekarz med. Jerzy Begdon.

Był on znanym zoologiem w kraju, gdyż często zabierał głos w dyskusjach na zjazdach, głównie na temat ochrony przyrody i kształtowania środowiska. Był szczególnie popularny do r. 1939 w ośrodku poznańskim, a po wojnie w lubelskim środowisku naukowym, dokąd rzuciły go losy wojenne.

Jerzy Begdon urodził się dnia 17 lutego 1905 r. w Toruniu, jako syn Piotra, handlowca, i Aleksandry z Mańkowskich.  Pochodził z wysoce patriotycznej rodziny pomorskiej, której członkowie walczyli o polskość już w okresie rządów okrutnej hakaty i składali ofiary życia zarówno w powstaniu wielkopolskim, jak i w pracy konspiracyjnej podczas hitlerowskiej okupacji. Dość wspomnieć, że ofiarą hitlerowskiego bestialstwa padło ponad 3 członków rodziny Begdona, a wśród nich jego wuj i opiekun, ks. dr Alfons Mańkowski (1870-1941), historyk i bojownik o polskość Pomorza, Warmii i Mazur, członek Rady Ludowej w Poznaniu (1918-1919), prezes Tow-a Naukowego w Toruniu, członek PAU (od 1929), wiceprezes Instytutu Bałtyckiego, zamordowany w r. 1941 przez przez hitlerowców w Stutthofie.

Begdon po ukończeniu niemieckiej szkoły powszechnej w Toruniu uczęszczał w tymże mieście w l. 1915-1923 do Państw. Gimnazjum Klasycznego im. M. Kopernika, gdzie do r. 1919 nauka odbywała się w języku niemieckim. Nie bacząc na terror i szykany Niemców w stosunku do uczniów — Polaków, dawał wyraz swego patriotyzmu, należąc do konspiracyjnego stowarzyszenia młodzieżowego „Tow-a Tomasza Zana”, mającego za zadanie pielęgnowanie polskości. Po złożeniu egzaminu dojrzałości w r. 1923 studiował w r. akad. 1923/24 leśnictwo na Wydziale Rolniczo-Leśnym Uniw. Poznańskiego, z powodu jednakże śmierci ojca (w r. 1925) i wynikłych trudności materialnych rodziny przerwał studia i w l. 1924-1926 pracował jako praktykant biurowy w Kuratorium Okręgu Szkoln. Pomorskiego w Toruniu. Za zaoszczędzone pieniądze podjął w r. 1926 ponownie studia, tym razem na sekcji biologii Wydziału Matemat.- Przyrodniczego Uniw. Pozn., które kończy formalnie w r. 1930, magisterium zaś z zoologii łącznie z anatomią porównawczą z powodu braku dbałości o własny awans życiowy uzyskał dopiero dn. 2. VII 1932 r.

Jako kolega Begdona z ławy uniwersyteckiej nadmieniam, że w naszym 30-osobowym gronie „Jerzyk” był jednym z najzdolniejszych studentów. Był on przede wszystkim przyrodnikiem nie z przypadku, nie z koniunktury, lecz z prawdziwego zdarzenia, wielkim entuzjastą przyrody. Dobre przygotowanie przyrodnicze wyniósł już z gimnazjum, a pogłębiał je nie tyle przez pilne uczęszczanie na wykłady profesorów w Uniwersytecie, ale głównie drogą samokształcenia się, drogą bezpośrednich obserwacji podczas samotnych wycieczek terenowych. Swoje zainteresowania zoologiczne pogłębiał także przez obserwowanie z tej miary znawcami fauny ekskursyjnej, jakimi w środowisku poznańskim byli starsi od nas asystenci — doktorzy, hydrobiologowie J. Rzóska, A. Moszyński, S. Jakubisiak, ornitolog — J. Sokołowski oraz nieco młodsi od nas studiami, ale już wówczas dobrzy znawcy fauny lądowej J. Urbański i J. Rafalski.

Begdon już jako student twierdził, że każdy zoolog powinien znać 3 grupy świata zwierzęcego, a mianowicie „nadziemną”, ziemną i wodną, stąd też dobrze orientował się już wówczas w ornitologii, myrmekologii oraz ichtiologii. Znajomością świata zwierzęcego, zwłaszcza tzw. fauny ekskursyjnej, górował nad całym zespołem naszego rocznika studentów biologii. Posiadał wiedzę nie tylko książkową, ale wiedzę wynikającą z bezpośredniej autopsji, obserwacji żywej przyrody. Nazywaliśmy go „wissbegierig” czyli „żądnym wiedzy”. Jerzy przy swych walorach  wysokich walorach koleżeńskich, prowadził jednak samotniczy tryb życia, był skryty i zamknięty w sobie. Miał on własną filozofię życiową i swoisty sposób życia. Dni wolne od zajęć spędzał zwykle na samotnych wycieczkach pieszych w okolice Puszczykowa, Ludwikowa, Swarzędza, zaopatrzony w wypełniony probówkami chlebak, lornetkę ornitologiczną, siatkę.

Już jako student II r. swoją znajomością fauny Polski zwrócił na siebie uwagę profesora zoologii Uniw. Pozn. Jana Grochmalickiego, który od r. 1927 zatrudnił go w swej katedrze na bardzo skromnie wynagradzanym etacie tzw. demonstratora (dzis. etat asystenta naukowo-techn.). Obok zajęć techniczno-gospodarczych na rzecz Zakładu, spełnianych zawsze z wielką gorliwością, Begdon wykonywał równocześnie własną pracę magisterską na temat fauny mrówek Pomorza. O wnikliwości studiów młodego studenta świadczy fakt, że w opracowywanym materiale dostrzegł nowy podgatunek Stenamma westwoodi polonicum, udowodnił jego odrębność na podstawie pomiarów, za co otrzymał medal Uniw. Pozn., jakim Rada każdego Wydziału nagradzała corocznie autorów trzech najlepszych prac spośród pomocniczych pracowników naukowych. Rozszerzywszy swoją znajomość fauny wodnej w oparciu o stację hydrobiologiczną Zakładu Zoologii Uniw. Pozn. nad Jeziorem Kierskim, dokąd często wyjeżdżał jako pomocnik techniczny w badaniach dra J. Rzóski, Begdon przeniósł się w r. 1932 na stanowisko asystenta do Katedry Rybactwa i Łowiectwa Wydziału Roln.-Leśnego Uniw. Pozn., a po złożeniu uzupełniającego egzaminu z całokształtu rybactwa i łowiectwa wobec profesorów Edwarda Schechtla oraz L. Sitowskiego i J. Grochmalickiego, został w r. 1934 kierownikiem doświadczalnego gospodarstwa rybnego Wydz. Roln.-Leśnego w Golęcinie pod Poznaniem, gdzie pracował do wiosny 1938 r.

