Suplement LVIII

Kosmos t. 33, 1984, s. 21-27

KRZYSZTOF BIENIARZ, PIOTR EPLER

Katedra Ichtiobiologii i Rybactwa Akademii Rolniczej
Kraków

ZMIANY PŁCI U RYB

 

Przed omówieniem zagadnienia zmian i kontrolowania płci u ryb konieczne jest chociaż bardzo pobieżne przypomnienie anatomiczno-genetycznych cech związanych z płcią.

U ryb właściwych Teleostei w przeciwieństwie do ryb spodoustych i pozostałych kręgowców jajniki, jądra i drogi wyprowadzające produkty płciowe rozwijają się z tego samego zawiązku. Drogi wyprowadzające dojrzałe komórki płciowe  u Teleostei powstają niezależnie od układu moczowego. U ryb właściwych występują gatunki: — hermafrodytyczne (hermafrodytyzm synchroniczny, hermafrodytyzm następczy: protoandralny i  protogynalny), — rozdzielnopłciowe (gonochoryzm niezróżnicowany i gonochoryzm zróżnicowany), — jednopłciowe — tylko samice rozmnażające się gynogenetycznie.

U większości ryb właściwych samce są heterogametyczne (XY) a samice homogametyczne (XX). U niektórych gatunków, jak np. u węgorza, jest odwrotnie. Samce są homogametyczne (ZZ), a samice są heterogametyczne (ZW).

Powyższe zagadnienia były obszerniej omawiane w artykułach drukowanych we „Wszechświecie” (Epler, Bieniarz 1979, 1981).

Pierwsze badania nad kontrolowaniem płci u ryb łososiowatych były rozpoczęte przez Padoa (1937, 1939). W badaniach tych zanurzano młodociane stadia pstrąga tęczowego w estronie.  W rezultacie otrzymywano w potomstwie znacznie większy procent samic niż samców. Ponieważ jednak estron wywierał zdecydowanie ujemny wpływ i powodował duży procent śmiertelności, nie wykluczone, że większy procent samic był spowodowany większą śmiertelnością samców.

W roku 1973 Okada przeprowadził doświadczenia, w których świeżo wylęgłe larwy pstrąga tęczowego karmione były paszą z dodatkiem estronu. Na 1 kg paszy dawano 10, 50, 100 mg estronu. W grupie, w której osobniki otrzymywały w stwierdzono 79-94% samic, natomiast w grupie kontrolnej było 57,5% samic. W grupie która otrzymywała w paszy estron, nie było normalnych samców, a obserwowano stosunkowo duży procent ryb z niezróżnicowanymi gonadami.

Podobne doświadczenia przeprowadził Jalabert i wsp. (1975). W doświadczeniu tym pstrągi tęczowe trzymano w temperaturze 6-8°C  i karmiono paszą z dodatkiem estronu. Zastosowano kilka dawek estronu na 1 kg paszy. Ryby zaczęto karmić dopiero 1 miesiąc po wylęgu do 5 miesiąca po wylęgu. Badano procent samców i samic po 2 latach od momentu wylęgu. Stwierdzono w potomstwie 54% samic, 10% samców, 30,5% osobników hermafrodytycznych i prawie 6% ryb sterylnych. Liczne osobniki hermafrodytyczne zawierały elementy dojrzałej tkanki jajnikowej i tkanki jąder tak, że można było dokonać samozapłodnienia.

Simpson (1975, 1976) i Simpson i wsp. (1976) przeprowadził doświadczenia z łososiem atlantyckim i pstrągiem tęczowym, zanurzając świeżo wylęgłe larwy na 2 godz. do roztworu zawierającego 250 µg estradiolu w 1 l, a następnie karmiąc larwy paszą zawierającą 20 mg estradiolu w 1 kg przez 120 dni. Histologiczne badanie gonad 16 miesięcy później wykazało, że 21 osobników, które przeżyły, były wyłącznie samicami. W innych badaniach przeprowadzonych w warunkach wylęgarni komercjalnej stwierdzono 100% samic w grupie pstrągów tęczowych, które otrzymywały w pożywieniu 20 mg estradiolu na 1 kg paszy przez 30 dni, przy czym rezultat był taki sam, jeżeli zamiast podania estradiolu w paszy zanurzano co jakiś czas larwy w kąpieli zawierającej ten hormon.

W innych doświadczeniach przeprowadzonych w laboratorium nie stwierdzono takiego wysokiego procentu samic w grupie pstrągów tęczowych, które były karmione paszą z dodatkiem estradiolu. Być może było to wynikiem różnicy między warunkami laboratoryjnymi a warunkami wylęgarni, zwłaszcza jeśli chodzi o zagęszczenie i fotoperiod.

W okresie karmienia ryb paszą z dodatkiem estronu lub estradiolu obserwowano zahamowanie tempa wzrostu, ale potem, kiedy przerwano podawanie do paszy estradiolu, różnice we wzroście między grupą doświadczalną a kontrolną zatarły się.

W ostatnich badaniach Van Den Hurk i wsp. (1980) otrzymał pewną feminizacją pstrąga tęczowego trzymając wylęg w 12°C i w N,N-dimethylformamidzie (0.1 ml/l wody akwaryjnej) i z 30 mg/l progesteronu przez 4 tygodnie po wylęgu.

W licznych innych doświadczeniach, m.in. przeprowadzonych przez Donaldsona i wsp. (1982), traktowano wylęg ryb łososiowatych metyltestosteronem. Stwierdzono, że metyltestosteron w odpowiednich dawkach powoduje, że genotypowe samice rozwijają się jako samce. Pozyskane od tych samców mleczko zawierało plemniki homogametyczne, które użyte do zapłodnienia jej normalnych samic dawały w efekcie w potomstwie 100% samic.

Stosowanie dużych dawek metyltestosteronu prowadziło do sterylizacji. I tak stwierdzono,  że np. chów pstrąga tęczowego przez 4 — 8 tygodni od wylęgu w wodzie zawierającej 30 lub 300 µg metyltestosteronu na 1 1 powoduje sterylność, ale równocześnie bardzo wysoką (65%) śmiertelność. Podobne prace robiono z łososiami Oceanu Spokojnego, gdzie wysokie dawki metyltestosteronu prowadziły do sterylizacji ryb, a niskie powodowały przejście genotypowych samic w fenotypowe samce produkujące „samicze mleczko”. Jeżeli takie mleczko użyto do zapłodnienia normalnych jaj, to w potomstwie uzyskiwano 100% samic. Jeżeli do zapłodnienia normalnych jaj używano mleczka fenotypowych samców (wśród których były zarówno genotypowe samce, jak i genotypowe samice), to w potomstwie uzyskiwano 75% samic i 25% samców. Taki stosunek samic do samców mą duże znaczenie przy tzw. pasterstwie morskim (Donaldson i wsp. 1982).

Wiele badań przeprowadzono nad produkcją potomstwa składającego się wyłącznie z samic poprzez sztuczną gynogenezę. Pierwsze badania nad sztuczną gynogenezą przeprowadził Hertwig w 1911 r., używając jaj płazów, które pobudzał do rozwoju przez zaplemnienie ich inaktywowaną przez promienie gamma spermą (dawka promieniowania była tak dobrana, że powodowała tylko uszkodzenie materiału genetycznego, nie uszkadzając aparatu ruchu plemników). Dzięki temu plemniki mogły wnikać do jaja, ale nie mogły dokonać jego zapłodnienia.

Podobne  prace były wykonywane na pstrągu potokowym Salmo trutta przez Oppermanna w 1913 r., a na karpiu przez Golovinską w 1969 r. i przez Nagy w 1978 r. We wszystkich tych wypadkach jaja były zaplemnione nasieniem, które było inaktywowane promieniami X. Natomiast jaja po zapłodnieniu były poddawane szokowi, najczęściej termicznemu.

 Przy gynogenezie stosowano, jak wyżej wspomniano, szoki termiczne zimne lub gorące, co znacznie zwiększało procent diploidalnych jaj. Najlepsze rezultaty u ryb łososiowatych uzyskiwano przy stosowaniu zimnego szoku —0,4°C, który rozpoczynał się w 1 godz. po dodaniu wody do ikry i kontynuowany był przez prawie 7 godz. Gorący szok dawał dobre rezultaty, gdy stosowano temperaturę 27 — 29°C przez 10 min. natychmiast po zapłodnieniu lub zaczynając 30 — 50 min. od momentu zapłodnienia. Szok termiczny powodował wzrost diploidalnych jaj do 33%. Tego rodzaju doświadczenia przeprowadzili u Oncorhynchus kisutsch Refstie i wsp. (1981). Stwierdzono po 8 miesiącach, że w potomstwie tak otrzymanym było 100% samic. Po poddaniu takich samic androgenizacji otrzymano mleczko, które użyto do zapłodnienia jaj od samic gynogenetycznych różnego genetycznego pochodzenia. W efekcie uzyskano taki efekt, jaki się otrzymuje przy skrzyżowaniu oddzielnych imbredowych linii. Należy pamiętać, że inaczej działają wysokie temperatury, inaczej niskie. Wysokie temperatury powodują rozpuszczenie włókienek wrzeciona, a niskie temperatury zahamowanie cytokinezy. Różne gatunki ryb są różnie podatne na czynniki zewnętrzne, takie jak szok temperaturowy (zimny lub gorący), wysokie ciśnienie hydrostatyczne itp. wywołujące zahamowanie wyżej wymienionych procesów i sztuczną diploidyzację jaj. Bardzo łatwo np. wywołać diploidyzację jaj u Zebra fish, trudno u białego amura.

Stopień imbridingu utrzymywany przy gynogenezie zależy od tego, w jakim momencie proces mejozy został zahamowany. Mianowicie jeżeli została zahamowana 1 mejoza, to procent imbridingu wynosi 50, tzn. tyle, ile przy samozapłodnieniu, a gdy zahamowana jest druga mejoza, procent imbridingu waha się między 50—100%.

Stosując szok termiczny i normalne plemniki, uzyskano triploidalne samice i samce. Gonady samic posiadających 3 X były małe, z nienormalnym mejotycznym podziałem, natomiast jądra u samców były normalne (Chourrout). Rozwój jąder u samców trioploidalnych łososiowatych wiąże się z faktem, że zaczynają one mejozę dopiero na parę miesięcy przed okresem tarłowym.

Działając różnymi środkami chemicznymi można uzyskiwać triploidy. I tak  zapłodnione jaja łososia atlantyckiego oraz zapłodnione jaja pstrąga tęczowego traktowano cytochalazinem B — 10 µg/ml w czasie 35 — 70 stopniogodzin. po zapłodnieniu do momentu stadium 4 komórek. Kariologiczne badanie po 4 dniach wykazało, że komórki embrionów były w większości tetraploidalne. Zanurzenie zapłodnionych jaj pstrąga źródlanego w 0,01% roztworze kolchicyny od 84 lub 90 stopniogodzin do 120 stopniogodzin od momentu zapłodnienia powodowało powstanie w komórkach poliploidalnej mozaiki (Refstie i wsp. 1977).

Najczęściej dla sprawdzenia poliploidalności mierzy się objętość jąder erytrocytów albo stosuje się metody cytogenetyczne w połączeniu z elektroforezą. Dobrze jest mieć genetyczny marker, np. wzór ubarwienia lub inną cechą morfologiczną. Diploidalny hybryd białego amura z pstrą tołpygą jest różny morfologicznie od triploidalnego hybrydu tych samych gatunków.

Triploidy tego samego gatunku morfologicznie są nierozróżnialne od diploidów tego samego gatunku. Dla uzyskania poliploidalności stosuje się szoki dla diploidyzacji jaj i normalne nasienie. Dla uzyskania hybrydów trioploidalnych używa się nasienia jednego gatunku ryby i jaj diploidalnych drugiego. Przeprowadzono takie krzyżówki białego amura z karpiem, pstrąga tęczowego ze źródlanym, białego amura z pstrą tołpygą. Poliploidalne hybrydy okazały się bardziej żywotne niż diploidalne hybrydy tych gatunków („normalne”), z tym, że u triploidów stwierdzono więcej cech matczynych, co można traktować jako marker genetyczny. Triploidy są sterylne i dlatego triploidyzację stosuje się u tych gatunków, w których pożądane jest zmniejszenie płodności. Stosuje się też inne metody dla sterylizacji. Często w celu sterylizacji ryb używano promieniowania. Zanurzenie łososi atlantyckich w wodzie ze strontem 90 powodowało depresję pierwotnych komórek płciowych i uzyskanie osobników sterylnych (Migalowskii 1971). Naświetlanie (kobalt 60) powodowało hamowanie rozwoju płciowego pstrąga tęczowego (Tashiro 1972). Ogólnie można powiedzieć, że promieniowanie może być użyte do sterylizacji łososiowatych, a specjalnie do opóźnienia dojrzewania. Do sterylizacji używa się też pewnych związków chemicznych, jak metallibure, który hamuje produkcję i uwalnianie gonadotropiny. Szczególnie dobrze działa na hamowanie dojrzewania u samców (Donaldson 1973, Flynn 1973).

Opisane powyżej sposoby manipulowania płcią mają na względzie zarówno aspekty teoretyczne, jak i praktyczne.

Aspektem teoretycznym jest poznanie genetycznych i anatomicznych podstaw „płciowości” i związanych z tym mechanizmów  hormonalnych i socjalnych.

Aspekt praktyczny sprowadza się do następujących zagadnień. U wielu gatunków ryb (m.in. u Tilapii) chodzi hodowcom o ograniczenie płodności lub opóźnienie wieku, w jakim ryby osiągają dojrzałość płciową. Są to najczęściej gatunki wód subtropikalnych lub tropikalnych (np. Tilapia). Osiągają one szybko dojrzałość płciową przy małych rozmiarach i na dodatek trą się kilka razy do roku, co prowadzi szybko do przegęszczenia.

Szybkie osiąganie dojrzałości płciowej i kilkakrotne tarła w jednym roku prowadzą do zahamowania wzrostu, w rezultacie czego ryba konsumpcyjna jest bardzo mała, a jej wydajność rzeźna jest znikoma (zawiera dużo części niejadalnych). W celu wyeliminowania przedstawionych powyżej niekorzystnych zjawisk prowadzi się krzyżówki międzygatunkowe dla uzyskania niepłodnych mieszańców, oddziałuje się dużymi dawkami hormonów sterydowych na ryby w wieku, w którym następuje u nich różnicowanie się płci, aby spowodować sterylność, lub stosując mniejsze dawki sterydów usiłuje się produkować populacje jednopłciowe.

Populacje jednopłciowe wytwarza się również dla zwiększenia produkcji materiału zarybieniowego, natomiast sterylizację stosuje się obecnie celem przedłużenia przebywania w morzu populacji łososi Oceanu Spokojnego i zapewnienia w ten sposób dodatkowych przyrostów ryb w środowisku szczególnie bogatym w pokarm.

Z produkcją populacji sterylnych lub jednopłciowych łączy się także nadzieje na uzyskanie lepszego stosunku części jadalnych do niejadalnych, czyli poprawę tzw. wydajności rzeźnej. Badania teoretyczne nad sterowaniem płcią znalazły już  praktyczne zastosowanie. A oto i przykłady. Na zjeździe w Wageningen (Holandia) Donaldson i wsp. (1982) przedstawili wyniki badań nad oddziaływaniem estradiolu lub testosteronu na ok. 40 tys. larw łososia pacyficznego. W wyniku działania estradiolu otrzymano populację składającą się wyłącznie z samic, a w wyniku działania dużych dawek testosteronu uzyskano populację ryb sterylnych.

Po tysiąc osobników z każdej grupy przeniesiono do sadz w morzu, aby kontrolować ich wzrost, śmiertelność i rozwój gonad. Pozostałe ryby poznakowano znaczkami przypiętymi do nozdrzy i pod płetwą grzbietową i wypuszczono do morza. Obie grupy miały podobną przeżywalność aż do momentu osiągnięcia przez grupę traktowaną estradiolem dojrzałości płciowej. Tempo wzrostu ryb sterylnych było wolniejsze niż ryb, które poddane były działaniom estradiolu, ale w przeciwieństwie do tych ostatnich kontynuowały wzrost w morzu po czasie, w którym samice osiągały dojrzałość płciową, przestawały rosnąć i wracały na tarło do rzeki (łososie Oceanu Spokojnego osiągają dojrzałość płciową raz w życiu i po tarle giną w większości wypadków).