Od 16 IV 1938 do wybuchu II wojny światowej pracował jako referendarz d/s rybactwa w Okręgowej Dyrekcji Lasów Państw, w Poznaniu. Na wiosnę 1939 r. przedłożył na Wydziale Mat.-Przyr. Uniw. Pozn. rozprawę doktorską na temat fauny mrówek Wołynia i jej ekologii. Rozprawa została przez profesorów K. Simma i A. Jakubskiego pozytywnie oceniona, a rygorozum miało się odbyć po wakacjach. Niestety, już w początkowych tygodniach okupacji praca ta wraz z aktami Dziekanatu uległa zniszczeniu. Dewastacji uległy także wszelkie zbiory doktoranta oraz większość materiałów dokumentacyjnych do tej pracy. Wśród narastającego terroru okupanta w stosunku do naukowców ośrodka poznańskiego Begdon na przełomie 1939/1940 opuszcza „Warthegau”, dostaje się na teren Lubelszczyzny i szuka zatrudnienia w prywatnych gospodarstwach rybnych. Nie mogąc go znaleźć, objął od dnia 16 I 1940 r. stanowisko inspektora d/s rybactwa w Izbie Rolniczej i Towarzystwie Rybackim w Lublinie. W lutym 1944 r. na tle rabunkowej eksploatacji jezior i stawów wchodzi jednakże w konflikt z władzami niemieckimi i uprzedzony o zamiarze aresztowania go ucieka do wsi Zabawa w pow. Słotwina-Brzesko w woj. krakowskim, znajdując schronienie u przebywającej tam na wysiedleniu jego rodziny z Wielkopolski. W oczekiwaniu na zakończenie wojny spędza tam rok, zarabiając na życie jako robotnik leśny.

Natychmiast po wyzwoleniu ziem na zachód od Wisły leżących Begdon zjawił się w Lublinie, przystępując do organizacji zdewastowanego przez okupanta rybactwa oraz do organizowania administracji łowieckiej. Od dnia 1 II 1945 r. widzimy go już na stanowisku inspektora w Lubelskim Towarzystwie Rybackim, od r. 1947 jako inspektora w Związku Samopomocy Chłopskiej w Lublinie, a zarazem inspektora rybactwa w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie. Równocześnie pracował jako dyrektor Wojew. Oddziału Pol. Związku Rybackiego, jako prezes Rady Nadzorczej Spółdzielni Rybackiej w Lublinie, a zarazem członek Komitetu Redakcyjnego „Przegląd Rybacki”. Brał też udział w życiu społecznym, wygłaszając referaty w TUR, TPPR, oraz na kursach szkoleniowych rybaków-praktyków.

Na wszystkich wymienionych stanowiskach pracował z wielką gorliwością i znawstwem, z ogromnym zaangażowaniem uczuciowym. Dowodem tego jest chociażby złożone mu przez Okręg. Związek Rybacki w Lublinie podziękowanie, wyrażone w piśmie z dn. 31 XII 1949 r.  przez jego prezesa, mgra inż. Wiktora Roeslera, w którym zaznacza, że „mgr Begdon położył podwaliny pod rozwój zdewastowanego (wojną — G. B.) rybactwa na Lubelszczyźnie, pracując niekiedy w bardzo ciężkich warunkach…, a społecznym i demokratycznym podejściem do ludzi… oraz ujmującymi cechami charakteru pozyskał sobie uznanie wszystkich członków Zarządu i władz nadzorczych” (pismo w aktach Uniw. MCS).

Wiedziony pragnieniem zbliżenia się do ukochanej przez siebie nauki, Begdon postanowił zerwać z rybactwem praktycznym i od dn. 15 IX 1950 r. przyjął stanowisko adiunkta w Zakładzie Zoologii Ogólnej Uniw. MCS, którego organizatorem i kierownikiem do r. 1949 był prof. dr Henryk Raabe (zm. 1952), a jego następcami byli kolejno: doc. dr Robert Towarnicki, zast. prof. Edward Wilkus, zast. prof. dr Włodzimierz Juszczyk, doc. dr Wanda Stojałowska oraz doc. dr Mirosław Chicewicz.

Rozpoczyna się nowy etap w życiu Begdona. Z powodu ciążących na tej katedrze licznych zajęć dla studentów biologii, mikrobiologii oraz studentów studiów zaocznych, a także z powodu pięciokrotnych zmian na stanowisku kierownika katedry — powstawały sytuacje, że praktycznie funkcje kierownika, wraz z całym balastem spraw administracyjnych, spełniać musiał adiunkt, któremu oczywiście niewiele pozostawało czasu na rozwinięcie w szerszym pojęciu własnej pracy badawczej. W okresach przerw spowodowanych zmianami kierownictwa katedry, jak również w zastępstwie chorych lub dojeżdżających z innych ośrodków swych szefów, adiunkt Begdon całymi miesiącami prowadził zajęcia kursowe z tak różnorodnych dziedzin, jak: zoologia systematyczna bezkręgowców i kręgowców, zoologia ogólna, ewolucjonizm, paleozoologia. Dołączały się do tego zlecone mu wykłady fakultatywne z ichtiologii, ornitologii, zoologii łowieckiej; ponadto pierwszy na Uniw. MCS zapoczątkował wykłady z ekologii zwierząt oraz ćwiczenia terenowe z tzw. fauny ekskursyjnej.

Dzięki szerokiej erudycji, dobrej znajomości ważniejszych grup fauny, tudzież sumiennemu przygotowaniu, prowadzone przez adiunkta Begdona zajęcia, pomimo pewnych wad wymowy samego wykładowcy, wynikających z jego nerwowości stały na dobrym poziomie naukowym i dydaktycznym, były przez studentów wysoko oceniane i licznie uczęszczane, tym bardziej że wykładowca wykazywał wielką gorliwość w przekazywaniu wiadomości, właściwą postawę wychowawczą i demokratyczny oraz pełen życzliwości stosunek do młodzieży. Chlubną kartę w działalności pedagogicznej adiunkta Begdona stanowią też wykonane pod jego kierownictwem prace magisterskie z ichtiologii, ornitologii i entomologii, których wykonano około 40. Kilkanaście spośród nich ogłoszono drukiem, wiele też uznano jako wyróżniające się i godne druku.

Chętnie i bezinteresownie służył też poradą fachową magistrantom oraz kolegom z innych katedr, zwłaszcza w zakresie tłumaczeń prac z języka niemieckiego, którego był wybitnym znawcą. Gorliwie i punktualnie wywiązywał się także z pracochłonnych czynności administracyjnych, przyczyniając się walnie do rozwoju Zakładu w zakresie wzbogacania go w literaturę i pomoce naukowe.