Mięso ryb sterylnych okazało się jakościowo znacznie lepsze niż mięso dojrzałych samic. Na tym samym zjeździe Shelton (1982) przedstawił wyniki eksperymentu przeprowadzonego na skalę przemysłową z produkcją tylko samiczej populacji białego amura. W USA  wiele zbiorników wodnych zarybiono amurem (Ctenopharyngodon idella) dla zabezpieczenia tych zbiorników przed nadmiernym zarastaniem. Niespodziewanie biały amur znalazł w wielu zbiornikach amerykańskich doskonałe warunki do rozrodu, co doprowadziło do nadmiernego wzrostu jego populacji. Biały amur zaczął niszczyć tarliska ryb fitofilnych, w tym tarliska cennej również punktu widzenia sportowego ryby, jaką jest sum amerykański. Spowodowało to podjęcie badań nad populacją jednopłciową (tylko samiczą) białego amura. Otrzymanie takiej populacji rozwiązał Shelton (1982) następująco: otrzymaną od dojrzałych samic ikrę zaplemniał inaktywowanym nasieniem nasieniem białego amura. W ten sposób rozwijały się tylko te jaja, które przypadkowo były diploidalne, gdyż znane jest zjawisko, że w większej liczbie jaj normalnych (haploidalnych) znajduje się nikły procent jaj diploidalnych. Shelton uzyskał dzięki temu na początku parę osobników które były gynogenetycznymi samicami. Część tych osobników w wieku 10-16 tygodni poddano działaniu testosteronu, wszczepiając im kapsułki zawierające ten steryd. Uzyskano w ten sposób genotypowe samice (samice białego amura są homogametyczne), które były fenotypowymi samcami produkującymi plemniki będące nosicielami wyłącznie chromosomów X. Używając takich samców do rozrodu z normalnymi samicami, uzyskiwano w potomstwie wyłącznie samice. Wyprodukowano już setki tycięcy takich ryb. Ponieważ w wielu krajach nie dopuszcza się na rynek mięsa zwierząt, które poddane były działaniu hormonów, stąd dużą przyszłość ma metoda przedstawiona przez Donaldsona (1982), polegająca na uzyskiwaniu populacji jednopłciowej samiczej przy użyciu wyłącznie androgenizacji. Dzięki temu uzyskuje się wśród normalnych samców również samce, które są genotypowymi samicami. Po sprawdzeniu przez analizę stosunku płci w potomstwie kilku samców, które pochodziły z populacji poddanej androgenizacji, wybiera się samce – genotypowe samice — i używa się je do tarła z normalnymi samicami. Uzyskuje się w potomstwie  wyłącznie samice, które nigdy nie były poddane przez człowieka działaniu hormonów i mogą być dopuszczone do konsumpcji.

LITERATURA

[1] Chourrout D. – Thermal induction of diploid gynogenesis and triploidy in the eggs of the rainbow trout (Salmo gairdneri Richardson). Reprod. Nurt. Dev. 20, 727—733, 1980.

[2] Donaldson E. M. – Reproducthe endocrinology of fishes. Am. Zool. 13, 909-927, 1973.

[3] Donaldson E. M., Hunter G. A. – Sex control in fish with particular reference to salmonids. Can. J. Fish. Aquat. Sci. 39, 99-110, 1982.

[4] Epler P., Bieniarz K. – Rzadkie formy rozrodu i różnicowania się płci u ryb. Wszechświat 11, 258-260, 1979.

[5] Epler P., Bieniarz K. – Zapłodnienie ryb oraz rozwój jaj i larw. Wszechświat 2, 28-31. 1981.

[6] Flynn M. B. – The effect of methallibure and a constant 12 hours light: 12 hours dark photoperiod on the gonadal maturation of pink salmon (Oncorhynchus gorbuscha). M. Sc. thesis. Dep. Zool. Univ. B. C. Vancouver, B. C. 70, 1973.

[7] Golovinskaya K.A. – Artificial gynogenesis in carp, 74-78. 1969. W: Cherfas B. I. [red.] Genetics, selection and hybridization of fish. Akad. Nauk SSSR, Transl. N.T.I.S., Springfield, VA.

[8] Hertwig O. – Die Radiumkrankheit tierischer Keimzellan. Arch. Mikrosk. Anat. Entwicklungsmech. 77, 1-97, 1911.

[9] Jalabert B., Billard R., Chevassus B. – Preliminary experiments on sex control in trout: production of sterile fishes and stimultaneous
 self-fertilizable hermaphrodites. Ann. Biol. Anim. Biochim. Biophys. 15, 19-28, 1975.

[10] Migalovskii I. P. – Development of fish eggs and the early period of gametogenesis in the embryos and larvae of the Atlantic salmon under conditions of radioactive conditions of radioactive contamination of water. AEC transl. from Tr. Polyarn. Nauchno-Issled. 36, 52, 1971.

[11] Nagy A., Horvath L., Csanyi V. – Investigation on carp Cyprinus carpio L. gynogenesis. J. Fish. Biol. 13, 213-224, 1978.

[12] Okada H. – Studies on sex differentiation of salmonidae. I. Effects of estrone on sex differentiation of the rainbow trout (Salmo gairdneriii
irideus Gibbons). Sci. Rep. Hokkaido Fish. Hatch. 28, 11-21, 1973.

[13] Oppermann K. – Die Entwicklung von Forelleneiern nach Befruchtung mit radiumbestrahlten Samenfaden. Arch. Mikrosk. Anat. 83, 141-189, 1913.

[14] Padoa E. – Differenziazione e inversione (femminizzazione) di avanotti di Trota (Salmo irideus ) preventive trattati con ovone follicolare. Nota Monit. Zool. Hal. 48, 195-203, 1937.

[15] Padoa E. – Observations ultérieures sur la différenciation du sexe, norm le et modifiée par l’administration d’hormone follicularie, chez la triute (Salmo iridues).  Bio-Morphosis I. 337-354, 1939.

[16] Refstie T., Stoss J., Donaldson E. M. – Production of all female coho salmon (Oncorhynchus kisutch) by diploid gynogenesis using irradiated sperm and cold shock. Aquaculture 29, 67-82, 1982.

[17] Refstie T., Vassvik V., Gjedrem T. – Induction of polyploidy in salmonids by cytochalasin B. Aquaculture 10, 65-79, 1977.

[18] Shelton W. L. – Production of reproductively limited grass carp for biological control of aquatic weeds – Phase II. Off. Water Res. and Tech. USDI, Water Resour. Res. Inst. Bull. 45, Auburn Univ. 1982.

[19] Simpson T. H. – Endocrine aspects of salmonid culture. Proc. R. Soc. Edinburgh (B) 17, 241-252, 1975-1976.

[20] Simpson T. H., Johnstone R.. Youngson A. F. – Sex reversal in salmonids. Int. Counc. Explor. Sea CM/E 48, 6, 1976.

[21] Tashiro F. – Effects of irradiation 60 Co gamma-ray on the maturation of rainbow trout. Bull. Jpn. Soc. Fish. 38, 793-797, 1972.

[22] Van den Hurk R., Slof G. A., Schurer F. A. – Gonadal sex differentiation in rainbow trout, Salmo gairdneri, with special reference to the effects of steroid hormones and N, N-dimethylfonnamide. Gen. Comp. Endocrinol. 40, 323, 1980.

Linki:

http://biuletyn.ur.krakow.pl/zasoby/19/biuletyn_1_81.pdf

http://www.eko.uj.edu.pl/~kozlo/pliki/Kosmos_ewolucja%20proporcji%20p%C5%82ci.pdf

http://pauza.krakow.pl/79_1_2010.pdf

http://dlibra.utp.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=115&from=pubindex&dirids=8&lp=105

http://www.polskieradio.pl/23/266/Artykul/483862,Ryby-zmieniaja-plec

2013/06/07 | Supplementum

Suplement LVII

Wiedza i Życie. 1960 nr 28 (9 IX) s. 566-567
ORGAN TOWARZYSTWA WIEDZY POWSZECHNEJ

 

ELEKTRYCZNE POŁOWY RYB

STEFAN SĘKOWSKI

Pierwsze nieudane próby zastosowania energii elektrycznej do połowów ryb dokonywane były na początku naszego wieku. Koszty zużywanej energii elektrycznej były ogromne. Po prostu statki, z których dokonywano prób, były pływającymi elektrowniami. Próby przeprowadzano oczywiście przy użyciu prądu stałego.

Idea elektrycznych połowów ryb odżyła dopiero po drugiej wojnie światowej dzięki osiągnięciom fizykoterapii. Odkryto, iż nawet bardzo słaby prąd stały pulsujący wywiera ogromny wpływ na organizm ludzki. A więc np. prąd o natężeniu zaledwie 3 — 4 miliamperów, lecz pulsujący 100 razy na sekundę, wywołuje w miejscu przyłożenia lokalne czasowe porażenie nerwów i mięśni. Tego rodzaju porażenia stosowane są w medycynie jako jedna z metod miejscowego znieczulenia. Przyłożenie elektrod i wywołanie wstrząsu w okolicy mózgu powoduje czasową utratę świadomości jakby narkozę.

Z tego rodzaju prądem pulsującym rozpoczęto parę lat temu próby w połowach morskich. Przede wszystkim chodziło o zmodyfikowanie niewygodnych metod połowu tuńczyka — niemal identycznych z amatorskim połowem szczupaka na błysk ciągnięty za łódką. Oczywiście, wędka na tuńczyka jest odpowiednio grubsza i mocniejsza, a nikt z osobna w ręku jej nie trzyma, lecz cały zespół. Okazy tuńczyków na Morzu Północnym dochodzą do 150 — 200 kg — więc na porządku dziennym bywa zrywanie linki, która ze względu na średnią wielkość tuńczyka nie może być zbyt gruba. Przeciętnie co drugi tuńczyk uchodził, zrywając linkę. Ponadto wydobycie na kuter rybacki żywej i szalejącej sztuki o ciężarze powiedzmy 200 kg jest zadaniem doprawdy trudnym, wymagającym niemałego wysiłku 3 — 4 ludzi.

Zastosowanie impulsów elektrycznych przy połowach tuńczyka dało doskonałe rezultaty. Impulsy doprowadzano do elektrody, którą był hak umieszczony na końcu wędki. Impulsy wytwarza mały, umieszczony na kutrze generatorek, który zasila 24-Voltowa bateria akumulatorów. Przewodem doprowadzającym impuls prądu elektrycznego do haka jest specjalnej konstrukcji mocny, 4-żyłowy przewód.

Kuter rybacki ciągnie za sobą kilkanaście elektrycznych wędek. Z chwilą gdy tuńczyk złapie się, zostaje porażony impulsem prądu. Oszołomioną rybę może doholować i wyciągnąć na pokład jeden człowiek — bez obawy urwania się zdobyczy.

Dobre wyniki próbnych połowów sprawiły, iż elektryczne wędki zainstalowano na licznych radzieckich, niemieckich i japońskich kutrach rybackich.

Powodzenie to zachęciło do zastosowania elektryczności w połowach śledzi, dorszy i innych ryb.

Na podstawie licznych prac doświadczalnych zbadano działanie prądu elektrycznego na ryby. Stwierdzono, iż zależy ono przede wszystkim od wielkości natężenia pola elektrycznego. I tak, bardzo słabe pole elektryczne działa na ryby odstraszająco. Skoro jednak ryba znajdzie się już w silniejszym polu elektrycznym, zwraca się natychmiast w kierunku anody i stara się do  niej jak najszybciej dopłynąć. Przy dużym natężeniu pola elektrycznego ryby zapadają w stan elektronarkozy.

Do zwabiania ryb z większej odległości używa się ponadto lamp błyskowych zaopatrzonych w różnobarwne filtry szklane. Trzecim urządzeniem współdziałającym przy elektrycznych połowach morskich jest jeszcze tzw. pompa rękawowa.

Te trzy czynniki — pole elektryczne, lampa błyskowa oraz pompa rękawowa — współdziałają ze sobą przy połowie bezsieciowym. Tego rodzaju połowy stosuje się wtedy, gdy ławica śledzi znajduje się nad dnem morskim nierównym, kamienistym, a więc uniemożliwiającym użycie sieci.

A oto jak odbywa się tego rodzaju połów. Na długim przewodzie opuszcza się wabiącą lampę błyskową oraz równocześnie wlot do rury pompy rękawowej, zaopatrzony w kulistego kształtu żeberka z drutu spełniającego rolę anody. Następnie włącza się obrotową lampę błyskową oraz  tętniące pole elektryczne. Skoro ryby wpłyną w pole elektryczne, podążają natychmiast do anody.

Teraz zostaje uruchomiona pompa rękawowa. Ssie ona wodę wraz z rybami i transportuje je na pokład. Jak wykazała praktyka, statek odławia 12 ton ryby w przeciągu 8 minut. (Warto przypomnieć, że jedno zarzucenie i wyciągnięcie dużej sieci przy sprawnej pracy załogi trwa 2 — 3 godziny).

Specyficzne działanie pola elektrycznego na ryby znalazło również zastosowanie i przy połowach sieciowych. W tym wypadku anodą, wytwarzającą wraz z kadłubem kutra pole elektryczne, są metalowe blaszki, wplecione u dołu w oczka sieci. Sieć taką opuszcza się z kutra pionowo w dół, tuż przy burcie. Dalszy koniec sieci połączony jest z linami zamocowanymi na poziomym ramieniu dźwigu.

Po wytworzeniu pola elektrycznego, w celu zwabienia ryb z większej odległości opuszcza się przed sieć lampę błyskową. Przy tym systemie połowu wabić można również, wytwarzając nad siecią sztuczny deszcz, bądź też sypiąc przynętę.

Zwabione w okolicę sieci ryby ulegają działaniu pola elektrycznego. Przy nieustających impulsach prądu rozpoczyna się powolne podnoszenie końca sieci. Jak wykazały doświadczenia, można impulsami elektrycznymi zatrzymywać ryby przy anodzie nawet kilkanaście minut. W tym czasie ramię dźwigu podnosi dolny koniec sieci i tworzy się worek. Następny etap to wyciągnięcie już całej sieci na pokład.

Stosując elektryczne połowy ryb przeprowadza się równocześnie automatyczną selekcję ryb. Jak już bowiem wiemy, na pole elektryczne  są o wiele wrażliwsze ryby duże. W ten więc sposób sztuki wielkie, dojrzałe, wyłapywane są w pewnej kolejności.

Oczywiście, natężenie pola, sposób zawieszania elektrod, częstotliwość impulsów, wysokość napięcia itp. dobiera się w zależności od składu wody morskiej i częstotliwość impulsów, wysokość napięcia itp. dobiera się w zależności od składu wody morskiej i rodzaju łowionych ryb.

Linki:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_S%C4%99kowski

2013/06/06 | Supplementum

Suplement LVI

Kosmos: Biologia, Tom 22, 1973, s. 175

RECENZJE

G. H. Satchell; Circulation in fishes, Cambridge, at the University Press., 1971, str. X + 131, ryc. 12 (Cambridge Monographs in Experimental Biology 18) dol. 7.

Niewielka ta książka jest źródłem informacji odnośnie anatomii i fizjologii krążenia krwi u ryb i kręgoustych. Data zamieszczona w przedmowie wskazuje, że autor zakończył pracę w sierpniu 1969 r., jednak tekst wymienia sporo prac ogłoszonych w 1969 r., a nawet w 1970 r. Niektóre z nich są opatrzone hasłem „w druku”, lecz przy innych znajduje się paginacja, zapewne wprowadzona w korektach. Obecny rozwój badań krążenia ryb wiąże się ściśle z postępami w budowie aparatury rejestrującej, ze wzrostem jej czułości i ze zmniejszeniem jej rozmiarów. Z kolei wyniki badań czynności skłaniały do powtórnego zwrócenia uwagi na niektóre szczegóły anatomiczne. Tematem książki jest przede wszystkim teren styku fizjologii i anatomii. Nie znajdziemy więc tutaj np. szczegółowych opisów  ułożenia głównych naczyń tułowia, zamieszczono jednak dane o budowie skrzel uzyskane przy pomocy mikroskopu elektronowego, a także dane ilościowe o unaczynieniu skóry zebrane przez M. Jakubowskiego. Autor uwzględnia przede wszystkim rezultaty badań współczesnych, tak że 40% cytowanych w książce prac pochodzi z 1965 r. lub z lat następnych.

Dla przykładu przytaczam niektóre wiadomości zawarte w książce. W podłużnych żyłach ciała ryb brak zastawek, które znajdują się przy ujściach żył segmentalnych do podłużnych naczyń i oddzielają żyły podstawowe od przewodów Cuviera. Rytmiczne skurcze mięśni ogona, które trwają nawet przy zupełnym prawie bezruchu ryby mają istotne znaczenie dla wyciskania krwi z żył segmentalnych. U niektórych ryb kostnoszkieletowych i spodoustych istnieje szczególne ułożenie naczyń tułowia, pozwalające na utrzymywanie temperatury mięśni wyraźnie powyżej temperatury otaczającej wody.

Satchell bardzo dokładnie i przejrzyście przedstawia mechanizm sekrecji tlenu przez gruczoł gazowy pęcherza pławnego, nie wiadomo jednak dlaczego pominął równie ważne mechanizmy wydzielania dwutlenku węgla, a także przyczyny dla których w pęcherzu wzrasta zawartość azotu. Zagadnienia te wykraczają wprawdzie poza zakres wyznaczony tytułem książki, skoro jednak omówiono wydzielanie tlenu, dla jasności obrazu lepiej było poruszyć produkcję także innych gazów zawartych w pęcherzu pławnym. Wobec niewielkich rozmiarów książki autor musiał przeprowadzić surową selekcję wiadomości, pomimo tego polski czytelnik notuje z satysfakcją, że oprócz wymienionych już prac M. Jakubowskiego, Satchell cytuje także dwie prace Z. Grodzińskiego. Wybór zagadnień omawianych jest właściwy, tak że książka jest bardzo dobrym przeglądem aktualnego stanu wiedzy o krążeniu u ryb. Każdy zainteresowany czytelnik przeczyta ją z wielkim pożytkiem.

Henryk Szarski

2013/06/05 | Supplementum

Suplement LV

Nowe książki (7), 1991 s. 77-79
Biblioteka Narodowa (Warszawa)

POPULARYZACJA WIEDZY

Zuzanna Stromenger

W WODZIE — OJCZYŹNIE ŻYCIA

Władysław Ludynia
ZASOBY MÓRZ I OCEANÓW
Warszawa: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne,
1990. — 198 s.; 20 cm.
— (Świat: biblioteczka geograficzna).
— Egz. 15000
551.46:639.22:622 (26):502.5

Anna Stańczykowska
EKOLOGIA NASZYCH WÓD
Wyd. 2. — Warszawa: Wydawnictwa
Szkolne i Pedagogiczne, 1990. — 223 s.,
1 k. tabl. kolor.: mapy, rys., wykr.; 21 cm.
— Egz. 5000
574.5(438:28)

Josef Mihálik, František Reiser
NASZE RYBY
/przeł. z czas. Czesław Grudniewski.
— Warszawa : Państ. Wydaw. Rolnicze
i Leśne, 1990. — 1 42 s.: rys. kolor.; 21 cm.
— Egz. 100000
597(02.025.2)

Grzegorz Soszka, Krzysztof Teisseyre
MOJE HOBBY AKWARIUM
Warszawa: „Watra”, 1990. — 249 s., 12 s.
fot kolor.: rys.; 24 cm
636.98.045

Omne vivum ex aqua — tak można by strawestować maksymę omne vivum e vivo, która była ukoronowaniem badań prowadzących do obalenia teorii samorództwa (ostateczny cios jej, jak wiadomo, Ludwik Pasteur). Wiele poszlak wskazuje wszakże na to, że pierwsze w historii Ziemi żywe struktury, pierwsze uporządkowane zbiory cząsteczek chemicznych replikujące się i metabolizujące — ukształtowały się i rozwijały w wodach praoceanu. Z upływem milionów i miliardów lat różnicowały się one, uzyskując coraz wyższe szczeble organizacji budowy i funkcji, przy czym niektóre przeniknęły do śródlądowych wód słodkich, a niektóre zasiedliły środowiska ziemnowodne i lądowe. Jednakże, bez względu na takie czy inne warunki otoczenia, każde zwierzę, czy to słodkowodne czy lądowe, zawiera w swoim wnętrzu mikrośrodowisko jak gdyby owego praoceanu, odziedziczone po swoich archaicznych przodkach. Tylko bowiem w takim, a nie innym stężeniu roztworu soli i innych związków chemicznych ich procesy życiowe przebiegają prawidłowo.

Nasze genetyczne, a raczej filogenetyczne związki ze słonawym morzem i w ogóle z wodą dobitnie ujawnia też fakt, że nawet u kręgowców lądowych zarodki rozwijają się w środowisku płynnym, zwanym wodami płodowymi. Są one zawarte w pęcherzu utworzonym przez błony płodowe niby w akwarium. Błony te rozwijają się wokół zarodków gadów, ptaków i ssaków, które w zasadzie wszystkie (wyłączywszy walenie i syreny) rozmnażają się na lądzie. Ujmuje się je pod wspólną nazwą owodniowców.

Kolejność czterech książek o wodach i ich mieszkańcach, które teraz przedstawię, wyznaczona została przez historyczne następstwo pojawienia się ich tytułowych tematów, którymi są: wszechocean, wody śródlądowe, ryby słodkowodne i zwierzęta (plus rośliny) akwariowe. Te dwie ostatnie publikacje ujawniają ponadto znamienne następstwo motywacji psychicznych rozwijających się w toku filogenezy: wędkarstwo, któremu w książce Nasze ryby poświęcono sporo uwagi, jest motywowane agresywnymi pobudkami drapieżniczymi, o wiele pierwotniejszymi i prymitywniejszymi od zachowań afiliatywnych, leżących u podstaw opiekuńczości, sympatii i — w konsekwencji — hodowli amatorskiej, a więc nie obliczonej na zysk.

Książka Zasoby mórz i oceanów Władysława Ludyni wykracza swoją treścią poza ramy nakreślone przez tytuł — i bardzo dobrze. Dzięki temu bowiem czytelnik dowiaduje się wiele o czynnikach fizycznych i chemicznych określających środowisko Wszechoceanu i jego poszczególnych fragmentów. Znajduje też liczne informacje o historii odkryć, wojen i piractwie, a także o katastrofach morskich i o jednostkach pływających. Przed omówieniem produkcji i eksploatacji zasobów żywych autor przedstawia interesującą i mało znaną ogółowi dziedzinę górnictwa morskiego, a na koniec obszerny i niestety zatrważający temat zanieczyszczeń i spowodowanych nimi dewastacji, nakładających się na rabunkową gospodarkę.

Książka pisana jest bardzo rzeczowo, bez tzw. kokieterii popularyzatorskich. Jednakże wyraźnym uchybieniem w publikacji przeznaczonej dla niespecjalistów, zwłaszcza młodych, jest stosowanie terminów dla przeciętnego czytelnika niezrozumiałych bez ich wyjaśnienia choćby w słowniczku na końcu tekstu (np. deflacja eoliczna, bitumiczne surowce) i nazw geograficznych bez podania ich lokalizacji (np. zatoka Kara Bogaz s. 44). Nazwiska od dawna spolszczone, takie jak Kolumb i Magellan, powinny być choć raz (w każdym razie w słowniczku) podane wraz z imieniem w wersji oryginalnej. Zamiast „woda słodka” nie należy nigdy pisać „słodka woda” (s. 114), bo to znaczy co innego. W tekście można często napotkać nieprawidłowości znaczeniowe i językowe, np. „poprzez” coś zamiast „przez”, „zamieszkiwać” gdzieś zamiast „mieszkać”, „oddziaływujący” zamiast „oddziałujący” i in.

Sformułowanie „sole magnezowe zawarte w chlorku magnezu” (s. 42) niema sensu: chlorek magnezu jest jedną z soli magnezowych, może je więc tylko „reprezentować”. Na s. 44 zamiast „słonymi” wodami Bałtyku powinno być „słonawymi”. Trudno pojąć, co autor ma na myśli, pisząc o protoplazmie „w postaci nadającej się do bezpośredniego wykorzystania przez rośliny” (s. 134). Cały ten akapit należałoby przeredagować. Zamiast „organizmy biologiczne” lepiej pisać „organizmy żywe”. Kryl to nie są „raczki widlonogie” (s. 152), ale skorupiaki z rzędu eufauzji.

Te i inne usterki merytoryczne i redakcyjne powinny były zostać wyłapane przez recenzenta w książce jeszcze na etapie maszynopisu. Nazwiska recenzenta w książce nie ujawniono. Ponieważ jednak jest to lektura zalecona dla uczniów i nauczycieli, a potrzebna również dla innych kręgów czytelniczych, radzę jak najszybciej ją wznowić ze starannymi korektami, poszerzonym słowniczkiem i spisem treści na wstępie!

W trzykrotnie mniejszym nakładzie, bo zaledwie pięciu tysięcy egzemplarzy, ukazało się drugie wydanie książki Anny Stańczykowskiej Ekologia naszych wód opublikowane przez te same Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Nie wiadomo zaiste, czym decydent się kierował, wstrzymując się od zalecenia tej pracy jako lektury dla uczniów i nauczycieli, jako że zawarte w niej treści są niezbędne do podstawowego wykształcenia krajoznawczego i ekologicznego, na co jakoby kładzie się obecnie spory nacisk. W rzeczonej książce czytelnik znajduje instruktywny, jasny wykład pisany dobrym językiem, ilustrowany licznymi rysunkami, dydaktycznymi wykresami i tabelami, co w sumie nie pozostawia wątpliwości co do wysokich kompetencji autorki. Na tym tle, trzeba przyznać, zaskakująco brzmi takie zdanie, jak: „Ze stawami związane są również znaczne ilości żab, m.in. ropucha…” (s. 152). Ropuchy nie są żabami i występują nie w ilościach, ale liczbie.

Tradycyjne porównywanie stawów do litoralu jezior nie jest słuszne: w obrębie różnych typów stawów formują się zupełnie swoiste zespoły organizmów i ich sukcesje. Skoro w tytule książki widnieje Ekologia, dobrze byłoby na samym wstępie, nawet na okładce, uświadomić czytelnikowi, co to jest i jakie zawiera działy. Na okładce też powinna się znaleźć notka, kim jest autorka.

To bardzo dobrze, że na końcu książki znalazły się skorowidze nazw polskich i łacińskich, jednakże powinny one być ze sobą powiązane (p. następne omówienie). Dla pełnego „udydaktycznienia” publikacji należałoby też dopisać słowniczek terminów fachowych.

Wbrew obyczajowi, uwagę najbardziej ogólną zostawiam na koniec: tytuł książki sugeruje, że będzie w niej mowa również o Bałtyku. W następnym wydaniu należałoby dodać, że chodzi o wody śródlądowe, choć tytuł czterowyrazowy brzmi ciężkawo. Z kolei, jeśliby zrezygnować z wyrazu „naszych”, trzeba byłoby choć trochę dopisać o wodach śródlądowych reszty świata…

Odwrotnie sprawa wygląda z tytułem Nasze ryby Josefa Mihalika i Frantiśka Reisera: to atlas ryb występujących w Czechosłowacji, wskutek czego znajdujemy w nim gatunki u nas nie występujące, a nie znajdujemy na przykład naszych ryb morskich.

Już na pierwszy rzut oka ta (drukowana w Pradze) praca zwraca uwagę swą bardzo ładną formą edytorską. Zarówno wszystkie teksty, jak i ilustracje, łącznie z tym, co na okładce, ustawione są w poziomie wzdłuż grzbietu książki odpowiednio do podługowatej postaci tych zwierząt. Każda „rozkładówka” dotyczy odrębnego gatunku i na górnej stronicy zawiera encyklopedyczną o nim informację, a na dolnej wizerunek. Kolejność przedstawionych gatunków zgodna jest z systematyką. Przekład z czeskiego na ogół nie budzi zastrzeżeń, choć nie zawsze: na s. 112 czytamy, że sum pożera „ryby i różne wodne zwierzęta” — tak jakby ryby były czym innym niż wodnymi zwierzętami (brakuje więc ważnego słówka „inne”); „Polabi” to po polsku Połabie podobnie jak Powiśle czy Powołże. To dobrze, że na końcu każdej noty dodano informację, czy gatunek występuje w Polsce, czy jest chroniony itp. Dobrze też, że załączono skorowidz, byłby on jednak bardziej instruktywny, gdyby zamiast powtarzania numerów stronic, przy nazwach łacińskich były odsyłacze do polskich i tu wymienione wszystkie numery, np. Abramis brama p. leszcz; leszcz, Abramis brama… (stronice).

Wysoce pozytywną ocenę tej książki przygaszą jednak fakt, że głównymi jej adresatami mają być wędkarze. W związku z tym wskazówki w niej zawarte, podobnie jak i porady w czasopismach wędkarskich, pozwalają zaliczyć te publikacje do typu tzw. magazynu sadystów. Szczególnym bestialstwem jest też stosowanie żywych przynęt, w niektórych krajach Zachodu już zabronione. Niemniej jednak miliony ludzi są przekonane, że skoro ryby, owady czy dżdżownice nie krzyczą, to znaczy, że nie czują bólu.

O niezwykłej natomiast wrażliwości ryb przekonać się może każdy, kto umie je obserwować, na przykład w akwarium. Pomoże mu w tym wydana przez „Watrę” książka Grzegorza Soszki i Krzysztofa Teisseyre’a pt. Moje hobby akwarium, wprowadzająca w sztukę hodowania wodnych roślin, bezkręgowców i ryb słodkowodnych, a nawet morskich. Choć tekst pisany jest z rzeczowością zawodowych zoologów, nie brak w nim akcentów osobistego zafascynowania tematem, a nawet poetyczności. Szczególnie sympatyczna jest końcowa prośba autorów, aby czytelnicy zgłaszali redakcji swoje uwagi i  spostrzeżenia, które będą mogły być wykorzystane przy następnym wydaniu. Zgłaszam więc dezyderaty: więcej rysunków w tekście; prawidłowe ustawienie (właśnie nogami do góry, a nie w dół) podobizny dziwogłówki (s. 31); sprostowanie potocznego określenia „żyworodności” ryb (w rzeczywistości jest to jajożyworodność). Z punktu widzenia początkującego i bardziej doświadczonego praktyka celowy jest podział przedstawianych gatunków na łatwiejsze i trudniejsze do utrzymywania i rozmnażania w akwarium.

Na uznanie zasługuje też opracowanie redakcyjne i opatrzenie książki w spis literatury i w skorowidze, bez których żaden poradnik obejść się nie może; propozycje dotyczące sposobu ich opracowania mam te same, co w odniesieniu do poprzednio omawianej książki. Poważnym mankamentem edytorskim jest umieszczenie spisu treści na końcu książki zamiast na początku; jest to bezsensowne w książce każdego typu, ale w poradniku bezsens ten ulega zwielokrotnieniu.

Użytkownikom książki należy się też informacja, kim są jej autorzy, zwłaszcza że ostatnio ukazuje się wiele opracowań niekompetentnych. Dobrym miejscem na takie dwie notki jest nie wykorzystana wyklejka drugiej strony okładki. W pierwotnym projekcie teksty takie wraz z fotografiami autorów były przewidziane, książka była wszak zaplanowana do serii „Zwierzęta w Twoim domu”.

 *  *  *

Nowe książki.   Wyd. 633-644 (1976)  s. 66-67

ZUZANNA STROMENGER

Odpowiednie zachowanie się to szansa przetrwania

AUBREY MANNING WSTĘP DO ETOLOGII ZWIERZĄT
Tłum z ang. J. Pilarska-Obojska,
E. Styczyńska-Jurewicz, T. Prus W-wa 1976 PWN, 8°, s. 404, ilustr.,
egz. 2.750, zł 70,00
591.5

Książka nie należy do tych, które rzucają hipotezy, wstrząsające tradycyjnymi poglądami na podłoże i ukryte motory zachowania się człowieka. Jest natomiast rzeczowym skrótem podstawowych wiadomości i uogólnień z zakresu etologii zwierząt — jednak oczywiście włącznie z rzędem naczelnych, wśród których zresztą nasz gatunek wspominany bywa tylko pobieżnie.