Możliwości poświęcenia się pracy badawczej adiunkta Begdona były w poważnym  stopniu hamowane przez jego dodatkowe zajęcia, a. mianowicie zlecone mu w l. 1950-1953 wykłady i ćwiczenia z rybactwa na Wydziale Rolnym Uniw. MCS, a zwłaszcza przez podjęte w r. 1949 studia lekarskie w lubelskiej Akademi Medycznej, uwieńczone uzyskaniem dn. 17 III 1954 dyplomu lekarza medycyny. Studia medyczne — jak twierdził — bardzo rozszerzyły mu wiedzę biologiczną, lecz też w wysokim stopniu nadszarpnęły jego zdrowie.

Przy nawale tak różnorodnych obowiązków niewiele pozostawało adiunktowi Begdonowi czasu na własną pracę naukową, a zwłaszcza na wykończenie rozprawy doktorskiej pt. „Rozmieszczenie i makrotypy gatunków rodziny Formicidae na terenach nizinnych”. Mimo to kończy ją, składa egzaminy i dnia 25 VI 1960 r. uzyskał na Wydziale Biologii i NOZ Uniw. MCS stopień doktora nauk przyrodniczych w zakresie zoologii. Promotorem w tym przewodzie był wybitny entomolog lubelski prof. Konstanty Strawiński, recenzentami zaś znani myrmekologowie: prof. dr Jan Noskiewicz z Wrocławia i prof. dr Janina Wengris z Olsztyna.

W związku ze wzrastającym w katedrze obciążeniem dydaktycznym dr Begdon na własną prośbę został od dn. 11 IX 1964 r. przemianowany z adiunkta na starszego wykładowcę przy Instytucie Zoologicznym, a od dn. 15 XI 1965 r. w związku z reorganizacją studiów biologicznych w Uniw. MCS został kierownikiem samodzielnej pracowni faunistyki i ekologii zwierząt przy tymże instytucie.

Godne najwyższego uznania są cechy charakterologiczne dra Begdona, jego bezinteresowna uczynność w stosunku do studentów i kolegów z innych katedr, jego wielka skromność, subtelność oraz jego demokratyczny stosunek do otaczającego go środowiska, przy wysokim poziomie etycznym. Brak dbałości o własny awans życiowy powodował opóźnienia w osiąganiu przez niego stopni naukowych magistra (1932), doktora (1960) i nie pozwolił mu na uzyskanie tytułu docenta, chociaż pracę habilitacyjną miał już na ukończeniu. Brał też czynny udział w życiu naukowym i społecznym lubelskiego ośrodka naukowego. Na posiedzeniach towarzystw naukowych, a zwłaszcza Lub. Oddziału Pol. Tow-a Zoologicznego, wygłaszał często referaty, nie odmawiał też udziału w różnych komisjach uczelnianych, w związkach zawodowych przy kontroli praktyk studenckich oraz w różnych komisjach i pracach dotyczących rybactwa w woj. lubelskim.

Nadzwyczaj gorliwe zaangażowanie się dra Begdona w zajęcia dydaktyczne i administracyjne Katedry, jak również przesadny często krytycyzm do własnych, niekiedy oryginalnych koncepcji biologicznych, hamowały jego działalność badawczą oraz publikowanie, często w pełni dojrzałych już do druku prac naukowych.

W okresie przedwojennym Begdon opublikował dwie prace. W pierwszej pt. „Studia nad mrówkami Pomorza” (1932) daje przegląd gatunków zasiedlających różne biotopy, w drugiej zaś podaje „Wymiary i wskaźniki niektórych znamion mrówki Stenamma westwoodi Arn. polonicum nov. subsp. znalezionej na Pomorzu” (1931). W r. 1939 przedłożył też rozprawę doktorską pt. „Mrówki Wołynia”, która wraz z aktami Dziekanatu została przez hitlerowców zniszczona. Na podstawie ocalałych skąpych notatek odtworzył po wojnie tylko jej nikłe fragmenty w publikacji pt. „Materiały do fauny mrówek (Formicoidea) Wołynia, Cz. I” (1964).

Syntezą studiów ekologicznych Begdona nad fauną mrówek jest jego rozprawa pt. „Rozmieszczenie i makrotopy gatunków rodziny Formicidae na terenach nizinnych” oparta na wieloletnich studiach w województwach poznańskim, lubelskim i w środkowej Małopolsce, ze szczególnym uwzględnieniem obszarów o odmiennym charakterze fizjograficznym. W pracy tej rozpatruje 33 gatunki mrówek w aspekcie nie tylko ich biologii i rozmieszczenia w kraju, ale także w krajach ościennych, omawia zagadnienie zespołów mrówek, dokonuje klasyfikacji ich biotopów oraz systematyki ekologicznej mrówek w oparciu o wprowadzone przez siebie kryteria. Praca ta wzbudziła wśród specjalistów myrmekologów i ekologów duże zainteresowanie, przysparzając autorowi zarówno uznania, jak i głosów krytyki, którymi autor nadmiernie się przejął. Faunie mrówek poświęcił też pracę pt.  „Nowe stanowiska kilku interesujących gatunków Formicoidea w Polsce” (1959) oraz „Zarys polskiego piśmiennictwa myrmekologicznego w ujęciu historycznym” (1956).

W okresie powojennym opublikował ponadto około 10 artykułów popularnonaukowych z dziedziny rybactwa stawowego, głównie na temat chowu i hodowli karpia.

W r. 1960 dr Begdon przystąpił do opracowywania rozprawy habilitacyjnej pt. „Studia morfometryczne nad certą (Vimba vimba L.) środkowej Wisły”. Dzięki uzyskanemu stypendium, zebrał bardzo obfity materiał (ponad 500 okazów certy), który opracowywał z ogromną wnikliwością (ponad 30 000 pomiarów) i wyodrębniwszy populację o swoistych właściwościach biometrycznych, doprowadził swą rozprawę do stanu bliskiego zakończeniu. Pierwsza część (ogólna) tej obszernej pracy została już opublikowana (Annales Univ. MCS, sec. C, XVIII, 10, 1963 r.) lecz ostra krytyka, jaką wywołała (Przegl. Zool., IX, 2, 1965, str. 204), podziałała na autora demobilizująco.

Celem poszerzenia swej wiedzy z dziedziny ekologii i zapoznania się z biotopami wyspowymi i pustynnymi, dr Begdon odbył własnym kosztem w lutym 1969 r. 3-tygodniową wycieczkę na Wyspy Kanaryjskie, a w marcu 1970 r. 2-tygodniową wycieczkę do Egiptu. Swoje obserwacje z tych wycieczek zreferował w interesujący sposób na posiedzeniach Lubelskiego Oddziału Pol. Tow-a Zoologicznego.

Dnia 30 IV 1970 r. otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi.

Przekroczywszy w lutym 1970 r. 65 rok życia, dr Begdon złożył rezygnację z pracy w Uniwersytecie MCS i z dniem 1 X 1970 r. przeszedł w stan spoczynku. Postępująca choroba serca nie pozwoliła, niestety, drowi Begdonowi, ani na wykończenie pracy habilitacyjnej, ani też na napisanie podręcznika ekologii zwierząt ze szczegółowym uwzględnieniem fauny ekskursyjnej okolic Lublina, nad którym pracował.