Na blisko 370 stronach niezbyt bogato ilustrowanego tekstu Aubrey Manning podaje w dziesięciu rozdziałach, kolejno, różnice między odruchami a zachowaniem się złożonym, między zachowaniem instynktownym a wyuczonym (wskazując na interakcję tych zachowań w życiu osobniczym) i między oddziaływaniem bodźców zewnętrznych (w tym także bodźców kluczowych) a wewnętrznymi motywacjami. Po tym następuje opis różnego rodzaju behawioru w sytuacjach konfliktowych, dalej wpływu hormonów na zachowanie się, opis ewolucji zachowania i rytualizacji, rodzajów i mechanizmów uczenia się, a wreszcie opis struktur społecznych, w jakich żyją przedstawiciele różnych grup zwierzęcych. Na zakończenie zamieszczono bogate piśmiennictwo i ubogi indeks.

Autor unika encyklopedycznej formy wstępnego definiowania pojęć, o których mowa w danym odcinku tekstu. Do ich charakterystyki dochodzi raczej przez omówienie. Stąd też książka mało przypomina podręcznik, choć spośród różnych publikacji, jakie na tematy etologiczne wydano dotąd w Polsce, stanowi pierwszą, która może spełniać jego rolę. Nadaje się  jednak również dobrze do porządkowania i uzupełniania zasobu informacji zainteresowanych osób, nie mających gruntowniejszego przygotowania biologicznego.

Co do poglądów autora na niektóre ważne problemy, to odznaczają się rozsądnym umiarkowaniem i rzeczowością. Tak na przykład podkreśla on konieczność dążenia do oparcia wszelkich rozważań psychologicznych na faktach z zakresu neurofizjologii (dla jasności wykładu przedstawia podstawowe informacje o budowie i działaniu układu nerwowego). Wprawdzie zgodnie z tendencją behawiorystów Manning zastrzega się, że nic snuje rozważań nad subiektywnymi przeżyciami zwierząt i że nie ma sposobu dowiedzenia ich tożsamości z doznaniami ludzi, to jednak stwierdza od razu, że owe przeżycia prawdopodobnie istnieją, skoro procesy fizjologiczne towarzyszące odbieraniu bodźców i reakcjom na nie są w obu wypadkach podobne. Ludzką agresję uważa wprawdzie — jak chyba większość biologów — za właściwość wrodzona, ale nie mającą charakteru popędu i uwarunkowaną w co najmniej równym stopniu okolicznościami środowiskowymi.

Przy całej przystępności ujęcia w tekście zdarzają się fragmenty niezbyt jasne. Jednym z przykładów mogą być zdania na str. 15, gdzie autor przytacza sformułowanie Konrada Lorenza, które zamiast coś wyjaśniać, tylko zaciemnia wywód. Zresztą w wielu innych takich niedomówieniach przychodzą czytelnikowi z pomocą odsyłaczowe wyjaśnienia redaktora naukowego polskiego tekstu, doc. Jerzego Chmurzyńskiego.

Niekiedy zdarza się też zdanie nieprzemyślane, wprost bezsensowne. W podrozdziale o bodźcach kluczowych (tzn. wywołujących od razu jakąś typową sekwencję zachowań), str. 65, na zakończenie rozważań nad prostotą modeli, wyzwalających agresywność samca ciernika, autor pisze: „W celu wyzwolenia stanu agresji u samca najważniejsze jest czerwone ubarwienie brzuszne: strony ciała rywala, natomiast do wyzwolenia zalotównabrzmiały, pełen dojrzałych jaj brzuch samicy”. O ile mi wiadomo, samiec-ciernik nie sprawdza, czego pełen jest brzuch samicy i czy to coś jest dojrzałe; na jego zachowanie się wpływa jedynie pewien określony kształt ewentualnie barwa, bez względu na to, czy jest to cecha samicy czy rywala. To właśnie wykazał w swych doświadczeniach Tinbergen i to chciał Manning tak nazbyt skrótowo zrelacjonować. A tłumacz ze swej strony dorzucił jeszcze i nieporządną budowę zdania.

W podrozdziale o izolacji seksualnej zadziwia kategoryczność dezaprobaty, z jaką Manning odnosi się do mieszańców w ogóle, pomijając milczeniem fakt, że przecież biologiczny sens płciowości i korzyści, jakie ona zapewnia gatunkowi, polega właśnie na tworzeniu swego rodzaju wewnątrzgatunkowych mieszańców, reprezentujących nowe rekombinacje cech. To z kolei daje nowe możliwości przystosowawcze w zmieniających się warunkach środowiska.

Jakość przekładu, jak wynika już z poprzedniej uwagi, nie zawsze budzi zadowolenie. Gdzieniegdzie zdarza się niedokładność w nazwie zwierzęcia — na przykład głowonóg przedstawiony na str. 43 nie jest mątwą, ale kalmarem, co wszak widać na rysunku (to nic, że według słownika squid znaczy tylko mątwa!). (Pomijam przeoczenia korektorskie, takie jak na str. 65 „muchówka” zamiast „muchołówka”!) Na str. 129 chybione jest sformułowanie …pasma nerwowe łączą się ze sobą w liczne „jąderka” lub skupienia ciał komórek nerwowych. Zamiast „jąderka” powinno być „jądra”, a zamiast „lub” — „czyli”. A oto inne zdanie, na str. 365, o męskich grupach „których członkowie od czasu do czasu (!) wyzywają samce z haremami (chodzi o małpy). Chodzi tu o wyzywanie do walki i to trzeba było powiedzieć, bo ktoś mógłby zrozumieć, że wyzywają je i to z haremami,  od ostatnich — a tekst przecież nie jest do śmiechu.

A wreszcie sprawa  „behawioru”. W pierwszych czterech rozdziałach książki rzeczownik ten powtarza się niewątpliwie zbyt często. Nie uważani, aby był on w polszczyźnie w ogóle niedopuszczalny, jednak nie brzmi pięknie i należałoby go traktować tylko jako wygodny synonim „zachowania się” stosując go jednak z rzadka. Bywają wszakże sytuacje, gdy polska nazwa zbyt gęsto się powtarza, bądź gdy staje się trudna w użyciu ze względu na swą zwrotną formę, wieloznaczność czy wreszcie niepodatność na tworzenie formy przymiotnikowej.

Zastrzeżenia  wzbudza również umieszczenie przymiotnikowego określenia przed rzeczownikiem (np. owym behawiorem) w wypadku, gdy produktem  tego skojarzenia ma być jakiś termin. Powinno być „behawior złożony” i „behawior spontaniczny”, a nie „złożony (spontaniczny) behawior”. Czym innym jest np. słodka woda, a czym innym — woda słodka.

Wykaz piśmiennictwa obejmuje 294 pozycje cytowane nieomal dosłownie według angielskiego oryginału książki. W nielicznych tylko wypadkach — ale niestety nie we wszystkich — publikacje, które ukazały się w polskim przekładzie podano w tym brzmieniu. Znalazły się tu jednak i cytaty mało sensowne: na przykład znana szeroko również polskim czytelnikom książka Konrada Lorenza Tak zwane zło figuruje nawet nie pod swym oryginalnym niemieckim tytułem, ale w przekładzie angielskim On Aggression, a tegoż autora Opowiadania o zwierzętach — również z tytułem angielskim King Salomon’s Ring. Nie kwestionując celowości podawania w tego typu książce oryginalnych opracowań, na które powołuje się autor, sądzę, że można było je staranniej zmodyfikować i uzupełnić wartościowszymi (niż to uczyniono) publikacjami, które ukazały się w Polsce. Najlepiej byłoby podać je w osobnym zestawie.

W sumie jednak, mimo dość licznych zastrzeżeń, książka Aubreya Manninga Wstęp do etologii zwierząt jest pozycją cenną i ogólnie biorąc zasługującą na przeczytanie.

*  *  *

Tadeusz Barowicz
WĘDKARSTWO PODLODOWE:
poradnik majsterkowicza. — Warszawa: NOT-SIGMA, 1990.
— 123 s.: rys.; 21 cm. — (Hobby). — Egz. 39350
779.1:689

Książeczka bardzo kompetentna i wyczerpująca temat, napisana z dbałością o najmniejsze drobiazgi (np. ostrzeżenie przed rozpowszechnionym zwyczajem rozcierania odmrożeń śniegiem!). Ładny druk na dobrym poziomie papierze, wiele — przeważnie bardzo czytelnych — rysunków. Język w zasadzie jasny i treściwy; kilka drobnych potknięć — np. świder lodowy nazywany podlodowym?!), tworzywa syntetyczne — „tworzywami” (a drewno to nie tworzywo?). Opis budowy namiotu na nartach (s. 108) wyjątkowo „zamotany” , ale pojętny majsterkowicz z pewnością poradzi sobie z nim. Przykrość sprawił mi fakt włączenia do tego sympatycznego hobby „nowoczesności” (elektroniczna marmyszka — s. 71-72). Uważam to za paskudzenie kontaktu i przyrodą — coś jak polowanie na jelenia za pomocą rakiet sterowanych termonamiernikiem. A fe!

*  *  *

Lech Wilczek: Uroda ryb. Album. Komentarz: Z. Stromenger. – W-wa 1973
NK, 8°, l. 32, tabl. 44, egz. 20.277, tekt. zł 90,00

 639.9(084)

Piękny, choć nie tani, album zawierający osiemdziesiąt kolorowych fotografii ryb akwariowych. Książką otwierają uwagi autora poświęcone akwariom i rozmaitym interesującym opowiastkom związanym z hobby polegającym na hodowli ryb w domowym akwarium. Potem następuje biologiczny, fachowy komentarz pióra dr Zuzanny Stromenger, poświęcony podobnym zagadnieniom. Oboje (autor i autorka komentarza biologicznego), bardzo przekonywająco zachwalają uroki hodowli rybek w akwariach, ale tak naprawdę przekonywające są dopiero zdjęcia… Trudno po prostu uwierzyć w pierwszej chwili, że wszystkie te bajecznie kolorowe cuda i dziwy mogą stać się własnością każdego hodowcy amatora. Ryby okazały się niezwykle fotogeniczne, na barwnych, starannie reprodukowanych  zdjęciach podziwiamy ich zaskakujące piękno, fantastyczne kształty i niepowtarzalny wdzięk. Szczególnie frapująco wypadły wielkie zbliżenia, na których główki małych kolorowych rybek nabierają nagle ekspresji i stają się wizerunkami baśniowych smoków czy potworów… Album „Uroda ryb” jest nie tylko świetną propagandą hodowli rybek w akwariach, nie tylko ucztą dla oka i ducha każdego hodowcy-hobbysty, ale zafascynować także może swoim pięknem i przeciętnego śmiertelnika, który z rybami styka się na co dzień wyłącznie za pośrednictwem talerza… Może sprawiły to umiejętności fotograficzne autora albumu, ale z pewnością jest w tym także wiele zasługi kolorowych, ruchliwych mieszkanek domowych akwariów.

*  *  *

 

Henryk Lisiecki: Hodowla rybek. Ilustr. M. Pokora. Wyd. 3 – W-wa 1976 Horyzonty,
16°, s. 80, egz. 30.251, zł 5,00 (Mój Konik)

 639.9

Od czego zacząć należy tworzenie prostopadłościanu żywej natury w mieszkaniu? Od kupna akwarium, napełnienia go wodą, posadzenia roślin i po trzech-pięciu dniach wpuszczenia rybek – tych, które wymagają najmniejszych starań, a więc gupików pawie oczko i mieczyków. Razem z doświadczeniem nabywać można do hodowli gatunki: kardynałka chińskiego, żałobniczkę, różankę, danio pręgowanego i bojownika wspaniałego. Wiadomości o wodzie i roślinkach wodnych, karmie dla ryb i rozmnażaniu po szczególnych gatunków, najczęstszych chorobach oraz hodowli pająka wodnego i larwy chruścika, przeplata autor, jak to się dzieje również innych książeczkach tej serii, ogólnymi wiadomościami o poruszanym zagadnieniu, z których dowiedzieć się można m. in., iż są ryby latające – strwolotki, ryby pionowo pływające, a nawet ryby na drzewo się drapiące w pogoni za owadami, tzw. poskoczki.

*  *  *

Stanislav Frank: Jak żyją ryby. Tłum. z czes. H. Szelęgiewicz.
Rys. autor. — W-wa 1977 PWRiL, 8°, s. 191, ilustr., egz. 20.000,
 pł. zł 190,00
639.3

Jak na razie brakuje nam dzieł tak pokaźnych, jak na przykład „Wielki słownik akwarystyki” wydany w NRD, a nie przełożony w Polsce, może zaspokoić podstawowe potrzeby ichtiologa oraz zracjonalizować żywot zwykłym hodowcom rybek akwaryjnych. Książka doktora Franka jest raczej piękna niż wyczerpująca. Na pytanie „jak żyją ryby” autor udziela odpowiedzi w rozdziałach o historii ichtiologii, środowisku ryb, ich współżyciu i konkurencji, sposobach odżywiania się, trasach wędrówek, wieku, rozmiarach, szybkości wzrostu, dziwactwach (a to: o rybach latających, skaczących, elektrycznych, o głosach ryb), o rybach jaskiniowych i czterookich, jadowitych i strzelających  (np. strzelczyki, Toxotes jaculatrix, potrafią ustrzelić każdego owada znajdującego się nie dalej niż 2 m nad powierzchnią, a czynią to za pomocą kropel wody wyrzucanych z ust, innymi słowy — plują na owady), o rozrodzie ryb i opiece, jaką roztaczają nad potomstwem (taka np. samica tilapii mozambijskiej przez pewien czas przechowuje narybek w jamie ustnej), wreszcie o rozmnażaniu i hodowli ryb w akwarium. Na 190 stronach nie można naturalnie zawrzeć całej wiedzy o rybach, tym bardziej że drukowana teoria jest bardzo często przerywana ilustracjami, wśród których sporo jest zdjęć kolorowych o bardzo wysokiej jakości. Nic w tym zresztą dziwnego. PWRiL od pewnego czasu wypuszcza w świat książki-albumy jakościowo niczym nie ustępujące wydawnictwom artystycznym, a wręcz… Chciałoby się często widzieć reprodukcje malarstwa tak dobre jak zdjęcie Cichlasoma nigrofasciatum z typowym czerwonym brzuchem i czarnymi oczami.

_________________________________________________________________________________

Samica tilapii mozambijskiej przez pewien czas przechowuje narybek w jamie ustnej

 

*  *  *

Jiří Vostradovsky — RYBY i PRZYNĘTY. Barwne ilustracje — Jiří Maly. Przekład z języka czeskiego — Wojciech Brudziński.

Książka ta powinna uzbroić w wiedzę każdego wędkarza i umożliwić osiągnięcie przez niego wszystkich celów wiążących się z tym pięknym sportem. Przyda się też z powodzeniem wędkarzowi potencjalnemu. A oto rozdziały części pierwszej ogólnej: Środowisko Wodne; Co powinien wiedzieć Wędkarz o budowie ciała ryby; Łuski a Wzrost i wiek ryb; Ryba i jej środowisko  wodne; Pokarm i Żerowanie ryb. Druga, podstawowa część książki  zawiera barwne tablice i opisy poszczególnych gatunków ryb.

Przy końcu tej części omówiono organizmy zwierzęce służące rybom za pokarm. Ponadto omówiono: sztuczne muszki, przynęty fantazyjne oraz imitacje, błystki, woblery, kołowrotki. Książkę zamykają skorowidze nazw ryb po polsku oraz łacinie.

*  *  *

 Jiří Vostradovsky: Ryby i przynęty. Atlas. Tłum z czes. W. Brudziński.
Ilustr. J. Maly. — W-wa 1976 PWRiL, 16°, s. 255, egz. 50.000, tekt, zł 100,00

639:597 (084)

O tym, że wędkarstwo pozostaje sportem niezmiernie popularnym, nie trzeba nikogo przekonywać mimo zmniejszających się nieustannie obszarów wód, w których możliwe jest wędkowanie, a co za tym idzie rosnących kłopotów ze znalezieniem miejsca nadającego się i do „moczenia kija”, liczba zwolenników wędkarskiego odpoczynku nad wodą utrzymuje się na ciągle wysokim poziomie, o nawet wzrasta. Nie bez znaczenia jest tu chyba przygniatające tempo życia we współczesnych miastach o zatrutej spalinami atmosferze, nerwowość i stresy będące codziennym udziałem człowieka dwudziestego wieku. Zrozumiałe w takich warunkach pragnienie relaksu doskonale realizuje się właśnie w czasie wędkarskiej przygody, kiedy to dziesiątki i setki metrów sześciennych czystego  powietrza stanowią pewny — choć nie zawsze uświadamiany — łup wyprawy nad wodę. W wędkarstwie liczą się jednak przede wszystkim wymierne (na ramieniu) rezultaty i aby je osiągnąć, trzeba posiąść i określone  minimum fachowej wiedzy: dziś, tj. w dobie znacznego przerzedzenia „pogłowia” ryb, nie wystarczą recepty na cudowne „miejsca” i przynęty — konieczna jest także znajomość elementów hydrobiologii oraz anatomii i obyczajów poszczególnych gatunków ryb. Nic też dziwnego, że powstają teoretyczno-praktyczne opracowania stawiające sobie za cel sformułowanie możliwe wszechstronnej informacji uświadamiającej wędkarzom złożoność ich dyscypliny — ostatnie lata przyniosły np. doskonale „Wędkarstwo jeziorowe” Andrzejczyka (dwa wydania), obecnie zaś PWRiL proponuje początkującym wędkarzom „Ryby i przynęty” — piękny od strony edytorskiej i wyczerpujący merytorycznie efekt współpracy z czechosłowackim przemysłem wydawniczym (Artia, Praha). Autorzy książki: Jiří Vostradovsky — tekst, Jiří Mały — ilustracje, podzielili są pracę na dwie zasadnicze części: i tak w części pierwszej, ogólnej, omawiają kolejno środowisko wodne, wybrane elementy anatomii ryby, związki łusek z wzrostem i wiekiem ryby, rybę i jej środowisko wodne oraz pokarm i żerowanie ryb; część druga natomiast zawiera tablice barwne i opisy gatunków ryb. Jest tych gatunków niemal sześćdziesiąt, ale — jako że książka traktuje o najpopularniejszych rybach europejskich — nie wszystkie występują w naszych wodach (np. sterlet, jesiotr, głowacz); wszystkie jednak ryby „polskie” znalazły w omawianej pozycji miejsce. Każdy opis zawiera dokładną charakterystykę gatunku i zgodnie z brzmieniem  tytułu książki — rodzaje przynęt oraz sprzętu wędkarskiego gwarantującego sukces. Dodatkowo w ostatnich podrozdziałach dokonują autorzy klasyfikacji najpopularniejszych rodzajów przynęt — od naturalnych przynęt zwierzęcych poprzez sztuczne muszki, przynęty fantazyjne i imitacyjne do błystek i preferowanych ostatnio woblerów. Całość uzupełnia skorowidz nazw polskich i łacińskich. W sumie rzecz godna polecenia nie tylko nowicjuszom w wędkarskim klanie, lecz także starym wyjadaczom, którzy zechcą być może odświeżyć i usystematyzować swe wiadomości — piękna szata graficzna kwalifikuje zaś edycję PWRiL na ozdobę fachowej biblioteczki.

*  *  *

Samica amura białego

 

Antalfi Antal, Tölg István: Ryby roślinożerne. Tłum. z węg. E. Ławnik.- W-wa 1975 PWRiL,
 16°, s. 272. tabl. 13. egz. 2.230. zł 45.00       639:597

W odróżnieniu od mórz wody śródlądowe dostarczają ryb świeżych, często żywych, o hodowla ich prowadzona w celu zaspokajania wzrastających potrzeb żywnościowych znajduje coraz szersze zastosowanie w wielu krajach. W dziedzinie biologii ryb jednym z największych  przedsięwzięć jest aklimatyzacja użytkowych ryb całkowicie lub częściowo roślinożernych, takich jak amur, tołpyga biała i pstra, występujących w Chinach w warunkach naturalnych.  Ryby te zasiedlają ogromne systemy wodne rzek Amur, Huongho i Jangcy.

Hodowla tych ryb w wodach położonych na Wielkiej Nizinie Chińskiej trwa już i przeszło 2200 lat. Opracowanie metody rozmnażania ryb  roślinożernych w warunkach sztucznych w roku 1961 przez Związek Radziecki i Japonię oraz stałe jej doskonalenie umożliwiło szerokie  rozpowszechnienie gatunków tych ryb jednym z krajów, w którym hodowla ryb roślinożernych prowadzona jest na szeroką skalę, są Węgry.  W roku 1970 produkcja ośrodków hodowlanych wyniosła tam ponad 17 mln sztuk ryb. Na podstawie 10-letnich doświadczeń w zakresie hodowli ryb roślinożernych powstało opracowanie napisane przez dwóch autorów węgierskich, którego drugie wydanie prezentowane jest polskiemu czytelnikowi. Pierwsza część książki poświęcona jest zagadnieniom teoretycznym. Podano w niej ogólne uwagi o aklimatyzacji ryb, wpływ tych ryb na hydrobiologię i gospodarkę stawową w Chinach. Część druga pracy dotyczy zagadnień praktycznych związanych z rozmnażaniem ryb roślinożernych w warunkach sztucznych, wychowem wylęgu, dalszym chowem, odłowami, przewożeniem, zimowaniem, bytowaniem w wodach naturalnych, chorobami i wykorzystaniem tych gatunków w handlu i gastronomii. Książka ma no celu zaprezentowanie nowych gatunków ryb wszystkim interesującym się życiem w wodach; może stanowić pomoc dla pracowników gospodarstw rybackich oraz hydrobiologów zajmujących się zagadnieniami oczyszczania wód ze zbędnych roślin. Bibliografia oraz liczne rysunki i zdjęcia uzupełniają całość opracowania.

 *  *  *

Czy niezbyt wiele na ten sam temat

Jadwiga Wernerowa

 

A. Taborski, J. Landowski, K. Gabryś: Akwarium. PWRiL, W-wa 1957, s. 239, z ilustr. Pł. zł 32,00

Książka zawiera wyczerpujące informacje na temat hodowli ryb w akwarium.

Przez szereg lat liczne rzesze miłośników-akwariarzy pozbawione były jakichkolwiek książek z tej dziedziny w języku polskim. Od półtora roku (natomiast coraz ukazują się dziełka poruszające te tematy. W tej chwili  znów mamy do zanotowania pojawienie się obszernej pozycji pt. Akwarium, spółka autorskiej. A. Taborskiego, J. Landowskiego i K. Gabrysia. W pracy tej poruszono sprawy od historii akwarystyki, poprzez urządzanie i pielęgnowanie akwarium, hodowlę roślin, ślimaków, małżów, ryb, po choroby ryb i ich leczenie.

To nagromadzenie tematów, prowadzące siłą rzeczy do podawania wiadomości w dużym skrócie, nie wyszło pracy na dobre, gdyż powierzchowność i spłycenie zagadnień przekreśla w znacznej mierze ich wartość dla odbiorcy. Przy takim encyklopedycznym ujmowaniu zagadnień, jak widzimy w omawianej pracy, szczególnie pieczołowicie dbać należało o poprawność tekstu i precyzję sformułowań podawanych informacji. Niestety stwierdzamy stan wręcz przeciwny. Rozdziały poświęcone zagadnieniom ogólnym, które miały rozszerzać horyzonty przyrodnicze amatorów akwariarzy i dać im podbudowę wiadomości biologicznych opracowane zostały bardzo słabo, zawierają bądź błędy, bądź sformułowania tego typu, że prowadzą czytelnika do wyprowadzania błędnych wniosków. A więc ląd to nie aerosfera, jak twierdzi autor: Ryby są to zwierzęta, choć z tekstu wynika że autor ich za zwierzęta nie uważa. Ze stwierdzenia,  że ryby denne używają swych płetw piersiowych do poruszania się po dnie zbiornika można wywnioskować, że chodzi o ruch po podłożu stałym, w rzeczywistości wyjątkowe gatunki rozporządzają taką umiejętnością.  Co chciał autor wyrazić w zdaniu, Narząd tego zmysłu mieści się w jamie nosowej, która u ryb nie ma — jakby się zdawało — nic wspólnego z oddychaniem i dlatego w momencie otwierania paszczy zamyka się. Czyżby autor chciał sugerować, że jama nosowa ryb służy jednak do celów oddechowych? O jakie zamykanie chodzi? Przecież jamy nosowe u ryb są w ogóle zamknięte od strony paszczy, o czym autor zdaje się nie wiedzieć.

Rozdziały te roją się ponadto od komunałów lub pozbawionych istotnej treści, a czasem wręcz bezsensownych frazesów, jak te, że akwarium jest skrawkiem tajemnicy wyrwanej wodnym głębinom, o rozwijaniu przez ryby w okresie godowym wszystkich tajników swego istnienia, o gęstwinie trzcin w akwarium, że woda jest związkiem chemicznym, że wodę destylowaną otrzymuje w laboratorium, że morza posiadają swoistą florę i faunę (tak jakby inne biocenozy miały nieswoistą), że z kształtu, budowy i wyglądu ryby można odgadnąć, jakie jest miejsce jej stałego przebywania i wiele innych równie głębokich i ważkich wiadomości.

Wartość dla amatorów akwariarzy mają rozdziały dotyczące specjalistycznych zagadnień, a więc o urządzaniu akwariów, hodowli roślin i zwierząt. Niestety terminologia potraktowana została niedbale, spotyka się takie dziwolągi jak np. rodzina „obrączkowate” i „trądownikowate” zamiast „obrazkowate”  i „trędownikowate”. Barwne tablice, aczkolwiek dość słabe, przydać się mogą wielu laikom do ogólnego zidentyfikowania posiadanych w akwariach rybek.

Linki:                                                                                         

http://www.bialykruk.com.pl/sklep/index.php?p10126,nasze-ryby-josef-mih-lik-franti-ek-reiser

http://www.wedkuje.pl/wedkarstwo,ryby-i-przynety,60114

2013/06/01 | Supplementum

Suplement LIV

UNIVERSITATIS MARIAE CURIE-SKŁODOWSKA
LUBLIN — POLONIA
VOL. XVIII, 10 SECTIO C 1963

Z Katedry Zoologii Ogólnej Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UMCS
Kierownik: doc. dr Mirosław Chicewicz

 Jerzy BEGDON

Studia morfometryczne nad certą Vimba vimba (L.) środkowej Wisły
 I Część ogólna

 Морфометрические исследования над Vimba vimba (L.) средней Вислы
Частъ I. Общие сведения

 Morphometrische Studien über die Zährte Vimba vimba (L.) der mittleren Weichsel
I Allgemeiner Teil

SYSTEMATYKA

Rodzaj Vimba Fitzinger (rodzina Cyprinidae, podrodzina Leuciscinae)  charakteryzuje się posiadaniem pięciu par zębów gardłowych ustawionych obustronnie w jednym szeregu, długą płetwą ogonową i dolnym otworem ustnym.  Dolna krawędź ciała za płetwami brzusznymi nie jest pokryta łuskami. Do tego rodzaju należy tylko gatunek certa — Vimba vimba (L.), żyjący w zlewisku Morza Czarnego, Kaspijskiego, Bałtyckiego oraz wschodniej części Morza Północnego.

Gatunek ten odznacza się dużą zmiennością i podług Berga (5) dzieli się na kilka podgatunków, różniących się od siebie nie tylko cechami morfologicznymi, ale także swymi zasięgami geograficznymi. Podgatunek Vimba vimba persa (Pall.), żyjący w zlewisku Morza Kaspijskiego, wyróżnia się małą liczbą łusek w linii bocznej (49 — 52). Vimba vimba tenella (Nordmann), która podług Berga (5) jest formą drobną o maksymalnym wymiarze długości całkowitej ciała 188 mm, zamieszkującą zlewisko Morza Czarnego,  posiada przeciętnie 54 — 55 łusek w linii bocznej. Opisany z Górnej Austrii i południowej Bawarii podgatunek Vimba vimba elongata Val. (1844) odznacza się posiadaniem krótkiego pyska. Jako dalszy podgatunek  Berg wyróżnia Vimba vimba vimba (L.), u którego liczba łusek w linii bocznej wynosi przeciętnie 59 — 60. Forma wysokogrzbietowa („płaska”) tego podgatunku otrzymała nazwę Vimba vimba vimba natio carinata (Pall.), forma nisko grzbietowa nazwę Vimba vimba vimba natio bergi Vel. Ostatnią formę znaleziono w rzece Bug, uchodzącej do Morza Czarnego (5).

OBECNY STAN BADAŃ NAD CERTĄ W POLSCE

Pomimo dużego znaczenia gospodarczego certy, nasze wiadomości o tej rybie są niedostateczne. Szczególnie dotyczy to właściwości morfologicznej budowy populacji certy środkowego i zachodniego Bałtyku i jego dopływów. Dokładniej natomiast zbadano właściwości z zakresu biologii i rozmieszczenia certy. Pierwsze obszerniejsze dane o rozmieszczeniu certy na obszarze Polski ogłaszają w XIX wieku Leśniewski (24), Nowicki (27) i Wałecki (50). Dalsze wiadomości o występowaniu certy na Mazurach i Pomorzu podaje w początkach XX wieku Seligo (40). W późniejszych latach, aż do okresu międzywojennego włącznie, ukazują się tylko nieliczne notatki, zawierające dane o połowach certy w Wiśle i na Bałtyku (Błażejewski 7, Wyszesławcew 52, 53, 54, Sprawozdanie Morskiego Urzędu Rybackiego 57).

W okresie powojennym ogłoszono szereg prac poświęconych biologii certy. Pliszka publikuje wyniki swych badań nad rozrodem i rozwojem tego gatunku (32, 34), Iwaszkiewicz zaś swoje obserwacje nad rozwojem postembrionalnym i sztucznym tarłem tej ryby (16). Kaj (21) prześledził szczegółowo przebieg tarła certy na tle warunków hydrologicznych i klimatycznych na rzece Wełnie (dopływ Warty). Obserwowane tarło tego gatunku odbywało się w kilku rzutach w okresie od czerwca do początku lipca 1955 r.

Dalsze badania okresu powojennego dotyczą zagadnień związanych z odżywianiem się certy. Przeprowadzona przez Pliszkę i jego współpracowników analiza zawartości przewodu pokarmowego świadczy o tym, że w naszych rzekach żywi się ona pokarmem zwierzęcego i roślinnego pochodzenia. Przewód pokarmowy cert złowionych w październiku w Zatoce Gdańskiej zawierał przeważnie resztki mięczaków (35). W przeciwieństwie do innych ryb karpiowatych certa żeruje intensywnie także w miesiącach zimowych (Dziekońska 12).

Problemy wędrówek certy były przedmiotem badań Pliszki w latach 1948 — 1950. Metodą znakowania stwierdzono, że nie wszystkie dojrzałe osobniki lub stada tego gatunku odbywają na jesieni wędrówkę w górę rzeki, duża ich część zimuje w Zatoce Gdańskiej. To odrębne zachowanie się niektórych stad nasuwa problem, czy w ogóle wszystkie certy zlewiska Bałtyku stanowią „jedność biologiczną” (31).

W latach 1947 — 1948 Zawisza (56) prowadził badania nad tworzeniem się przyrostowych pierścieni na łuskach certy i szybkością jej wzrostu. Autor stwierdził duże różnice we wzroście między poszczególnymi osobnikami populacji wiślanej tego gatunku.

Spostrzeżenia nad certą środkowej Wisły i Dunajca zawierają także prace Backiela i Zawiszy (3) oraz Juszczyka (17, 19), a przegląd współczesnych danych o tej rybie na terenie Polski daje książka F. Staffa o rybach słodkowodnych Polski (44).

CEL I METODA BADAŃ

Celem niniejszej pracy jest uzupełnienie wiadomości z zakresu morfologii certy morfometrycznymi badaniami nad populacją wiosenną i jesienną środkowej Wisły. Materiał do badań został zebrany w okresie jednego  roku kalendarzowego z określonego odcinka Wisły (patrz niżej). Autor postawił sobie następujące zadania:

a) przeprowadzenie szczegółowych pomiarów zebranego materiału,
b) określenie wieku i płci złowionych cert,
c) posegregowanie ryb według płci, wieku, wymiarów i ciężaru,
d) analiza porównawcza uzyskanych danych liczbowych,
e) ustalenie różnic morfologicznych między samcami i samicami,
f) zanalizowanie wyników badań i opracowanie wniosków ogólnych.

Badania przeprowadzono na świeżym materiale. Płeć i stadium dojrzałości płciowej określono sekcyjnie. Ogółem wykonano przeszło 20 000 pomiarów morfologicznych.