Zmarł po po kilkumiesięcznej chorobie dn. 4 XI 1973 r. w Lublinie, tam też został pochowany na cmentarzu przy ul. Unickiej. Był nieżonaty.

Odszedł od nas człowiek przez wielu niedoceniany, bardzo skromny, subtelny i szlachetny kolega, wielki miłośnik przyrody oraz bojownik o jej ochronę. Był typem pracownika naukowego bardzo gruntownie i dogłębnie, niekiedy nawet z przesadą, opracowującego każdy problem. Przykładem swego uporu w zdobywaniu rzetelnej wiedzy biologicznej korzystnie oddziaływał na młodszych kolegów, krzewiąc zamiłowanie do zoologii.

 

 Summary

 

On November the 1st, 1973 deceased in Lublin Jerzy Begdon, Ph. D. and physician, senior lecturer in the Zoological Institute Lublin University, and chief of the Laboratory of Faunistics and Ecology, born in Toruń in 1905. His many works are worthy of being mentioned.

 

Zakład Zoologii i Hydrobiologii
Instytutu Biologicznych Podstaw
Produkcji Zwierzęcej Akademii
Rolniczej w Lublinie

2013/05/24 | Supplementum

Suplement LIII

Ekologia polska. TOM VIII, 1962 ZESZYT 4, s. 345-346
RECENZJE

NIKOLSKI, G. W. 1961 — Ekologia ryb — Wysszaja Szkoła. Moskwa, str. 336, tab. 25, fig. 140.

Książka Nikolskiego stanowi, jak sam autor stwierdza we wstępie, krótki zarys ekologii tej grupy fauny. Książka składa się z 3 części. I. Stosunki wzajemne ryb ze środowiskiem abiotycznym i biotycznym. II. Podstawowe etapy cyklu życiowego ryb. III.  Znaczenie ryb w życiu człowieka i podstawy racjonalnej gospodarki rybnej.

W części I autor omawia wpływ na ryby klasycznych czynników środowiskowych jak gęstość i ciśnienie wody, jej zasolenie, temperatura, skład chemiczny, światło, charakter podłoża, zawiesiny, ruchy wody, a z obecnie uwzględnianych — prądy elektryczne, promienie Röntgena i radioaktywność.

W drugim dziale części I poświęconym zależnościom biotycznym omówione są stosunki wewnątrz- i międzygatunkowe u ryb oraz stosunki między rybami i innymi organizmami. W zakresie stosunków wewnątrzgatunkowych opisane są są różnego rodzaju ugrupowania, jak np. stado, elementarna populacja, skupienie żerowiskowe, tarliskowe, zimowiskowe itp. Stosunkowo sporo miejsca zajmuje omówienie biologicznej roli stada. W dziale poświęconym stosunkom międzygatunkowym, obok rzeczy bardziej znanych jak np. przystosowania morfologiczne i ich rola w stosunkach drapieżca — ofiara, znajdujemy bardzo interesujące rozważania nad zespołami ryb różnych stref geograficznych. W warunkach niskich szerokości geograficznych bardziej napięte są stosunki między drapieżcą a ofiarą niż w szerokościach wysokich. Przy zmieszaniu się zespołów różnego pochodzenia geograficznego powstaje ostra konkurencja o pokarm, intensywne wyżeranie niektórych gatunków itd. Autor zatrzymuje się także krótko nad sprawą konkurencji pokarmowej i jej konsekwencji dla gospodarki rybnej.

Dość dużo miejsca poświęcono stosunkom między rybami a innymi organizmami. Po krótkim omówieniu zależności wzajemnych między rybami a wirusami i bakteriami oraz roślinnością naczyniową autor rozpatruje powiązania z wszystkimi ważniejszymi grupami fauny. Sprawy te omawia wielostronnie: znaczenie różnych organizmów jako pokarmu, drapieżców, pasożytów, konkurentów o pokarm, rolę ich w przekształcaniu środowiska itd.

W części II autor omawia rozmnażanie i rozwój ryb, współzależność wielkości, wzrostu i wieku, dynamikę liczebności, migracje, zimowanie, odżywianie i stosunki pokarmowe. Z ciekawszych rzeczy zawartych w tej części warto wspomnieć o płodności różnych gatunków, jej związku z wiekiem i wielkością, powiązaniu resorpcji ikry z wiekiem, zależności wielkości i kondycji potomstwa od wieku rodziców. Obszerny dział stanowi omówienie współzależności wielkości, szybkości wzrostu i wieku od różnych czynników, w tym ilości pokarmu oraz rozważania nad kondycją, jej zmiennością i warunkującymi ją czynnikami. Nikolski omawia także kwestie struktury wiekowej i jej zmian pod wpływem wyłowu.

Ważnym działem są rozważania o dynamice liczebności ryb, jej zależności od czynników klimatycznych, pokarmu, wyżerania przez drapieżcę itp.

W rozdziale o odżywianiu omówione zostały typy pokarmu, przystosowania do jego pobierania, zmiany charakteru pożywienia z wiekiem, ilości pobieranego pokarmu i ich zależność od różnych czynników, w tym od zagęszczenia ryb, wreszcie kwestie wybiórczości pokarmowej.

W III części książki autor omawia różne zabiegi gospodarcze, jak wyłów chwastu, przestrzeganie wymiarów ochronnych, melioracje naturalnych i zakładanie sztucznych tarlisk, wychów narybku itp. oraz konsekwencje ekologiczne tych zabiegów.

Jak każdy podręcznik, również i omawiana tu „Ekologia ryb” zawiera zarówno szereg rzeczy nowych, jak i już znanych. Do tej drugiej grupy należą partie o zależnościach od czynników abiotycznych, cyklu życiowym, biologii i morfologii ryb. Kwestie te dostatecznie wyczerpująco są opracowane w szeregu podręczników autorów polskich lub dziełach już przetłumaczonych na język polski, podręcznikach hodowli ryb, stawiarstwa i oceanologii. Więcej może nowego materiału wnoszą działy o płodności i czynnikach ją warunkujących, powiązaniach wzajemnych wielkości, wieku i szybkości wzrostu, jak również kondycji oraz ich zależności od różnych czynników, ustępy o dynamice liczebności i strukturze wiekowej oraz biologicznej roli stada. Jednak i te sprawy są w znacznej mierze uwzględnione w podręcznikach języku polskim. Rzeczą całkowicie oryginalną wydają się kwestie stosunków wzajemnych ryb w różnych strefach geograficznych oraz konsekwencje ekologiczne mieszania się zespołów ryb różnego pochodzenia geograficznego.

Objętość książki jest dosyć mała w stosunku do ilości poruszanych w niej zagadnień, z czego wynika stosunkowo pobieżne i krótkie omówienie szeregu spraw. Natomiast zaletą podręcznika jest właśnie zebranie i uporządkowanie wszystkich tych zagadnień.