Wiek ryb określano na podstawie odczytów łuskowych. Łuski do określenia wieku pobierano ze środkowej części ciała pomiędzy płetwą grzbietową a linią boczną oraz tuż nad nią po kilkanaście sztuk, które poddawano maceracji i mechanicznemu oczyszczeniu, a następnie kąpieli w 24% amoniaku. Aby uniknąć pomyłek przy określaniu wieku ryb metodą odczytów łuskowych, posługiwano się także dla celów kontrolnych metodą określania wieku na podstawie pierścieni przyrostowych kości (operculum, praeoperculum, vertebrae) i metodą E. Lea. Ponadto sfotografowano najbardziej typowe łuski poszczególnych osobników.

Kości wieczka, które miały służyć do określenia wieku ryby, preparowano w następujący sposób: kości poddawano kilkudniowej maceracji, a następnie po mechanicznym oczyszczeniu odtłuszczano je przy pomocy eteru i prześwietlano w 95% spirytusie, a później w 24% amoniaku. Po lekkim zabarwieniu mucyną kości suszono przez 12 godz. pod silną żarówką.

 MATERIAŁ

Certy, będące przedmiotem moich badań, pochodzą z okolicy Puław, z odcinka Wisły, położonego miedzy Kazimierzem n. Wisłą a Dęblinem, i zostały złowione drygawicami pławnymi w czasie od kwietnia do listopada 1961 r. Szacunkowo  stanowią one około 70 — 80% wszystkich cert, jakie zostały w tym okresie dostarczone przez rybaków wiślanych z wymienionego odcinka rzeki do Spółdzielni Pracy „Sandacz” w Puławach, będącej użytkownikiem tej części Wisły. Połowy w okresie ochrony wiosennej ryb przeprowadzono za zezwoleniem Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Liczba cert, którą zebrał autor z wymienionego odcinka Wisły w r. 1961 wynosi ogółem 482 sztuki.

Ryc. 1. Certa Vimba vimba (L.) z deformacją głowy; Wisła, Puławy 1961
Zährte Vimba vimba (L.) mit Kopfmissbildung; Weichsel, Puławy 1961

 

Kondycja badanych ryb była dobra, o czym świadczyły także znaczne złogi tkanki tłuszczowej oplatające jelita i gonady. Ciężar złogów tłuszczowych wynosił u poszczególnych osobników od 5 do 30 g, przeważnie jednak powyżej 15 g. Stwierdziłem niewielkie ilości tłuszczu w jamie brzusznej u osobników, które posiadały silnie wykształcone gonady, oraz także  u jednej certy zarażonej ścięgorzem (Ligula intestinalis L.).

W materiale badawczym znajdowały się 2 certy (0,4% zbadanych ryb), które wyróżniły się znacznymi wadami cielesnymi. Jedna z nich odznaczała się bardzo krótką, zdeformowaną głową z tzw. garbem czołowym (ryc. 1 i 2), druga natomiast brakiem płetwy grzbietowej (ryc. 3). Dwie inne ryby posiadały linie boczne o nietypowym przebiegu (ryc. 4). U dwu ryb stwierdziłem sekcyjnie obecność tasiemca Ligula intestinalis L. W jamie ciała jednej z nich znajdowały się 2 okazy tego pasożyta, długość ich wynosiła 10 i 41 cm. Żywiciel ich posiadał bardzo małą wątrobę. W jamie ciała drugiej certy, ważącej 614 g, znalazłem tylko 1 okaz liguli o długości przeszło 60 cm, obrośnięty tkanką tłuszczową żywiciela; gonady żywiciela były silnie uwstecznione. U jednej certy spotkałem nadto przyczepioną do boku ciała pijawkę z rodzaju Piscicola. Ryb znakowanych dla celów badawczych nie było w materiale.

Ryc. 2. Powiększenie części głowowej osobnika z ryc. 1
Kopfteil der auf Abb. 1 abgebildeten Zährte, vergrössert.

Ryc. 3. Certa bez płetwy grzbietowej. W miejscu wyrastania płetwy grzbietowej
nie ma oznak uszkodzenia grzbietu przez drapieżniki ani przebarwienia skóry;
Wisła, Puławy 1961
Zährte ohne Rückenflosse. An der Ansatzstelle der Rückenflosse ist weder eine
abgeänderte Pigmentierung noch die Spur einer Beschädigung durch andere Tiere
ersichtlich; Weichsel, Puławy 1961

Ryc. 4. Nieprawidłowy przebieg linii bocznej, widoczny na odcinku lewego boku
certy; Wisła, Puławy 1961
Unregelmassiger Verlauf der Seitenlinie einer Zährte ersichtlich auf dem mittleren
Abschnitt der linken Korperseite; Weichsel, Puławy 1961

Badania morfometryczne przeprowadzono na 476 okazach certy. Pozostałe sztuki, chore lub silnie uszkodzone, nie zostały uwzględnione w pracy.

Większość zbadanego materiału, tj. 325 cert (w tym 190 samców i 135 samic) pochodzi z połowów jesiennych, reszta, tj. 151 cert (w tym 60 samców i 91 samic), natomiast z połowów wiosennych. Z wyżej podanych liczb wynika, że w materiale zebranym w miesiącach wiosennych przeważały ilościowo samice, odwrotnie zaś w materiale pochodzącym z połowów jesiennych — samce. W sumie przypada na 476 osobników 250 samców i 226 samic. W stosunku rocznym zatem ilość samców przewyższyła liczbę samic o przeszło 10% (tab. 1, 2, 3).

Długość całkowita (longitudo totalis) samców wynosiła od 263 do 413 mm, a samic od 278 do 415 mm.

Ryc. 5. Odcinek brzucha certy z płetwami brzusznymi o odmiennej pigmentacji.
Końcowa część prawej płetwy brzusznej posiada czarną pigmentację, na
lewej płetwie brzusznej nie ma czarnego pigmentu; Wisła, Puławy 1961
Abschnitt der Unterseite einer Zährte mit ungleich pigmentierten Bauchflossen.
Der äussere  Teil der rechten Bauchflosse ist schwarz pigmentiert, die
linke Bauchflosse entbehrt des schwarzen Pigmentes; Weichsel, Puławy 1961

Tab. 1. Długość całkowita maksymalna i minimalna oraz ciężar maksymalny
i minimalny cert wislanych zebranych w r. 1961 w okolicy Puław
Maximale und minimale Totallänge (longitudo totalis) und Gewicht der im Jahre
1961 in der Weichsel bei Pulawy gefischten Zährten

.                      Liczba
Płeć             osobników  Longitudo   Longitudo  Ciężar    Ciężar
Geschlecht     Zahl der  tot. max.   tot. min.  Gewicht   Gewicht
.                 Fische       mm     mm    max. g    min. g

♂♂                      250 413 263 720 160
♀♀                       226 415 278 852 247
♂♂ i  ♀♀               476 415 263 852 160

 

Uwaga: Zestawienie nie obejmuje osobników chorych i bardzo uszkodzonych.
Anmerkung: Die Tabellen berücksichtigen nicht pathologische und stark beschädigte Fische.

Tab. 2. Długość całkowita maksymalna i minimalna oraz ciężar maksymalny
i minimalny cert zebranych w miesiącach wiosennych 1961 r. w okolicy Puław
Maximale und minimale Totallänge (longitudo totalis) und Gewicht der im
Frühjahr 1961 in der Weichsel bei Puławy gefischten Zahrten

.                       Liczba
Płeć            osobników  Longitudo   Longitudo     Ciężar    Ciężar
Geschlecht     Zahl der  tot. max.   tot. min.       Gewicht   Gewicht
.                        Fische      mm         mm        max. g     min. g

♂♂             60 400 312 704 300
♀♀             91 415 302 686 265
♂♂ i ♀♀   151 415 302 704 265

Tab. 3. Długość całkowita maksymalna i minimalna oraz ciężar maksymalny
i minimalny cert zebranych w miesiącach jesiennych 1961 r. w okolicy Puław
Maximale und minimale Totallänge (longitudo totalis) und Gewicht der
im Herbst 1961 in der Weichsel bei Puławy gefischten Zahrten

.                   Liczba
Płeć           osobników     Longitudo   Longitudo   Ciężar    Ciężar
Geschlecht     Zahl der  tot. max.      tot. min.      Gewicht   Gewicht
.                       Fische        mm            mm        max. g     min. g

♂♂                 190  413 263 720 160
♀♀               135 407 278 852 247
♂♂ i ♀♀    325 413 263  852 160

Duże są różnice między certami w zakresie ich ciężaru i to zarówno u samców, jak i samic. Ciężar zbadanych samców wahał się w granicach od 160 do 720 g, ciężar samic zaś w granicach od 247 do 852 g (tab. 1, 2, 3).

Wstępne badania wykazały istnienie znacznych różnic morfologicznych między poszczególnymi osobnikami. Różnice te dotyczyły m. in. ogólnego pokroju ciała, wysokości płetwy grzbietowej, długości podstawy płetwy podogonowej, ilości promieni miękkich płetwy podogonowej i piersiowej, ilości łusek w linii bocznej, a także ubarwienia płetw brzusznych i podogonowej (ryc. 5).

PIŚMIENNIСTWO

1. Brzęk G.: Historia zoologii w Polsce do r. 1918. Cz. I i II. Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sectio C, Suppl. II, Lublin 1947.

2. Brzęk G.: Historia zoologii w Polsce do r. 1918. Cz. III. Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sectio C, Suppl. VII, Lublin 1953.

3. Backiel T., Zawisza J.: Zarys stosunków rybackich w srednim biegu Wisły. Przegl. Rybacki, R. XVI, Warszawa 1949.

4. Benecke B.: Fische, Fischerei und Fischzucht in Ost- und Westpreussen. Königsberg 1881.

5. Berg L. S.: Ryby priesnych wod SSSR i sopredielnych stran. II. Leningrad 1349.

6. Berg L. S.: i in.: Promysłowyje ryby SSSR. Piszczepromizdat 1949.

7. Błażejewski J.: Rybołówstwo na Wisle Pomorskiej. Przegl. R. VII, Warszawa 1934.

8. Demel K.: Biologia ryb Bałtyku. Gdynia 1947.

9. Domraczew P. F., Prawdin I. F.: Ryby Ilmenia i Wołchowa i ich choziajstwennoje znaczenie. Mat. po issl. r. Wołchowa i jego basseina,
wyp. X, 1926.

10. Dуbowski B.: Versuch einer Monographie der Cypriniden Livlands. Dorpat 1862.

11. Dyk V.: Naše ryby. Olomouc 1946.

12. Dziekońska J.: Zapoznajmy się z certą. Przegl. Rybacki, R. XV, Warszawa 1948.

13. Dziekońska J.: Z badań nad pokarmem certy. Przegl. Rybacki, R. XVI, Warszawa 1949.

14. Gąsowska M.: Świnka Chondrostoma nasus (L.) z Wisły i jej niektórych dopływów. Fragm. Faunistica, VIII, 29, Warszawa 1960.

15. Huculak F.: Ligula intestinalis L. u ryb w stawach gospodarstw karpiowych Landek, Gołysz, Ochaby. Acta Hydrob., 2, Krakow 1960.

16. Iwaszkiewicz M.: Sztuczne tarło i rozwój postembrionalny certy. Roczn. Wyższej Szkoły Roln. w Poznaniu, V, Poznań 1959.

17. Juszczyk W.: Wędrowki ryb przez przepławkę zapory w Rożnowie. Przegl. Rybacki, XVI, Warszawa 1949.

18. Juszczyk W.: The Migration of Fish through the Rożnów Dam Fish ladder (Dunajec-River). Bull. Acad. Sc. Cracovie, B, Kraków 1950.

19. Juszczyk W.: Przepływ ryb przez turbiny Zapory Rożnowskiej. Roczn. Nauk Roln., 57, Warszawa 1951.

20. Kaj J.: Zarys fizjografii rybackiej Pomorza Zachodniego. Przegl. Rybacki, R. XV, Warszawa 1948.

21. Kaj J.: Przebieg tarła ryb w dolnym odcinku rzeki Wełny. Pol. Arch. Hydrob., IV (XVII), 1958.

22. Kocyłowski B. i Miączyñski T.: Choroby ryb i raków. Warszawa 1960.

23. Kowalski J.: Klucz do oznaczania zwierząt kręgowych Ziem Polskich. Kraków 1910, rozdz. Ryby.

24. Leśniewski E. P.: Rybactwo krajowe czyli historya naturalna ryb krajowych i kalendarz rybacki. Warszawa 1837.

25. Meisner W.: Ichtiologia stosowana. Gdynia 1948.

26. Nikolskij G. W.: Czastnaja ichtiołogia. Moskwa 1950.

27. Nowicki M.: Ryby i wody Galicyi pod względem rybactwa krajowego. Kraków 1880.

28. Pliszka F.: Wędrówki certy w Wiśle. Przegl. Rybacki, R. XVI, Warszawa 1949.

29. Pliszka F.: Dalsze wyniki badań nad wędrówkami ryb w Wiśle. Przegl. Rybacki, R. XVI, Warszawa 1949.

30. Pliszka F.: Wyniki badań nad wędrówkami ryb w Wiśle. RNR, t. 57. Warszawa 1951.

31. Pliszka F.: Wędrówki certy (Vimba vimba L.) w Wiśle i w jej dorzeczu. RNR, t. 37, Warszawa 1951.

32. Pliszka F.: Obserwacje nad biologią rozrodu certy (Vimba vimba L.) nа tle zmian w jej jadrze w okresie rocznym. RNR, t. 57, Warszawa 1951.

33. Pliszka F.: Obserwacje nad wpływem iniekcji przysadki mózgowej certy (Vimba vimba L.) na jej jądro. RNR, t. 58, Warszawa 1952.

34. Pliszka F.: Rozród i rozwój certy (Vimba vimba L.). Pol. Arch. Hydrob., I (XIV), Warszawa 1953.

35. Pliszka F. i współprac.: Badania nad odżywianiem się ryb w Wiśle. RNR, t. 57, Warszawa 1951.

36. Prawdin I. F.: Rukowodstwo po izuczeniju ryb. Leningrad 1939.

37. Rühmer K.: Die Süsswasserfische und Krebse. Ebenhausen 1952.

38. Sakowicz S.: Zarys akcji zarybieniowej na wodach otwartych. Warszawa 1935.

39. Schäperclaus W.: Fischkrankheiten. Braunschweig 1941.

40. Seligo A.: Die Fischgewässer der Provinz Westpreussen. Danzig 1902.

41. Siebold C.: Die Süsswasserfische von Mitteleuropa. Leipzig 1863.

42. Siedlecki M.: Ryby morskie częściej poławiane na Bałtyku i północnym Atlantyku, Gdynia 1938.

43. Smetаński J.: Zarys polskiej bibliografii rybackiej. Lwów 1936.

44. Staff F.: Ryby słodkowodne Polski i krajów ościennych. Warszawa 1950.

45. Stangenberg M.: Zmienność cech ilościowych płoci (Rutilus rutilus L.). Zoologica Pol., 4, Wrocław 1948.

46. Starmaсh K.: Wiek i wzrost brzan (Barbus barbus L.) poławianych we Wiśle w okolicach Krakowa. Spr. z czynn. pos. PAU, XLVI, Kraków 1948.

47. Suworow E. K.: Osnowy ichtiołogii. Sow. Nauka 1948.

48. Urbański J.: Materiały do bibliografii zoologicznej Ziemi Lubuskiej i Pomorza Zachodniego oraz pogranicznych terenów zachodnich. Cz. I. Bad. Fizjogr. nad Polska Zach., IV, Poznań 1958.

49. Walter E.: Einführung in die Fischkunde. Leipzig 1913.

50. Wałecki A.: Materyały do fauny ichtjologicznej Polski. Warszawa 1863.

51. Wolski T.: Pisces — Ryby [w:]. Podręcznik do zbierania i konserwowania zwierząt, z. 7, Warszawa 1921 — 1929.

52. Wyszesławcew A.: Zarys danych o połowach na Wiśle Pomorskiej. Przegl. Rybacki, IX, Warszawa 1936.

53. Wyszesławcew A.: Połów ryb na Wiśle Pomorskiej w 1936 roku. Przegl. Rybacki, R. X, Warszawa 1937.

54. Wyszesławcew A.: Połowy ryb na Wiśle Pomorskiej w 1937 roku. Przegl. Rybacki, XI, Warszawa 1938.

55. Włodek J. M.: Ilość samców i samic w populacjach karpi. Acta Hydrobiologica, Vol. 1, Kraków 1959.

56. Zawisza J.: Szybkość wzrostu leszcza, certy, brzany i krąpia w środkowym biegu Wisły w okolicach Warszawy. RNR, t. 57, Warszawa 1951.

57. Polskie Rybołówstwo Morskie, VI, Wyd. Morskiego Urzędu Rybackiego, Gdynia 1936.

РЕЗЮМЕ

В первой части работы рассматриваются общие данные о материале Vimba vimba (L.) собранном около г. Пулавы на реке Висле. В общем было собрано 476 особей этого вида, из чего 151 штука весной и 325 осенью.

В весеннем материале преобладали самки (91 штука), в то время как самцов было только 60 штук. В осеннем материале преобладали самцы (190 штук), самки же находились в меньшинстве (135 штук). В годовом итоге число собранных самцов превышало численность самок на свыше 10%. Общая длина (longitudo totalis) самой большой рыбы из собранной коллекции составляла 415 мм, самой маленькой — 263 мм. Обнаружены различия между выловленными особями относительного веса, который колебался в пределах 160 — 852 г (табл. 1 — 3).

У двух собранных особей (0,4% собранного материала) обнаружены лентецы из вида Ligula intestinalis L. В полости тела одной из
этих рыб был найден лишь один лен- тец, которого длина составляла свыше 60 см. Вторая из этих рыб была заражена тремя меньшими лентцами длиною 10 — 41 см. Две рыбы обладали заметными аномалиями в строении тела.

Одна из них отличалась значительно укороченной головой и „лобным горбомi” (рис. 1, 2), вторая — отсутствием спинной плавки. Дальнейшие Две особи отличались нерегулярной боковой линией (рис. 4). На основании анализа собранного материала из Вислы автор обнаружил существование значительных различий между отдельными особями в строении тела, в отношении некоторых меристических признаков, а также в окраске плавок. Заслуживает также внимания то обстоятельство, что иногда констатируются различия в пигментации левого и правого брюшного плавка. На рис. 5 показан фрагмент рыбы, у которой правый брюшной плавок отличается интенсивной темной окраской, в то время как левый полностью лишен темного пигмента.

В работе рассмотрены также данные об актуальном состоянии исследований над Vimba vimba в Польше, о систематике рода Vimba Fitzinger и методике работы.

Результаты обстоятельных морфометрических исследований над Vimba vimba будут опубликованы в виде дальших частей работы.

ZUSAMMENFASSUNG

Der erste Teil der Arbeit über die Zährte der mittleren Weichsel enthält allgemeine Angaben über das vom Verfasser im Jahre 1961 bei Puławy eingesammelte Zährtenmaterial.

Es wurden insgesamt 476 dieser Fische untersucht, von denen 151 Stück in den Frühjahrsmonaten, 325 Stück in den Herbstmonaten gefischt waren.

Das im Frühjahr eingebrachte Material bestand vorwiegend aus Rogenern (91 St.), zum geringeren Teile aus Milchnern (60 St.), das Herbstmaterial dagegen vorwiegend aus Milchnern (190 St.), zum geringeren Teile aus Rogenern (135 St.). Im Jahresverhältnis überwiegten mit über 10% die Milchner.  Die Gesamtlänge (longitudo totalis) des grössten Fisches der Kollektion betrug 415 mm, diejenige des kleinsten Fisches der Kollektion 263 mm. — Beträchtlicher waren die Gewichtsunterschiede zwischen den Fischen; sie schwankten zwischen 160 — 852 g (Tab. 1 — 3).

Im Fischmateriale befanden sich zwei (0,4%) mit Riemenwürmer infizierte Zährten. In der Leibeshöhle einer derselben wurde nur l Riemenwurm aufgefunden. Dieser Plattwurm hatte die immense Länge von über 60 cm und war zum grössten Teil vom Fettgewebe des Wirtes umwachsen. In der zweiten Zährte befanden sich 2 kleinere Riemenwürmer (Ligula intestinalis L.) von einer Länge von 10 — 41 cm.

Zwei weitere Fische wiesen beträchtliche Missbildungen auf. Einer derselben hatte einen stark deformierten mopsähnlichen Kopf (Abb. 1 u. 2), der zweite Fisch hatte keine Rückenflosse (Abb. 3). Bei zwei anderen Zährten konnten Unregelmässigkeiten im Verlauf der Seitenlinie festgestellt werden (Abb. 4).

Der Verfasser beobachtete beträchtliche Unterschiede im Habitus und gewissen meristischen Merkmalen, sowie der Färbung der Flossen der Weichsel-Zährten. Interessant ist, dass nicht immer die schwarze Pigmentierung beider Bauchflossen gleich stark entwickelt ist. Auf Abb. Nr. 5 ist ersichtlich, dass hier die rechte Bauchflosse stark dunkel pigmentiert ist, während die linke Bauchflosse einer solchen Färbung entbehrt.

Besondere Abschnitte der Arbeit enthalten Angaben über den aktuellen Stand der polnischen Untersuchungen über die Zährte, weiter die Systematik der Gattung Vimba Fitzinger, sowie die in der Arbeit angewandten Untersuchungsmethoden. Die Ergebnisse der morphometrischen Untersuchungen des Verfassers werden in den nachfolgenden Teilen der Arbeit ausführlich besprochen.

Papier druk. sat. III kl. 80 g. Annales UMCS Lublin 1963. 1100 + 125 egz. R-4
Format 70 X 100 Lub. Druk. Pras. Lublin, Unicka 4.  Manuskrypt otrzymano 24. VIII. 63
Druku str. 13.  Zam. nr 3012. 24.VIII.63. Data ukończenia 30. IV. 64

 

*   *   *

Przegląd zoologiczny IX, 4, 1965, s. 204

Krytyki i oceny

J. Begdon: Studia morfometryczne nad certą, Vimba vimba (L.), środkowej Wisły. I Część ogólna. Annales UMCS Sect. C, t. XVIII, 10, 1963.

J. Begdon: Morfometric studies in Vimba vimba (L.). I General Part. Annales UMCS, Lublin, Sect. C, XVIII, 10, 1963

Praca poświęcona tak cennemu pod względem gospodarczym gatunkowi ryb, jakim jest certa, niewątpliwie stanowi istotny wkład w poznanie naszej ichtiofauny. Zamierzeniem autora było zbadanie 482 okazów certy w celu uzupełnienia wiadomości dotyczących morfologii wiosennej i jesiennej populacji. Do wniosków i uogólnień mają autora doprowadzić szeroko zakrojone obserwacje wieku, wymiarów, ciężaru ryb, szczegółowa analiza morfometryczna oraz badania poświęcone ewentualnemu dymorfizmowi płciowemu.

Co jednak zawiera część ogólna studiów morfometrycznych, czy też jak trudno się domyśleć z rozmaitych wersji autora, badań morfologicznych nad certą? W omawianym opracowaniu znajdujemy przede wszystkim wykaz podgatunków certy przytoczony za Bergiem, co w przypadku danej pracy nie jest konieczne, gdyż autor nie rozpatruje zagadnień taksonomicznych w obrębie gatunku Vimba vimba (L.). Dalej dowiadujemy się o historii badań nad certą w Polsce, i to obok metod pracy stanowi zasadniczą część publikacji (łącznie 2,5 strony).

W rozdziale zatytułowanym „Materiał” na niecałych 3 stronach (włącznie z 3 tabelkami) autor podaje czas i miejsce połowu, liczbę złowionych okazów obu płci, maksymalne i minimalne wymiary oraz maksymalny i minimalny ciężar. Uderza tu dysproporcja między istotnymi zagadnieniami, jakimi we wprowadzającej części pracy powinna być ogólna, niemniej jednak pełna charakterystyka materiału, a sprawami marginesowymi, pozostającymi w luźnym związku z głównym problemem pracy. Graniczne wartości długości ciała i ciężaru badanych ryb zamieszczone w tekście i w tabelkach zupełnie nie charakteryzują populacji. Niewspółmiernie dużo miejsca poświęca natomiast autor omówieniu kilku przypadków anomalii w budowie ciała, jakkolwiek są to czasem drobne różnice w ubarwieniu płetw czy też niewielkie odchylenia od normalnego przebiegu linii bocznej, jak widać z zamieszczonych fotografii.

Podobnie nieproporcjonalnie potraktowano sprawę pasożytów; nie wiadomo przy tym, czy autor przypadkowo natrafił na zakażone osobniki, czy badał pod tym kątem cały materiał. Interesującym szczegółem jest natomiast zaobserwowane przez autora dominowanie w połowach wiosennych samic, zaś w jesiennych — samców.

W końcu publikacji autor stwierdza, … poszczególnymi osobnikami”, a w obcojęzycznych streszczeniach wyraźnie pisze o występowaniu różnic w budowie ciała i w cechach merystycznych — chociaż ich nie opisuje i nie przytacza żadnych liczb dotyczących cech przeliczalnych. Takie stwierdzenia są więc chyba zapowiedzią wyników dalszych części pracy, lecz nie wynikają z treści części aktualnie opublikowanej. Na tej podstawie sądzę, że pierwsza, ogólna część pracy jest tak integralnie związana z ewentualną całością, iż oddzielanie jej jest sztuczne, a wydrukowanie zbędne. W obecnej postaci sygnalizuje ona tylko podjęcie określonego tematu.

Nadto w pracy J. Begdona znalazły się również pewne drobne uchybienia, np. wyliczanie zębów gardłowych ryb karpiowatych na pary (rodzaj Vimba Fitzinger — „…5 par zębów gardłowych ustawionych obustronnie w jednym szeregu”) jest nowością nie spotykaną w literaturze ichtiologicznej. Najprostszym i ogólnie przyjętym sposobem jest podawanie formuły cyfrowej. Podobnie w nowszym piśmiennictwie ichtiologicznym zaniechano już nazwy „płetwa podogonowa” na korzyść określenia „płetwa odbytowa”. Określenie „wady cielesne”, użyte przez autora dla anomalii w budowie ciała ryb, wydaje się raczej niezręczne. Tekst streszczenia w języku rosyjskim robi wrażenie surowego przekładu z języka polskiego, a dużym niedopatrzeniem jest używanie terminu „pławka” zamiast „pławnik” (płetwa), który przecież nie ma w języku rosyjskim innego synonimicznego odpowiednika.

Niezrozumiała jest również, jak o tym wspomniano wyżej, niezgodność między tytułem zamieszczonym przed tekstem pracy a tytułem w żywej paginie: w pierwszym jest mowa o studiach morfometrycznych, a w drugim o studiach morfologicznych.

W wykazie piśmiennictwa autor zamieścił aż 57 pozycji, z których pewne dobrane są dość przypadkowo, jednak w tekście cytuje z nich tylko 22. Obok klucza Kowalskiego z 1910 r. powinien się w piśmiennictwie znaleźć nowy i dobry klucz do oznaczania kręgoustych i ryb pod redakcją M. Gąsowskiej. Brak również pracy W. Kulmatyckiego z 1926 r. „Próba szkicu fizjografii rybackiej polskiej”.

Krystyna Urbanowicz

*   *   *

Przegląd zoologiczny, XIX, 1, 1975, s. 7-11

Jerzy Begdon (1905-1973)

 Wspomnienia pośmiertne

 Obituary

GABRIEL BRZĘK

Dnia 4 listopada 1973 r. zmarł w Lublinie wieloletni adiunkt Katedry Zoologii Uniw. MCS, kierownik samodzielnej pracowni faunistyki i ekologii zwierząt tejże katedry, a ostatnio starszy wykładowca Instytutu Biologii Uniw. MCS, dr nauk przyrodn. i lekarz med. Jerzy Begdon.

Był on znanym zoologiem w kraju, gdyż często zabierał głos w dyskusjach na zjazdach, głównie na temat ochrony przyrody i kształtowania środowiska. Był szczególnie popularny do r. 1939 w ośrodku poznańskim, a po wojnie w lubelskim środowisku naukowym, dokąd rzuciły go losy wojenne.

Jerzy Begdon urodził się dnia 17 lutego 1905 r. w Toruniu, jako syn Piotra, handlowca, i Aleksandry z Mańkowskich.  Pochodził z wysoce patriotycznej rodziny pomorskiej, której członkowie walczyli o polskość już w okresie rządów okrutnej hakaty i składali ofiary życia zarówno w powstaniu wielkopolskim, jak i w pracy konspiracyjnej podczas hitlerowskiej okupacji. Dość wspomnieć, że ofiarą hitlerowskiego bestialstwa padło ponad 3 członków rodziny Begdona, a wśród nich jego wuj i opiekun, ks. dr Alfons Mańkowski (1870-1941), historyk i bojownik o polskość Pomorza, Warmii i Mazur, członek Rady Ludowej w Poznaniu (1918-1919), prezes Tow-a Naukowego w Toruniu, członek PAU (od 1929), wiceprezes Instytutu Bałtyckiego, zamordowany w r. 1941 przez przez hitlerowców w Stutthofie.

Begdon po ukończeniu niemieckiej szkoły powszechnej w Toruniu uczęszczał w tymże mieście w l. 1915-1923 do Państw. Gimnazjum Klasycznego im. M. Kopernika, gdzie do r. 1919 nauka odbywała się w języku niemieckim. Nie bacząc na terror i szykany Niemców w stosunku do uczniów — Polaków, dawał wyraz swego patriotyzmu, należąc do konspiracyjnego stowarzyszenia młodzieżowego „Tow-a Tomasza Zana”, mającego za zadanie pielęgnowanie polskości. Po złożeniu egzaminu dojrzałości w r. 1923 studiował w r. akad. 1923/24 leśnictwo na Wydziale Rolniczo-Leśnym Uniw. Poznańskiego, z powodu jednakże śmierci ojca (w r. 1925) i wynikłych trudności materialnych rodziny przerwał studia i w l. 1924-1926 pracował jako praktykant biurowy w Kuratorium Okręgu Szkoln. Pomorskiego w Toruniu. Za zaoszczędzone pieniądze podjął w r. 1926 ponownie studia, tym razem na sekcji biologii Wydziału Matemat.- Przyrodniczego Uniw. Pozn., które kończy formalnie w r. 1930, magisterium zaś z zoologii łącznie z anatomią porównawczą z powodu braku dbałości o własny awans życiowy uzyskał dopiero dn. 2. VII 1932 r.

Jako kolega Begdona z ławy uniwersyteckiej nadmieniam, że w naszym 30-osobowym gronie „Jerzyk” był jednym z najzdolniejszych studentów. Był on przede wszystkim przyrodnikiem nie z przypadku, nie z koniunktury, lecz z prawdziwego zdarzenia, wielkim entuzjastą przyrody. Dobre przygotowanie przyrodnicze wyniósł już z gimnazjum, a pogłębiał je nie tyle przez pilne uczęszczanie na wykłady profesorów w Uniwersytecie, ale głównie drogą samokształcenia się, drogą bezpośrednich obserwacji podczas samotnych wycieczek terenowych. Swoje zainteresowania zoologiczne pogłębiał także przez obserwowanie z tej miary znawcami fauny ekskursyjnej, jakimi w środowisku poznańskim byli starsi od nas asystenci — doktorzy, hydrobiologowie J. Rzóska, A. Moszyński, S. Jakubisiak, ornitolog — J. Sokołowski oraz nieco młodsi od nas studiami, ale już wówczas dobrzy znawcy fauny lądowej J. Urbański i J. Rafalski.

Begdon już jako student twierdził, że każdy zoolog powinien znać 3 grupy świata zwierzęcego, a mianowicie „nadziemną”, ziemną i wodną, stąd też dobrze orientował się już wówczas w ornitologii, myrmekologii oraz ichtiologii. Znajomością świata zwierzęcego, zwłaszcza tzw. fauny ekskursyjnej, górował nad całym zespołem naszego rocznika studentów biologii. Posiadał wiedzę nie tylko książkową, ale wiedzę wynikającą z bezpośredniej autopsji, obserwacji żywej przyrody. Nazywaliśmy go „wissbegierig” czyli „żądnym wiedzy”. Jerzy przy swych walorach  wysokich walorach koleżeńskich, prowadził jednak samotniczy tryb życia, był skryty i zamknięty w sobie. Miał on własną filozofię życiową i swoisty sposób życia. Dni wolne od zajęć spędzał zwykle na samotnych wycieczkach pieszych w okolice Puszczykowa, Ludwikowa, Swarzędza, zaopatrzony w wypełniony probówkami chlebak, lornetkę ornitologiczną, siatkę.