 Z. Kajak 

 

2013/04/29 | Supplementum

Suplement LII

Contribution to the biology of the Pirarucu, Arapaima Gigas – (Cuvier) in captivity, (Actinopterygii, Osteoglossidae), Fortaleza, Ceara, Brazil, 1959. 15 p. plates. 23 cm. (Brazil. Servico de Piscicultura. „Ser. 1-C. Coletanea de Trabalhos Técnicos. ” English abstract. Publicacao no. 177)

 

„CONTRIBUTION TO THE BIOLOGY OF THE PIRARUCU.
ARAPAIMA GIGAS (CUVIER) IN CAPTIVITY
 (ACTINOPTERYGII, OSTEOGLOSSIDAE)”

 por Osmar Fontenele

— 399 —

I was encouraged to edit and divulge the various notes taken down during the several phases of the breeding of Pirarucu, Arapaima Gigas (Cuvier), at the Posto dé Piscicultura of Lima Campos, in the State of Gears, Brazil, by Dr. Carlos Esteváo de Oliveira, former Director Museu Goeldi, Belém, Pará (whose death occurred in 1946), to the memory of whom I dedicate this work, which I hope will further the knowledge of this valuable species of the Amazon River. Incidentally, it is well to quote the opinion of Eigenmann & Allen (1942):

„The most important Amazonian fish is one of the least known. Its life history, habits, food, migrations, are not only unknown, but misinformation about them prevails, and a fertile subject for future study awaits someone”.

I had planned, with the valuable help of Dr. Esteváo, some months prior to his death, to start a work, the most complete possible, on the Pirarucu, based on the facts he had gathered during manу years of close observation, at the Museu and in the region where this big fish has its natural habitat. Unfortunately, however, the death of Dr. Esteváo, whose vast knowledge of the Amazonian ichthyofauna would have been of great help, prevented me from widening the scope of this work, which is thus shortened to encompass only the biology of the pirarucu in captivity.

Among the various kinds of fish acclimated by the Serviçe de Piscicultura of the Departamento Nacional Obras Contra as Sécas, in dams scattered throughout Northeast Brazil, in its program of planting and replanting such water reservoirs, the pirarucu stands out by its big size, great precocity, easiness of capture and the possibilities it offers for a profitable industry.

Among this species are found the largest representatives of the freshwater ichthyofauna in the world.

The word pirarucu comes from the language of the Brazilian Indians and is formed by the Indian words: PIRA, meaning FISH, and URUCU, which means RED, thus the RED FISH, since it is the red coloration shown by the scales of certain regions of its huge body that makes itself immediately noticed.

The intensity of the scale coloration and number of such scales vary in accordance to the nearness of the spawning season. Observations on the habits of this species started at the Posto de Piscicultura de Lima Campos, from where, sometime later, thousands of fry were transplanted to six big Government dams in the States of Paraíba Rio Grande do Norte and Ceará.

— 400 —

It should be mentioned that the fish-ponds designed by Dr. Antonio Carlos Estevão de Oliveira were of the utmost importance in our work of gathering data for this paper.

The tanks are twelve, of gradual depths, ranging from 0.80 to 1.80 m with transversal and longitudinal sections, in trapezoid form, communicating one to the other by means of a 1,00 m² gallery with walls made of brick, the bottom being the natural earth. On the upper part the tank is 24 meters long and 6.30 m wide.

The reason for different depths and intercommunication was the lack of information on the suitable depth for breeding this species.

In the recesses at the top of each tank, a plant of Amazonian origin known as Canarana (Panicum  sp.) was sown to shelter shrimps among its roots, since the pirarucu is very fond of this food in certain phases of its development.

Each tank receives water directly from a channel that flows alongside, by means of a  gate that permits an easy control of the liquid. Cleaning is made by drainage at the last and deepest tank.

Observations started in 1942, on 19 pirarucus which came from the Amazon River, all born in 1939 and with the average lenght of 1.20 m. Those would be the future breeders of Posto de Piscicultura of Lima Campos.

One of the physiological particularities observed right at the start was the habit the fish has — when not disturbed — of often coming slowly up to the surface to make its suplementary breathing, in addition to its branchial breathing.

The fishermen take advantage of this habit to catch the pirarucu. Standing on the prow of their canoes, harpoon in hand, they await the fish coming to the surface of the water, snout foremost, open-mouthed, for the needed portion of air. As the fish goes down again, its dorsal region shows above the water surface. It is then that the fishermen expertly let go the harpoon to an easy target. At this phase of their development, the future breeders were fed dead and live fish. We noted particular fondness for a fish commonly known as cascudos (Loricariidae). The cascudos are caught through a strong suction made by the pirarucu, which causes a noisy movement in the water. All the water that goes inside when the fish swallows  its catch is later expelled, forcing for this an exaggerated opening of gill covers.

In spite of its big size, the pirarucu has always seemed to us a harmless creature, as it is not equipped with spikes or sharp teeth. The maxillary of a 2.00 m long fish are provided with a row of few conical teeth, less than 2 mm long.

One curious anatomical characteristic of this fish is its bony tongue which has little mobility. This peculiarity gave the family its name — Osteoglossidae. Besides the aforementioned organ, there is the hard palate and two bony plates on the sides. This bony, jagged structure is strong enough to enable the fish to crush its prey before swallowing it. Together with the pharyngeal teeth, with which the fish la also provided, this jagged formation does the work of real teeth. The pharyngeal teeth, varying in number, have the form of jagged plates of little thickness and are located in different places of the pharynx.

— 401 —

After reaching over 1.70 m of total length, Pirarucus reared in captivity eat little and show large reserve of adipose substance.

REPRODUCTIVE SYSTEM

 

One peculiarity that deserves special attention is the conformation and location of the reproductive  organs of this species.

OVARY — Contrary to the near totality of other fish, the ovary  of the female pirarucu is an odd organ, depressed, brittle, with elongated extremities, the outer end being sharper than the other, the part that adheres to the perytoneum being flat, with various contours, and the opposite side — the one that is turned downwards when the fish is in its normal position — free. The anatomical constitution of the ovary is leafy, like the leaves of a book. Between each two of these leaves — that have their edges soldered — are the ovules, tied to the stroma.

The ovary is located at the fore two thirds of the abdominal cavity, In the middle of the left side. Its extremity, at the tail, opens to the genital orifice, which has a diameter of about 6 mm, and is behind the anus, at a short distance from the latter. In a 1.90 meter long pirarucu, the ovary at oestrus stage, with 495 mm in total length, and 120 mm as maximum width, weighed 650 g (Protocol 205). The female sample, registered under no. 140, with 1.85 m in length, had a 521 mm long ovary, which weighed 450 g. Another 1.90 meter long female had an ovary that weighed 1.300 g (Protocol No. 275). This same protocol book registers, under n.° 280, a female which had a total length of 1.89 m, with the ovary weighing 1.200 g. Therefore, the weight of the ovary of female samples with an average of 2 m in length, ranged from 495 to 1.300 g.

The ovary coloration is given it by the ovules. In preparations, when fixed by formaldehyde at 5%, the ovary shows a light yellow coloring that is almost white.

However, when fresh at examination, the ovary at oestrus stage shows a variable coloring, the strongest hue being that of pretroleum green. The eggs show different dimensions, coloring, form and fixation, according to the stage of development and, consequentiy, the pirarucu is classed in the group of fish that have partial sexual maturation, what causes divided spawning.

The examination of an ovary, even at oestrus stage reveals the existence of light yellow and yellow ovules, the smallest being round, with up to 1 mm in diameter, strongly adhering to the stroma; medium-sized ovules light green in color, roundish, with diameters varying from more than 1 mm and less than 2 mm, adhering less to the stroma than the former; and ovules of dark green coloring (petroleum green), roundish wilth diameters varying from 2 mm and a little over 2.5 mm, which can easily be detached from the stroma.

The resistance shown by the ovules when one tries to separate them as well as their dimensions indicate that they have reached full maturity when they have taken the petroleum green coloration. We counted the ovules in four ovaries after they had

— 402 —

Efetuamos o cálculo do conteúdo de óvulos de quatro ovários, contando o número de óvulos existentes em 10 g, após terem sido os mesmos separados pelas dimensões atingidas. Foram ar, seguintes as médias dos resultados obtidos, em 10 g de ovário: a) óvulos maiores, maduros, de cór verde escura — 448; b), óvulos médios, de cór verde clara — 447; c) óvulos menores, de cór amarela, imaturos — 826.

Embora reconhecidamente pequeno o número de contagens efetuadas, podemos, todavia, com os cálculos realizados concluir que o número, em média, de óvulos que contém um ovário em estado de estro de um exemplar fêmea de Pirarucu de comprimento total médio de 1,90 m. é, aproximadamente, 180.505 óvulos em diferentes graus de desenvolvimento.

Esse total está distribuido, aproximadamente, da seguinte forma: a) óvulos maiores — 47.040; b) óvulos médios — 46.735; c) — óvulos pequenos — 86.730.

Portento, do total acima referido sómente 47.040 óvulos estao maduros, em condiçôes de serem lançados na agua para serem fecundados, na primeira desova,  enquanto os outros continuam seu desenvolvimento com o crescimento normal e sucessivas mudanças de coloração.

Podemos verificar ser comparativamente pequeno o número de óvulos (47.040) que um exemplar fémea de Pirarucu de comprimento total de 1,90 m e 62 kg de peso dispôe para uma desova, quando uma Curunatá, Prochilodus argenteas, com 2,700 kg de peso pode concorrer com mais de 1.000.000 de óvulos para uma única desova (4) e um Dourado, Salminus maxillosus Cuvier, com 1 m. de comprimento total e 14 kg de péso, pode concorrer com mais de 2.000.000 (4). Todavia, em natureza, o aproveitamento final, em larvas, de cada desova é, sem dúvida, superior na primeira espécie, em virtude da proteçâo que os reprodutores dispensam aos ovos e larvas, fato que nâo sucede nas outras duas espécies.

Testiculos — O testículo dos exemplares machos adultos nessa espécie pode ser considerado, também, como orgão ímpar, pois em quatro exemplares que examinamos, de 1,80 m de comprimento total, médio, sómente encontramos desenvolvido o do lado esquerdo, enquanto o do lado direitó apresentava-se atrofiado, de comprimento bastante reduzido, não chegando a atingir 1/10 do outro.

O testículo  esquerdo, no período de reprodução, quando apto a fornecer gàmetos normais, é alongado e semicilindrico, tendo a face plana voltada para baixo, livre, e a outra, a oposta, curva, fortemente aderida ao peritónío, em toda a sua extensâo, por um ligamento. Apresenta a parte mediana mais larga e de maior espessura. A parte cefálica é mais estreita e termina em ponta arredondada, enquanto a parte caudal é mais espessa. Um exemplar macho de 1,88 m de comprimento total ao ser necropsiado apresentou o testiculo esquerdo, o mais desenvolvido, medindo 260 mm de comprimento, enquanto o direito mediu apenas 26 mm.

HÁBITOS DE DESOVA

Sem dúvida, éste é um dos capitulos mais interessantes da biologia do Pirarucu. Multas lendas sobre os hábitos de desova dessa especie sao narradas por pessoas que visitaram a Amazonia. Por tais motivos, empreñamos todo esforço possivel no sentido de esclarecer referido assunto. Embora as nossas observaçôes tenham sido realizadas sóbre peixes mantidos em cativeiro, acreditamos, todavia, que em natureza os hábitos de desova não sejam multo diversos.

O período em que são observadas as desovas estende-se desde fins de Dezembro de um ano até fins de Maio do ano seguinte.

Inicialmente, quando ainda não haviam sido selecionados os casais de reprodutores, todos exemplares adultos eram mantidos em comum nos 12 tanques do viveiro. Os exemplares adultos não apresentavam caracteres sexuais secundários, senão poucos dias antes e depois da realização da desova.

 — 403 —

observations were made on the fish in captivity, we believe that in nature spawning habits do not change very much.

The spawning period begins at the end of December of one year and ends by the end of March of the following year. At the start, when the couples had not yet selected themselves, all the adults were kept together in the twelve tanks. The adult fish did not show secondary sexual characteristies until a few days before or after spawning. It is true that we found out later that the females were longer and heavier than the males.

The first signs of spawning are indicated by fights among the couples for the possession of a special tank for their spawning. The fight is sometimes so tough between one couple and the others that some are forced to jump over the the benchlike partitions between the tanks, when chased by the others.

On the same day when the spawning signs are noted, one can already see the extra genital, secondary sexual characteristics in the reproducers. The male takes on a strong, dark coloration over the upper part of the head, and from there on to the dorsal region down to almost the insertion of the dorsal fin, while the sides, belly and tail regions take on a beautiful red coloration of the same color of the urucú seed (Bixa orellana). In the female, the change of coloration is less noted, all the fish surface taking on a light chestnut hue. The larvae are also black and swim over the head and back of the male that protect them. In captivity, when we noted that the fight for the possession of the tanks had subsided, we tried to help each couple by separating their tank from the others, by means of a gate made of strong wooden boards, as the wire-screening used in former days was  easily torn by the big fish.

Among the conclusions arrived at after repeated observations on the spawning habits of this fish, we consider the question of depth of the spawning tanks as the most important. Thanks to the special conditions of the fish-ponds as far ae depth is concerned, the fish could enjoy water depths  ranging from 0.80 to 1.90 m.