Już jako student II r. swoją znajomością fauny Polski zwrócił na siebie uwagę profesora zoologii Uniw. Pozn. Jana Grochmalickiego, który od r. 1927 zatrudnił go w swej katedrze na bardzo skromnie wynagradzanym etacie tzw. demonstratora (dzis. etat asystenta naukowo-techn.). Obok zajęć techniczno-gospodarczych na rzecz Zakładu, spełnianych zawsze z wielką gorliwością, Begdon wykonywał równocześnie własną pracę magisterską na temat fauny mrówek Pomorza. O wnikliwości studiów młodego studenta świadczy fakt, że w opracowywanym materiale dostrzegł nowy podgatunek Stenamma westwoodi polonicum, udowodnił jego odrębność na podstawie pomiarów, za co otrzymał medal Uniw. Pozn., jakim Rada każdego Wydziału nagradzała corocznie autorów trzech najlepszych prac spośród pomocniczych pracowników naukowych. Rozszerzywszy swoją znajomość fauny wodnej w oparciu o stację hydrobiologiczną Zakładu Zoologii Uniw. Pozn. nad Jeziorem Kierskim, dokąd często wyjeżdżał jako pomocnik techniczny w badaniach dra J. Rzóski, Begdon przeniósł się w r. 1932 na stanowisko asystenta do Katedry Rybactwa i Łowiectwa Wydziału Roln.-Leśnego Uniw. Pozn., a po złożeniu uzupełniającego egzaminu z całokształtu rybactwa i łowiectwa wobec profesorów Edwarda Schechtla oraz L. Sitowskiego i J. Grochmalickiego, został w r. 1934 kierownikiem doświadczalnego gospodarstwa rybnego Wydz. Roln.-Leśnego w Golęcinie pod Poznaniem, gdzie pracował do wiosny 1938 r.

Od 16 IV 1938 do wybuchu II wojny światowej pracował jako referendarz d/s rybactwa w Okręgowej Dyrekcji Lasów Państw, w Poznaniu. Na wiosnę 1939 r. przedłożył na Wydziale Mat.-Przyr. Uniw. Pozn. rozprawę doktorską na temat fauny mrówek Wołynia i jej ekologii. Rozprawa została przez profesorów K. Simma i A. Jakubskiego pozytywnie oceniona, a rygorozum miało się odbyć po wakacjach. Niestety, już w początkowych tygodniach okupacji praca ta wraz z aktami Dziekanatu uległa zniszczeniu. Dewastacji uległy także wszelkie zbiory doktoranta oraz większość materiałów dokumentacyjnych do tej pracy. Wśród narastającego terroru okupanta w stosunku do naukowców ośrodka poznańskiego Begdon na przełomie 1939/1940 opuszcza „Warthegau”, dostaje się na teren Lubelszczyzny i szuka zatrudnienia w prywatnych gospodarstwach rybnych. Nie mogąc go znaleźć, objął od dnia 16 I 1940 r. stanowisko inspektora d/s rybactwa w Izbie Rolniczej i Towarzystwie Rybackim w Lublinie. W lutym 1944 r. na tle rabunkowej eksploatacji jezior i stawów wchodzi jednakże w konflikt z władzami niemieckimi i uprzedzony o zamiarze aresztowania go ucieka do wsi Zabawa w pow. Słotwina-Brzesko w woj. krakowskim, znajdując schronienie u przebywającej tam na wysiedleniu jego rodziny z Wielkopolski. W oczekiwaniu na zakończenie wojny spędza tam rok, zarabiając na życie jako robotnik leśny.

Natychmiast po wyzwoleniu ziem na zachód od Wisły leżących Begdon zjawił się w Lublinie, przystępując do organizacji zdewastowanego przez okupanta rybactwa oraz do organizowania administracji łowieckiej. Od dnia 1 II 1945 r. widzimy go już na stanowisku inspektora w Lubelskim Towarzystwie Rybackim, od r. 1947 jako inspektora w Związku Samopomocy Chłopskiej w Lublinie, a zarazem inspektora rybactwa w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie. Równocześnie pracował jako dyrektor Wojew. Oddziału Pol. Związku Rybackiego, jako prezes Rady Nadzorczej Spółdzielni Rybackiej w Lublinie, a zarazem członek Komitetu Redakcyjnego „Przegląd Rybacki”. Brał też udział w życiu społecznym, wygłaszając referaty w TUR, TPPR, oraz na kursach szkoleniowych rybaków-praktyków.

Na wszystkich wymienionych stanowiskach pracował z wielką gorliwością i znawstwem, z ogromnym zaangażowaniem uczuciowym. Dowodem tego jest chociażby złożone mu przez Okręg. Związek Rybacki w Lublinie podziękowanie, wyrażone w piśmie z dn. 31 XII 1949 r.  przez jego prezesa, mgra inż. Wiktora Roeslera, w którym zaznacza, że „mgr Begdon położył podwaliny pod rozwój zdewastowanego (wojną — G. B.) rybactwa na Lubelszczyźnie, pracując niekiedy w bardzo ciężkich warunkach…, a społecznym i demokratycznym podejściem do ludzi… oraz ujmującymi cechami charakteru pozyskał sobie uznanie wszystkich członków Zarządu i władz nadzorczych” (pismo w aktach Uniw. MCS).

Wiedziony pragnieniem zbliżenia się do ukochanej przez siebie nauki, Begdon postanowił zerwać z rybactwem praktycznym i od dn. 15 IX 1950 r. przyjął stanowisko adiunkta w Zakładzie Zoologii Ogólnej Uniw. MCS, którego organizatorem i kierownikiem do r. 1949 był prof. dr Henryk Raabe (zm. 1952), a jego następcami byli kolejno: doc. dr Robert Towarnicki, zast. prof. Edward Wilkus, zast. prof. dr Włodzimierz Juszczyk, doc. dr Wanda Stojałowska oraz doc. dr Mirosław Chicewicz.

Rozpoczyna się nowy etap w życiu Begdona. Z powodu ciążących na tej katedrze licznych zajęć dla studentów biologii, mikrobiologii oraz studentów studiów zaocznych, a także z powodu pięciokrotnych zmian na stanowisku kierownika katedry — powstawały sytuacje, że praktycznie funkcje kierownika, wraz z całym balastem spraw administracyjnych, spełniać musiał adiunkt, któremu oczywiście niewiele pozostawało czasu na rozwinięcie w szerszym pojęciu własnej pracy badawczej. W okresach przerw spowodowanych zmianami kierownictwa katedry, jak również w zastępstwie chorych lub dojeżdżających z innych ośrodków swych szefów, adiunkt Begdon całymi miesiącami prowadził zajęcia kursowe z tak różnorodnych dziedzin, jak: zoologia systematyczna bezkręgowców i kręgowców, zoologia ogólna, ewolucjonizm, paleozoologia. Dołączały się do tego zlecone mu wykłady fakultatywne z ichtiologii, ornitologii, zoologii łowieckiej; ponadto pierwszy na Uniw. MCS zapoczątkował wykłady z ekologii zwierząt oraz ćwiczenia terenowe z tzw. fauny ekskursyjnej.

Dzięki szerokiej erudycji, dobrej znajomości ważniejszych grup fauny, tudzież sumiennemu przygotowaniu, prowadzone przez adiunkta Begdona zajęcia, pomimo pewnych wad wymowy samego wykładowcy, wynikających z jego nerwowości stały na dobrym poziomie naukowym i dydaktycznym, były przez studentów wysoko oceniane i licznie uczęszczane, tym bardziej że wykładowca wykazywał wielką gorliwość w przekazywaniu wiadomości, właściwą postawę wychowawczą i demokratyczny oraz pełen życzliwości stosunek do młodzieży. Chlubną kartę w działalności pedagogicznej adiunkta Begdona stanowią też wykonane pod jego kierownictwem prace magisterskie z ichtiologii, ornitologii i entomologii, których wykonano około 40. Kilkanaście spośród nich ogłoszono drukiem, wiele też uznano jako wyróżniające się i godne druku.

Chętnie i bezinteresownie służył też poradą fachową magistrantom oraz kolegom z innych katedr, zwłaszcza w zakresie tłumaczeń prac z języka niemieckiego, którego był wybitnym znawcą. Gorliwie i punktualnie wywiązywał się także z pracochłonnych czynności administracyjnych, przyczyniając się walnie do rozwoju Zakładu w zakresie wzbogacania go w literaturę i pomoce naukowe.

Możliwości poświęcenia się pracy badawczej adiunkta Begdona były w poważnym  stopniu hamowane przez jego dodatkowe zajęcia, a. mianowicie zlecone mu w l. 1950-1953 wykłady i ćwiczenia z rybactwa na Wydziale Rolnym Uniw. MCS, a zwłaszcza przez podjęte w r. 1949 studia lekarskie w lubelskiej Akademi Medycznej, uwieńczone uzyskaniem dn. 17 III 1954 dyplomu lekarza medycyny. Studia medyczne — jak twierdził — bardzo rozszerzyły mu wiedzę biologiczną, lecz też w wysokim stopniu nadszarpnęły jego zdrowie.

Przy nawale tak różnorodnych obowiązków niewiele pozostawało adiunktowi Begdonowi czasu na własną pracę naukową, a zwłaszcza na wykończenie rozprawy doktorskiej pt. „Rozmieszczenie i makrotypy gatunków rodziny Formicidae na terenach nizinnych”. Mimo to kończy ją, składa egzaminy i dnia 25 VI 1960 r. uzyskał na Wydziale Biologii i NOZ Uniw. MCS stopień doktora nauk przyrodniczych w zakresie zoologii. Promotorem w tym przewodzie był wybitny entomolog lubelski prof. Konstanty Strawiński, recenzentami zaś znani myrmekologowie: prof. dr Jan Noskiewicz z Wrocławia i prof. dr Janina Wengris z Olsztyna.

W związku ze wzrastającym w katedrze obciążeniem dydaktycznym dr Begdon na własną prośbę został od dn. 11 IX 1964 r. przemianowany z adiunkta na starszego wykładowcę przy Instytucie Zoologicznym, a od dn. 15 XI 1965 r. w związku z reorganizacją studiów biologicznych w Uniw. MCS został kierownikiem samodzielnej pracowni faunistyki i ekologii zwierząt przy tymże instytucie.

Godne najwyższego uznania są cechy charakterologiczne dra Begdona, jego bezinteresowna uczynność w stosunku do studentów i kolegów z innych katedr, jego wielka skromność, subtelność oraz jego demokratyczny stosunek do otaczającego go środowiska, przy wysokim poziomie etycznym. Brak dbałości o własny awans życiowy powodował opóźnienia w osiąganiu przez niego stopni naukowych magistra (1932), doktora (1960) i nie pozwolił mu na uzyskanie tytułu docenta, chociaż pracę habilitacyjną miał już na ukończeniu. Brał też czynny udział w życiu naukowym i społecznym lubelskiego ośrodka naukowego. Na posiedzeniach towarzystw naukowych, a zwłaszcza Lub. Oddziału Pol. Tow-a Zoologicznego, wygłaszał często referaty, nie odmawiał też udziału w różnych komisjach uczelnianych, w związkach zawodowych przy kontroli praktyk studenckich oraz w różnych komisjach i pracach dotyczących rybactwa w woj. lubelskim.

Nadzwyczaj gorliwe zaangażowanie się dra Begdona w zajęcia dydaktyczne i administracyjne Katedry, jak również przesadny często krytycyzm do własnych, niekiedy oryginalnych koncepcji biologicznych, hamowały jego działalność badawczą oraz publikowanie, często w pełni dojrzałych już do druku prac naukowych.

W okresie przedwojennym Begdon opublikował dwie prace. W pierwszej pt. „Studia nad mrówkami Pomorza” (1932) daje przegląd gatunków zasiedlających różne biotopy, w drugiej zaś podaje „Wymiary i wskaźniki niektórych znamion mrówki Stenamma westwoodi Arn. polonicum nov. subsp. znalezionej na Pomorzu” (1931). W r. 1939 przedłożył też rozprawę doktorską pt. „Mrówki Wołynia”, która wraz z aktami Dziekanatu została przez hitlerowców zniszczona. Na podstawie ocalałych skąpych notatek odtworzył po wojnie tylko jej nikłe fragmenty w publikacji pt. „Materiały do fauny mrówek (Formicoidea) Wołynia, Cz. I” (1964).

Syntezą studiów ekologicznych Begdona nad fauną mrówek jest jego rozprawa pt. „Rozmieszczenie i makrotopy gatunków rodziny Formicidae na terenach nizinnych” oparta na wieloletnich studiach w województwach poznańskim, lubelskim i w środkowej Małopolsce, ze szczególnym uwzględnieniem obszarów o odmiennym charakterze fizjograficznym. W pracy tej rozpatruje 33 gatunki mrówek w aspekcie nie tylko ich biologii i rozmieszczenia w kraju, ale także w krajach ościennych, omawia zagadnienie zespołów mrówek, dokonuje klasyfikacji ich biotopów oraz systematyki ekologicznej mrówek w oparciu o wprowadzone przez siebie kryteria. Praca ta wzbudziła wśród specjalistów myrmekologów i ekologów duże zainteresowanie, przysparzając autorowi zarówno uznania, jak i głosów krytyki, którymi autor nadmiernie się przejął. Faunie mrówek poświęcił też pracę pt.  „Nowe stanowiska kilku interesujących gatunków Formicoidea w Polsce” (1959) oraz „Zarys polskiego piśmiennictwa myrmekologicznego w ujęciu historycznym” (1956).

W okresie powojennym opublikował ponadto około 10 artykułów popularnonaukowych z dziedziny rybactwa stawowego, głównie na temat chowu i hodowli karpia.

W r. 1960 dr Begdon przystąpił do opracowywania rozprawy habilitacyjnej pt. „Studia morfometryczne nad certą (Vimba vimba L.) środkowej Wisły”. Dzięki uzyskanemu stypendium, zebrał bardzo obfity materiał (ponad 500 okazów certy), który opracowywał z ogromną wnikliwością (ponad 30 000 pomiarów) i wyodrębniwszy populację o swoistych właściwościach biometrycznych, doprowadził swą rozprawę do stanu bliskiego zakończeniu. Pierwsza część (ogólna) tej obszernej pracy została już opublikowana (Annales Univ. MCS, sec. C, XVIII, 10, 1963 r.) lecz ostra krytyka, jaką wywołała (Przegl. Zool., IX, 2, 1965, str. 204), podziałała na autora demobilizująco.

Celem poszerzenia swej wiedzy z dziedziny ekologii i zapoznania się z biotopami wyspowymi i pustynnymi, dr Begdon odbył własnym kosztem w lutym 1969 r. 3-tygodniową wycieczkę na Wyspy Kanaryjskie, a w marcu 1970 r. 2-tygodniową wycieczkę do Egiptu. Swoje obserwacje z tych wycieczek zreferował w interesujący sposób na posiedzeniach Lubelskiego Oddziału Pol. Tow-a Zoologicznego.

Dnia 30 IV 1970 r. otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi.

Przekroczywszy w lutym 1970 r. 65 rok życia, dr Begdon złożył rezygnację z pracy w Uniwersytecie MCS i z dniem 1 X 1970 r. przeszedł w stan spoczynku. Postępująca choroba serca nie pozwoliła, niestety, drowi Begdonowi, ani na wykończenie pracy habilitacyjnej, ani też na napisanie podręcznika ekologii zwierząt ze szczegółowym uwzględnieniem fauny ekskursyjnej okolic Lublina, nad którym pracował.

Zmarł po po kilkumiesięcznej chorobie dn. 4 XI 1973 r. w Lublinie, tam też został pochowany na cmentarzu przy ul. Unickiej. Był nieżonaty.

Odszedł od nas człowiek przez wielu niedoceniany, bardzo skromny, subtelny i szlachetny kolega, wielki miłośnik przyrody oraz bojownik o jej ochronę. Był typem pracownika naukowego bardzo gruntownie i dogłębnie, niekiedy nawet z przesadą, opracowującego każdy problem. Przykładem swego uporu w zdobywaniu rzetelnej wiedzy biologicznej korzystnie oddziaływał na młodszych kolegów, krzewiąc zamiłowanie do zoologii.

 

 Summary

 

On November the 1st, 1973 deceased in Lublin Jerzy Begdon, Ph. D. and physician, senior lecturer in the Zoological Institute Lublin University, and chief of the Laboratory of Faunistics and Ecology, born in Toruń in 1905. His many works are worthy of being mentioned.

 

Zakład Zoologii i Hydrobiologii
Instytutu Biologicznych Podstaw
Produkcji Zwierzęcej Akademii
Rolniczej w Lublinie

2013/05/24 | Supplementum