Out of the twenty spawnings observed, eleven took palce in shallow tanks, with depths from 0.80 to 1.00 m; five others in tanks of medium depths (1.30 to 1.50 m); and the other four in the deepest tanks (1.70 to 1.90 m). Therefore, it seems that the pirarucu prefers to spawn in, a place where the water depth does not exceed 1.00 m.

As regards the fertility of the species, only once had we the opportunity of collecting all the larvae for counting (on May 6th, 1948). The collected larvae were found to have a total length of 17.5 mm each and reached a yield of 11 403 fry. As for the sheltering of the spawning place, we found out that they prefer a spot as far removed from any vegetation as possible, be it floating or rooted vegetation. Out of the twenty spawnings, more than a half took place in tanks of even numbers,  i, g., the ones stripped of any vegetation.

The pirarucu always endeavors to hide the effect that spawning has taken place, thus instinctively protecting the offspring. That is why it is very difficult for anyone to study the biology of this species from the egg stage.

— 404—

In the Amazon Valley, the most absurd versions on the spawning habits of this fish go from mouth to mouth. It is a common story that the larvae suck milk from glands located in the reproducer’s head. Reference is also made of the possibility of reproducers hiding the eggs in their mouths during the incubation period and doing the same later on in regard to the larvae and small fry, to protect them from destruction by their natural enemies. Gudger (2) refers to this type of incubation in the pirarucu („oral gestation” or „buccal incubation”). However, as mentioned farther on, we did not observe this kind of incubation or protection to the larvae. The aforementioned author based his information on the fact that this incubation is done by two other kinds of fish that belong to the o Osteoglossidae family and on the information obtained on the almost exclusive method of catching this big fish with a harpoon (hooks are seldom used). Still according Gudger, when caught with hooks while fighting to get free, the fish releases the eggs which were incubating inside its mouth. (2).

The last of the reasons given above is weak, as in three out of six dams in Northeast Brazil, where the pirarucu was planted in 1940 by the Service de Piscicultura of Departamento Nacional de Obras Contra as Secas, after the reproduction capacity of this species was proved and its catching allowed (after 1947), more than 79 tons of fish were captured during only two months of fishing with the exclusive use of common hooks. And it should be noted that fish of both sexes with more than 2 m length were captured. Observing fish reared in tanks, we could better ascertain the above mentioned facts, although we still do not know some phases of the development of this species.

In almost all the spawnings that we observed since 1944, when the breeders were more than 5 years old, we could foresee the spawning by the struggle between reproducers. However, a period of complete calm would follow, in which nothing could be observed due to the water being agitated. From four to five days thereafter, we noted that the reproducers, each in turn, kept themselves in a vertical position, head downwards, tail showing above the water surface in the shallower tanks. After 3 to 5 days, the dark-backed reproducer kept its head lower in the water than the rest of its body. Only experienced people could see the larvae on this first day as they would never come to the surface.  The school moves slowly  in an ever-changing spheroidal formation close above the head of the dark reproducer — the male.

The reproducer directly responsible for the protection of the newly born larvae never leaves the school behind but is always before it, swimming slowly, rarely coming to the surface for breathing. Any shadow cast over the water by a less cautious person who comes too close makes the reproducers and the school descend to the bottom until they become entirely invisible.

The other reproducer — the female — keeps swimming at a short distance, also making circumferences, larger in radius, keeping off any other fish that tries to approach the school.

— 405—

In twenty spawnings observed we never saw a reproducer protect the larvae by hiding them in its mouth.

When we unexpectedly came to the tank where the reproducer was looking after its school, it would neither try to leave the larvae nor hide them in its mouth. It would go down slowly, always keeping the shoal above its head, thus making it very easy for us to capture the larvae in their various stages of development with the help of a scap which had been equipped with a long handle.

The dark hue taken on by the head and back of the male works as a camouflage for the larvae which being also dark become almost invisible when swimming above the head of their keeper.

Only when they reach the length of 17.5 mm can the laevae be clearly seen. It is then that they start coming to the surface to breathe through their mouths. The school does not come to the surface in its totality, at one time, but rather in succession, at intervals varying from 60 to 85 seconds, during the first thirty days. After this period, as the small fish grow, the space of time between one such breathing and the next becomes longer. When the small fry become very lively, they jump for the needed air, with half their bodies coming out of the water.

More than once we took the opportunity — when the reproducer was protecting the larvae — to determine its sex.

As regards the knoweldge of the of the early phases of development of the pirarucu, we owe it to the opportunity we had on February 19, 1946. When the fish-ponds were being cleaned and the water renovated, for a better vision, there was a great water reduction. It was then that our attention was caught by the insistence that one dark-backed fish showed to remain at one determined spot of tank number two, near the water entrance, while another swam slowly at a certain distance. Due to the reduction in the water volume, all the other reproducers had moved on to deeper tanks. It was easy for us to make both reproducers move to deeper tanks and then examine the place where the dark-backed fish had been. We then found out a round cavity that on being explored by means of a small scap proved to contain together with silica clay humus of the bottom and small bits of water-weed roots, a great quantity of newly born larvae, eggs fully developed and bad eggs. The small hole (made in the natural earth of the tanks) measured 17 cm in diameter and 20 cm in depth. The edges showed some resistance and the bottom was roundish. Later, when cleaning the other tanks we discovered other such holes which differed only in diameter.  In the ground which had a larger quantity of humus, the opening of the holes had a larger diameter which reached up to 50 cm, while depths were not more than 20 cm.

At the end of its evolution, the egg of the pirarucu is light green and both in color and shape looks very much like the quiabo seed (Hibiscus esculentus Linneu) when not yet ripe. It shows little resistance and has its roundish extremity

— 406 —

entirely opaque, while the other side shows some transparence. Its longitudinal diameter measures 4.2 mm and the transversal one 2.8 mm.

The newly born larva has the upper part, from head to tall, transparent and the lower part, the one which corresponds to the yolk sac completely light green.

This voluminous food reserve of the pirarucu larvae differs from those of other fish, because it is elongated, with 7.5 mm in length and 1.9 mm in width, narrowing towards the tail region. The total length of the larva is 11.6 mm when it comes out of the egg and its heart beats 94 times per minute.

Twenty-four hours af ter the larva comes out of the egg it measures 13,5 mm in its total length, the eyes already pigmented. There are 112 heart beatings, sparse pigments appear on the transparent upper part (considered the very body of the larvae) and the yolk sac shows a lighter green coloration.

In its third day, the larva is 14.6 mm long, 130 cardiac beating are registered, there is more pigmentation on the body, the gill filaments are clearly seen, and the eyes, 0.4 mm in diameter, are more strongly pigmented.

The larvae are still in the same  position as when they were born. They remain lying on their sides due to the heaviness of the yolk sac that is being absorbed. However, they do not keep still. There is an oscillating movement in the body less accentuated from the tail to the head.

On the fourth day, the larva reaches 15 mm in its total length, 158 heart beatings  are registered, the head is well pigmented, the eye diameter is 5 mm, the mouth and anal orifice are already open although external food has not yet been used. The yolk sac, in large part already absorbed, is reduced to 6.4 mm in total length and the pectoral fins can already be seen.

At the beginning of the fifth  day, helped by the pectoral fins, and having the yolk sac greatly reduced, the larvae, now 15.8 mm long, started to lift themselves above the tank bottom. On the sixth day, the larvae were swimming easily, although the yolk sac had not yet been entirely absorbed.

The gills are partly protected by their covers. On the larva body, three deeply pigmented stripes can be noticed: two along the sides, running from the humeral region until near the anus and one on the upper part, going from the middle of the head to the beginning of the dorsal insertion, in a narrowing progression, as in the first two stripes.

In view of the absence of the male that protects them, the larvae swim aimlessly, scattered, close to the water surface. For the first time, micro-crustacean eggs and algae were found in some larvae submitted to necropsy, with a total length of 16,5 mm, and having the digestive tube already open.

On their seventh day of free life, almost ali the larvae measured 17.1 mm and their gills were almost entirely protected by their covers. The dark pigmentation characterized them by this time. They were still swimming aimlessly, dose to the surface, open-mouthed; as they were trying to catch some food. The yolk sac is now further reduced, the cephalic portion showing dark yellow,  and the end portion being light yellow. In all larvae examined the digestive tube contained micro-crustacean and algae.

— 407 —

On the eighth day, all the larvae had absorbed almost entirely their food reserve (yolk sac), were now 17,9 mm long, and their disgestive tube, and their disgestive tube were full of micro-crustacea and algae.

On their ninth day of free living, for the first time we saw a school of larvae swimming in formation, ascending from moment to moment to the water surface for breathing, as if they were under the protection of the reproducers. Their total length then was 18.5 mm each.

After  these observations, we concluded that the pirarucu larvae, contrary to what is commonly heard in the Amazon Valley, can be reared like any other fish larvae, i. e., artificially, by the thousands, and altogether separated from the reproducers, provided that at a convenient time, after their fifth day of outside life, they are given nanoplankton rations (algae and micro-crustacean). This epoch coincides with the permeability of the digestive tube, when the food supply in the yolk sac is about to be completely absorbed.

Reared under the protection of the reproducers, the larvae can only be perfectly noted after the seventh day, when they measure more than 17 mm of total length. They then come to the surface and start to get food in their surroundings.

Under the reproducer’s protection, the larvae always swim together, in a sole group, what does not happen when they are artificially reared, separated from their parents, since it is then noticed that they group themselves in several schools, although they sometime get together forming one sole group.

When they reach 40 mm in total length, the young fish are transfered to the rearing tanks and are fed plankton mixed with ground fish meat.

After 60 days of their hatching, the young fish artificially reared reach the total length of 100 mm and have the following characteristics and measurements: pectoral fin — length: 8.5 mm, number of rays: 11; belly fin: length 4.8 mm; number of rays: 6; anal fin: 23.7 mm long, 31 rays; tail fin: 10 mm long, 28 rays; dorsal fin: 23.1 mm long, 34 rays; length of head: 28.7 mm; diameter of eye: 3.9 mm; total length of intestines, from the pylorus to the anus: 78.8 mm; two pyloric appendixes measuring 17.4 mm and 11.2 mm respectively; stomach in V form, of uneven branches, measuring 15,5 mm and 12.3 mm respectively.

When they reach this length, the young fish already eat shrimps and small piabas (Tetragonopterinae) cut into small pieces.

The artificial rearing of the pirarucu is relatively easy. It is an essentially carnivorous fish. The reduced length of its stomach leaves no doubt about it. In necropsies made in 1 m 90 long pirarucus, we found out that their intestines measured 2.45 m from the pylorus to the anus.

During the rearing of the young fish, when it is hard to find fish small enough to feed them, the best solution is to cut the food into small pieces.

— 408 —

R E S U M E

Having conducted observations and research on various adult pirarucus, Arapaima gigas (Cuvier), kept in fish-ponds at the Posto de Piscicultura of Lima Campos, Icó, Ceará Brasil, the author came to the following conclusions:

a) each fish of this species has a sole gonad;

b) reared in captivity they reach sexual maturity after their fifth year;

c) during the reproduction period,there appears in the males an extragenital, secondary sexual characteristic, namely, the darkening of head and dorsal regions in addition to a change in coloration which becomes red on the scale edges of certain regions of the fish’s body;

d) the species is classified in the group of fish which have partial sexual maturation:

e) the eggs are spheroidal in form, light green, with transversal and longitudinal diameters of 4.2 mm and 2.8 mm respectively;

f) the male reproducer is directly responsible for the protection of the school of larvae and small fry;

g) contrary to what was believed no oral incubation was observed;

h) reproducers were never seen to protect the larvae of young fish by hiding them in their mouth;

i) there is no lactation phase in the life cycle of the larvae;

j) soon after hatched, the larvae can be artificialy reared;

k) soon after hatched, the larvae measure 11.6 mm in length;

l) the yolk sac of the larvae is large and elongated;

m) the larvae start to look for food from the outside world after their fifth day of free life.

— 409 —

BIBLIOGRAPHY

1. EIGENMANN, C. H. & ALLEN, W. B., 1942, Fishes of Western South America, University of Kentucky, Lexington, Ky., U. S. A., pp. 338-345, 6 figs.

2. GUDGER, E. W., The giant fresh-water fishes of Sout America. Scl. Monthly,  57:500-513.

3. IHERING, R., von, 1907, Os peixes da agua doce do Brasil. I. Gymnoti (Peixes espada, Tuvira, etc.). Cichlidae (Acará, papa-terra, etc.) Rev. Mus. Paul., S. Paulo, 7:258-336, 7 figs., I est.

4. IHERING, R, von, & Azevedo, P., 1943, A Curimatá dos açudes Nordestinos, Arp. Inst. Biol., S. Paulo, 5:143-184, ests. 4-9.

5. MYERS, G. S., 1943, Sistemática Gerai de Peixes e Biologia da Pesca. Apontamentos de Curso. Museu Nacional, Rio de Janeiro, VIII -|- 84 pp. mimiogr. (Rev. Brasil. Biol., 8 (4) : 445-459 — Dezembro, 1948 — Rio de Janeiro, D. F.)

Links:

http://www.conabio.gob.mx/institucion/cooperacion_internacional/TallerNDF/Links-Documentos/Casos%20de%20Estudio/Fishes/WG8%20CS1.pdf

http://www.iiap.org.pe/Upload/Publicacion/L031.pdf

http://www.infoteca.cnptia.embrapa.br/bitstream/doc/380969/1/CPATUCirTec52.pdf

http://www.promamazonia.org.pe/SBiocomercio/Upload/Lineas/Documentos/356.pdf

http://www.encyclo123.com/-Poissons/pirarucu/arapaima_gigas/1535.html

 

2013/04/24 | Supplementum